Iwona D. Bartczak: Porażka – nieodstępna siostra sukcesu3 min czytania

()

bartczak2013-06-09.

Nigdy nie byłam skłonna przypisywać porażkom szczególnie pouczającej roli, nie wiem czy „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Nie widzę szczególnego sensu w hartowaniu się na okoliczność jakichś mocno nieprzyjemnych wydarzeń. Niby trzeba mieć świadomość, że wszystko – w tym wszystko złe – może się zdarzyć i trzeba będzie przez to przejść, ale jeśli zbyt wiele energii i emocji poświęcimy na to hartowanie, wówczas nawet jeśli to najgorsze się nie zdarzy, my i tak będziemy  trochę jak ludzie „po przejściach”: o coś dobrego ubożsi, bo o jakąś wiedzę o złu (w wyobraźni przeżytym) zasobniejsi.

Ale stwierdziłam, że muszę jeszcze to wszystko przemyśleć, gdy zobaczyłam wypowiedzi seniora Thomasa Watsona z IBM: „Najszybszą drogą do osiągnięcia sukcesu jest podwojenie tempa, w jakim ponosisz porażki”. Na pierwszy rzut oka absurdalne: naszym celem jest podwojenia tempa odnoszenie sukcesów, a porażek chcielibyśmy unikać jak ognia.

Wydaje mi się, że porażki zmniejszają naszą zdolność przeżywania świata, ponieważ ostrożniej angażujemy się w przedsięwzięcia, związki, pomysły. Nie chcemy kolejnego zawodu, rozczarowania, straty. Ograniczając emocjonalne zaangażowanie chronimy siebie, ale też zubożamy swój świat emocji i przeżyć, w tym również szanse na przeżycie sukcesu, zwycięstwa, spełnienia. Pewnie od osobowości i doświadczeń zależy, czy bardziej wybieramy ochronę przed potencjalną porażką czy raczej dajemy sobie kolejną szansę na zwycięstwo. Ale może można tak pomyśleć o porażce, aby bez względu na tę „osobowościową” dyspozycję być bardziej otwartym i szczerym wobec tego, co życie nam podsuwa?

Porażka odbiera nam energię i chęć do czegokolwiek z jednej strony, a z drugiej – każda czynność wydaje się wymagać dziesięć razy więcej wysiłku niż by wymagała, gdybyśmy byli w dobrym nastroju, więc jej nie podejmujemy albo podejmujemy z niewyobrażalnym trudem. To dlatego czujemy się tak beznadziejnie. Że to wszystko jest nie do udźwignięcia. Z porażką jest chyba tak, że ona na nas działa przemożnie, nie poddając się naszym próbom racjonalizacji, przeciwdziałania, tłumaczenia sobie, itd.

Często mamy chęć dowalić sobie jeszcze bardziej. Umacniamy się w przekonaniu że, wszystko zdarzyło się dokładnie z powodu takich oto moich błędów, głupot, przywar, przypadłości, nieudaczności, lekkomyślności, braku farta, takiego przeznaczenia, ogólnych prawideł świata dla takich jak ja. Okrutne wielokrotne malowanie i oglądanie swojego dramatycznie nieciekawego wizerunku w końcu uruchamiania jakieś okruchy buntu zakamuflowane w resztkach energii tkwiącej gdzieś tam na zapleczu organizmu i pozwala najpierw na myśl: „No zaraz, jakby było ze mną tak źle, to już dawno powinnam polec, a przecież ta porażka zdarzyła się właśnie dlatego, że tak daleko zaszłam i mogłam podjąć działania, które mnie do niej doprowadziły”.

A w końcu dochodzimy to tego, co przecież jest takie oczywiste i od razu tak powinniśmy pomyśleć: porażki zdarzają się tylko tym, którym zdarzają się również sukcesy. Jeśli jesteśmy predestynowani do sukcesów, zwycięstwa i spełnienia, to w takim samym stopniu jesteśmy narażeni na porażki, zwątpienie i smutek.

Iwona D. Bartczak

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. Marek Twardowski 10.06.2013
  2. de mowski 12.06.2013