26.06.2022

W Muzeum Diaspory w Izraelu można wysłuchać mającej miejsce w średniowieczu dysputy między pewnym zakonnikiem a rabinem. Zakonnik próbował w długim wywodzie przekonać rabina, że Jezus był Mesjaszem. Rabin odparł, że w przekazach mówi się, iż z nadejściem Mesjasza zapanuje na Ziemi pokój; wystarczy rozejrzeć się dookoła, aby stwierdzić, że Mesjasz jeszcze nie przyszedł.
Nic się od tamtych czasów nie zmieniło, przeciwnie – wszędzie widzimy nasilenie złej woli, wojny są coraz okrutniejsze i pewnie Pan Bóg zastanawia się, czy jednak nie zmienić zdania i nie zatopić ludzkości nowym potopem. Prototypy – Adam i Ewa – nie udały się, a Pan Bóg ma bliskie nam podejście do swoich wytworów – szkoda naprawiać, lepiej zutylizować.
* * *
Są filmy, gdzie bohaterowie skutkiem tajemniczych okoliczności zamieniają się osobowościami. Nastolatka, która marzyła, żeby być dorosłą, nagle budzi się w ciele dojrzałej kobiety, a tamta w jej ciele. Ciekawe co by było, gdyby nasi politycy z różnych partii nagle zamienili się osobowościami. Wyobrażają sobie Państwo Tuska w ciele Kaczyńskiego i na odwrót? Ciekawe czy udałoby się im ukształtować partie, na których czele stanęliby w nowych ciałach. Zakładając, że Tusk nie zmieniłby poglądów, mógłby wygłosić orędzie do pisowców. Na przykład:
Większość kłopotów, jakie mamy w kraju, wynika z tego, że nie umieliśmy nie tylko rządzić, ale nawet zarządzać. Nie wychodziło nam nic, a kłamaliśmy, że mamy sukcesy. Wszyscy – ja też. Nasi wyborcy jeszcze nam wierzą, ale większość Polaków ma nas naprawdę dosyć.
I ta pazerność… Nasi ludzie bez odpowiednich kwalifikacji obsiedli setki lukratywnych stanowisk. Ale najgorszą rzeczą jest niszczenie wymiaru sprawiedliwości. Usłużni prokuratorzy oskarżają naszych przeciwników o nieistniejące przestępstwa, wspomagają ich usłużni sędziowie, którzy chronią nas. Próbowaliśmy oszukać Unię Europejską, ale oni widzą nasze szkodliwe działania w wymiarze sprawiedliwości i nie dają pieniędzy, które nam są bardzo potrzebne. Musimy to zmienić.
Co by zrobił Kaczyński w ciele Tuska? Partia, w jakiej się znalazł, to dla niego sprawa drugorzędna – wszędzie chodzi o rządzenie. Ale dwie sprawy mogłyby mu pokrzyżować szyki: brak silnej ochrony osobistej oraz konieczność podjęcia życia w rodzinie.
* * *
Na Plac Zbawiciela w Warszawie ma wrócić tęcza. Pojawiła się tam kiedyś na krótko i w jakimś zbożnym celu, ale zrobiono z niej symbol LGBT, podpalano, niszczono. Wyglądała niespecjalnie ładnie i licho wie po co znowu miałaby tam stanąć. Ale jeżeli już to ja bym postawił w tym miejscu pomnik Jana Pawła II, który by tę tęczę trzymał w dłoni, spoglądając na nią z miłością. A złapanych na jej niszczeniu oskarżyłbym o obrazę uczuć religijnych.
* * *
Na jeziorze wywróciła się motorówka. Jedna osoba utonęła, sześć udało się uratować. Żaden z pasażerów motorówki nie nosił kapoka, choć były w łodzi. Sternik nie miał uprawnień do prowadzenia motorówki, ale prawo tego nie nakazuje. Odnajmujący motorówkę nie ma prawa zapytać wynajmującego o uprawienia.
To na milę pachnie prawodawstwem wprowadzonym kiedyś przez Gowina. Zwolnił on wtedy przewodników turystycznych i taksówkarzy od konieczności posiadania uprawnień. Tłumaczył to w ten sposób, że rynek wyreguluje sprawę – jeśli nam nie odpowiada standard czyjeś usługi to na drugi raz nie skorzystamy z jego usług. Jak często zdarzało się Państwu trafić drugi raz na tego samego taksówkarza?
* * *
Falun Gong to, jak podaje Wikipedia, chińska praktyka duchowa, która łączy medytację i ćwiczenia qigong z filozofią moralną opartą na zasadach Prawdy, Życzliwości i Cierpliwości. Od innych szkół qigong różni się brakiem opłat czy formalnego członkostwa, brakiem codziennych rytuałów, dużym naciskiem na moralność i teologiczną naturę jego nauki.
Od końca lat 90. chińskie władze uznały, że takie praktyki medytacyjne i ćwiczenia oddechowe stały się zbyt popularne i zaczęto prześladować Falun Gong. Więziono setki tysięcy praktykujących, zmuszano do prac, torturowano, a nawet zabijano, aby pobrać od nich organy.
Protesty przeciwko temu barbarzyństwu są słabiutkie. Nikt nie wspomina nawet o sankcjach. Co jakiś czas w Polsce rozdaje się ulotki w obronie Falun Gong. Może gdyby chińskie władze zaczęły tak traktować ludzi w innych krajach to by to sprowokowało jakąś mocniejszą reakcję.
* * *
Przez wiele lat w centrum Warszawy znajdowała się tablica świetlna, umieszczona tam z inicjatywy Leszka Balcerowicza. Pokazywała ona dług publiczny, także w przeliczeniu na przeciętnego mieszkańca Polski.
Ja bym umieścił tam tablicę, która by pokazywała niespełnione obietnice premiera Morawieckiego. Te 500 mln drzew, które miano zasadzić w drugiej połowie roku 2019. Sto tysięcy mieszkań, milion elektrycznych samochodów itd. Ostatnio zapowiedział budowę tysiąca hal sportowych. Obok zapowiedzi pokazałbym wyniki – zwykle zerowe.
Może też zmieściłoby się miejsce na zapowiedzi prezesa NBP i prawdziwe dane. Ale cały rząd miałby tam dużo do zaprezentowania. To byłby szok dla wyborców PiS-u.

* * *
Kaczyński co pewien czas straszy nas Niemcami, którzy tylko czyhają aby nam coś zabrać, najechać, pognębić. To znajduje oddźwięk wśród wielu jego wyborców – z jednej strony my Polacy, z drugiej nasi wrogowie. Pisowska szczujnia co pewien czas dokonuje podziału na „dobrzy nasi” i zagrażający nam „źli”.
Ale ludzie w ogóle mają dużą łatwość identyfikowania się i podatność na szczucie. Widać to wyraźnie w sporcie, kiedy kibice klubu bądź kadry narodowej identyfikują się w pewien sposób ze sportowcami i nienawidzą ich przeciwników sportowych. Kibice potrafią się umawiać z kibicami przeciwnych drużyn na „ustawki”, gdzie spotykają się i walczą, często z użyciem niebezpiecznych przedmiotów. A przecież chodzi często tylko o to że „nasi” nie wstrzelili piłki do bramki przeciwnika.
Ta nienawiść utrzymuje się długo i znajduje ujście w internecie. Jakiś czas temu program Matrix Threat przeanalizował ponad 400 tys. postów opublikowanych na Twitterze i Instagramie po finałach Euro 2020 oraz Pucharu Narodów Afryki. Jak podaje w GW Rafał Stec:
Aż 90 proc. hejterskich wpisów pochodzi z profili nieanonimowych, wciąż istniejących, należących do łatwo identyfikowalnych właścicieli – choć publikują oni treści karalne, nie obawiają się konsekwencji. 58% postów, które dotyczą przecież celebrytów i przykuwają olbrzymią uwagę, wciąż jest publicznie widocznych na platformach (od obu finałów minęło odpowiednio 11 i 5 miesięcy), choć szefowie stojących za nimi korporacji przysięgają, że sprzątają ze swoich serwerów rynsztokowe, dyskryminacyjne wyziewy. 78 proc. wyzwisk miało zabarwienie rasistowskie lub homofobiczne, a większość spadła albo na największe gwiazdy (Senegalczyka Sadio Mane oraz Egipcjanina Mohameda Salaha), albo tercet Anglików, którzy spudłowali rzuty karne.
* * *
Mamy w rządzie 107 ministrów i wiceministrów, 30 proc. z nich bez teki.

* * *
Kiedy w 1989 r. zmienił nam się ustrój, wiele osób oczekiwało, że będziemy teraz mieli zalety obu ustrojów, oczywiście bez ich wad. Niestety, świadczenia socjalne PRL w większości upadły, a mimo zachęty Wałęsy, żeby otwierać własne biznesy, niewielu to się udało, natomiast pojawiły się zapomniane od czasów przedwojennych terminy takie jak bezrobocie czy eksmisja.

Teraz, kiedy Polska się wzbogaciła, może udałoby się jakoś pożenić oba ustroje? Poza lewicą nikt nie myśli o budowie tanich mieszkań, przedszkolach, żłobkach, dostępności służby zdrowia i wielu innych sprawach, które były dostępne w PRL. Zamiast niepotrzebnego centralnego lotniska, przekopu mierzei, miliardów wydawanych na propagandę i na Kościół (niech wierni sami utrzymują swoich kapłanów), różnego rodzaju niepotrzebnych instytucji itd., poprawiono by standard życia wszystkich mieszkańców. Przyzwoite minimum dla wszystkich.
Zilustruję problem fragmentem wywiadu, jaki dziewięć lat temu udzielił GW prof. Karol Modzelewski. Cytuje on badania, z których wynika, że obecnie na uczelniach publicznych studiuje najwyżej 2% studentów z ubogich rodzin.
GW: Wprowadzić punkty za pochodzenie.
KM: – To nic nie da. Jeśli dzieciaki z dawnych pegeerów nie mają na dojazd do miasta, w którym jest liceum, to co im po punktach?
GW: No to jak?
KM: – Trzeba by zbudować tanie bursy przy niektórych liceach, tanie akademiki przy uczelniach, wykupić im obiady i bilety miesięczne. I natychmiast ma pan efekt wyrównania szans.
GW: Czyli zrobić to, co prezydent Lula w Brazylii.
KM: – Mniej więcej. Tylko musi być klimat, nacisk społeczny na władze, na samorządy, że takimi rzeczami mają się zająć. Czy pan wie, co ostatnio wkurzyło młodych Brazylijczyków? Manifestowali przeciwko wydatkom na mistrzostwa świata w piłce nożnej. Brazylijczycy! Szli pod hasłem „Nie chcemy nowych stadionów, chcemy bezpłatnych studiów”. W Polsce takiego nacisku nie ma. Lepiej wyremontować ryneczek, postawić na nim fontannę, niż zbudować w miasteczku przy liceum bursę dla ubogich dzieci. Lepiej dwupasmówkę przez gminę puścić i jeździć po niej w wypasionych brykach na kredyt. A sprawy społeczne niech załatwią za nas różne charytatywne ciotki. Otóż ciotki tego nie załatwią, to musi robić państwo, polityka.
PIRS
