Wydanie befańskie
05.01.2022
Jesteście, P.T. Czytelnicy gotowi? Nie? No to hajże po skarpetę! Dzisiejszej nocy odwiedzi Was pewna brzydka starucha. Upewni się, czy śpicie i wedrze się do waszego domu, a jak się okaże, że głosowaliście na szajkę, to do skarpety nawrzuca wam węgla. Rosyjskiego, oczywiście, z Donbasu, oczywiście, bo szajka zasiarczony węgiel z Ludowych Republik Ługańskiej i Donieckiej przedkłada ponad inne. A jeśli byliście grzeczni, chodziliście na manifestacje, dezawuowaliście przestępstwa, machlojki i oszustwa szajki, to może starucha wrzuci wam do zawieszonej na kominku skarpety cukierka.
Starucha ma na imię oczywiście Befana. A „Befana”, to takie włoskie, ludowe przekoślawienie oryginału, czyli ἐπιφάνια, epifania, a epifania to objawienie. W tym wypadku objawienie boskiej natury dzieciątka Jeszua trzem mędrcom ze Wschodu, który, śledząc „gwiazdę” (Mt 2,1-12.16), przynieśli boskiemu Dziecięciu dary: złoto, kadzidło i mirrę, a kto nie wie do dziś, co zacz mirra, niech podłubie w źródłach. W suku w Damaszku straganiarze oferowali mirrę i D.O. oczywiście kupił, ale gdzieś mu się w licznych przeprowadzkach zadziała.
Giotto przedstawił „gwiazdę” jako kometę, prowadzącą Trzech Mędrców (zupełnie niepoprawnie zwanych „królami”) do stajenki w Bet Lehem, co po hebrajsku oznacza dosłownie „Dom Chleba”, czyli po prostu piekarnię.
No bo Giotto był w 1301 r. świadkiem „przebiegu” po nieboskłonie komety Halleya i tak mu się skojarzyło. Ale od tego czasu nikt inaczej owej „gwiazdy” betlejemskiej inaczej nie przedstawiał, jak tylko kometę, co jest bez sensu, bo gwiazda i kometa to są dwa zupełnie odmienne ciała niebieskie. Do dziś mędrcy (choć nie tamci trzej, ze Wschodu) zachodzą w głowę, cóż to mogło być za światło, które Trzech Mędrców prowadziło, bo, jakby tu powiedzieć, „gwiazda” na pewno nie. Może jakieś małe UFO?
„Epifania” to termin, używany przez Kościoły zachodnie, te wschodnie, nieco mniej od zachodnich heretyckie, na objawienie boskiej natury Jeszuy, używają bardziej precyzyjnego terminu „Teofania”. Z kolei muzułmanie używają terminu „epifania” na pojawienie się na końcu czasów ludzi wezwanych przez Allaha, którzy położą kres niesprawiedliwościom i niedoskonałościom gatunku ludzkiego.
Drodzy muzułmanie, co, wy gazet nie czytacie? Tacy ludzie już się objawili, nazywają się „szajka”, a jak nie wierzycie, to obejrzyjcie wiadomości w kurwizji (https://tvn24.pl/…/afera-mailowa-nowa-odslona-mail-z…).
W każdym razie we Włoszech z „epifanii” najpierw zrobili „bifanię”, a potem „befanię”, skąd już tylko krok do Befany.
Befana ma źródła mało chrześcijańskie, dlatego w Kościele łatwego życia nie miała. Wywodzi się z hellenistycznej odmiany mitraizmu, dla którego 12 dni po równonocy zimowej, w Saturnaliach jako Diem Natalis Solis Invicti, obchodzono w Cesarstwie Rzymskim równocześnie, jako święto śmierci oraz święto odrodzenia Matki Natury. Rzymianie wierzyli, że przez te 12 dni (a raczej nocy) kobiety latają nad polami, by dodać im siły rozrodczej. 12 dnia umierały dla Rzymian zeszłoroczne plony, a te, przygotowane pod wiosenny zasiew, nabierały ducha, który sprawi, że w ziemi się odrodzą i rozmnożą.
I właśnie Befana była jedną z tych kobiet, latających nad polami, by dać im płodność. Bogiem a prawdą, to zastąpiła Dianę, która wcześniej dokonywała tych nalotów. Befana odpoczywała w ludzkich domach i osądzała ich mieszkańców: dobrych nagradzała, złych karała.
Acha: ten 6 stycznia, w którym mędrcy mieli dotrzeć do betlejemskiej stajenki, to nie jest wynalazek wczesnochrześcijański; datę tę zaproponował pod koniec IV w. święty Epifaniusz z Salaminy, przez Kościoły wschodnie uważany za ojca Kościoła. Dzisiaj by sprawiał mnóstwo kłopotów, bo energicznie przeciwstawiał się kultowi Maryi i równie energicznie zwalczał kult obrazów. (D.O. nieodmiennie namawia do przeczytania w Wikipedii hasła „Dekalog” i odbycia refleksji, jak też to się stało, że Kościoły chrześcijańskie, zwłaszcza zachodni, spokojnie wyeliminowały sobie Drugie Przykazanie Boże i, żeby się liczba zgadzała, podzieliły na dwa Przykazanie Dziewiąte, każąc wiernym wierzyć, że Pan Bóg zstąpił na Ziemię, by dać rodzajowi ludzkiemu Przykazanie o treści „ani żadnej rzeczy, która jego jest”).

Ufff…
No, dobrze, możesz, Czytelniku, zapomnieć o skarpecie dla Befany, ale nie zapominaj, żeby się przyzwoicie zachowywać i nie sprzedawać ojczyzny za 500 srebrników.
D.O. jest meteoropatą o tyle, że zimowa szarówka go przygnębia. A i bez tego znajduje powody do przygnębienia. To może mieć związek z faktem, że 30 lat życia spędził w miejscu, w którym żył biednie i było mnóstwo kłopotów, ale w którym przez 320 dni w roku, kiedy rano otwierał okiennice, niebo było błękitne, świeciło słońce, o każdej porze roku było zielono, śpiewały ptaki, a do morza jechało się pół godziny samochodem.
Kiedy nachodzą D.O. takie ponuractwo meteoropatyczne, to sobie przegląda stare zdjęcia, albo puszcza jakiś film, który lata temu nakręcił. Poniższe zdjęcia to kadry z drugiego odcinka filmu JP o Florydzie. Przedstawiają zwierzątka, bo D.O. zwierzątka bardzo lubi.
A, żeby P.T. Czytelnicy D.O. nie zrugali, trochę newsów drugoobiegowych:

Ciekawe, czy żona Pacynki Kłamliwej już zamieniła zarobione na dziwnych transakcjach miliony na dolary, bo nawet we Wspólnocie Niepodległych Państw, gdzie państwo będą prosić o azyl, chętniej przyjmują dolary niż wyzute ze sporej części wartości złotówki.



W Turkiestanie Wschodnim znajdują się jedyne złoża ropy i gazu na terenie dzisiejszej ChRL, jest tam też węgiel. Mr. Muskowi to owych 300 miliardów brakuje jeszcze kilkunastu: może zarobi je w tym zniewolonym kraju? Fuj, panie Piżmo!

Ampel to semafor drogowy, zwany popularnie „światłami”. Czerwone, żółte, zielone, tak, jak kolory partii, wchodzących w skład koalicji.
Dwoje „Zielonych” – minister gospodarki i klimatu Robert Habeck oraz ministra środowiska Steffi Lemke – ostro skrytykowali propozycję Komisji, aby pod pewnymi warunkami zaklasyfikować inwestycje w energię jądrową i gaz ziemny jako przyjazne dla klimatu.
Olaf Scholz dowiódł, że nie jest chorągiewką na wietrze, teraz wypada poczekać na oficjalne stanowisko partii Zielonych. Znajduje się tam sporo rozsądnych ludzi, którzy potrzeby energetyczne gospodarki i społeczeństwa niemieckiego traktują poważnie i realistycznie. Może oni przeważą?



„Jeżeli nie możemy ufać księżom, to komu możemy zaufać? – pyta niepocieszony wierny – Odkąd usłyszałem o tym, nie przyjmuję już komunii od ks. Tarcisio, ale od drugiego proboszcza. Nie wiem, czy jest zaszczepiony i to mnie przeraża”. (https://video.repubblica.it/…/il…/405119/405829…) Don Tarcisio Colombo wolał nie spotykać się z dziennikarzami, a poniedziałkową mszę odprawiał inny ksiądz.

Ciekawe, czy szajka będzie skazywać za nielegalne wspominanie państwowych zbrodni na granicy z Białorusią?

„Dzisiaj rano czytałam wiadomości o tym, że z powodu zamknięcia mediów internetowych, wolność prasy w Hongkongu stoi w obliczu zagłady… Po prostu nie mogę zaakceptować tego rodzaju zarzutów” – powiedziała pani Lam, dodając, że nic nie jest ważniejsze niż rządy prawa”.
Nie ma to jak typowo chińskie poczucie humoru!




















Jacek Pałasiński
