07.03.2025
Jurij Biezmienow (1939 – 1993) był rosyjskim dziennikarzem, ale jednocześnie agentem KGB zatrudnionym w radzieckiej misji w Delhi w Indiach. W roku 1974 przebrawszy się za hipisa przeniknął do tej grupy i w przebraniu uciekł spod sowieckiego jarzma. Opowiada o tym bardzo ciekawie w długim wywiadzie telewizyjnym zatytułowanym „The Four Stages of Ideological Subversion” (Cztery etapy ideologicznej dywersji), którego udzielił w 1984 roku G. Edwardowi Griffinowi, amerykańskiemu pisarzowi, filmowcowi i, jak podaje Wikipedia, „zwolennikowi teorii spiskowych”.
Warto zobaczyć cały film, sam w sobie bardzo interesujący. Tu jednak chciałbym przedstawić tłumaczenie najciekawszych jego fragmentów. Najciekawszych, ponieważ pozwalających zrozumieć, że upadek Związku Radzieckiego nie był równoznaczny z upadkiem wszystkich jego struktur władzy a w szczególności KGB. Ta organizacja przetrwała zawirowania pieriestrojki i jelcynowskiego chaosu. Przetrwały również jej metody i w pewnym sensie cele. Język i wiele wniosków Bezmienowa trąci dzisiaj myszką, znaczna część się zdezaktualizowała, jak chociażby ta o dążeniu do wprowadzenia na całym świecie ustroju marksistowsko-leninowskiego. Ale opisy metod działania KGB po skonfrontowaniu z rzeczywistością, której doświadczamy od pewnego czasu, brzmią przerażająco współcześnie. Poniżej wybrane fragmenty:
Pożyteczni idioci, lewacy, którzy idealistycznie wierzą w piękno sowieckiego, komunistycznego lub jakiegokolwiek innego systemu, gdy się rozczarują, stają się najgorszymi wrogami. Dlatego moi instruktorzy z KGB wyraźnie podkreślili: „Nigdy nie zawracaj sobie głowy lewakami. Zapomnij o tych politycznych prostytutkach. Celuj wyżej”. Takie były moje instrukcje: „Spróbuj dostać się do szerokiego obiegu uznanych konserwatywnych mediów, dotrzyj do obleśnie bogatych filmowców, intelektualistów, tak zwanych kręgów akademickich, cynicznych egocentrycznych ludzi, którzy potrafią spojrzeć w oczy z anielskim wyrazem twarzy i skłamać. Najbardziej podatne na rekrutację są osoby pozbawione zasad moralnych, chciwe i zarozumiałe, lubiące sprawiać wrażenie, że wiele znaczą.” Takich ludzi KGB najbardziej chciało zrekrutować (…)
Dywersja ideologiczna to proces, który jest legalny, jawny i otwarty. Możesz go zobaczyć na własne oczy. Wszystko, co musisz zrobić, wszystko, co muszą zrobić amerykańskie media, to odetkać sobie uszy i zacząć patrzeć. Nie ma w tym żadnej tajemnicy, nie ma to nic wspólnego ze szpiegostwem. Wiem, że szpiegostwo i zbieranie informacji wywiadowczych wyglądają bardziej romantycznie. Lepiej się sprzedają, więc prawdopodobnie dlatego producenci z Hollywood są tak zafascynowani dreszczowcami w stylu Jamesa Bonda. Ale w rzeczywistości główny nacisk KGB nie leży wcale w obszarze wywiadu.
Według mojej opinii i opinii wielu innych dezerterów mojego pokroju, tylko około 15% czasu, pieniędzy i siły roboczej jest przeznaczane na szpiegostwo jako takie. Pozostałe 85% to powolny proces, który nazywamy albo ideologiczną dywersją, albo aktywnymi środkami (aktivnyje mieroprijatje w języku KGB) lub wojną psychologiczną. Zasadniczo chodzi o zmianę postrzegania rzeczywistości każdego Amerykanina do takiego stopnia, że pomimo obfitości informacji nie będzie w stanie dojść do rozsądnych wniosków w interesie obrony siebie, swojej rodziny, swojej społeczności i swojego kraju. To wielki proces prania mózgu, który przebiega bardzo powoli i dzieli się na cztery podstawowe etapy.
Pierwszym z nich jest demoralizacja. Zdemoralizowanie narodu zajmuje od 15 do 20 lat. Dlaczego tak długo? Ponieważ jest to minimalna liczba lat, jaka jest potrzebna, aby wykształcić jedno pokolenie uczniów w kraju twojego wroga, wystawionych na ideologię tegoż wroga. Innymi słowy, ideologia marksizmu-leninizmu jest pompowana do nieukształtowanych umysłów co najmniej trzech pokoleń amerykańskich uczniów. Przy braku oporu lub szukania przeciwwagi opartej o podstawowe wartości amerykańskiego patriotyzmu, rezultat staje się łatwy do przewidzenia. Wielu ludzi, którzy studiowali w latach 60-tych, często nie zdobywając pełnego wykształcenia lub nie mając żadnego doświadczenia, zajmuje teraz stanowiska władzy w rządzie, służbie cywilnej, biznesie, środkach masowego przekazu i systemie edukacji. Jesteśmy na nich skazani. Nie możemy się ich pozbyć. Są skażeni, zaprogramowani, aby myśleć i reagować na pewne bodźce w określony sposób. Nie potrafią zmienić zdania, nawet jeśli skonfrontujesz ich z autentycznymi informacjami. Nawet jeśli udowodnisz, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Nadal nie możesz zmienić ich podstawowego postrzegania i logiki zachowania. Proces demoralizacji jest pełny i nieodwracalny. Chcąc pozbyć się tych ludzi ze społeczeństwa, potrzeba kolejnych 20 lub 15 lat, aby wykształcić nowe pokolenie patriotycznie nastawionych i zdroworozsądkowych ludzi, którzy działaliby na korzyść i w interesie społeczeństwa Stanów Zjednoczonych.
Proces demoralizacji w Stanach Zjednoczonych jest już zasadniczo zakończony. Właściwie po 25 latach jest on zrealizowany z naddatkiem, ponieważ demoralizacja dociera do takich obszarów, o których wcześniej nie marzyliby nawet towarzysz Andopow i jego doradcy. Większość tego robią Amerykanie Amerykanom a powodem jest braku standardów moralnych, o których wspomniałem wcześniej. Kontakt z prawdziwymi informacjami nie ma już znaczenia. Osoba zdemoralizowana nie jest w stanie ocenić prawdziwości informacji. Fakty nic dla niej nie znaczą. Nawet jeśli zaleję ją informacjami popartymi autentycznymi dowodami w postaci dokumentów, zdjęć, nawet jeśli siłą zabiorę do Związku Radzieckiego i pokażę jej obóz koncentracyjny – taka osoba nie uwierzy w to, co widzi, dopóki nie dostanie kopa w swój tłusty tyłek. Zrozumie dopiero wtedy, gdy rozdepcze ją wojskowy but, ale nie wcześniej. To jest tragizm sytuacji demoralizacji. Zasadniczo Ameryka tkwi w demoralizacji i jeśli nawet w tej sekundzie zrozumiecie sytuację i zaczniecie edukować nowe pokolenia Amerykanów, to i tak zajmie wam 15-20 lat, aby odwrócić falę ideologicznego postrzegania rzeczywistości i przywrócić jej normalność i patriotyzm.
Następnym etapem jest destabilizacja. Tym razem wróg nie przejmuje się już twoimi pomysłami i wzorcami konsumpcji, nie interesuje go, czy jesz śmieciowe jedzenie, czy tyjesz i czy ledwo żyjesz. To już nie ma znaczenia. Tym razem, a destabilizacja kraju zajmuje tylko od 2 do 5 lat, liczą się rzeczy podstawowe, takie jak gospodarka, stosunki zagraniczne, systemy obronne. I widać to całkiem wyraźnie, że w niektórych obszarach, w tak wrażliwych obszarach jak obronność i gospodarka, wpływ idei marksistowsko-leninowskich w Stanach Zjednoczonych jest absolutnie fantastyczny. Czternaście lat temu, kiedy znalazłem się w tej części świata, nie uwierzyłbym, że proces ten będzie przebiegał tak szybko.
Następnym etapem jest oczywiście kryzys. Może minąć nawet 6 tygodni, zanim kraj znajdzie się na skraju kryzysu. A po kryzysie z gwałtowną zmianą struktury władzy i gospodarki następuje faza czwarta, czyli tzw. okres normalizacji. Ten z kolei etap może trwać w nieskończoność. „Normalizacja” to określenie zapożyczone z radzieckiej propagandy, kiedy w 1968 roku radzieckie czołgi wkroczyły do Czechosłowacji. Towarzysz Breżniew powiedział wtedy: „Teraz sytuacja w bratniej Czechosłowacji jest znormalizowana”. To właśnie stanie się w Stanach Zjednoczonych, jeśli pozwolicie tym wszystkim kretynom doprowadzić kraj do kryzysu, obiecywać ludziom wszelkie dobra i raj na Ziemi, zdestabilizować gospodarkę, wyeliminować zasady wolnej konkurencji rynkowej i umieścić rząd Wielkiego Brata w Waszyngtonie, z dobrotliwymi dyktatorami na czele, takimi jak Walter Mondale, który obiecuje wiele rzeczy, niezależnie od tego, czy te obietnice zostaną spełnione, czy nie. On pojedzie do Moskwy, żeby całować tyłki nowego pokolenia radzieckich zabójców. Będzie tworzył fałszywe złudzenia, że sytuacja jest pod kontrolą. Ale sytuacja nie jest pod kontrolą. Sytuacja jest obrzydliwie niekontrolowana. Większość amerykańskich polityków, mediów i systemu edukacyjnego kształci kolejne pokolenie ludzi, którzy myślą, że żyją w czasie pokoju. To fałsz! Stany Zjednoczone są w stanie wojny. Niewypowiedzianej totalnej wojny przeciwko podstawowym zasadom i fundamentom tego systemu.
Nie zostało wiele czasu na podrygiwanie przy muzyce disco. Ten piękny sen, z dnia na dzień się skończy. Gdy mówimy o kapitalistach czy bogatych biznesmenach, to oni, jak sądzę, sprzedają linę, na której niedługo zawisną. Jeśli nie przestaną, jeśli nie powstrzymają swojej nienasyconej żądzy zysku i jeśli będą dalej handlować z potworem sowieckiego komunizmu, to już niedługo poniosą konsekwencje. Będą się modlić o śmierć, ale prawdopodobnie zostaną wysłani na Alaskę, aby tam zarządzać przemysłem niewolników. To uproszczenie, wiem, że brzmi nieprzyjemnie. Wiem, że Amerykanie nie lubią słuchać nieprzyjemnych rzeczy, ale uciekłem nie po to, aby opowiadać wam bzdury w stylu James’a Bonda o przemycaniu tajnych informacji na mikrofilmach. Przyszedłem tu dzisiaj, aby porozmawiać o przetrwaniu. To kwestia przetrwania tego systemu.
Pewnie chcielibyście mnie zapytać, co z tego mam? Oczywiście chodzi mi o własne przetrwanie. Bo płyniemy teraz w tej samej łodzi i razem w niej zatoniemy. Bo nie ma już innego miejsca na tej planecie, do którego można uciec.
Jurij Biezmienow zmarł 5 stycznia 1993. Cztery lata po porozumieniach okrągłego stołu, trzy lata po upadku Muru Berlińskiego, dwa lata po rozwiązaniu Związku Radzieckiego i parę miesięcy przed ostatecznym opuszczeniem Polski przez sowieckie wojska. Wtedy wydawało się nam, że wygraliśmy, że jego wiedza, doświadczenie i przestrogi nie mają już znaczenia, więc co najwyżej mogą trafić do podręczników z historii. Ale Biezmienow niewątpliwie był świadomy, że to wcale nie koniec. I chyba miał rację, bo jak wczoraj przed amerykańskim kongresem zapowiedział Donald Trump: „dopiero zaczęliśmy”.
Piotr Stokłosa

Rosyjskie służby bardzo szybko zorientowały się , w przeciwieństwie do tych zachodnich , jak olbrzymie możliwości manipulacji i dezinformacji oferują tzw media społecznościowe których z sukcesem użyły , by przekonać Brytyjczyków do Brexitu , a ostatnio do kolejnego wyboru Trumpa .W tym drugim przypadku pomocy Rosjanom udzielił E.Musk na swej platformie X . Na dzień dzisiejszy zachód nie ma metody jak skutecznie walczyć z dezinformacją i post-prawdą w internecie. Rosja i Chiny wybrały najprostszą metodę by się przed nimi chronić cenzurując internet.
Tym sznurem, o którym pisze Autor, wspólcześnie są tzw. social media. Tak oto sznur, byt jak najbardziej fizyczny, ma swój funkcjonalny i metaforyczny odpowiednik w wirtualnym świecie social mediów. Różnica taka, że jeden sznur, ten realny = jedna szyja zaś wirtualny = tysiące?, miliony? szyj.
Wg. Lenina „kapitaliści sprzedadzą nam (ZSRR) sznur na którym ich powiesimy”. Z drugiej strony głupimi wyborami ludzie kręcą bat na samych siebie, Tak było od początku cywilizacji i nic nie wskazuje na to, aby to się zmieniło. Mózgi nie służą naszemu, jak i pozostałym gatunkom do myślenia tylko do przetrwania w określonym środowisku. Przy okazji proponuję wysłuchania bardzo ciekawego podkastu o teori głupoty, która to zdaje się być immanentną ceshą naszych umysłów: https://youtu.be/F3z-v-kqd8E?si=P481QYlZEFGBNJzo
Pozdrawiam