Walter Chełstowski: Wyznanie wiary4 min czytania

()

12.03.2023

Photo by 12019 on Pixabay

Od czasu jak dorosłem (mam na to dowód, czyli PESEL) i od czasu jak mam rozum (na to dowodu nie mam) Autorytetami dla mnie są Naukowcy/Badacze i Odkrywcy, którzy od tysięcy lat odkrywając/badając wszystko, czego przedtem nie rozumieliśmy rozwijają nasz gatunek oraz cywilizację ludzką.

Od tych, którzy po raz pierwszy użyli świadomie ognia do tych dzisiejszych, dzięki którym nie tylko mamy koło czy prąd, czy komputery, ale również tych, dzięki którym wylądowaliśmy na Księżycu czy rozwijamy sztuczną inteligencję.

Autorytetami są też dla mnie Wielcy Ludzie, przy których – czytając ich, słuchając, czy ich oglądając – czuję się małym i mizernym intelektualnym głupkiem. Kilkoro z nich znałem nieźle osobiście, bo byli z mojego kraju.

Oni wszyscy od lat otwierają mi moje ułomne komórki mózgowe na niepoznane / niezrozumiałe wcześniej przestrzenie. I to są moje autorytety.

Mam jeszcze inne autorytety.

Moi rodzice.

Bez synowskich sentymentów, (bo już rodziców nie ma) tylko po prostu. Miałem to szczęście, że miałem bardzo mądrych i otwartych na wszystko rodziców. Nigdy nie widziałem ani nie słyszałem, aby się kłócili. Zawsze spokojnie rozmawiali i dyskutowali merytorycznie. Dzięki nim jestem, kim jestem.

Moje dzieci.

Otworzyły mi oczy na tak wiele spraw, że za niektóre (patrząc w historię mojego życia) mogę tylko przepraszać, (choć myślę, że jak już są dorosłe to coraz więcej z moich niektórych decyzji rozumieją).

Otworzyły mi również oczy na inny pokoleniowo sposób postrzegania bieżących spraw, realnych priorytetów życiowych ich pokolenia oraz myślenia o przyszłości. Codziennie się od nich uczę, a nawet często się do tego przyznaję.

Autorytetami są też niektórzy moi przyjaciele, znajomi i … nieznajomi (FB itd.). To osobne opowiadanie.

Słuchając was, czy czytając czują się jak Krzysztof Kolumb odkrywający nieznany wcześniej ląd, czy jak Kopernik, gdy zrozumiał, że to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie odwrotnie. Długie byłoby opowiadanie tym, czego dzięki Wam się nauczyłem / zrozumiałem, czy o czym się od Was dowiedziałem.

Nigdy autorytetem nie była dla mnie żadna religia. Oraz żaden przywódca którejkolwiek z nich.

Może po prostu miałem takie szczęście, że i rodzice i dziadkowie byli niewierzący. I że nie zostałem wychowany / zindoktrynowany od małego, jako katolik, muzułmanin, buddysta itd. Wtedy bowiem byłym zaślepiony praktycznie na zawsze. Bo na takiej indoktrynacji od wczesnego dzieciństwa m.in. polega sukces wszystkich religii.

Cały katalog podstawowej ludzkiej moralności mam w sobie, bez jakiejkolwiek religii. I nigdy nie czułem potrzeby szukania żadnego „podparcia” w religii. Nawet niedawno, gdy dosłownie nie wiedziałem, czy będę dalej żył jeszcze tylko kilka miesięcy, czy dłużej.

Przeraża mnie ślepa czołobitność wyznawców dowolnej religii w stosunku do słów / banałów / głupot czy ukrytej nienawiści wygłaszanych przez ich przywódców. Obojętnie czy to papież, imam, rabin, mnich czy jakkolwiek nazywany inny przywódca religijny.

Przeraża mnie brak świadomości ślepych – wierzących o najprostszych faktach z historii ich różnych religii.

Czyli wojny religijne, mordowanie wierzących „w inną religię”, czy powszechne właściwie we wszystkich religiach pogardę / prześladowanie kobiet.

Bardziej nie da się skrócić straszliwych efektów wszelkich religii w historii świata.

Oczywiście czasami – bardzo rzadko – niektóre religie były na serio ruchami społecznymi, wyzwalającymi ludzi z niewoli. Pod hasłami religijnymi, bo innych wtedy nie było. To prawda. Ale to za mało.

Obrona „autorytetów” religijnych jest śmieszna. W tym papieża.

Bo skoro wierzący wierzą, że ich „Bóg jest wszechmocny” to, dlaczego sam sobie z tym nie poradzi?

Bo żadnego Boga nie ma. Są tylko sprytni szamani. I politycy. Czy to w Polsce, czy np. w Iranie.

Wykorzystujący ludzi potrzebujących wsparcia, którego nie mogą znaleźć w samych sobie.

P.S właściwie to mogę podziękować za niebywale mozolną reformę religii, a szczególnie kościoła katolickiego – bo z nim mam do czynienia na co dzień. Że już nie ma „katalogu ksiąg zakazanych”, że już nie pali się na stosach kobiet i nie morduje „niewiernych” – bo to już zakazane prawem.

Bo jeszcze niedawno skończyłbym jak Giordano Bruno i tysiące Kobiet. A dzisiaj tylko sąd i wyrok „za obrazę uczuć religijnych”.

Uff. Cholerna ulga. Tak w największym skrócie.

Zwyciężymy.

Walter Chełstowski

Polski reżyser i producent programów i widowisk telewizyjnych. Członek Akademii Fonograficznej ZPAV[1].

Więcej: Wikipedia

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.