
Politycy cywilizowanych krajów lubią odwiedzać laboratoria naukowe i fotografować się na tle mikroskopów elektronowych, dyfraktometrów, czy reaktorów epitaksjalnych. Odwiedziłem w swoim życiu dziesiątki różnych laboratoriów w USA, Japonii, Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Anglii i w Szkocji. W niemal każdym z nich wisiały zdjęcia z wizyt prezydentów, premierów, czy lokalnych polityków.
W Polsce politycy nie kwapią się, żeby obejrzeć naukowe laboratoria. Dlaczego?
Mam dwa wytłumaczenia:
- Polscy politycy uważają, że polski Wyborca ma w nosie naukę i technologię.
- Polscy politycy boją się, że naukowcy na spotkaniu wykażą się nietaktem spytania, dlaczego na naukę przeznaczamy żenująco mało.
Co do „prawdy” pierwszej, to jest ona całkowicie fałszywa. Rozmawiam często z robotnikami, ochroniarzami, rolnikami, i mogę powiedzieć, że większość ludzi jest bardzo zainteresowana światem nauki i technologii. Trzeba tylko ten świat im przybliżać w sposób przystępny.
Co do „prawdy” drugiej, to jest ona całkowicie prawdziwa. Gdyby jakiś polityk pofatygował się do naszego Instytutu, usłyszałby o tym, jak polska nauka umiera stojąc (jeszcze).
Bardzo chciałbym, żeby sukces Studia Opinii przełożył się na ucywilizowanie polskich polityków i zrozumienie, że lepiej się wygląda na tle synchrotronu niż na tle pań w strojach łowickich.
Kiedy to zrozumieją, to może wtedy zaczną finansować polską naukę i technologię na poziomie krajów, które wcześniej wymieniłem.
Hazelhard
