31.10.2021
1. Gdzie jest punkt G? W Rzymie! A dokładniej w zachodniej jego dzielnicy EUR, która zaczęła być budowana przez Mussoliniego na planowaną na r. 1940 Wystawę Światową. EXPO nie było, bo dziadkowie dzisiejszych „prawdziwków” zafundowali ludzkości zawieruchę na 50 milionów zabitych, ale dzielnica została i jest nadal jedynym nowoczesnym kawałkiem Wiecznego Miasta.
A jeszcze dokładniej, to punkt G znajduje się pomiędzy Viale Cristoforo Colombo, Viale Europa, Viale Shakespeare i Viale Asia, czyli alejami Kolumba, Europy, Szekspira i Azji.
Punkt G20 nazywa się „Nuvola” (Chmura), jest bardzo sexy centrum kongresowym i został zaprojektowany przez studio architektoniczne genialnego Massimiliano Fuskasa (https://fuksas.com/), rocznik 1944, tatuś Litwin, któremu udało się uciec przed jedynie słusznymi wartościami, które przyniosła do jego ojczyzny armia czerwona, również jedynie słuszna.
W 2012 roku Royal Institute of British Architects przyznał „Chmurze” nagrodę „Best Building Site”
Poniżej zdjęcie z Google Maps, wskazujące „Chmurę” oraz „Chmura” z zewnątrz i wewnątrz.




2. Eur został wysprzątany na tę okazję, ale reszta miasta niekoniecznie. Spuścizna poprzedniej burmistrz Rzymu, pani Virginii Raggi, nadal jest dobrze widoczna, nawet na słynnej Via Veneto, przy której mieści się m.in. ambasada Stanów Zjednoczonych. Roberto Gualtieri jest nowym burmistrzem Rzymu dopiero od 10 dni, obiecuje, że go wyczyści, ale na razie – proszę popatrzeć na ładne zdjęcie „bestii” przemykającej z ambasady USA w kierunku Euru.
3. Kiedy D.O. mieszkał w Rzymie, to go odwiedzali różni Znajomi i Przyjaciele. Poruszając się po mieście pojazdami mechanicznymi, ci przybysze z dziwnie spokojnej Europy Północnej masowo miewali kłopoty z utrzymaniem bielizny w czystości.
Bo po Rzymie trzeba umieć jeździć, nie tak, jak tajniacy, którzy zamiast ochraniać Joe Bidena, postanowili zderzyć się na Placu Kwirynalskim, przed pałacem prezydenckim. Bestia wjechała na dziedziniec, tajniacy nie i, mimo że plac był duży i cały dla nich, to postanowili jednak zrobić „zbim”, uszkadzając zderzak u ukryte w nim jakieś elektroniczne diabelstwa.

Czyżby wynajęli kierowców od SOP?!
D.O. zawsze rozczulały eskorty prezydentów amerykańskich. Bo pierwszą cnotą tajniaka jest nie wyróżniać się z tłumu. A zza oceanu przylatywały dinozaury na kółkach, jakich w Europie nie ma, wiec z odległości kilometra widać było, że to amerykańscy tajniacy. W dinozaurach siedzieli barczyści mężczyźni, przeważnie koloru czekoladowego i oczywiście w czarnych garniturach i krawatach, co dodawało im egzotyki, zwłaszcza latem przy 40 stopniach Celsjusza.
Konsekwencje stłuczki można zobaczyć tu: VIDEO: https://video.repubblica.it/…/g20…/400157/400867…
Nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń, ale w ramach środków ostrożności stuknięci pasażerowie zostali zbadani przez amerykański personel medyczny. Nb. proszę popatrzeć na damy i gentlemanów z Secret Service. Fajnie się mimetyzują, nieprawdaż?
D.O. zawsze uprzedzał Kolegów z ekip telewizyjnych, z Polski, z którymi obsługiwał różne zloty możnych tego świata w Rzymie, żeby najbardziej uważali na ludzi, wyglądających na najgorszych żuli: prawie na pewno będą agentami włoskich służb. A jeden z Kolegów – operator – zakochał się od pierwszego wejrzenia w niewinnej, niebieskookiej blondyneczce, lecz kiedy postanowił jej to ad hoc wyznać, blondyneczka wcisnęła mu w żebra bardzo twardy przedmiot, przypominający pistolet i powiedziała coś, czego, Kolega, nie władając włoskim, nie zrozumiał, ale twardy przedmiot i tak przekonał go do odejścia, zanim jeszcze blondyneczka otworzyła usteczka.
4. Dotarłszy pod uszczuploną eskortą do „Chmury” możni tego świata zostali powitani przez pikietę policji i – a jakże – długi, czerwony dywan, prawie tak długi, jak tren kardynała Raymonda Leo Burkego „drag queen”, lidera antyfranciszkowej opozycji. Na końcu czerwonego dywanu stał w czarnej masce premier Mario Draghi, niegdyś prezes Europejskiego Banku Centralnego, na którym to stanowisku był uważany za cudotwórcę, bo rozwiązał worek z tanimi pieniędzmi.

Każdemu fundował grabulę, nawet jedynie słusznemu prezydentowi Turcji Recepowi Tayyipowi Erdoganowi, którego w kwietniu nazwał „dyktatorem”, za co ze strony tego psychopatycznego, ale bardzo pobożnego mordercy spotkały o pogróżki. No, ale wszyscy dobrze myślący wiedzą, że prawicowy Draghi to lewak.
5. Kiedy już wszyscy się zjechali, Biden ostatni o 11.30, trzeba było zrobić „family photo”. Już się fotograf brał za pstrykanie, kiedy ktoś zauważył, że nie ma premiera Wlk. Brytanii Johnsona. Draghi poczuł się gospodarzem i jął Johnsona szukać, wołając gromko „Boris, Boris”! Kiedy Boris się znalazł, ktoś zauważył, że nie ma premiera Kanady Justina Trudeau. Ale i ten się końcu znalazł. Kamery wyłapały jeszcze pełną gestykulacji konwersację Joe Bidena z Erdoganem.
6. Najfajniejszy był moment, kiedy – bodaj z inicjatywy następcy Tuska na stanowisku przewodniczącego RE Charlesa Michela – do grona doproszono czuwający w pobliżu personel medyczny – ratowników, lekarzy, pielęgniarzy itp. Pod ich adresem rozległ się długi aplauz.

Szczęśliwie, że byli właśnie tam, gdzie ich doceniono, a nie np. w „Białym Miasteczku” w Alejach Ujazdowskich, przed biurem Kłamczuszka Krzywoustego, który kazałby im pewnie za…lać za miskę ryżu.
7. Jill Biden i Brigitte Macron były w piątek wieczorem razem na aperitifie. Zdecydowały się pogadać w niczym niewyróżniającej się i niezbyt jak na Rzym typowej restauracji „Il Marchese” dwa kroki od Tybru (https://www.youtube.com/watch?v=3SSHBEmD-vc ). Lokal chwali się tym, że nie ma chefa, ale lokalnych, „ludowych” kucharzy rzymskich. Przylega do okazałej, barokowej ambasady Hiszpanii i w domu tym mieszkał kiedyś Andreotti. Podobno mają świetne, rzemieślnicze bittery. Panie spożyły zieloną herbatę imbirową, ciastka i kieliszek białego wina Sauvignon. Doniósł o tym Lorenzo Renzi, który wraz ze swoim życiowym partnerem Davide Solarim zarządzają „Il Marchese”. Wygląda na to, że stosunki transatlantyckie ulegną poprawie: gdzie diabeł nie może…

8. Gdy utytułowani zaczynali obrady w „Chmurze”, tym samym mniej więcej czasie pierwsze damy zwiedzały Koloseum. To może nie najszczęśliwsze określenie. Ponieważ wśród pierwszych dam było dwóch huzarów: pierwszy mąż Niemiec – Joachim Sauer i pierwszy mąż UE – Heiko von der Leyen. A poza tym: Jill Biden, Brigitte Macron, Carrie Johnson z imponującym już brzuszkiem, Amelie Derbaudrenghien, żona Charlesa Michela, Kim Jung Sook, żona prezydenta Korei Południowej Moon Jae-ina i cała reszta, jak na fotce poniżej.

Honory domu w Koloseum i gdzie indziej czyniła żona premiera Draghiego Maria Serena, zwana Serenellą z domu Cappello. Ho, ho! Pani Serenella jest potomkinią Bianki Cappello, żony Wielkiego Księcia Toskanii Francesco de’ Medici (czytaj o niej w książce „Express Mediterranee”, pióra Jacka Pałasińskiego), znawczyni literatury angielskiej, osoba bardzo nieśmiała i unikająca rozgłosu.


Mały quiz dla P.T. Czytelników: rozpoznacie żonę jedynie słusznego Erdogana?
A po niepowtarzalnym, brytyjskim stylu panią Carrie Johnson, w kompleciku z Zary?


9. Drugie z małżeństwa Johnsonów, Mr Boris, przed rozpoczęciem szczytu w „Chmurze” samotnie zwiedzał Koloseum (w piątek wieczorem z żoną widziano ich na spacerze na Piazza di Spagna). Dostał na to specjalne zezwolenie ministerstwa Kultury, ponieważ jest znawcą historii i mitologii starożytnego Rzymu.
W pozie Marka Aureliusza, tyle, że nie na koniu, premier Johnson wysnuł kronikarzom taką oto refleksję: „Koloseum to bardzo mocna metafora. Odnosi się do ryzyka ludzkości, ryzyka arogancji”. Ludzie myślą, że postęp jest zawsze jednokierunkowy, że rzeczy zawsze idą w kierunku wytyczonym przez zdrowy rozsądek technologię. Ale pamiętajmy, że w V wieku naszej ery postęp się zatrzymał i zaczęliśmy żyć w mrocznej i ciemnej erze. Mamy nadzieję, że to się nie powtórzy” -powiedział.

Ale – sądzi D.O. – jeśli się jednak powtórzy, a wiele na to wskazuje, będzie to między innymi „zasługą” Borisa Johnsona.
10. Po zwiedzaniu Koloseum, pierwsze damy i huzary przeniosły się na breakfast do Villa Pamphilij (parku), a dokładniej do pałacyku, zwanego Casino del Bel Respiro (patrz foto poniżej), przy czym jest to nazwa, jakiej by już dziś pałacykowi nie nadano, ponieważ słowo „casino” nabrało innego niż „domuś” znaczenia. To dziś też domuś, tyle, że publiczny. No, ale historyczna nazwa przetrwała, śmieszy dzieciny szkolne i jest reprezentacyjną siedzibą Rady Ministrów, używaną właśnie podczas wizyt szefów państw i rządów. Zdjęć pierwszych dam i huzarów nie ma, żeby potem nie pisano, że uczęszczają do „casino”.

Ale dlaczego nie ma zdjęcia pierwszych dam i huzarów w Kaplicy Sykstyńskiej, tego D.O. nie wie i nie rozumie, tam wychodzą całkiem ładne selfie!
Zanim jednak damy i huzary trafiły/li do Watykanu, wypiły/li kawusię i pogadały/li na wspominanym wczoraj przez D.O. Tarasie Caffarelli, potem wstąpiły/li do niewspomnianych wczoraj przez D.O. Muzeów Kapitolińskich (D.O. poleca, zaraz za Ołtarzem Ojczyzny! oraz nieodległej Sali Protomoteki, gdzie znajdują się starożytne popiersia.
Mały quiz dla P.T. Czytelników: z czym kojarzy się wam Sala della Protomoteca?
Nikt nie zgadł, nie pamięta?
A D.O. pamięta ze wzruszeniem, ponieważ to właśnie w tej Sali w 1957 roku zostały podpisane Traktaty Rzymskie (w tym Traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Gospodarczą), a w 1998 roku – Statut Rzymski, powołujący do życia Międzynarodowy Trybunał Karny.
D.O. liczy, że przed Trybunałem tym stanie niebawem kilku panów i kilka pań, którzy bardzo się D.O. i nie tylko D.O. naraziły swoim bandyckim zachowaniem.
11. Po wizycie w Sali Protomoteki, zgromadzenie dam i huzarów zostało rozwiązane i – jak donoszą rzymskie media – wiele pierwszych dam dostrzeżono w centrum Rzymu na shoppingu. I to po raz drugi, bo niektóre buszowały po boutikach już w piątek wieczorem! Czego D.O. P.T. Czytelniczkom również życzy. O tym, czy shoppingowi oddali się również pierwsi huzarzy, kroniki milczą.
O godzinie 19.00 odbyło się bliżej nieokreślone „wydarzenie kulturalne” dla liderów i małżonków w Termach Dioklecjana. Joe Biden nie wziął w nim udziału, w końcu dobiega osiemdziesiątki.
Intensywny dzień pierwszych dam i pierwszych huzarów skończył się o 20.30 w Kwirynale, gdzie wraz z małżonkami i małżonkami zasiedli przy stole z prezydentem Republiki Włoskiej Sergio Mattarellą. Tym razem Boris Johnson przybył jako pierwszy. Kolację spożywano w „Salone delle Feste” i tam, na dania z kwirynalskiej kuchni załapał się również Joe Biden. A trzeba wiedzieć, że kuchnia tam jest wielka. Tj. D.O. nigdy nie był zaproszony, co najwyżej na „finger food”, ale wie, że kuchnia jest wielka, bo ma 700 metrów kwadratowych. Acha, warto dodać, że do biesiadników dołączył książę Karol, przybyły do Rzymu na osobiste zaproszenie premiera Mario Draghiego, zapewne po ostrym wywiadzie dla BBC sprzed miesiąca, w którym robił konkurencję Grecie Thunberg. No i z powodu tego, że będzie niejako gospodarzem rozpoczynającego się już dziś szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow.
Poniżej foto pustego Salonu Uroczystości i salonu zastawionego stołami z okazji przyjęcia na cześć emira Kataru w 2018 r. Świeżych fotek niet.

12. Dzisiaj damy i huzary mają do wyboru wizytę w Galerii Borghese lub Muzeach Kapitolińskich i znajdującej się tam kolekcji marmurów Torlonia: w pierwszym przypadku aperitif i lunch będzie w Casina Valadier, pięknej willi z tarasem panoramicznym przy Via Adamo Mickiewicz na wzgórzu Pincio, w drugim – na znanym już od soboty tarasie Caffarelli na Kapitolu. Potem wolne popołudnie, w oczekiwaniu, aż wielcy świata zakończą swoje konferencje prasowe na zakończenie szczytu G20.
13. Zapewne P.T. Czytelnicy dziwią się, że D.O. ani razu nie wymienił nazwisk dwóch ludzi, którzy powinni być protagonistami szczytu G20 w Rzymie: Xi Jinpinga i Władimira Putina.
A nie wspomniał, ponieważ obaj zdecydowali się pozostać w domach, bo, w przeciwieństwie do paskudzących jedynie słusznych znad Wisły, wiedzą, że pasują tam, jak pas cnoty do Mesaliny. Faszystów reprezentowali Erdogan z Bolsonaro i wystarczy.
Jednak obaj gentlemani, planujących wysadzenie w kosmos znanego nam świata, przesłali swoje wystąpienia video. Xi zaprotestował przeciwko „stygmatyzacji i upolitycznieniu wirusów” i wezwał członków G20 do praktykowania „prawdziwego multilateralizmu”, które to słowo było do niedawna szczególnie bliskie Putinowi, ale Xi tak się spodobało, że zaczął go nadużywać.
Putin z kolei zażądał, by „WHO szybciej zatwierdzało szczepionki”, zwłaszcza, oczywiście, szczepionki rosyjskie, choćby nie przeszły żadnych wymaganych testów, tak, jak Sputnik V. „Niektóre kraje przyjmują protekcjonistyczne podejście do szczepionek przeciwko Covidowi i nie chcą zatwierdzać i rejestrować szczepionek” dodał, mając na myśli oczywiście szczepionki rosyjskie, takie, jak Sputnik V.
14. No, i w ten sprytny sposób przeszliśmy do kwestii merytorycznych. Najważniejsze tematy rozmów plenarnych to:
COVID: w centrum uwagi wielu liderów był równy dostęp do szczepień na całym świecie. Tylko 3% z ponad sześciu miliardów szczepionek przeciw Covid podawanych na całym świecie trafiło do najbiedniejszych krajów, jest – jak powiedział Draghi – „moralnie nie do przyjęcia”.
Pozostali liderzy zgodzili się, że do połowy przyszłego roku powinno zostać zaszczepione 70% światowej populacji. No, może nie w Polsce, bo w Polsce w wirusy nie wierzą.
PODATKI: G20 zatwierdziło globalną minimalną stawkę podatku od osób prawnych w wysokości co najmniej 15%. Ta inicjatywa, nad którą dyskutowano od ładnych paru lat, została wsparta przez 140 krajów świata. To zła wiadomość dla Irlandii, która jest lotniskowcem dla amerykańskich gigantów technologicznych, chwalących się bilionami, a płacących podatków, tyle, co D.O., który nie chwali się nawet wieloma tysiącami.
„Minimum tax” zacznie obowiązywać w 2023 r.
POROZUMIENIE KLIMATYCZNE: Wstępny projekt konkluzji G20 rozczarowuje ogólnikami i brakiem konkretów – pisze Reuter. – Zawiera zobowiązanie do ograniczenia wzrostu temperatury na świecie do 1,5 stopnia Celsjusza, co zostało uzgodnione już w Paryżu. Nie wskazuje jednak konkretnych zobowiązań ani odniesienia do 2050 r., który to rok figurował we wcześniejszych dokumentach, jako termin, do którego emisja gazów cieplarnianych wynosić będzie zero. Tymczasem Chiny przesunęły termin na r. 2060, a Indie nie podjęły dotychczas żadnych konkretnych zobowiązań.
Liderzy G20 zapowiadali, że dadzą biednym krajom 100 miliardów rocznie do 2025 r., ale, jak do tej pory dały figę. Inna sprawa, że kraje ubogie nie przedstawiły żadnych projektów wykorzystania takich funduszy, więc istnieje obawa, że liderzy je przejedzą, a ile liderzy zdolni są przejeść, tego Polakom tłumaczyć nie trzeba.
15. W obradach w „Chmurze” były specjalne przerwy, by szefowie państw i rządów mogli odbyć spotkania bilateralne i miniszczyty w węższym gronie.
I tak np. Joe Biden spotkał się z Borysem Johnsonem, Emmanuelem Macronem, Angelą Merkel i Olafem Scholzem, by omówić wspólne stanowisko wobec inicjatywy Iranu o wznowieniu rozmów nt. porozumienia nuklearnego. Przed spotkaniem, dziennikarzowi, który zapytał, czy chce wznowienia negocjacji z Iranem, Bidena odpowiedział: „Tak, tego się oczekuje”.

Z kolei Emmanuel Macron był gospodarzem nieformalnego szczytu UE-Unia Afrykańska. Na spotkaniu była obecna przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, przewodniczący Rady UE Charles Michel, kanclerz Niemiec Angela Merkel, premier Hiszpanii Pedro Sanchez i premier Holandii Mark Rutte. Afrykę reprezentowali Félix Tshisekedi, przewodniczący Unii Afrykańskiej i jednocześnie prezydent Demokratycznej Republiki Konga, Moussa Faki, przewodniczący Komisji Unii Afrykańskiej (Unia Afrykańska stworzona została na obraz i podobieństwo Unii Europejskiej, sojuszu, którego Europie cały świat zazdrości i który doskonale funkcjonował przed rozszerzeniem) i Paul Kagame, prezydent Rwandy. Prezydent RPA Cyril Ramaphosa pozostał w domu, bo ma właśnie wybory lokalne, ale połączył się przez zooma.

16. No i wspomniane spotkania bilateralne, takie, jak między przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą Von der Leyen a prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem, który, jak P.T. Czytelnicy pamiętają, poskąpił jej krzesła w swoim pałacu w Ankarze.
Albo spotkanie Erdogan – Bolsonaro, podczas którego prezydent Brazylii tłumaczył, że w jego kraju wszystko jest OK, a jedynym problemem są stronnicze media mainstreamowe (https://video.repubblica.it/…/g20…/400177/400887…) .
17. I już na sam koniuszek: G20 nie byłoby G20, gdyby nie było protestów. D.O. był na G8 w Genui w 2001 r. i na samą myśl, 20 lat później przechodzą go ciarki (można przeczytać więcej szczegółów w książce Jacka Pałasińskiego „Najpiękniejsze słowa”).
W Rzymie odbyły się dwie manifestacje – jedna – studentów w okolicach Piramidy, druga na Placu św. Jana Laterańskiego, organizowana przez malutką partię komunistyczną.

Jak do tej pory do D.O. nie dotarły informacje o jakichś poważniejszych starciach, czy zniszczeniach. Najwyraźniej kontrole graniczne zadziałały.
18. Ufff… Wspomnijmy jeszcze, że Prezydent USA znów pojechał dziś rano do Watykanu, na mszę Bazylice św. Piotra, której jednak nie odprawiał papież Franciszek.
19. I, à propos papieża, to wczoraj przyjął w Watykanie premiera Indii Narendrę Modiego. Zorientowane media za sensację uznały, że Modi, odwalony nacjonalista i hinduista też odwalony, zaprosił papieża do złożenia wizyty w Indiach.

To, gwoli wyjaśnienia, D.O. wspomni, że w Indie pod kierownictwem Modiego przeżywają jeden z najczarniejszych okresów w swojej historii, jeśli chodzi o tolerancję, a raczej nietolerancję religijną. Najgorzej mają muzułmanie, ale i chrześcijanie są w dramatycznej sytuacji.
„Dobrze” – powiedzą P.T. Czytelnicy – „ale chrześcijanie w Indiach to tylko 2% populacji”!
„Dobrze” – odpowie D.O. – „ale te 2% to 24 miliony ludzi”! Kiedy papież jechał do Cox Bazaar – największego bodaj na świecie obozu dla uchodźców Rohingya z Mjanmy do Bangladeszu, nuncjatura prosiła o możliwość odwiedzenia Kerali lub Karnataki, południowych prowincji Indii, gdzie mniejszość chrześcijańska jest szczególnie silna. Ale Modi powiedział wtedy „nie ma mowy”!
A teraz zaprosił.
Jacek Pałasiński

Dziwię się zdziwieniu DO, że nikt w kaplicy Sykstyńskiej selfi nie robił.
.
No chyba, że to była ironia. Polskie dyplomatyczne „wstawanie z kolan” polega na tym, że dyplomatołki uznają iż mają prawo stosować prawo wybiórczo. Że zakazy nie odnoszą się do wybrańców „narodu wybranego” czy też raczej ” suwerena wybranego”. Z definicji! Jak ktoś jest suwerenem, czy też choćby suwerena jedynie słusznym przedstawicielem, to wszak nie mogą go ograniczać jakieś głupie zakazy fotografowania!
A tu przedstawiciele G20 zakaz uszanowali. Gooopki…