Marek Jastrząb: Pożegnanie z PiS-em5 min czytania

()


17.11.2023

Entuzjazm, uniesienie, furiacki optymizm, te nader entuzjastyczne określenia zbiorowego stanu ducha po wyborach, te sformułowania, na wyrost przesadne lecz usprawiedliwione ośmioletnią przerwą od normalności, odmieniane były przez wszystkie przypadki; znowu byliśmy w centrum międzynarodowej uwagi, a świat przecierał zdumione oczy z powodu oszałamiającej liczby głosujących. Z przemożną wylewnością brat ściskał za serce nieznajomego swata i wszędy powiało nadzieją na wspaniałe życie. Dzienniki wszelakiego rodzaju oraz informacyjne szczekaczki pełne kuglarskiego jadu zanosiły się od prawdy w stylu oczadziałym. Internet pękał z dumy i szeregi przeciwstawnych stron obwieszczały swoje na wierzchu. Gdy zaglądało się w nośniki, każde ugrupowanie miało niezbite powody do radości. Każde mogło otwierać musującą flachę.

*

Bezpośrednio po ogłoszeniu wyników pisowska partia miała dokuczliwą świadomość porażki. Przestraszona nie na żarty, z kwaśnym uśmiechem na spokorniej twarzy przyznawała się do upadku marzeń o dalszym ujeżdżaniu społeczeństwa i była skłonna do posypywania głowy szufelkami popiołu, pójścia do Canossy i spuszczania z tonu. Ale skrucha okazała się chwilowa. Po przełknięciu żaby, rozpoczęło się gorączkowe polowanie na winnych. Że zaś PiS niejako z urzędu nigdy nie jest niczemu winien, chłopca do bicia szukano tradycyjną metodą: na zewnątrz.

A kiedy wszystkie desperackie chwytania się brzytwy zawiodły i nagle okazało się, że są warte mniej, niż funt kłaków, do gry o przetrwanie wkroczyli dyżurni oburzeni, Czołowi erudyci z PiS-u rodem, Ziobry i Czarnki, harcownicy znani z subtelności, savoir-vivre-u i obalania konstytucji. Owi niewidomi snajperzy z PiS-u. poczęli latać i ze swoją wściekłością jak tłuste koty z dziurawym pęcherzem. Owładnięci przez strach i niepewność,, starali się udawać, że nic się nie stało. Przeciwnie: nadrabiali zdezorientowaną miną, wszem i wobec demonstrowali, że „w zasadzie są zadowoleni”; czy kto chciał, cezy nie, otrzymywał od nich wiadomość, że klęska jest trumfem i pocieszali SI biblijną myślą, że „ostatni będą pierwszymi”.

*

Zamiast dumy z powyborczego zwycięstwa nad złem, zatkała mi się subtelność, pokręciły synapsy i nagle poczułem, że znalazłem się w położeniu typa wystawionego rufą do wiatru, jakby dano mi pigułkę gwałtu wiary w człowieka; dotąd zdawało mi się, że kto przegrał, temu nie przystoi udawać zwycięzcy. Lecz zdawało mi się wyjątkowo głupio, bo do rozwalania moich złudzeń zabrał się pajac nazywany prezydentem mojego kraju i udowodnił, że logika powiada, iż mniejsze jest większe, a gorsze, lepsze od lepszego. Dotąd zdawało mi się, że kto przegrał, temu nie przystoi udawać zwycięzcy. Lecz zdawało mi się wyjątkowo głupio, bo do rozwalania moich złudzeń zabrał się pajac nazywany prezydentem mojego kraju i udowodnił, że mniejsze jest większe, a gorsze, lepsze od lepszego.

Lecz po tym, jak bluznął hiobową wiadomością, że jest w stanie utworzyć rząd, czyli popchnąć go na szafot, nic już nie może mnie zadziwić; długonosy bajerant wie że nie da rady sklecić niczego z próżni, ale nadal będzie przewlekał swoje odejście tylko w tym celu, by wszystkie kumpele i panowie kumplowie mieli czas na zniszczenie dowodów swojego łajdactwa.

Czy nie jest przesadą oczekiwać od niego podkulenia ogona i przyznania się do porażki? Po tym, gdy ujrzałem w sejmie panów ministrów od chamskiej kultury, jak rozbawieni faktem, że dalej są bezkarni i nic nie można im zrobić, że ciągle są bezkarni, ogarnął mnie pusty śmiech; nagle poczułem, że znalazłem się w położeniu naiwniaka. Bałwana, bo jeśli początkowo sądziłem, że oddzielenie PiS-u od przywilejów pójdzie gładko i w cuglach, to po obejrzeniu nagrania prezesa tej szajki jestem zdania co najmniej odwrotnego. Staruszek zdziecinniał do kwadratu: mimo przegranej, co mu życie udowadnia na każdym kroku (choćby w trakcie głosowania przeciwko Witek, choćby podczas odesłania go na koniec kolejki), że nie ma co ujadać na Tuska, ponieważ może mu przydarzyć się, że dalszy ciąg pieprzenia o niemieckim rodowodzie PO nastąpi w więziennym geriatryku.

*

Tak było w dniach pierwszego posiedzenia nowego sejmu. Niecierpliwość oczekiwania na szybką konsumpcję odniesionego tryumfu zamieniła się w rozczarowanie: żądania natychmiastowych rozliczeń podziałały na pisowski elektorat zwarciem szeregów. Mobilizująco i dalszym okopywaniem się na zagrożonych pozycjach. Butnym sprzeciwem wobec przytłaczających wyników, kurczowym trzymaniem się zawłaszczonych stołków i desperacką obroną przed odsiadką. Zwyczajowym zakłamywaniem rzeczywistości.

*

Zwycięzcy przyczynili się do obecnego zamieszania, gdyż zgubił ich niepotrzebny tryumfalizm. Niepotrzebne prowokowanie winnych. Z dumą, lubością, a wręcz z ostentacyjną satysfakcją, napawali się zachwytami nad obywatelską frekwencją; widokiem tłumu koczujących w kolejce do wyborczego zwycięstwa. Głodni wymierzana kar, obiecywali przegranym mało rajski żywot w pasiakach.

PS: Gdy ujrzałem w sejmie panów ministrów od chamskiej kultury, jak rozbawieni faktem, że dalej są bezkarni i nic nie można im zrobić, że ciągle mogą być poza prawem i naigrawać się z bezowocnych wysiłków dziennikarzy chcących zadać im pytanie, ogarnął mnie pusty śmiech. Ponieważ zdałem sobie sprawę, że nie jest to tylko i wyłącznie wina rzeczonych posłów; do wspomnianego zajścia przyczynili się owi żurnaliści. A przyczynili się brakiem natychmiastowej reakcji na coraz śmielsze impertynencje.

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

6 komentarzy

  1. wiesiek 17.11.2023
  2. slawek 17.11.2023
  3. Marek Jastrząb 17.11.2023
    • slawek 18.11.2023
  4. Senex 17.11.2023
  5. Marek Jastrząb 18.11.2023