Iwona D. Bartczak: Lojalny klient? Po prostu frajer!2 min czytania

()

bartczak2013-06-29. Wszyscy mamy na to wiele przykładów: warto być nowym klientem, warto zmieniać dostawcę usług, warto nawet stosować manewr nie tyle porzucania danego dostawcy, co po prostu rozwiązania z nim umowy i zawiązania nowej, często jest to jedynie formalna zmiana, bez wykasowania starych danych, a już skutkuje lepszą ofertą. W banku, w firmie telekomunikacyjnej, u dostawcy kanałów telewizyjnych uzyskujemy dużo lepsze warunki jako świeżo pozyskany klient niż jako klient od dawna trwający przy danym dostawcy, terminowo płacący rachunki, korzystający z dodatkowych usług, nie awanturujący się o więcej, nie szantażujący zerwaniem umowy. Co więcej – dostawca widząc naszą lojalność często świadomie pogarsza warunki świadczenia usługi, sądząc chyba że klient przywiązany do firmy zniesie więcej niż nowy klient, jeszcze czujny, jeszcze nieufny.

Klient, który jest lojalny, jest po prostu frajerem, albo człowiekiem mało zaradnym życiowo. Ostatnio odnoszę wrażenie, że nawet w takich miejscach, gdzie naprawdę lojalny klient powinien być ceniony – jak hotele i restauracje – coraz mniej sprawdza się zasada lojalności. Inaczej: ludzie pracujący w tych firmach rzeczywiście są przyjemniejsi dla stałych klientów, bardziej uczynni, bardziej skłonni pomóc w nietypowych sprawach, ale już ich pracodawcy, czyli właściciele tych hoteli i restauracji, czują, że raczej tę lojalność klienta należy wykorzystać – np. podnosząc niektóre ceny czy obniżając zakres usługi.

Myślę o tym, a jednocześnie przypominam sobie niektóre zaklęcia marketingu, np. że pozyskanie nowego klienta kosztuje 8 (czy jakoś tak) razy więcej niż utrzymanie starego, albo że lojalny zadowolony klient przyprowadza pewną liczbę nowych klientów, a niezadowolony klient zniechęca do firmy znacznie znacznie! większą liczbę potencjalnych i aktualnych klientów niż przyprowadza ten zadowolony.

No to jak w tych firmach jest? Prawa ręka nie wie co robi lewa? Zniechęcają i wyzyskują stałych klientów ci sami ludzie, którzy walczą o  nowych klientów i wiecznie mają pretensję, że ciągle mają za skromne budżety marketingowe? Są idiotami, czy może jednak za tym stoi zupełnie inna kalkulacja niż ta oficjalnie głoszona?

Może jednak stały poziom usług obiecanych kosztuje więcej niż promocyjne warunki dla nowych klientów? Promocyjne warunki są jakiś czas, a stały poziom to stały poziom?

A może to zwykła gra rynkowa między klientem a dostawcą: kto silniejszy, szybszy, bardziej zorientowany, mniej sentymentalny – ten wygrywa? Tylko po co ta gadka o lojalności?

A może jeszcze coś innego? W czym rzecz?

Iwona D. Bartczak

Weź udział w naszej ankiecie

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

10 komentarzy

  1. PK 29.06.2013
  2. Jerzy Łukaszewski 30.06.2013
  3. Magog 30.06.2013
  4. bisnetus 01.07.2013
    • PK 02.07.2013
      • bisnetus 02.07.2013
        • PK 02.07.2013
        • bisnetus 02.07.2013
        • PK 03.07.2013
  5. MM 02.07.2013