22.07.2026
Do tych wszystkich niejasności dotyczących wyborów prezydenckich w Polsce, wyborów niepoliczonych, wyborów które zakończyły się „ustawką” w wykonaniu Szymona Hołowni, który nie czekając na rozstrzygnięcie wszystkich spornych kwestii w tych komisjach wyborczych, w których dochodziło do jawnych „przekrętów” i zaliczania głosów Nawrockiemu mimo, że głosujący wskazywali Trzaskowskiego, dokonał zaprzysiężenia Karola Nawrockiego przed obiema Izbami polskiego parlamentu.
Karol Nawrocki wprowadził się do pałacu i robi to, co robi – buduje swoją pozycję kogoś, kto jest najważniejszy, tak jakby w Polsce obowiązywał model prezydencki, a nie parlamentarno-gabinetowy z premierem i ministrami, do których należy prowadzenie polityki wewnętrznej i zagranicznej. Prezydent w obowiązującym systemie konstytucyjnym ma funkcje reprezentacyjne, ma prawo składania projektów ustaw, które podlegają procedurze sejmowej i muszą uzyskać większość, by stały się prawem, ma też prawo weta, z którego korzysta tak często jak żaden z dotychczasowych prezydentów. Karol Nawrocki zapowiada, że chciałby zmiany prawa, która dałaby mu władzę kanclerza. Temu służą te liczne komisje i ciała doradcze, których pełno i w których znaleźli się ludzie dający gwarancję, że zrobią wszystko co zechce Karol Nawrocki.
Ten cyrk trwa już prawie rok, a do końca kadencji jeszcze trzy lata.
Ale teraz pojawiło się coś nowego. W przestrzeni publicznej krąży informacja, że TSUE, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Unii której członkiem jest Polska, kwestionuje wybór Karola Nawrockiego nie ze względu na niejasności w policzeniu głosów a dlatego, że sąd który wydał orzeczenie o wyborze nie jest sądem w rozumieniu prawa europejskiego.
To zupełnie inna bajka, nie kłótnie o interpretacje, czy ten głos w tej komisji to głos na Trzaskowskiego czy Nawrockiego, to nie jest ważne, ważne jest to, że orzeczenie jest nieważne z mocy prawa, bo wydający je sąd nie jest sądem. Stojąc na stanowisku przestrzegania prawa sprawa jest jasna – Nawrocki nie jest prezydentem niezależnie od tego, co zrobił wtedy marszałek Sejmu Szymon Hołownia zwołując obie izby parlamentu i odbierając przysięgę od niego.
Teraz piłka jest po stronie rządzących, mają do wyboru tkwić w tym bagnie, albo dokonać radykalnego cięcia polegającego na wyprowadzeniu Karola Nawrockiego z Pałacu Prezydenckiego.
To radykalne posunięcie, należy się liczyć z protestami Donalda Trumpa, który mówi przecież wprost, że to on wybrał nam prezydenta i że to jest bardzo fajny gość, którego on zaprosił na owo wielkie mordobicie jakie miało uświetnić jego, prezydenta Trumpa, urodziny.
Trudno – albo prawo albo strach przed gniewem ewidentnego wariata, który pewnie też nie dotrwa końca swojej kadencji w Białym Domu.
Jesteśmy w krytycznym momencie naszej najnowszej historii. Skoro o historii mowa, można przypomnieć z tej historii właśnie, to co zrobił marszałek Józef Piłsudski w latach dwudziestych tamtego stulecia – sytuacja jest podobna.
Pytanie tylko czy mamy marszałka?

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

REWOLUCJA PO TERMINIE PRZYDATNOŚCI
Felieton Zbigniewa Szczypińskiego zaczyna się od uzasadnionych pytań o wybory, przechodzi przez TSUE, a kończy na Piłsudskim. To imponująca trasa. Brakuje tylko postoju pod Belwederem i informacji, czy czytelnicy mają zabrać kanapki.
Zacznijmy od tego, co rzeczywiście wiadomo. Podczas ponownego przeliczania kart stwierdzono błędy w niektórych komisjach, w tym przypadki zamiany głosów Nawrockiego i Trzaskowskiego. Prokurator generalny chciał szerszej kontroli, a status Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych budzi poważne zastrzeżenia prawne. To nie są wymysły ani drobiazgi. Ostatecznie jednak Sąd Najwyższy uznał 21 protestów za zasadne, lecz ocenił, że wykazane nieprawidłowości nie zmieniły wyniku wyborów. Nawrocki uzyskał oficjalnie przewagę niemal 370 tysięcy głosów. Uchwała stwierdzająca ważność wyboru zapadła 1 lipca 2025 roku.
TSUE rzeczywiście orzekł, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie spełnia unijnych wymogów niezależnego sądu. Tyle że wyrok dotyczył skutków jej orzeczeń w sprawach objętych prawem Unii. Nie unieważnił polskich wyborów, nie odwołał Nawrockiego i nie wysłał do Pałacu europejskiego komornika. Eksperci zwracali uwagę, że wybory prezydenckie należą do krajowej autonomii ustrojowej, a omawiane orzeczenie TSUE nie działa jak zdalny przycisk „usuń prezydenta”. Tak zakres wyroku wyjaśniał m.in. prof. Artur Nowak-Far.
Zdanie autora, że „Nawrocki nie jest prezydentem”, nie jest więc stwierdzeniem faktu. To bardzo zdecydowana opinia prawna, podana bez niepotrzebnego balastu w postaci podstawy prawnej.
Pan Szczypiński stosuje ciekawą metodę: skoro izba ma wadliwy status, wybór automatycznie znika, zaprzysiężenie przestaje istnieć, a rząd może wyprowadzić lokatora z Pałacu. W ten sposób z problemu konstytucyjnego otrzymujemy eksmisję administracyjną. Brakuje jedynie pytania, kto ma nieść biurko.
Konstytucja jest mniej widowiskowa. Prezydent obejmuje urząd po złożeniu przysięgi przed Zgromadzeniem Narodowym. Nie „zaprzysięga” go jednoosobowo marszałek Sejmu; marszałek zwołuje obrady, a przysięga zostaje złożona wobec wspólnie obradujących izb. Szymon Hołownia nie koronował więc Nawrockiego, nie namaścił go i nie wręczył mu Polski w reklamówce. Wykonał przewidzianą procedurę. Regulują ją artykuły 129 i 130 Konstytucji.
Rząd nie może też po prostu „wyprowadzić” prezydenta z Pałacu. Gdyby premier miał takie uprawnienie, zmiana głowy państwa wymagałaby firmy przeprowadzkowej, dwóch policjantów i wolnej windy. Konstytucja przewiduje konkretne tryby opróżnienia urzędu oraz odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. Nie przewiduje natomiast procedury „bo felietonista doszedł do wniosku, że sprawa jest jasna”.
Autor upraszcza również rolę prezydenta, przedstawiając ją jako głównie reprezentacyjną. Polska nie jest republiką prezydencką, a politykę państwa prowadzi rząd — to prawda. Prezydent ma jednak realne kompetencje: weto, inicjatywę ustawodawczą, nominacje, udział w polityce zagranicznej, ratyfikowanie umów oraz zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. To nie kanclerz, ale też nie hostessa z proporczykiem.
Najzabawniejszy jest rachunek czasu. Autor pisze, że „cyrk trwa już prawie rok”, a do końca kadencji zostały trzy lata. Nawrocki został zaprzysiężony 6 sierpnia 2025 roku, a jego pięcioletnia kadencja kończy się w sierpniu 2030. Zostały zatem nie trzy, lecz ponad cztery lata. W tekście nawołującym do obrony prawidłowego liczenia głosów przydałoby się prawidłowo policzyć lata.
Na koniec pojawia się Piłsudski. To już nie jest argument, lecz dzwonek alarmowy. Przewrót majowy był zbrojnym zamachem stanu, a nie eleganckim sposobem usuwania ustrojowych wątpliwości. Przywoływanie go jako inspiracji brzmi efektownie, dopóki pamięta się wyłącznie pomniki, a zapomina o strzelaninach i ofiarach.
Można krytykować Nawrockiego, jego weta, ambicje ustrojowe i sposób sprawowania urzędu. Można domagać się naprawy Sądu Najwyższego oraz rzetelnego wyjaśnienia każdej wyborczej nieprawidłowości. Nie należy jednak bronić praworządności metodą polegającą na usunięciu urzędującego prezydenta bez procedury prawnej. To przypomina gaszenie pożaru konstytucją zwiniętą w pochodnię.
Pan Szczypiński pyta: „Czy mamy marszałka?”.
Na szczęście nie. Mamy konstytucję. Warto byłoby ją przeczytać przed rozpoczęciem rewolucji — nawet jeśli trochę psuje zakończenie felietonu.
Przy wszystkich „niedoskonałościach” zarówno systemu politycznego w którym działa prezydent Karol Nawrocki jak i jego osobistego udziału w tym systemie pozytywnie ocenie go już 56% /te wyniki różnie się kształtują/ a to znaczy, że potrafi przekonać do siebie coraz większą część społeczeństwa.
I notowania nadal rosną…
Na pewno nie jest to postać, którą można ocenić jednoznacznie..
Mam pełną świadomość jak śliska to sprawa ale wizja Polski pod rządami Nawrockiego, który może stać się głównym rozgrywającym po upadku prezesa jest tak straszna że trzeba rozpatrzeć wszystkie warianty. To co może się stać uzasadnia nawet tak trudne warianty i wtedy inaczej wyglądają te wszystkie wątpliwości prawne, nie mówiąc o wskaźnikach popularności czy zaufania jakim się on teraz cieszy
Naprawdę albo- albo…
Co o Nawrockim wiemy na pewno:
– PKW nie była w stanie ustalić wyniku wyborów – do dzisiaj nie wiadomo jaki był ten wynik,
– Izba KNiSP nie będąca nie tylko Sądem Najwyższym ale nawet nie będąca częścią tego sądu wg. orzeczeń nie tylko polskich sądów w tym prawidłowo powołanego składu SN ale także w orzeczeniach TSUE i ETPCZ zignorowała protesty wyborcze i orzekła prawidłowość wyboru Batyra na stanowisko prezydenta,
– na tym braku podstawy prawnej Hołownia zwołał Zgromadzenie Narodowe i doprowadził do zaprzysiężenia Nawrockiego na mimo wyżej wskazanych wyżej wad prawnych tego (braku) wyboru,
– Nawrocki nagminnie łamie konstytucję nie nominując oficerów, generałów, nie podpisując nominacji ambasadorskich, nie przyjmujac przyrzeczeń Sędziów TK, próbuje poszerzać prerogatywy o takie, których konstytucja dla niego nie przewiduje,
– nieustannie atakuje urzędującą RM w tym nie tylko premiera, MSZ czy Ministra Obrony, w czym działa jednoznacznie na niekorzyść polskiej racji stanu,
– podany wyżej przez p. Lucynę Śląską ranking 56% dla NAwrockiego dotyczy nie poparcia tej osoby a zaufania – warto pamiętać, że poprzednicy na tym stanowisku mieli znacznie wyższe notowania zaufania w % ale to nie jest to samo co poparcie wyborcze,
– stwierdzenie: „nie jest to postać, którą można ocenić jednoznacznie” jest nieprecyzyjne – dla wszystkich ludzi stojących na gruncie konstytucji RP działalność Nawrockiego jest jednoznacznie negatywna,
– to, że nie istnieje procedura odwołania takiego człowieka nie zmienia faktu, że powinien byc złożony z urzędu.
*
Jako wyborca czekam kiedy odpowienie organy państwa przeliczą wszystkie głosy wyborców tak, abyśmy nie mieli wątpliwości co do wyniku tej elekcji.
Tak, te 56% to jest ranking zaufania, a moje nazwisko precyzyjnie brzmi Ślaska.
Dziękuję za wyjaśnienie i przepraszam za przekręcenie nazwiska.