Stanisław Obirek: Impresje Jerozolimskie – 17th World Congress of Jewish Studies

2017-08-25.

https://tse2.mm.bing.net/th?u=https%3a%2f%2fupload.wikimedia.org%2fwikipedia%2fen%2fthumb%2f1%2f13%2fHebrew_University_new_Logo_vector.svg%2f1200px-Hebrew_University_new_Logo_vector.svg.png&ehk=sbn1pfrLVIQl%2f5%2bzctRxPQ&r=0&pid=OfficeInsert

Po opisie Parady Równości, która odbyła się w Jerozolimie 3 sierpnia, i po refleksjach związanych z obserwacjami z jerozolimskim skateparkiem – pora na rzecz najważniejszą i główny cel naszej wspólnej wyprawy do Izraela – 17th World Congress of Jewish Studies.

Odbywał się w dniach od 6 do 10 sierpnia 2017 w Jerozolimie, a dokładniej na tamtejszym Uniwersytecie Hebrajskim. Powiedzieć, że ten kongres, to gigantyczne przedsięwzięcie – to wskazanie na jego w istocie niezwykłe i rzadko spotykane rozmiary: 400 paneli, kilka tysięcy uczestników, stoiska kilkudziesięciu wydawców z całego świata, no i niekończące się nieformalne spotkania z dawno nie widzianymi przyjaciółmi, znakomitymi uczonymi i przede wszystkim nowe znajomości.

A nade wszystko zanurzenie się w najnowsze trendy badawcze dziedzin tak różnych jak genealogia, biblistyka, różne aspekty badań nad Miszną i Talmudem, teologia i styk judaizmu z chrześcijaństwem i islamem, filozofia i literatura, media, studia nad Holocaustem…

Lista jest długa. A to wszystko w kilku językach hebrajskim, angielskim (te dominowały), ale tez jidysz i ladino, hiszpański, niemiecki, często słyszało się też języki słowiańskie, polski, rosyjski, ukraiński, a uważne ucho wychwytywało też mniej znane. Krótko mówiąc, istna wieża Babel. To pomieszanie języków nikomu jednak nie przeszkadzało, owszem – jakby wzmacniało poczucie, że różnorodność wzbogaca.

Już pierwszego dnia kongresu trafiliśmy (dość przypadkowo zresztą) na panel poświęcony badaniom żydowskiej genealogii. Powodem był referat przyjaciółki żony Judith Kalik o Żydach zamieszkujących wsie w XIX-wiecznej guberni Mińskiej. Przedstawiający Judith Shaul Stampfer podkreślił, że jej badania w znacznym stopniu zrewolucjonizowały nasz obraz Żydów Europy Środkowej i Wschodniej.

Od siebie mogę dodać, że to szczera prawda, bo miałem okazję nie tylko czytać wszystko, co Judith Kalik do tej pory napisała, ale i recenzować niektóre z jej książek. Tymczasem każdy z czterech referatów mówiących o tak różnych sprawach, jak nowi chrześcijanie na Półwyspie Pirenejskim w XV i XVI wieku, czy historia Żydów w Szkocji – okazywały się fascynującymi opisami wędrówek. Nie zawsze dobrowolnych, a przeważnie wymuszonych prześladowaniami Żydów na chrześcijańskim kontynencie. A wszystko ukryte w przepastnych archiwach – czy to Inkwizycji czy po prostu różnych państw – i nie zawsze łatwo dostępnych.

Każdy mógł też znaleźć coś dla siebie; nawet ja, ze swoimi egzotycznymi zainteresowaniami katolicyzmem, a zwłaszcza historią jezuitów, znalazłem coś dla siebie.

Od razu jednak spieszę dodać, że problem stosunku katolicyzmu do Żydów, to jednak historia stosunkowo marginalna wobec całego kompleksu problemów związanych z judaizmem. Więc tylko dla porządku odnotowuję dwa referaty o jezuitach w tle, bardzo ciekawe zresztą. Jeden o tłumaczeniu Miszny przez jezuitę z Neapolu, który większość życia spędził w Wiedniu (nie pamiętam jak się nazywał) a drugi o papieżu Pawle IV i jego stosunku do Żydów. Tylko przypomnę, że to on właśnie stworzył Indeks Ksiąg Zakazanych w 1559 roku, jednak – co jest mniej znane – wprowadził cały szereg regulacji antyżydowskich, które przydały się jak znalazł nazistom w latach 30-tych XX wieku, gdy zaczęli stopniowo eliminować Żydów z przestrzeni publicznej.

Słuchając niezwykle interesującego referatu na temat historii żydowskiej (napisanej po hebrajsku we Włoszech jeszcze za życia Pawła IV) o ostatnich lat życia papieża żydożercy – myślałem o jego stosunku tego papieża do Ignacego Loyoli i powstałego wówczas zakonu jezuitów. Nie jestem pewien czy bardziej nienawidził Żydów, czy jezuitów, których zamierzał zlikwidować nim się w ogóle zdążyli rozwinąć.

Na szczęście i dla Żydów (przynajmniej tych bezpośrednio dotkniętych jego chorobliwym antysemityzmem na terenie ówczesnego Państwa Kościelnego) i dla jezuitów (dokonujących cudów dyplomacji by go przekonać, że są dobrymi zakonnikami) umarł dość wcześnie bo już po czterech latach rządów w 1559 roku w wieku. I jedni i drudzy odetchnęli.

Skorzystał na tym również kronikarz tego niesławnego pontyfikatu Benjamin Nehemiah Ben Elnathan z Civitanova, który uwolniony z dziesiątkami innych więźniów z Zamku Michała Anioła zdołał dokończyć swoją historię…

Kilka paneli, które udało nam się „zaliczyć” poświęconych było Żydom amerykańskim (w końcu za mój udział w konferencji płacił Ośrodek Studiów Amerykańskich UW), więc muszę wiedzieć, co w tej branży się dzieje.

A dzieje się naprawdę sporo i w przysłuchując się referatom poświęconym historiografii Żydów amerykańskich, ich tożsamości, literaturze i szeroko pojmowanej ich obecności w kulturze Stanów Zjednoczonych zastanawiałem się, co mógłbym włączyć do moich wykładów i zajęć ze studentami.

Przysłuchując się różnym referatom i dyskusjom o Żydach w USA myślałem o tym jak to się stało, że różni pogardzani w chrześcijańskiej Europie (zwłaszcza Wschodniej i Środkowej) Chaimy, Abrahamy i Mośki tak poważnie wzbogacili religijną i literacką Amerykę, a słowiańskie Franki i Wołodie potrafili tylko celebrować swoje chrześcijańskie wyznania (katolicyzm i prawosławie) w zastygłych formach – i w ogóle nie wypracowali jakichś nowych form religijności.

Nie przychodziło im też do głowy, by uczynić z nich przedmiot literackich czy artystycznych obrazów. To też temat, który będę musiał przestudiować ze studentami na amerykanistyce. Bo przecież ciągle się pisze i mówi (i słusznie) jak bardzo Żydzi wzbogacili kulturę USA a mało lub wcale nie pisze się o jałowości słowiańskich (czytaj chrześcijańskich) emigracji.

Przecież to, co pisał Znaniecki o polskim chłopie – ma się nijak do stworzonej przez Żydów teologii i literatury, nie mówiąc już o ich wkładzie w szeroko rozumiane mass media. Dla mnie osobiście odkryciem były dwa nazwiska (bo dziesiątki innych już znałem) Bernard Malamud i Chaim Potok (pewnie dlatego, że korzenie obu pisarzy sięgają Europy Wschodniej).

Spróbuję zachęcić zainteresowanych historią Żydów w USA do lektury tych właśnie autorów, którzy całkiem niesłusznie są słabo obecni w świadomości polskich czytelników. Zacząłem od tego, że sam nadrabiam zaległości i czytam…

Ciekawe były panele regionalne o historii Żydów na Litwie, Ukrainie czy Polsce.

Nie tylko ze względu na to, co w nich mówiono, ale jak z perspektywy poszczególnych krajów jest postrzegana historia Żydów. Zaciekawiło mnie zwłaszcza, jak młodzi historycy litewscy badają tę historię; gdybym o niej trochę wcześniej nie wiedział, to odniósłbym wrażenie, że Litwa nie była przez kilka wieków częścią Rzeczpospolitej Obojga Narodów (Polski i Litwy).

Natomiast – dla niektórych przynajmniej – historyków ukraińskich ważniejsze jest to, co inni piszą o ich kraju, niż ich same badania. Jak rozumiem archiwa Wschodniej Europy ciągle czekają na swoich badaczy.

Na pewno zasługuje na zapamiętanie uwaga Shaula Stampfera, który dokonał swoistego podsumowania historiografii Żydów aszkenazyjskich. Otóż Stampfer zachęcał, by trzymać się faktów i archiwów i przestrzegał przed fantastami historiografii, nawet jeśli swoje „rewelacje” publikują w wysoko punktowanych (dzisiaj dla ludzi akademii to kolejny fetysz, przed którym musimy się bronić wszelkimi sposobami) i powszechnie uznanych za prestiżowe czasopisma.

Kryterium bowiem nie jest gdzie i kto publikuje, ale w oparciu o jakie materiały źródłowe.

No, ale może powinienem tez napisać słów parę o naszym panelu, w którym brałem udział razem z moją żoną. Pozwolę sobie wymienić z imienia i nazwiska jego uczestników jak i tytuły ich referatów. Tak jak wszystkie składał się nasz panel z czterech wystąpień. Najpierw Shoshana Ronen mówiła o Tadeuszu Różewiczu: Ocalony, świadek i obserwator Holocaustu, skupiając się na jego mniej znanych tekstach, poświęconych tragedii Żydów europejskich i pamięci (a raczej jej braku) w dzisiejszej świadomości. Następnie Rachel Brenner, przedstawiła twórczość Kornela Filipowicza i Leopolda Buczkowskiego jako przykłady kompromitacji wartości oświeceniowych. Jako trzeci przedstawiłem reakcje polskiego Kościoła katolickiego na Holocaust, a ostatnia mówiła Victoria Khiterer o Babim Jarze i jego przedstawieniach w literaturze i sztuce. Gdy dyskusja zaczynała się na dobre, musieliśmy kończyć, bo wszyscy spieszyli się na następne panele…

W sumie miałem wrażenie, ze cywilizacja żydowska jest wszechogarniająca i jeśli ją porównać z polską kulturą, to ta druga jawi się jako mało znaczący margines. Wiem, że to brzmi obrazoburczo, ale takie właśnie odniosłem wrażenie.

W pewnym sensie, przynajmniej z perspektywy tego kongresu, to samo można powiedzieć o chrześcijaństwie, już nie mówiąc o polskim katolicyzmie…

Nie sądzę by to wrażenie mogło się zmienić pod wpływem nader ostatnio energicznej w naszym kraju polityki historycznej, która próbuje wskazać na Polskę i polski katolicyzm jako centrum dziejów świata, a niekiedy nawet Wszechświata (por. mój wpis w SO o mesjanistach i zbawcach).

Stanisław Obirek

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 5.5/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +3 (from 3 votes)
Stanisław Obirek: Impresje Jerozolimskie – 17th World Congress of Jewish Studies, 5.5 out of 10 based on 2 ratings

Odpowiedz