Iwona D. Bartczak: Skąd się biorą dobre pomysły?4 min czytania

()

bartczak2013-06-15. Skąd się w ogóle biorą pomysły? Myślę o tym w kontekście tematu, który mnie frapuje od pewnego czasu, mianowicie innowacyjności. Mój główny wniosek z tych rozmyślań i obserwacji jest następujący: kreatywność wynika z marzeń i szaleństwa, wzmacnia ją brak zmysłu praktycznego i zaradności w codziennym życiu osobistym, dobrze robi kreatywności dziwaczność urody i sposób komunikacji z trudem akceptowany przez tzw. normalnych ludzi. To prawdziwy cud, że jakaś część innowacji jest wymyślana przez poważnych naukowców pod krawatem i poprawnych zdyscyplinowanych pracowników korporacyjnych. Choć moim zdaniem również w nich musi być rys szaleństwa, tyle że jakaś namiastka realizmu nakazała im ukrywać je.

Rozmawiałam ze studentami Politechniki Białostockiej, którzy skonstruowali łazik marsjański. Ich pojazd, po testach na pustyni Utah, wygrał prestiżowy międzynarodowy konkurs. No, pomyślcie, czy to nie czyste szaleństwo: pięciu chłopaków bez pieniędzy konkuruje z zespołem finansowanym przez NASA? Nauki kosmiczne w Polsce, jak my z torami kolejowymi nie możemy sobie poradzić? No i po co pchać się na Marsa?

Ale z drugiej strony myśl, że można wygrać z tymi z NASA jest bardzo podniecająca, brak realizmu jest zawsze podniecający, można chodzić na takiej adrenalinie bez snu przez dłuższy czas. Nauki kosmiczne może i nie są w Polsce najbardziej potrzebne, nie ma zagrożenia, że wprowadzimy wynalazek do produkcji, ale dzięki temu studenci nie musieli tracić energii i zapału na poznawanie uwarunkowań politycznych wokół wytwarzania tego asortymentu w Polsce. Z czym na pewno by sobie nie poradzili.

A po co na Marsa? No, przecież wcale nie chodzi o to, żeby rzeczywiście dolecieć na Marsa, może tam nigdy nie dotrzemy, ale chodzi o to, aby postawić zadanie, które przyprawia o zawrót głowy. Taki przykład: wiadomo, że materiał do sprzętów kosmicznych musi być lekki, bo trzeba to wyprawić kawał drogi od Ziemi. Jeśli zadanie brzmiałoby: wymyślmy lekki materiał do konstrukcji, bo to się może kiedyś komuś przydać, to coś tam naukowcy by dłubali bez przekonania. Bo to nudy. A teraz postawmy zadanie: wymyślmy lekki materiał, aby dolecieć na Marsa, bo, a nuż, jest tam życie. Od razu inna rozmowa!

Kombinować z tymi atomami z myślą  o Marsjanach jest o wiele ciekawiej niż kombinować z myślą o ramie do roweru. Ale ostateczny efekt jest taki, że motywując się wielkimi ideami, wyzwaniami, marzeniami, szalonymi wyobrażeniami, wymyślamy właśnie nowy rodzaj tworzyw do urządzeń codziennego użytku, materiałów na ubrania, składników produktów spożywczych.

Widzę oburzonych. Tych, co mówią, że to potrzeba jest matką wynalazków. Albo tych, którzy mówią, że dopiero warstwy wiedzy generują nowe pomysły, te kryształy wiedzy. Albo tych, którzy mówią, po pierwsze priorytety, to co jest możliwe i co wskazuje rachunek ekonomiczny. Albo tych, którzy mówią, że do innowacyjności prowadzą procesy i procedury, jakieś „burze mózgów” i szkolenia w kreatywnym myśleniu. Oczywiście, to wszystko to też racja. Z małym ale….

Pomysł to coś, czego wcześniej nie było. Nie można go zaczerpnąć z rzeczywistości. Może się urodzić tylko w tej przestrzeni ludzkiej duszy, która nie jest ujęta w karby porządku, opisu, logiki, obowiązku i stresu. Pomysły biorą się z radosnego hasania po własnej wyobraźni, z przekory wobec świata praktycznego, z zamiłowania do myśli i uczuć absurdalnych, z akceptacji siebie jako człowieka nie będącego wzorem w tradycyjnych rolach społecznych, więc nie podejmującego ich lub ponoszącego klęski w tych rolach.

A potem pomysły trzeba testować, selekcjonować, dopracować, wdrażać… I tu się zaczyna proza, która się nazywa biznesem albo nauką, w których obowiązują reguły realistyczne, organizacyjne i ekonomiczne, czyli całkowicie obce wolnemu duchowi ludzkiemu, który realizowane pomysły wykreował.

W kwestii innowacyjności fascynujące jest właśnie to, że pomysły wymyślają umysły całkiem inne niż te zdolne do ich realizacji. Klucz do innowacyjnej gospodarki czy innowacyjnej firmy tkwi w komunikacji tych dwóch grup ludzi, na ogół całkowicie się nie rozumiejących, nie lubiących i nie akceptujących. Jaki mądry ich pogodzi?

Zobacz także: Dr Paweł J. Dąbrowski: Innowacji naszej codziennej…

Iwona D. Bartczak

Weź udział w naszej ankiecie

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

6 komentarzy

  1. bisnetus 15.06.2013
  2. nickt 15.06.2013
  3. de mowski 16.06.2013
  4. Aleksy 16.06.2013
  5. Malgorzata Tymiankowska 16.06.2013
  6. de mowski 16.06.2013