Maryla Rodowicz śpiewała kiedyś, że są dwa światy. Czasem mam wrażenia że rzeczywiście tak jest. I że żyję w obu. Myślę że każdy z nas po części funkcjonuje nawet nie w dwóch, ale i większej ilości „światów”. W wielu płaszczyznach życia, które czasem są blisko siebie i wzajemnie się przenikają, czasem zaś zdają się istnieć na przeciwległych końcach wszechświata. Nawet jeśli niekoniecznie w naszych oczach, to często w oczach otoczenia.
Niektórzy pewnie po takim wstępie zastanawiają się o co mi właściwie chodzi. Gwoli wyjaśnienia pozwolę sobie opowiedzieć Wam, drodzy czytelnicy, o rozmowie pomiędzy mną a pewnym członkiem mojej rodziny. W ramach wprowadzenia – dla tych, którzy o tym nie wiedzą – wspomnę, że jestem osobą wierzącą i aktywnie uczestniczę w życiu Kościoła już od wielu lat. I moja rozmówczyni sobie z tego świetnie zdawała sprawę. W trakcie naszej rozmowy, która miała miejsce już kilka miesięcy temu, wspomniałam że zaangażowałam się w działalność KOD-u, byłam na marszu w Warszawie, uczestniczę w wydarzeniach tutaj na miejscu, w Olsztynie. I tu pojawiło się pytanie, będące niejako przyczynkiem do moich rozważań: „Jak ty, jako osoba wierząca, możesz być w KOD?”
Pytanie to, w innym czasem sformułowaniu, powracało do mnie kilka razy. Czasem w formie kulturalnego pytania osoby, która odbierała moje zaangażowanie na dwóch wspomnianych płaszczyznach ze zdziwieniem i była szczerze zainteresowana odpowiedzią. Czasem – w formie dużo mniej kulturalnego zarzutu, że skoro działam w KOD to nie mam prawa nazywać siebie chrześcijanką. Na szczęście dla mnie tych drugich reakcji było zdecydowanie mniej i nigdy nie padały ze strony bliskich mi osób.
I tu pojawia się pytanie: czy te dwie płaszczyzny mojego życia rzeczywiście pozostają ze sobą w jakimś konflikcie, są wzajemnie sprzeczne tak, że zdziwienie otoczenia budzi fakt, iż angażuję się zarówno w życie Kościoła jak i działalność KOD?. Rozmawiając z niektórymi moimi znajomymi można dość do wniosku, że przynajmniej oni rozbieżność taką widzą.
Jakiś czas temu na naszym blogu pojawiały się wypowiedzi działaczy i sympatyków na temat tego, dlaczego są w KOD. Sama zastanawiałam się wtedy nad zabraniem głosu w dyskusji, ostatecznie jednak tego nie zrobiłam. Postanowiłam jednak wrócić do tego pytania. I myślę, że mogłabym udzielić dość rozbudowanej odpowiedzi, pisząc o wielu mniej i bardziej ważnych dla mnie wartościach, które odnajduję w działalności KOD, i w których obronie chcę w ramach Stowarzyszenia występować. Jednak po głębszym zastanowieniu (czasem warto nad czymś się jednak zastanowić, zwłaszcza przed tym jak się coś napisze) doszłam do wniosku, że odpowiedź mogłabym tak naprawdę sprowadzić do jednego krótkiego zdania, które odpowiadałoby na to pytanie w sposób bardziej wyczerpujący niż długie nawet rozprawki.
Jestem w KOD bo jestem osoba wierzącą. Nie mimo tego, ale właśnie z tego powodu.
Bo moja wiara każe mi cenić uczciwość i sprawiedliwość – i protestować wtedy, kiedy wartości te są w sposób ostentacyjny łamane przez władzę. Kiedy prawo, zwłaszcza Konstytucja, znaczy tyle co niewiążąca deklaracja polityczna dla tych, którzy nad jej przestrzeganiem powinni czuwać. Kiedy minister spraw wewnętrznych krytykuje policjantów za powstrzymanie grupy ludzi rzucających kamieniami w legalną manifestację tylko dlatego, że w grupie tej była córka radnej z PiS-u, zaś minister sprawiedliwości nakazuje wypuścić osoby, które zdewastowały grób osoby zmarłej. Kiedy panują podwójne standardy i nikt już się nawet nie kryje z tym, że z odpowiednią przepaską na ramieniu można na ulicach nawoływać do wieszania ludzi na drzewach czy życzyć śmierci „wrogom Ojczyzny” I wykonywać faszystowskie gesty.
Bo chrześcijaństwo naucza, że najważniejszym nakazem w życiu każdego wierzącego jest miłość Boga i drugiego człowieka. Bo sprzeczna jest z nim pogarda wypływająca z ust rządzących, oszczerstwa kierowane pod adresem tych, którzy ośmielają się mieć odmienne przekonania polityczne czy społeczne od tych, którzy w tym momencie sprawują władzę. Albo konkretniej: od Jarosława Kaczyńskiego. Bo nie zgadzam się na sortowanie ludzi, na nazywanie kogokolwiek elementem animalnym. Bo uważam że każdy człowiek zasługuje na szacunek, bo wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga. I jeśli ktoś obraża moją rodzinę, moich braci i siostry w Chrystusie, to ja nie mogę stać spokojnie z boku i się temu bezczynnie przyglądać.
Bo prawda jest dla mnie ważna. „Nie mów fałszywego świadectwa…”.
A dzisiaj prawda traktowana jest jak niepotrzebna przeszkoda i zmienia się ją, kiedy tylko władzy jest to na rękę. Już nie Lech Wałęsa był liderem Solidarności, ale Lech Kaczyński. A największymi bohaterami poległymi za Ojczyznę są osoby które zginęły w tragicznym wypadku komunikacyjnym. W TVP króluje propaganda rodem z PRL, czego świetnym przykładem było chociażby tłumaczenie wypowiedzi Baracka Obamy w trakcie szczytu NATO w Warszawie. Czy relacje z marszów KOD-u.
Bo Bóg obdarzył mnie wolnością, która uważam za jeden z najwspanialszych Jego darów, którego nie dam sobie bez walki odebrać. Bo skoro dobroci Pana zawdzięczam to, że mogę dokonywać własnych wyborów, to teraz nie zamierzam podporządkować się władzy, dla której każdy mający odmienną od niej opinię jest zdrajcą. Która przy pomocy policji i służb specjalnych chce kontrolować obywateli, wiedzieć wszystko o wszystkich, która tworzy podwaliny pod mechanizmy pozwalające na przejmowanie w zarząd przedsiębiorstw osób podejrzanych o dokonanie przestępstwa, która uzależnia pracę w instytucjach publicznych od odpowiednich poglądów politycznych.
Bo Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Nie jest własnością tylko zwolenników PiS-u, nieważne jak bardzo politycy tej partii chcieliby, żeby było inaczej. Bo sprzeciwiam się próbie utożsamiania prawdziwych katolików ze zwolennikami Jarosława Kaczyńskiego.
Bo moja wiara jest dla mnie źródłem odwagi. Odwagi do tego, aby wyjść z tłumu i głośno wypowiedzieć swoje zdanie. Aby narazić się na różne epitety wygłaszane (bądź wykrzykiwane) pod moim adresem, kiedy w miejscu publicznym pojawię się w koszulce z logo KOD-u bądź znaczkiem przypiętym do ubrania. Stawić czoło temu, że część moich znajomych nie zrozumie i zaakceptuje moich wyborów, że odwróci się ode mnie i na odchodne rzuci kilka określeń używanych w odniesieniu do politycznych oponentów przez młodych nacjonalistów. Zaryzykować represje ze strony władzy za wypowiadanie się nie po linii Jedynej Słusznej Partii.
I nie mogę powiedzieć, że się nie boję, że nigdy nie zastanawiałam się czy na pewno warto ryzykować, że nie słyszałam gróźb czy ostrzeżeń, że lepiej bym zrobiła siedząc cicho i nie wychylając się. Ale wierzę że Pan czuwa nade mną – i daje mi to siłę i odwagę potrzebne by strach przezwyciężyć. I żeby żyć w zgodzie z własnym sumieniem, które każe mi wyjść na ulice i zaprotestować przeciwko łamaniu prawa i sianiu nienawiści i pogardy dla drugiego człowieka.
I właśnie dlatego jestem w KOD.
Marta Kamińska



„Jak ty, jako osoba wierząca, możesz być w KOD?”
odpowiem krotko, a co ma piernik do wiatraka?
jest pani ucziwym czlowiekiem, myslacym samodzielnie a nie hipokrytka o zniewolonym umysle.
oby wiecej takich osob w Polsce.
To o czym pani pisze to niestety, syndrom naszych czasów. Idziemy w kierunku trwałych, jasnych i wyrazistych podziałów. Innymi słowy mówiąc – w kierunku prymitywizacji intelektualnej, bo tylko w niej jest możliwe tak wyraźne rozgraniczenie „swoich” i „nie swoich”. Skąd to się bierze? Z lęku.
„Jak ty, jako osoba wierząca, możesz być w KOD?”
.
Ciekawe czy ktoś się dziwi również kiedy osoba wierząca je naleśniki?Albo np. nosi szelki. Uprawia kolarstwo szosowe?
Jeśli jeszcze nie to niedługo zacznie. Wszystko idzie w tym kierunku.
Bardzo dobry tekst. I nadal szok, że jest tyle prymitywizmu w Polsce, który nie dostrzega ucciwości u przeciwników politycznych.
@andrzej Pokonos w Polsce? Proszę przeczytać tekst p. Koraszewskiego. Może się okazać, że jesteśmy „światowi” jak wszyscy diabli.
Widział pan w ostatnich latach jakąś uczciwość w polityce? Jeśli tak to gratuluję, trzeba było zrobić zdjęcie, byłaby pamiątka, albo eksponat do muzeum.
Czasem – w formie dużo mniej kulturalnego zarzutu, że skoro działam w KOD to nie mam prawa nazywać siebie chrześcijanką. … Jestem w KOD bo jestem osoba wierzącą. Nie mimo tego, ale właśnie z tego powodu.
No właśnie. Jak na dłoni widać prymitywizm polskiego przeciętnego myślenia. Wynika to z utożsamienia chrześcijaństwa z nauką Kościoła. Nawet choćby ta nauka była gołym okiem widocznym fałszem i przejawem koniunkturalizmu i chciwości przedstawicieli Kościoła w Polsce.
To bardzo dobre spostrzeżenie: błędne postrzeganie nauki kościoła jako jedyny przejaw chrześcijaństwa. No cóż. Wahadło historii skierowało się na stronę zakłamywania polityki, tak tej cywilnej jak i jednego z kościołów chrześcijańskich. Obie te grupy prędzej czy później poniosą poważne konsekwencje, nawet jeśli dziś uważają się za bezkarne bo nie wierzę że mają rację…
Powinno być: bo nie wierzę, że uważają, że mają rację…
Autorka deklaruje, że ” jestem osobą wierzącą i aktywnie uczestniczę w życiu Kościoła już od wielu lat.” , jednocześnie dziwiąc się pytaniu : „Jak ty, jako osoba wierząca, możesz być w KOD?” Tymczasem dla wielu wierzących i niewierzących, za to bacznych obserwatorów życia publicznego w Polsce widać fatalną ewolucję hierarchii KRK w Polsce a w ślad za hierarchią wielu wiernych. Jeszcze za komuny KRK miał oprócz skrzydła kościoła zamkniętego skrzydło nazywane „kościołem otwartym” – dla którego symbolicznymi postaciami byli red. Jerzy Turowicz, ks. prof. Józef Tischner, arcybiskup Józef Życiński. Dzisiaj po kościele otwartym pozostało prawie wyłącznie wspomnienie. (Prawie, bo w wielu środowiskach inteligenckich, dominikańskich, akademickich, itp. taki kościół jest nadal obecny.) Hierarchia KRK w większości opowiada się po stronie kościoła zamkniętego nawet wbrew nieśmiałym próbom otwierania go na świat przez papieża Franciszka. Kościół w Polsce zmierza wyraźnie w stronę zamknięcia się na świat w lokalnym grajdołku strachu, zakłamania, ksenofobii, niechęci wobec świata, potępienia wszystkiego czego nie umie uznać za przejaw nowoczesnego życia. Niehumanitarne stanowiska wobec komunii rozwiedzionych, aborcji, potępienie in vitro, celowe i świadomie odrzucenie „Gender” na tle niechęci do zrozumienia studiów nad kulturowymi uwarunkowaniami płci nazywanymi w KRK „ideologią Gender”, to tylko niektóre przejawy schodzenia KRK w Polsce na manowce współczesnej myśli społecznej. W tym samym czasie KRK nie widzi nic złego w prezentowaniu własnej pychy, ostentacyjnego obnoszenia się zamożnością hierarchów i kleru, jawnego łamania celibatu, powszechnego homoseksualizmu księży i tuszowania pedofilii. KRK w Polsce nie jest, jak sam o sobie opowiada, strażnikiem wartości kościoła powszechnego, ale coraz bardziej karykaturalną, sekciarską i błędną ścieżką rozwoju tegoż kościoła. Głoszenie zamiast miłości bliźniego potępienia i nienawiści nowoczesnych praktyk społecznych, niechęć i nieumiejętność dialogu społecznego zakrzykiwanego w KRK wyrazami potępienia dla wszystkich odmiennie myślących, otwarte popieranie kościelnych ruchów ksenofobicznych (Rydzyk i Radio Maryja) oraz partii politycznych wyraźnie faszyzujących życie publiczne (PiS), to współczesna propozycja kleru dla wiernych. W takim kontekście tytułowe pytanie zadane Autorce : „Jak ty, jako osoba wierząca, możesz być w KOD?” nie jest specjalnie dziwne. Dziwna jest odpowiedź Autorki. Należałoby zapytać co Autorka z takimi poglądami jakie wyraża w artykule robi w KRK? Jak można pogodzić wiarę i religijność osobistą z jawną postawą hierarchii zaprzeczającej podstawowym prawdom wiary – dekalogowi, miłości bliźniego, otwartości, tolerancji i miłosierdziu? Dla mnie ciekawe byłoby przeczytanie wypowiedzi Autorki jak ona sama oswaja taki dysonans poznawczy? Jak jest możliwe aby aktywnie uczestniczyć w życiu organizacji religijnej coraz bardziej staczającej się na pozycje nietolerancji, zakłamania i wojującego klerykalizmu. Organizacji zaprzeczającej swoi własnym podstawowym wartościom.