09.10.2026
Przez blisko czterdzieści lat pracowałem na uniwersytecie. Zajmowałem się szeroko rozumianymi doktrynami zarządzania oraz Corporate Finance (CF). Równocześnie działałem jako analityk, konsultant, ekspert, menedżer wysokiego szczebla, inwestor i przedsiębiorca.
Kilka tygodni temu, na prośbę szefa dużej korporacji, przesyłałem CV. W części „Umiejętności” na pierwszym miejscu niezmiennie pozostaje planowanie strategiczne. Zajmowałem się nim zarówno praktycznie — pracując nad dziesiątkami biznesplanów, także dla podmiotów publicznych — jak i teoretycznie, przez ponad dwadzieścia lat wykładów.
Gdy czytelnik zauważa, że w moim poprzednim artykule nie ma strategii państwa polskiego, najprościej odpowiedzieć: nie ma, bo nie miało jej tam być. Apel o rozpoczęcie narodowej debaty nad strategią nie jest strategią. Nie zostało to zaznaczone wprost, ale — jak sądzę — dla uważnego czytelnika było oczywiste.
Spośród wielu sposobów definiowania strategii najbardziej odpowiada mi synteza z amerykańskiej literatury zarządzania:
Strategia — cokolwiek byśmy pod nią rozumieli — nie jest po to, aby podmiot ją formułujący miał lepszą przyszłość. Jest po to, aby w ogóle miał przyszłość.
Chodzi o zespół trwałych celów ogólnych, do których dążymy, aby przetrwać, rozwijać się i zachować wpływ na kierunek, skalę, tempo oraz jakość rozwoju.
Państwo bez strategii nie panuje nad własną przyszłością. Reaguje na kolejne kryzysy, naciski zewnętrzne, protesty, sondaże, medialne emocje i żądania resortów. Podejmuje wiele pojedynczych decyzji, lecz nie zawsze potrafi ułożyć je w spójną całość.
Cztery teksty, jeden problem
Punktem wyjścia do tej dyskusji są cztery teksty opublikowane w „Studiu Opinii”.
Pierwszy to koncepcja rozwoju Polski przedstawiona przez prof. Krzysztofa J. Konsztowicza w artykule „Czy radykalne centrum wyprowadzi nas z Magdalenki?”. Jej sednem jest państwo budujące przyszłość na wiedzy, nauce, edukacji, innowacyjności i nowoczesnej gospodarce.
Mój tekst „Po Magdalence — państwo dla wiedzy i innowacji” rozwijał tę myśl. Polska nie może utrwalać modelu opartego na taniej pracy, prostym montażu i imporcie cudzych technologii. Musi rozwijać własne kompetencje naukowe, technologiczne, przemysłowe, energetyczne i organizacyjne.
Trzeci artykuł, „Wygrać Polskę 2027 — wielka strategia państwa polskiego”, dotyczył politycznego warunku realizacji takiego projektu. Obóz demokratyczny nie wygra wyborów samą techniką tworzenia list, budowania bloków i przeliczania mandatów. Musi odpowiedzieć, po co chce rządzić i jaki mandat chce uzyskać od obywateli.
Czwartym głosem jest artykuł prof. Krzysztofa J. Konsztowicza „PO MAGDALENCE — kiedy wreszcie do XXI wieku?”. Autor podziela potrzebę wyznaczenia długofalowych celów, lecz polemizuje z częścią moich propozycji ustrojowych. Zwraca również uwagę na konieczność rzetelnej diagnozy, mierzalnych celów i mapy drogowej.
Takie różnice stanowisk są treścią potrzebnej debaty, a nie przeszkodą w jej rozpoczęciu.
Przywołane artykuły wskazały kierunek. Ten tekst ma rozpocząć rozmowę o tym, jak przejść od kierunku do wielkiej strategii państwa polskiego. Nie przedstawiam gotowego dokumentu. Proponuję pytania, bez których taki dokument nie powstanie.
Czym strategia nie jest
Wielka strategia państwa polskiego nie może być programem jednej partii ani listą wyborczych obietnic. Nie zastąpi też budżetu, ustaw, harmonogramów inwestycji czy decyzji rządu.
Nie może być katalogiem wszystkich słusznych celów: lepszej szkoły, krótszych kolejek do lekarzy, bezpiecznej energii, silnej armii, mieszkań, nowoczesnego przemysłu i sprawnej administracji. Strategia zaczyna się, kiedy trzeba ustalić wzajemne związki tych celów, ich hierarchię i kolejność, a także koszty oraz ryzyka.
Nie oznacza rezygnacji z demokratycznego sporu. Partie powinny różnić się w sprawie podatków, redystrybucji, długu, tempa transformacji energetycznej, polityki mieszkaniowej, praw pracowniczych, migracji czy zakresu usług publicznych.
Zdecydowanie nie powinny po każdej zmianie władzy od nowa kwestionować podstawowych warunków rozwoju: sprawnych instytucji, niezależnych sądów, dobrej edukacji, bezpiecznej energii, nowoczesnej gospodarki, bezpieczeństwa militarnego oraz silnej pozycji Polski w Unii Europejskiej i NATO. To nie jest zgoda narodowa ani rządy ekspertów. To higiena państwowa.
Co powinna zawierać strategia
Strategia państwa nie musi od razu być gotowym planem wykonawczym. Musi jednak wskazać, jak do takiego planu dojść.
Powinna odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań:
- Jakie są trwałe i nadrzędne cele Polski na najbliższe kilkanaście lub kilkadziesiąt lat?
- Które cele są warunkiem realizacji innych?
- Co należy zrobić najpierw, a co może poczekać?
- Jakie zasoby, ograniczenia i ryzyka musi uwzględnić państwo?
- Z czego będą finansowane najważniejsze działania?
- Kto odpowiada za ich wykonanie?
- Jak obywatele będą mogli sprawdzać rezultaty?
Szczególnie istotne są dwa pytania: co jest warunkiem czego i według jakich kryteriów rozstrzygać konflikty między celami? Bez odpowiedzi na nie strategia łatwo stanie się kolejną listą dobrych intencji.
Strategia bez wykonania jest nieukończona. Wykonanie bez strategii jest ślepe. Dlatego musi ona prowadzić do programów rządowych, ustaw, budżetów, wieloletnich planów inwestycyjnych, wskazania instytucji odpowiedzialnych za realizację i jawnych mierników rezultatów.
Nie należy żądać od pierwszego zaproszenia do dyskusji pełnego kosztorysu i harmonogramu dla każdej dziedziny. Takie elementy powinny być wynikiem dalszej pracy, a nie warunkiem rozpoczęcia rozmowy.
Cele do dyskusji
Poniższe propozycje nie są zamkniętym projektem strategii. Stanowią punkt wyjścia. Można je uzupełniać, łączyć, zmieniać ich kolejność albo odrzucać.
Najważniejsze jest ustalenie nie tylko tego, jakie cele są potrzebne, lecz także tego, które z nich stanowią fundament rozwoju, a które są jego rezultatami lub narzędziami.
Polska bezpieczna i europejska
Bezpieczeństwo to nie tylko armia. To również obrona cywilna, odporność infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwo energetyczne, cyberbezpieczeństwo, sprawne służby i zdolność państwa do działania w sytuacji kryzysowej.
Polska nie osiągnie samodzielnie skali potrzebnej do długotrwałej konkurencji technologicznej, gospodarczej i militarnej z USA oraz Chinami. Powinna współtworzyć silniejszą Unię Europejską, zdolną rozwijać naukę, przemysł, bezpieczeństwo, wspólny rynek i technologie przyszłości.
Trwałe zakotwiczenie w NATO pozostaje podstawą bezpieczeństwa militarnego. Silna pozycja Polski w Unii, NATO i współpracy regionalnej nie musi ograniczać suwerenności. Przeciwnie — może być warunkiem jej realnego wykonywania.
Współczesna suwerenność oznacza zdolność ochrony własnych interesów dzięki kompetencjom, nowoczesnej gospodarce i trwałym sojuszom.
Rozwój oparty na wiedzy — społeczeństwo innowacyjne i kreatywne
Punktem wyjścia musi być edukacja: od przedszkola po uczelnię. Szkoła powinna uczyć języka, rozumienia tekstu, myślenia matematycznego, samodzielności, współpracy, sprawdzania źródeł i odpowiedzialnego korzystania z technologii.
Szkoła średnia powinna dobrze przygotowywać zarówno do studiów, jak i do pracy. Potrzebne są silne szkoły techniczne i branżowe, powiązane z lokalnym rynkiem pracy oraz rzeczywistym doradztwem zawodowym.
Uczelnie i instytuty naukowe potrzebują stabilnego finansowania, autonomii, przejrzystych zasad awansu oraz silniejszych relacji z gospodarką. Państwo powinno wspierać nie tylko badania podstawowe, lecz także wdrażanie ich wyników w energetyce, medycynie, przemyśle, rolnictwie, obronności i usługach.
Sztuczna inteligencja powinna wzmacniać kompetencje uczniów, nauczycieli, lekarzy, urzędników i przedsiębiorców. Nie może być ani gadżetem dla nielicznych, ani wyłącznie sposobem obniżania kosztów pracy. Powinna poprawiać produktywność i jakość usług publicznych, przy zachowaniu ochrony danych oraz ludzkiej odpowiedzialności za decyzje.
Polska tworząca wartość
Polska nie może przez kolejne dekady opierać konkurencyjności na taniej pracy, prostym montażu i imporcie cudzych rozwiązań. Musi coraz więcej tworzyć: własne produkty, technologie, patenty, kompetencje, przedsiębiorstwa i instytucje zdolne do działania na rynku międzynarodowym.
Warunkiem jest energia dostępna, stabilna i bezpieczna. Strategia musi połączyć modernizację sieci, nowe źródła energii, termomodernizację, efektywność energetyczną, potrzeby przemysłu i gospodarstw domowych oraz konkurencyjność firm.
Tu pojawiają się prawdziwe pytania strategiczne. Jaki model energetyczny jest dla Polski najlepszy? Które inwestycje powinny mieć pierwszeństwo? Jak podzielić koszty transformacji? Jaka część finansowania powinna pochodzić z budżetu, środków europejskich, kapitału prywatnego i cen energii?
Nie ma uczciwej strategii bez odpowiedzi na pytanie o koszty i ich podział.
Państwo polskie spójne społecznie i terytorialnie
Rozwój nie może kończyć się na granicach metropolii. Polska lokalna potrzebuje transportu publicznego, szybkiego internetu, dostępnej szkoły, przychodni, mieszkań, dobrych miejsc pracy i silnego samorządu.
Zdrowie, mieszkania, kolej, autobusy i usługi dla seniorów nie są dodatkiem do nowoczesności. Są warunkiem społecznego zaufania, aktywności zawodowej, bezpieczeństwa rodzin i gotowości obywateli do ponoszenia kosztów koniecznych zmian.
Obywatel nie musi znać tytułu strategii. Ma odczuć jej skutki: krótszy czas oczekiwania na diagnozę, dostępny autobus lub pociąg, sprawniej załatwioną sprawę urzędową, stabilniejszy rachunek za energię, większą dostępność mieszkania i poczucie, że państwo przestaje być przeszkodą.
Polska sprawnym państwem prawa
Nawet najlepsze cele pozostaną na papierze, jeśli państwo nie będzie zdolne ich realizować. Potrzebuje profesjonalnej administracji, stabilnego prawa, sprawnych sądów, niezależnej prokuratury, jasnych procedur, jawności wydatków i usług publicznych dostępnych cyfrowo.
Profesjonalna służba publiczna musi być chroniona przed traktowaniem państwa jako łupu partyjnego. Bez jej kompetencji żaden rząd nie przygotuje dobrze wielkich inwestycji, nie obroni interesu publicznego w umowach, nie zbuduje skutecznej polityki przemysłowej ani nie wykorzysta technologii w służbie obywatelowi.
Sprawność państwa nie polega na mnożeniu aplikacji i formularzy. Polega na tym, że obywatel rozumie reguły, urząd działa w terminie, decyzję można sprawdzić, a odpowiedzialny za nią człowiek nie jest anonimowy.
Zaproszenie Czytelników do debaty
Nie przedstawiam gotowego projektu, który należałoby tylko zaakceptować. Zapraszam do dyskusji zarówno o samej idei strategii, jak i o proponowanych celach oraz sposobie ich realizacji.
Na początek proponuję trzy pytania podstawowe:
- Czy wskazane cele obejmują najważniejsze warunki przyszłości Polski? Czego brakuje, co należy usunąć, a co połączyć?
- Które cele są nadrzędne i od czego zależy realizacja pozostałych? Czy bezpieczeństwo, sprawne państwo, edukacja i energia tworzą fundament, bez którego inne cele pozostaną niewykonalne?
- Jak rozstrzygać konflikty między celami, gdy nie da się zrealizować wszystkiego jednocześnie? Jak ustalać priorytety, dzielić koszty i oceniać ryzyko?
W dalszej kolejności warto odpowiedzieć na następujące pytania:
- Jak ustalić kolejność działań? Co powinno zostać wykonane do 2031 roku, co do 2035 roku, a co wymaga perspektywy 2040–2045?
- Jakie mierniki powinny pokazywać, czy Polska rzeczywiście zmierza w uzgodnionym kierunku?
- Kto powinien uczestniczyć w tworzeniu strategii: rząd, parlament, samorządy, uczelnie, przedsiębiorcy, związki zawodowe, organizacje społeczne, eksperci, media i obywatele?
- Jak ochronić cele strategiczne przed porzuceniem po zmianie władzy, nie ograniczając prawa wyborców i kolejnych rządów do demokratycznej zmiany środków oraz priorytetów?
- Czy punktem wyjścia powinien być krótki manifest strategiczny: kilkanaście tez, kilka celów długofalowych i kilka mierzalnych zobowiązań na kadencję 2027–2031?
- Jakie pytania należy skierować do ugrupowań politycznych przed wyborami 2027 roku, aby ich odpowiedzi stały się publicznym sprawdzianem odpowiedzialności?
Nie oczekuję, że każdy uczestnik debaty odpowie na wszystkie pytania. Równie cenny może być głos dotyczący jednej dziedziny, wskazanie pominiętego problemu albo zakwestionowanie założenia, które wydaje się oczywiste.
Od dyskusji do pracy
Dyskusja pod tekstem może i powinna być pierwszym etapem. Nie chodzi o osiągnięcie pełnej zgody, lecz o rozpoznanie rzeczywistych sporów, interesów, czynników ryzyka i możliwych wspólnych celów.
Drugim etapem mógłby być krótki dokument roboczy: definicja strategii, kilka celów długofalowych, główne zagrożenia, propozycja instytucji odpowiedzialnych oraz pytania o finansowanie, harmonogram i mierniki.
Taki dokument powinien następnie zostać poddany ocenie ludzi nauki, samorządowców, przedsiębiorców, pracowników, nauczycieli, lekarzy, organizacji zawodowych, związków zawodowych, organizacji obywatelskich i mediów.
Strategia tworzona wyłącznie w gabinetach ekspertów nie uzyska społecznego mandatu. Tworzona wyłącznie w partyjnych gabinetach będzie narażona na to, że kolejna większość potraktuje ją jak dokument poprzedników.
Dopiero po takiej pracy można skierować do partii i kandydatów publiczne pytania: które cele przyjmują, które kwestionują, jakie proponują środki, terminy, źródła finansowania oraz mechanizmy kontroli.
Wtedy strategia nie będzie ani petycją, ani kolejnym apelem. Stanie się sprawdzianem wiarygodności ludzi ubiegających się o władzę.
Debata punktem wyjścia
Nie twierdzę, że jeden autor, jeden portal lub grupa jego czytelników stworzą wielką strategię państwa polskiego. Twierdzę natomiast, że bez rozpoczęcia takiej rozmowy Polska pozostanie państwem reagującym, zamiast państwem wybierającym własną drogę.
Strategia nie wyłącza demokratycznego sporu. Przeciwnie — wymaga go. Zmusza przy tym, aby spór dotyczył rzeczywistych wyborów: priorytetów, kosztów, czynników ryzyka, tempa zmian i odpowiedzialności.
Zapraszam Czytelników „Studia Opinii” nie do potwierdzania gotowych tez, lecz do ich kwestionowania, uzupełniania i porządkowania. Od tego musi zacząć się każda poważna rozmowa o przyszłości Polski.
Sławek

Jednym słowem potrzebna nam : R E S T Y T U C J A
Wejście do grupy G7 – to moim zdaniem powinien być cel nadrzędny. Przede wszystkim jest mierzalny i trudny do odrzucenia przez jakąkolwiek liczącą się opcję polityczną.
Innowacyjność, rozwój przemysłu, wzrost zamożności, rozwój (naprawa/poprawa) naszej demokracji to drogi (cele pośrednie) prowadzące do celu głównego.
Ambitne, ale kto w 1989 wyobrażał sobie, że 10 lat później będziemy w NATO a 25 lat później w UE.
Z ciekawości, dlaczego, akurat G7?
Wydaje mi się, że skład tego nieformalnego grona jest dość dyskusyjny, i nie do końca odwzorowuje rozklad sił w 3. dekadzie XXI w.
.
Nie ma w nim światowych mocarstw (Chiny), nie ma państw podobnej wielkości do Polski, ale bogatszych (Korea Płd.), nie ma żadnego państwa arabskiego, nie ma państw nordyckich, nie ma potężnych „rosnacych” potęg (np.Indonezja), państw mniejszych niż Polska, ale bardziej zaawansowanych pod względem produkcji technologii (Szwajcaria, Holandia, Izrael..).
.
Druga sprawa, czy, pod względem jakiejkolwiek klasyfikacji (wielkość gospodarki, wpływ na politykę swiatowa, innowacyjność) ma sens gonić „światowe top 7”.
Jednym zdaniem: G7 bo nic mądrzejszego nie przyszło mi do głowy. Cel musi być zero-jedynkowy, albo go osiągnęliśmy albo nie. Tworzenie państwa innowacyjnego nie jest takim celem. Jest jak hiperbola, dąży do 0 ale nigdy go nie osiągnie. Nie ma momentu, w którym można powiedzieć: osiągnęliśmy cel bo gdy tylko to powiemy i spoczniemy na laurach cel ucieknie bo inne państwa nas wyprzedzą.
Odnośnie G7. Masz rację we wszystkim co napisałeś. Chociaż patrząc z drugiej strony w G7 są Włochy a przecież zgodzimy się, że nie są one mocarstwem w jakiejkolwiek dziedzinie. Spotkania G7 często odbywają się w formule G7 + 5. OK, zamiast wejścia do G7 celem może być wejście do +5 i zrobienie z tego +6.
Zawsze jak czytam podobne teksty a czytam je z wielkim zainteresowaniem zastanawiam się co ja typowy praktyk gospodarczy , menadżer prowadzący duże i małe firmy i zespoły ludzkie mógłby dodać do debaty nad Strategią dla Polski. Artykuł Sławka wskazuje w moim przekonaniu prawidłowe kierunki prac dla kilku zespołów ekspertów . W części merytoryczno organizacyjnej należy tylko powołać właściwych ekspertów do poszczególnych zespołów merytorycznych oraz coś w rodzaju nadrzędnego zespołu koordynujacego prace pozostałych zespołów.
Można by zastanowić się, czy zespołem koordynujacym nie mógł by być Zespół przygotowujący Nową Konstytucję RP . Strategia RP i Nowa Konstytucja RP to moim zdaniem dwa filary wytyczajace kierunek rozwoju RP na kilkanaście lat .
Podsumowując – obok bieżących prac polityczno-gospodarczych ( budżet, wybory parlamentarne i samorządowe itp ) nie wolno zapominać o przyszłości i o tym jest Artykuł Sławka. Sławku super tekst i właściwy czas do jego napisanie.
Wydaje się że aby można było budować strategię rozwoju, długoterminowe plany, krótkoterminowe plany rozwoju państwa a w dalszej kolejności skutecznie je realizować potrzebne są przede wszystkim fundamenty które zagwarantują że na ich bazie takie cele będą możliwe do realizacji. Takim fundamentem bez wątpienia jest system władzy, ustrój , demokracja w naszym przypadku która winna obligować władzę, polityków do realizacji takich zamierzeń przedstawionych przez autora. Dlaczego politycy tego nie robią, czy są idiotami i nie rozumieją takich potrzeb wyzwań, co im przeszkadza działać w takim kierunku, co ich ogranicza w realizacji takich celów, chyba tutaj powinniśmy szukać odpowiedzi a dalej co zrobić aby władza była zmuszona do takich zachowań. Uważam że należy zacząć od modernizacji systemu władzy, modernizacji demokracji, nowej konstytucji RP. W tej nowej konstytucji obywatele muszą uzyskać zdecydowanie więcej praw w kontrolowaniu, rozliczaniu dyscyplinowaniu polityków władzy, to władza winna czuć respekt przed obywatelem i nawiązując do 7 pkt: „jak obywatele będą mogli sprawdzać rezultaty” to samo sprawdzanie to zdecydowanie za mało , potrzebne są skuteczne instrumenty kontrolowania dyscyplinowania rozliczania egzekwowania od każdej władzy a społeczeństwo musi czuć odpowiedzialność za swoje państwo, państwo nie może być ich polityków tylko musi być nasze obywateli. Dzisiaj system władzy nie premiuje polityków takimi działaniami i decyzjami które przestawił autor, dzisiaj ich polityków interes jest nadrzędny bo ten system pozwala im na to wręcz zachęca. Od tego bym zaczął
Jak zwykle u tego Autora tekst przemyślany, kompetentny, spójny. Rzecz w tym, że 'inter arma silent musae’, a w Polsce, za jej granicą i w świecie trwa wojna… I nawet chłodni analitycy, często wbrew swej woli, żyją wojną. Faktem jest, że nad strategią państwa trzeba pracować, aby w momencie pokoju mieć jakiś punkt odniesienia. Czy w świecie postpolityki będzie to jeszcze możliwe, można się zastanawiać.
Takie teksty na takiej stronie są tylko inspiracją do myślenia, oczekiwanie że przełożą się na działanie jest nieuzasadnione. Żeby działać trzeba mieć inne narzędzia niż stronę internetową a mówiąc wprost trzeba mieć partię i być aktywnym podmiotem w sprawowaniu władzy.
Tekst Sławka spełnia wszystkie kryteria by stał się zaczynem do dyskusji, dyskusji w sieci a ta może mieć wpływ na działania podmiotów politycznych, z naciskiem na może mieć…
Wielka strategia Polski: druga transformacja
Polska potrzebuje drugiej transformacji: po gospodarce musi zostać przebudowane państwo. Główną przeszkodą jest polityka, która chroni nieefektywne struktury, ponieważ zapewniają one partiom stanowiska, wpływy i kontrolę nad pieniędzmi. Bez przełamania tego mechanizmu strategia rozwoju pozostanie deklaracją.
Gospodarka wyprzedziła państwo
Po 1989 roku przeszliśmy od centralnego planowania, monopolu PZPR i selekcji według lojalności do przedsiębiorczości i konkurencji. Przewagę budowały kwalifikacje, inicjatywa, względnie niskie koszty pracy i przyswajanie technologii. Dalszy rozwój wymaga jednak innowacyjności i wyższej produktywności, a nie utrwalania taniej pracy.
Znaczna część sektora publicznego zachowała hierarchiczność, proceduralizm i słabą odpowiedzialność. Nie chodzi o gorszych pracowników, lecz o mechanizmy: przedsiębiorstwo sprawdzają klient i konkurencja, instytucję publiczną — zbyt często przede wszystkim przełożony, dokumentacja i patron. Kompetentni ludzie pracują pomimo organizacji, a obywatel ponosi koszty.
Polityczna odpowiedzialność za deformacje
Po reformach AWS zabrakło konsekwentnej przebudowy państwa. Zmiany następowały, lecz należy je ocenić raczej jako antyreformy.
Centralizację ochrony zdrowia przez zastąpienie Kas Chorych NFZ za rządów SLD oceniam jako deformację. PiS po 2005 roku blokował głębszą przebudowę systemu, a po 2015 roku jego ingerencje w TK, SN i KRS podważyły praworządność, zamiast naprawić wymiar sprawiedliwości. Reformy Gowina obciążyły naukę i uczelnie biurokratyczną logiką punktacji. W oświacie zlikwidowano gimnazja, ale zamiast poprawy jakości zachowano równie anachroniczny model nauczania jak wcześniej.
Odpowiedzialności nie należy rozdzielać symetrycznie: trzeba wskazywać autorów decyzji. Dominacja PiS–PO utrwala jednak mechanizm zdobywania instytucji zamiast ich uzdrawiania.
Zaklęty krąg kosztów
Partyjna konkurencja i polityczne lobby utrwalają nadmiernie rozbudowane zobowiązania socjalne. Starzenie się społeczeństwa zwiększa potrzeby emerytalne, zdrowotne i opiekuńcze, ograniczając zasoby pracy. OECD wskazuje, że po wzroście wydatków socjalnych, zdrowotnych i obronnych Polska potrzebuje trwałego ograniczania deficytu.
Świadczenia nie są jedyną przyczyną niedoboru pracowników ani kryzysu demograficznego. Problemem jest finansowanie następstw bez usuwania przyczyn. Niesprawne usługi publiczne utrudniają pracę, leczenie i rodzicielstwo. Rosnące zobowiązania zwiększają presję podatkową i zadłużenie, obciążając gospodarkę oraz przyszłe pokolenia. Coraz więcej środków podtrzymuje system, zamiast zwiększać jego zdolność do odnowy.
Oświata, nauka i uczelnie powinny tworzyć kompetencje, wiedzę i innowacje, współpracując z gospodarką bez podporządkowania badań podstawowych i humanistyki bieżącej rentowności. Ochrona zdrowia wymaga pieniędzy połączonych z reorganizacją, a nie finansowania nieefektywności.
Zdolności zamiast samych zakupów
Nakłady obronne zbliżające się do 5 proc. PKB nie zastępują reformy armii. Politykę Błaszczaka oceniam jako podporządkowanie modernizacji zakupom amerykańskiego i koreańskiego uzbrojenia zamiast spójnej przebudowie szkolenia, logistyki i dowodzenia. Tusk i Kosiniak-Kamysz nie rozwiązują problemu samą kontynuacją wydatków.
Na dłuższą metę państwo nie wytrzyma nakładów na armię na poziomie 5 proc. PKB, zwłaszcza że systemy dronowe i antydronowe radykalnie tanieją, a ich utrzymanie można byłoby z powodzeniem powierzyć przedsiębiorstwom prywatnym. Ochrona ludności cywilnej oraz infrastruktury krytycznej powinna zostać zdecentralizowana i powierzona w drodze przetargów przedsiębiorstwom prywatnym, a nie urzędnikom samorządowym lobbującym na rzecz systemów nieefektywnych, ale dostarczanych przez kolegów.
Wojsko potrzebuje kompetentnych kadr, odpowiedzialności za gotowość i decentralizacji inicjatywy przy jednolitym kierownictwie. Rozsądna prywatyzacja usług pomocniczych musi zapewniać jakość, ochronę informacji i ciągłość podczas wojny. Państwo zachowuje kontrolę nad użyciem siły. Nadmierne koszty w stosunku do uzyskiwanych zdolności ograniczają rozwój.
Warunki przełomu
Potrzebna jest zmiana systemu politycznego i partyjnego, a tam, gdzie to konieczne — konstytucji, bez odkładania reform możliwych dziś. Należy ograniczyć partyjne nominacje, wprowadzić konkursy kompetencyjne, jawne cele, koszty, terminy i niezależną ocenę.
Decentralizacja musi łączyć autonomię z odpowiedzialnością. Zadania wykonywane przez podmioty prywatne lub społeczne lepiej, szybciej i taniej należy im powierzać po uwzględnieniu dostępności i ryzyka. Prywatny monopol nie naprawia publicznego.
Wartości państwa nie mierzy wyłącznie PKB: bezpieczeństwo, zdrowie, wiedza i egzekwowalne prawo umożliwiają rozwój. Dlatego trzeba chronić potrzebujących i zapewniać bezpieczeństwo, lecz przełamać polityczną ochronę nieefektywności. Państwo ma wzmacniać społeczeństwo, a nie reprodukować klasę polityczną.
Wielka strategia państwa polskiego ma także sens polityczny: może być sposobem odzyskania debaty publicznej dla spraw, które naprawdę zdecydują o naszej przyszłości. W przedstawionym tekście szczególnie ważna jest propozycja, aby ugrupowania ubiegające się o władzę rozliczać z celów, środków, terminów i odpowiedzialności, a nie tylko z atrakcyjności wyborczych haseł.
Moim zdaniem prawica, łącznie z obozem Nawrockiego, przesunęła środek ciężkości dyskusji publicznej z przyszłości Polski na nieustanne wojny symboliczne, rozliczenia historyczne, tropienie wrogów i konkursy na patriotyczne deklaracje. Historia i tożsamość są ważne. Uczyniono z nich zasłonę dla pytań znacznie trudniejszych: z czego Polska będzie żyła, co będzie potrafiła wytwarzać, jak wykorzysta wiedzę i technologie oraz jakie warunki życia zapewni następnym pokoleniom.
Debata nad strategią powinna zmusić również ugrupowania prawicowe do wyjścia z tej wygodnej kryjówki. Niech powiedzą konkretnie, jak zamierzają zwiększyć innowacyjność i produktywność gospodarki. Jak odpowiedzą na kryzys demograficzny. Jakie miejsce widzą dla Polski w świecie i jak chcą ułożyć nasze relacje z Unią Europejską, Stanami Zjednoczonymi oraz Ukrainą. Co rozumieją przez nowoczesne państwo — poza nowoczesnym sprzętem wojskowym i sprawnie prowadzoną propagandą.
Równie ważne są pytania o jakość stosunków społecznych. Czy chcemy budować kapitał społeczny i zaufanie, czy nadal mobilizować wyborców nieufnością i nienawiścią do ludzi innych niż prawicowi populiści? Czy państwo ma gwarantować równe prawa, czy tolerować ksenofobię, homofobię i rasizm jako narzędzia politycznej mobilizacji? Jak mają wyglądać stosunki państwo–Kościół: jako relacje niezależnych instytucji czy jako wzajemne świadczenie politycznych usług? To nie są dodatki do strategii. To pytania o rodzaj społeczeństwa, w którym chcemy żyć.
Nie oczekuję, że prawica przyjmie odpowiedzi liberałów czy lewicy. Oczekuję, że przedstawi własne pomysły i powie jak je sprawdzić: pod względem kosztów, wykonalności, konsekwencji i zgodności z równymi prawami obywateli. Ten sam obowiązek musi zresztą dotyczyć obozu demokratycznego. Samo przeciwstawianie się prawicy nie zastępuje projektu przyszłości.
Właśnie dlatego warto rozpocząć tę debatę. Nie po to, żeby dopisać kolejny dokument do urzędowej szafy, lecz żeby zmienić kryteria politycznego sporu. Zamiast pytać, kto głośniej deklaruje miłość do Polski, trzeba pytać, kto ma pomysł na jej przyszłość — i potrafi wziąć odpowiedzialność za jego realizację. Patriotyzm bez takiej odpowiedzi jest tylko reklamą.
oficjalna Strategia Rozwoju Polski 2035 ma już nie tylko cele, lecz także kilkaset działań, 64 wskaźniki, 41 kluczowych przedsięwzięć z kamieniami milowymi i mechanizm corocznej kontroli realizacji.
Co sądzę o tym tekście: https://bielejewski.waw.pl/pan-slawek-odkrywa-strategie-w-studio-opinii-czyli-polska-bedzie-lepsza-jesli-bedzie-lepsza/
Tytuł powinien być szerszy: „Wielka strategia polskiego społeczeństwa i reprezentującego je państwa — zaproszenie do dyskusji”. Podmiotem strategii jest społeczeństwo, a państwo ma organizować jej realizację. Sam artykuł uzasadnia takie ujęcie, wskazując na edukację, spójność społeczną, uczestnictwo obywateli i konieczność uzyskania społecznego mandatu dla strategicznych wyborów.
Celem nie jest rozwój aparatu państwowego, lecz bezpieczeństwo, wiedza, zdolność współpracy i pomyślność ludzi. Strategia powinna obejmować Polaków oraz innych członków społeczeństwa, którzy tu mieszkają, pracują, uczą się i wiążą z Polską swoją przyszłość.
Zmiana przedmiotu sporów
Potrzebna jest ogólnonarodowa debata, która przesunie uwagę z jałowych sporów o symbole i pojęcia odziedziczone po XVIII i XIX wieku na rzeczywiste warunki przyszłego rozwoju. Nie oznacza to odrzucenia historii ani zniesienia różnic politycznych. Chodzi o zmianę przedmiotu sporu.
Powinniśmy spierać się przede wszystkim o:
• jakość szkolnictwa i przygotowanie dzieci do samodzielnego myślenia, współpracy i korzystania z wiedzy;
• finansowanie, autonomię i rozwój nauki;
• tworzenie innowacji oraz wdrażanie wyników badań;
• wzrost produktywności, jakość pracy i wynagrodzenia;
• bezpieczeństwo energetyczne, technologiczne i militarne;
• dostępność mieszkań, ochrony zdrowia, transportu i innych usług publicznych;
• podział kosztów i korzyści rozwoju.
Różnice dotyczące podatków, redystrybucji, roli państwa czy sposobów finansowania pozostaną. Debata powinna jednak prowadzić do uzgodnienia podstawowych celów, których realizacja nie będzie przerywana po każdej zmianie większości parlamentarnej.
Edukacja i społeczny wymiar rozwoju
Edukację należy traktować jako fundament strategii. Bez odpowiednich kompetencji społeczeństwa nie osiągniemy trwałego rozwoju nauki, gospodarki, administracji ani obronności.
Potrzebne są dobre warunki pracy nauczycieli, równy dostęp do edukacji, rozwijanie kompetencji językowych, matematycznych, technicznych i obywatelskich oraz umiejętności oceny informacji. Strategia powinna obejmować również kształcenie dorosłych i możliwość zmiany kwalifikacji.
Rozwój technologiczny musi być powiązany z polityką społeczną. Raport Draghiego łączy ograniczanie europejskiej luki innowacyjnej z inwestowaniem w edukację i kompetencje, potrzebne także do szerszego uczestnictwa w korzyściach cyfryzacji.[commission.europa]
Dlatego nie wystarczy określić, jakie technologie chcemy rozwijać. Trzeba ustalić, kto będzie je tworzył, kto skorzysta z ich zastosowania i jak wesprzeć ludzi ponoszących koszty zmian. Wzrost gospodarczy powinien poprawiać warunki życia także poza metropoliami i ograniczać nierówności szans.
Trwałość Polski i jej pozycja w Europie
Określenie „państwo sezonowe” należy odrzucić jako perspektywę strategiczną. Celem powinno być zbudowanie trwałego organizmu społecznego i gospodarczego, zdolnego zachować podstawowe funkcje, rozwijać się i odbudowywać po kryzysach.
Nie oznacza to całkowitej niezależności od koniunktur międzynarodowych. Chodzi o ograniczenie podatności na nie, zmniejszanie niebezpiecznych zależności, różnicowanie źródeł zaopatrzenia i współpracy oraz rozwój własnych kompetencji. Redukowanie zależności i zwiększanie bezpieczeństwa jest również jednym z głównych kierunków raportu Draghiego.
Polska nie powinna definiować swojej przyszłości wyłącznie przez położenie między Rosją a Niemcami. Powinna zwiększać własny potencjał oraz wpływ na decyzje podejmowane w ramach Unii Europejskiej i NATO. Suwerenność należy rozumieć jako rzeczywistą zdolność ochrony interesów społeczeństwa, również poprzez współpracę i trwałe sojusze.
Przebudowa ładu międzynarodowego
Pojęcie „wojny systemowej” opisuje interpretację obecnych konfliktów i rywalizacji o przyszły porządek międzynarodowy. Nie oznacza jednego konfliktu o określonym terminie zakończenia. Nie należy też traktować końca dominacji USA ani ostatecznego kształtu wielobiegunowego świata jako przesądzonych.
Raport Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa z 2025 roku wskazuje na proces multipolaryzacji, zaznaczając, że obecny system nadal łączy elementy jednobiegunowości, dwubiegunowości i wielobiegunowości.[securityconference]
Polska powinna działać na rzecz tego, aby Europa, oparta na UE, stała się jednym z istotnych ośrodków współkształtujących nowy porządek. Jest to cel polityczny, nie gwarantowany wynik zachodzących zmian. Jego realizacja wymaga przezwyciężania europejskich podziałów oraz rozwijania wspólnych zdolności gospodarczych, naukowych, technologicznych, energetycznych i obronnych.
Nie należy czekać na zakończenie tej przebudowy. Europejską zdolność działania trzeba wzmacniać już teraz, utrzymując współpracę transatlantycką, ale zwiększając możliwość samodzielnego określania i realizowania europejskich interesów. Rola Polski powinna wynikać z jej kompetencji, inicjatyw, zdolności budowania koalicji i udziału we wspólnych przedsięwzięciach.
Od debaty do realizacji
Strategia wymaga diagnozy, hierarchii celów, określenia zależności między nimi, finansowania, harmonogramów, odpowiedzialności i mierników rezultatów. Autor słusznie wskazuje również konieczność udziału samorządów, nauki, przedsiębiorców, pracowników i organizacji społecznych.
Potrzebny jest ponadto regularny, publiczny przegląd wyników. Cele długofalowe powinny zachowywać ciągłość, natomiast środki należy korygować na podstawie rezultatów i zmian warunków. Zmiana rządu nie może automatycznie oznaczać porzucenia strategii, a jej trwałość nie może wykluczać demokratycznej kontroli.
Przedmiotem debaty powinna być zatem przyszłość społeczeństwa, a dopiero w tym kontekście zadania państwa: jak zapewnić trwały rozwój, bezpieczeństwo i pomyślność mieszkańców Polski oraz istotną pozycję kraju w silnej Europie.
Zacząłbym skromniej: od skrócenia listy życzeń, nie rozważań. Wybierzmy kilka celów, ustalmy ich kolejność i nazwijmy konflikty między nimi. Wszystkiego naraz nie zrobimy. Nawet w pięknie zredagowanym dokumencie.
Pierwszeństwo dałbym sprawnemu państwu i edukacji. Bez pierwszego zabraknie wykonawców. Bez drugiej — kompetencji. Do każdego celu dopiszmy koszt, termin, źródło finansowania i odpowiedzialną instytucję. Obywatelom zapewnijmy jawny, coroczny bilans wykonania. Nie konkurs opowieści o sukcesie.
Upomniałbym się też o język zrozumiały poza gabinetami. Strategię trzeba przełożyć na szkołę, przychodnię, autobus i rachunek za energię. Autor słusznie wskazuje te sprawdziany.
Cele powinny przetrwać zmianę rządu. Środki mogą podlegać sporowi. Przyszłość nie powinna co cztery lata trafiać do kosza razem z papierem firmowym poprzedników.
Jeden z komentujących przywołał rządowy dokument SRP2035. Jest to jednak dokument średniookresowego planowania rozwoju. Samo jego istnienie nie oznacza, że Polska dokonała trwałego, pokoleniowego wyboru kierunku rozwoju. Rozbudowany plan działań nie zastępuje takiego wyboru.
Autor nie kwestionuje użyteczności poszczególnych przedsięwzięć. Moim zdaniem słusznie pomija ten dokument, ponieważ zestawu tych działań nie da się utożsamić z wielką strategią państwa polskiego, obliczoną na pokolenia. Realizacja średniookresowych, cząstkowych działań nie jest tym samym co osiągnięcie celów pokoleniowych wskazanych w artykule. Ich osiągnięcie wymaga ciągłości polityki, trwałego zaangażowania zasobów oraz społecznego i politycznego poparcia wykraczającego poza kadencje kolejnych rządów.
Wielka strategia wymaga podejścia całościowego i trwałej zmiany systemowej. W mojej ocenie rozpad dotychczasowego ładu Pax Americana i zagrożenie wojną czynią projektowanie takiej zmiany sprawą pilną. Nie wystarczy dopisywanie kolejnych przedsięwzięć do rządowego katalogu. Trzeba zapytać, czy obecny system polityczny w ogóle potrafi dokonywać długofalowych wyborów, utrzymywać ich ciągłość i rozliczać wykonawców z rezultatów.
Najważniejszym postulatem nie jest dalsza rywalizacja duopolu PiS–PO, z Nawrockim w roli „antyprezydenta”, lecz poważna rozmowa o przebudowie systemu politycznego, aby służył formułowaniu i realizowaniu strategii obliczonej na pokolenia. Bez przełamania wyuczonej nieudolności klasy politycznej będziemy nadal mylić aktywność z dokonaniem, wydatki ze zdolnościami, a dokumenty z rzeczywistością.
Zaplecze intelektualne do takiej rozmowy istnieje. Nie tworzy jednolitego obozu i nie podpisuje się pod wszystkimi powyższymi ocenami. Właśnie dlatego warto je potraktować jako środowisko debaty, a nie kolejny komitet poparcia.
Krzysztof Jan Konsztowicz — naukowiec i autor „Gospodarki nie-wiedzy” — wnosi do niej krytykę centralizmu oraz refleksję nad warunkami rozwoju opartego na wiedzy. W tekście „PO MAGDALENCE – kiedy wreszcie do XXI wieku?…” łączy postulat innowacyjnej Polski z długoterminową mapą drogową, mierzalnymi etapami i rozliczaniem kolejnych ekip politycznych. Podejmuje również kwestię zmian mechanizmów reprezentacji politycznej. To głos istotny, ponieważ nie ogranicza się do pytania, co państwo powinno zrobić, lecz pyta także, jak zmienić system, aby było zdolne to wykonać.
Jacek Bartosiak i Strategy&Future wnoszą perspektywę geopolityczną i bezpieczeństwa: analizę zagrożeń, międzynarodowych uwarunkowań działania Polski oraz związku między sytuacją strategiczną a gospodarką. Takie spojrzenie jest potrzebne, aby cele rozwojowe nie powstawały w oderwaniu od warunków, w których państwo będzie musiało przetrwać i działać. Nie zastępuje ono jednak całej strategii — powinno spotkać się z wiedzą o finansach publicznych, demografii, edukacji i organizacji instytucji.
Nowa Konfederacja jest kolejnym środowiskiem sprzyjającym tej rozmowie. Podejmuje bezpośrednio temat narodowej strategii rozwoju, między innymi związku infrastruktury z nadrzędnymi celami państwa, oraz organizuje debatę o strategicznych wyzwaniach i globalnych napięciach. Jej dorobek może służyć połączeniu myślenia o rozwoju kraju z refleksją nad jego miejscem w zmieniającym się świecie.
Instytut Sobieskiego wnosi propozycje dotyczące instrumentów polityki gospodarczej, inwestycji i przemysłu. Raport „Włączmy silnik wzrostu. Nowy system wsparcia inwestycji po 2026” jest przykładem przechodzenia od ogólnych ambicji do projektowania narzędzi. Z kolei publikowana przez Instytut analiza prof. Tomasza G. Grossego „Rywalizacja o Europę Środkową” podejmuje problem zależności geoekonomicznych i podmiotowości regionu. Nie trzeba akceptować każdego rozwiązania, aby uznać te prace za materiał do poważnej debaty strategicznej.
Centrum Strategii Rozwojowych deklaruje budowanie porozumienia wokół kierunków rozwoju Polski w perspektywie trzydziestoletniej. Szczególnie ważny jest obecny w wypowiedziach Marcina Chludzińskiego i Kamila Fijałkowskiego postulat przejścia od zarządzania wydatkami oraz projektami do budowania trwałych zdolności państwa. To trafia w sedno problemu: państwo nie staje się sprawne dlatego, że uruchomiło program i wydało pieniądze. Musi jeszcze potrafić osiągać zamierzone rezultaty i utrzymywać tę zdolność mimo zmian rządów.
Te osoby i ośrodki nie przedstawiają wspólnego programu. Mogą jednak tworzyć zaplecze rozmowy o jego wypracowaniu. Potrzebna jest konfrontacja ich diagnoz, wskazanie sprzeczności, ustalenie priorytetów i określenie kosztów wyboru. Nie kolejna konferencja, po której pozostanie fotografia uczestników, lecz praca nad celami, instytucjami, zasobami i odpowiedzialnością.
Ostatecznie wielka strategia nie polega na tym, że państwo zamierza robić wiele rzeczy. Polega na tym, że wie, które z nich są rozstrzygające dla jego przyszłości, potrafi podporządkować im środki i nie porzuca ich po następnych wyborach.
Artykuł i dyskusja określiły potrzebne kierunki i polityczne przeszkody ich realizacji. Moim zdaniem przedstawiona argumentacja wymaga uzupełnienia o mechanizm, który pozwoli odróżnić strategię od ambitnego programu, a przebudowę państwa — od kolejnej wymiany jego zarządców.
Po pierwsze, potrzebna jest teoria powodzenia: wyjaśnienie, dlaczego proponowane działania mają doprowadzić do zamierzonych rezultatów. Sam związek „edukacja–innowacyjność–dobrobyt” jest zbyt ogólny. Trzeba wskazać, jak wiedza stanie się technologią, technologia produktem, a produkt dochodem pozostającym w Polsce. Należy także rozważyć, jakie dowody uznamy za potwierdzenie lub obalenie przyjętych założeń. Inaczej każdą porażkę będzie można tłumaczyć niedostateczną konsekwencją w realizacji błędnego pomysłu.
Po drugie, strategia potrzebuje kilku scenariuszy przyszłości i testów odporności. Nie może zależeć od jednej prognozy dotyczącej USA, Rosji, Ukrainy, Unii czy rozwoju technologii. Powinna rozróżniać działania korzystne w wielu wariantach, decyzje warunkowe oraz zobowiązania trudne do odwrócenia. Konieczne są sygnały ostrzegawcze i z góry określone przesłanki zmiany kursu. Takie sprawdzanie strategii wobec alternatywnych scenariuszy proponuje metodologia OECD. Trwałość celów nie oznacza przecież dożywotniej wierności nietrafnej prognozie. [oecd](https://www.oecd.org/content/dam/oecd/en/publications/reports/2025/01/foresight-toolkit-for-resilient-public-policy_9ad1cd60/bcdd9304-en.pdf)
Po trzecie, obok listy priorytetów musi powstać lista rezygnacji. Co zamykamy, wygaszamy, łączymy lub przestajemy finansować? Jakie uprzywilejowane interesy naruszamy? Zasoby to nie tylko pieniądze, ale również czas, kadry, zdolności projektowe i wykonawcze. Nie można tych samych specjalistów jednocześnie przydzielić do wszystkich wielkich przedsięwzięć. Każda decyzja wymaga rachunku utraconych możliwości oraz kosztów całego okresu użytkowania: utrzymania, personelu, modernizacji i likwidacji, nie tylko zakupu.
Po czwarte, trzeba zaprojektować politykę przejścia. Krytyka grup blokujących reformy nie zastępuje odpowiedzi, jak przełamać ich opór. Należy wskazać beneficjentów obecnego układu, ich narzędzia blokady i koalicję zdolną przeprowadzić zmianę. Potrzebne są zasady przekwalifikowania, osłon i rekompensat, ale bez wykupywania bezterminowego prawa do nieefektywności. Reformę trzeba również przeprowadzić tak, aby podczas przebudowy nie załamały się podstawowe usługi. Nowa konstytucja sama nie usunie starych interesów.
Po piąte, ogólną odpowiedzialność należy przełożyć na architekturę wykonania: rozstrzyganie sporów między resortami, powiązanie strategii z budżetem i jasny podział kompetencji państwa oraz samorządów. Potrzebne są pilotaże, niezależna ocena i możliwość zamykania nieskutecznych programów. Mierniki muszą obejmować rezultat, jakość i dostępność, aby instytucje nie poprawiały statystyk kosztem obywatela. Równocześnie należy zabezpieczyć reformę przed przejęciem przez nowych beneficjentów: jawność lobbingu, konfliktów interesów i właścicieli wykonawców powinna towarzyszyć zarówno wydatkom publicznym, jak i prywatyzacji.
Po szóste, innowacyjność potrzebuje odrębnej strategii kapitałowej i przedsiębiorczej. Jak mobilizować długoterminowe oszczędności, finansować ryzykowne przedsięwzięcia, komercjalizować badania i rozwijać firmy zdolne do międzynarodowej ekspansji? Jak zachowywać w kraju własność intelektualną, kompetencje i udział w wartości dodanej, pozostając otwartym na inwestycje zagraniczne? Dotacje nie mogą zastępować rynku, a polityka przemysłowa musi zawierać kryteria zakończenia pomocy. „Strategiczny” nie powinien znaczyć „utrzymywany bez końca”.
Po siódme, poza energią trzeba wyodrębnić wodę, żywność, gleby i adaptację klimatyczną. To warunki funkcjonowania rolnictwa, przemysłu, miast i infrastruktury. Bank Światowy wskazuje dla Polski potrzebę inwestycji ograniczających skutki susz, powodzi i innych zagrożeń klimatycznych. Ochrona zasobów nie jest dodatkiem do rozwoju; zabezpiecza jego materialne podstawy. [worldbank](https://www.worldbank.org/ext/en/country/poland)
Po ósme, bezpieczeństwo wymaga mapy krytycznych zależności: leków, surowców, komponentów, danych, chmury obliczeniowej i technologii. Dla każdej trzeba ustalić dopuszczalną koncentrację dostaw, zapasy, zamienniki i czas odtworzenia zdolności. Suwerenność nie oznacza produkowania wszystkiego samodzielnie, lecz unikanie sytuacji, w której jeden dostawca może zatrzymać państwo. Podobnie ogólną politykę demograficzną trzeba przełożyć na zasady przyciągania i zatrzymywania kompetencji: powrotów, migracji, integracji i uznawania kwalifikacji.
Wreszcie strategia musi określać granice własnych metod. Ani bezpieczeństwo, ani efektywność nie mogą usprawiedliwiać niekontrolowanej władzy, trwałej nadzwyczajności i odbierania obywatelom praw. Należy uwzględniać zobowiązania pozostawiane przyszłym pokoleniom i zachowywać im możliwość wyboru.
Wielka strategia powinna więc mówić nie tylko, dokąd zmierzamy, lecz również: dlaczego ta droga ma zadziałać, czego nie zrobimy, kto poniesie koszty, jak przetrwamy przebudowę i kiedy przyznamy, że trzeba zmienić środek. Bez tego nawet radykalny projekt może skończyć jako nowa nazwa starej bezradności.
Największą słabością tego przedsięwzięcia jest nie brak słusznych postulatów, lecz dysproporcja między skalą deklaracji a skalą działania. „Wielka strategia państwa polskiego” wymaga ogólnopaństwowej debaty, zaplecza badawczego, reprezentacji rozbieżnych interesów i realnego mechanizmu wpływania na decyzje. Tymczasem przedstawione przedsięwzięcie pozostaje artykułem na niszowym portalu i wymianą komentarzy w niewielkim gronie. Autor sam zastrzega, że jeden portal i jego czytelnicy strategii nie stworzą. Zastrzeżenie jest uczciwe, ale nie usuwa zasadniczego pytania: co właściwie ma przekształcić tę rozmowę w cokolwiek więcej niż rozmowę?
Ambicja państwowa, mechanizm towarzyski
Artykuł proponuje przejście od dyskusji do dokumentu roboczego, następnie do konsultacji i pytań kierowanych do partii. Brzmi to porządnie, dopóki nie zapytamy: kto wykona tę pracę, za jakie pieniądze, na podstawie jakich danych i z jakim mandatem? Wskazanie, że dokument ocenią naukowcy, przedsiębiorcy, samorządowcy i organizacje społeczne, nie oznacza jeszcze, że ktokolwiek zobowiązał się go przygotować albo przeczytać. Lista potencjalnych uczestników nie jest strukturą organizacyjną.
Tu ujawnia się paradoks projektu: domaga się od państwa odpowiedzialności, wykonawców i zasobów, sam zaś pozostaje przede wszystkim zaproszeniem. Państwo ma przedstawić mechanizm realizacji; inicjatorzy na razie przedstawiają mechanizm dalszego przedstawiania.
Nie jest to zarzut, że obywatelom nie wolno rozmawiać o państwie. Wolno, a nawet należy. Nie wynika z tego jednak, że każda obywatelska rozmowa staje się zalążkiem narodowego procesu strategicznego. Między prawem zabierania głosu a zdolnością organizowania debaty ogólnopaństwowej rozciąga się przestrzeń, której nie wypełni odpowiednio uroczysty tytuł.
Strategia, która niczego jeszcze nie odrzuca
Autor trafnie pisze, że strategia nie może być katalogiem wszystkich słusznych celów. Następnie przedstawia bezpieczeństwo, edukację, naukę, innowacyjność, energię, mieszkania, transport, zdrowie, spójność społeczną, sprawne instytucje i silną pozycję międzynarodową. Owszem, pyta o hierarchię. Ale samo zadanie pytania nie jest jeszcze dokonaniem wyboru.
Na tym poziomie niemal każdy może przytaknąć. Kto opowie się za niesprawnymi sądami, złą szkołą, drogą energią i niebezpiecznym państwem? Rzeczywisty spór zaczyna się tam, gdzie trzeba wskazać przegranych, odebrać finansowanie, zamknąć instytucję, odłożyć inwestycję albo naruszyć interes własnego środowiska. W przedstawionym projekcie tę najtrudniejszą część pozostawiono przyszłej pracy.
Powstała więc konstrukcja odporna na krytykę dzięki swojej wstępności. Brakuje rozstrzygnięć? To dopiero zaproszenie. Brakuje kosztów? Powstaną później. Brakuje wykonawców? Trzeba ich włączyć. Wszystko prawda — tylko dlaczego tak skromny etap przygotowawczy obciążać majestatem „wielkiej strategii”?
Dyskusja nie zastępuje sprawdzianu
Komentarze pokazują rozrzut pomysłów: od wejścia do G7, przez nową konstytucję i zmianę mechanizmów władzy, po przebudowę sektora publicznego oraz wskazywanie istniejących dokumentów rządowych. Nie powstała jednak procedura oceny tych propozycji. Nie ustalono wspólnych kryteriów, nie porównano wariantów, nie rozstrzygnięto podstawowych sprzeczności. Jest wielogłos, ale wielogłos nie jest jeszcze metodą.
Pomysł wejścia do G7 obrazuje ryzyko zastąpienia celu rozwojowego symbolem prestiżu. Propozycja nowej konstytucji grozi przesunięciem wszystkich problemów do jednego wielkiego rozwiązania ustrojowego. Krytyka sektora publicznego łatwo rozrasta się w generalny akt oskarżenia, zanim oddzieli się wadliwe instytucje od niezbędnych funkcji. Z kolei przywołanie SRP2035 nie prowadzi w tej dyskusji do systematycznego porównania dokumentu z postulowaną strategią. Każdy przynosi własną odpowiedź, ale wspólny egzamin tych odpowiedzi dopiero miałby się rozpocząć.
Nazwiska zamiast zobowiązań
Wymienienie Konsztowicza, Strategy&Future, Nowej Konfederacji, Instytutu Sobieskiego i Centrum Strategii Rozwojowych poszerza horyzont lektur. Nie tworzy jednak koalicji. Z samej listy nie wynika, że te środowiska uzgodniły przedmiot pracy, przyjęły wspólne założenia lub zamierzają współdziałać. Dyskusja zresztą przyznaje, że nie przedstawiają wspólnego programu. To jeszcze nie zaplecze przedsięwzięcia, tylko katalog możliwych rozmówców. Wizytówki nie pracują za właścicieli.
Naród nie jest sekcją komentarzy
Najpoważniejsza luka dotyczy reprezentatywności. Z przedstawionej dyskusji nie wynika, aby systematycznie pozyskano stanowiska grup o sprzecznych interesach i doświadczeniach. Nie wiadomo, jak miałyby zostać włączone środowiska nieczytające portalu, niepodzielające jego języka i nieuznające diagnoz jego autorów. Sam artykuł zauważa konieczność szerokiego udziału społecznego, lecz dopiero zapowiada jego organizację.
Narodowa strategia nie powstaje przez rozszerzanie listy ludzi, z którymi dobrze nam się rozmawia. Musi przejść przez konflikt z tymi, którzy powiedzą: nie zgadzamy się, nie zapłacimy, nie wierzymy wam.
W obecnej postaci przedsięwzięcie jest publicystycznym seminarium o strategii, nie początkiem procesu o wykazanej zdolności do jej stworzenia. Może inspirować. Może porządkować pojęcia. Nie powinno jednak mylić własnej ambicji z państwową sprawczością. Najostrzejszy zarzut brzmi właśnie tak: projekt krytykuje politykę zastępowania działania deklaracją, a sam nie pokazał jeszcze, jak uniknie tej samej pułapki.
To zdanie, że strategia nie jest po to, żeby przyszłość była lepsza, tylko po to, żeby w ogóle przyszłość była- bardzo trafne. Po objęciu władzy przez obecną koalicję,
Widać, że najważniejszym celem jest utrzymanie władzy i o ile to możliwe zaspokojenie wyborców. To są dwa cele. Nie mają one nic wspólnego z dobrem tego kraju. Nie gwarantują też utrzymania ciągłości jego funkcjonowania. Ustawy wprowadzane celem zaspokojenia wyborców ( babciowe, renta wdowia, podwyżki dla nauczycieli, obniżki dla medyków, obniżanie ceny paliwa, itd) a dług przekracza możliwości państwa. Traci ono swoją sterowność i niezależność. Opozycja po cichu chciałaby powrócić do strategii rozwoju- port, elektrownia, modernizacja. Chcą być podlegli USA. Chcieliby żeby Polską nie pomiatano, nie mówiono o obozach polskich, nie gloryfikowano UPA, ale generalnie stan podległości , w zasadzie skolonizowania przez USA i Izrael, uznają i nie kwestionują go.
Braun w zasadzie ma jedną strategię. Nie podoba mu się stan bycia skolonizowanym i chciałby żeby Polska odzyskała niepodległość. Przy położeniu Polski być może nie jest to możliwe, ale chciałby. Widzi szkodliwość reform wprowadzanych przez UE. Widzi obszary zawłaszczone przez Izrael, widzi strategię Izraela i USA wobec Polski i nie godzi się na nią. Nie godzi się na zadłużanie państwa, bo dla niego oznacza to brak niezależności i brak przyszłości. Tylko wydaje się zapominać, że kolonizacja już się dokonała i kolonizator nie odda kolonii ot tak. A kolonia jest zadłużona i wewnętrznie skłócona. Nie jest zdolna do walki o niepodległość.
Kandydowanie Krzysztofa Stanowskiego pokazało olbrzymie nieprawidłowości przy składaniu podpisów I list poparcia. Powiązanie podpisów poparcia z profilem zaufanym i możliwość tylko elektronicznego poparcia dla kandydata ukróciłoby fałszowanie list. Nagle okazałoby się że jest trzech kandydatów na prezydenta. Połowę mniej do sejmu. Może byłby to krok do mniejszego wewnętrznego chaosu. Ludzie widzieliby, że kandydują osoby poparte rzeczywiście a nie wystawione?
Póki co udajemy, że to państwo funkcjonuje, udajemy.
To jest taka strategia. Udajemy, że jakoś jest.
„Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy w Polsce będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka”.
To takie proste, a Państwo tutaj zapisują całe hektary mądrych dezyderatów.