Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem na SO artykuł p. Elżbiety Skotnickiej-Illasiewicz pt. „Młodzież wobec Unii w niespokojnych czasach”. Omówienie statystyk dotyczących poglądów na rzeczywistość najmłodszego pokolenia, ludzi urodzonych i wychowanych już w wolnej Polsce powinno poruszyć każdego, kto interesuje się naszą codziennością.
Brak komentarzy pod artykułem wydał mi się bardzo znamienny.
Większość naszych, nawet najbardziej zasłużonych komentatorów nie zwraca uwagi na rzeczywistość jaka ona jest, woli widzieć ją taką jaka chcieliby żeby była.
Ile razy zwracałem na to uwagę otrzymywałem reprymendę od starszych co to „wszystko wiedzą lepiej”, bo „byli, widzieli, znają tego i owego…”.
Po zwycięstwie PiS, a teraz po wygranej Trumpa, mnożą się opinie, diagnozy, wręcz całe proroctwa, ale jednej rzeczy w nich ciągle brakuje. Spojrzenia na samych siebie i powiedzenia głośno, choćby do lustra: co zrobiliśmy, by tak się nie stało?
Odpowiedź, niestety, jest krótka i do bólu konkretna: nic.
Jak można głosować na PiS, Orbana czy Trumpa (napisałbym jeszcze Kukiza, ale niektórzy mogliby dostać drgawek) kiedy przecież jest „ciepła woda w kranie?! Skandal, nie?
Taka postawa świadczy, niestety, nie najlepiej o prezentującym ją, mało tego – upierającym się przy niej.
Po pierwsze – większość z nas zapomniała o nadziejach i marzeniach naszego pokolenia związanych z rokiem 1989, kiedy to pojawiła się nadzieja na wielkie zmiany.
A były one nieco inne, niż to wryło się w pamięć większości zawodowych komentatorów. Najkrócej można by je streścić postulatem: żeby stosunki pracy były jak w PRL-u, ale pensje żeby były jak na Zachodzie.
Nieprawda? No to popatrzcie na to, za czym idą dziś tłumy, na co i kogo głosują, a także przeciw czemu i komu oraz dlaczego.
Wielu dziwi „zdziczenie” społeczeństwa, które w wielu krajach coraz ostrzej występuje przeciw „elitom”. Nawiasem mówiąc słowo to jest dokładnie w tym samym stopniu nadużywane, co „patriota”. Ktoś kto o sobie mówi, że jest patriotą i tym usprawiedliwia wszystkie swoje, nawet najgłupsze poczynania, niekoniecznie nim jest. Podobnie ma się rzecz z tzw. elitami.
Oderwanie się pewnych warstw społecznych od „zwykłych ludzi”, nie tylko w Polsce zaskutkowało tym co widzimy dookoła i co jest dla wielu niezrozumiałe.
Tłumaczenie, że jest zdrowym objawem, iż każde nowe pokolenie chce iść krok dalej, niż ich ojcowie, nie trafiało i nie trafia do przekonania tym, dla których zatęchła stabilizacja w wykonaniu PO była szczytem marzeń, poza które zwyczajnie nie potrafili sięgnąć.
Nie potrafili nawet zauważyć, że ta stabilizacja była w dużej mierze pozorna i nie wszystkim dostępna.
Szkoda, bo głos w wyborach mają wszyscy, co powinno być znawcom wiadome.
Oczywiście, rację będzie miał ten, kto powie, że wybory, których dokonują niezadowoleni w różnych krajach, w tym naszym, są idiotyczne, bo nie prowadzące w żaden sposób do poprawy ich sytuacji (to w najlepszej wersji), ale prosiłbym o zadanie sobie pytania: a jaki daliśmy im wybór?
Odrzucając, w dużym stopniu nie bez racji, obecny establishment na kogoś głos oddać musieli. Zaryzykowali i oddali.
I znowu pojawia się pytanie: co zrobiliśmy, by ulokowali swe głosy lepiej (o ile to w ogóle było możliwe)?
Odpowiedź taka jak poprzednio: nic.
Na łamach Studia Opinii pojawiało się i pojawia wiele głosów dotyczących edukacji. Pomysły @hazelharda i paru innych są często i ciekawe i mądre i niemal na pewno poprawiające stan obecny na tym polu. Oprócz jednego drobiazgu.
Nie są nigdzie i przez nikogo realizowane.
Proszę się nie oburzać i nie zarzucać mi, że jątrzę bo „jest przecież Ministerstwo Edukacji, które powinno …”.
No właśnie. O to mi chodzi. „Weźmy się i zróbcie”! – znamy to? Ależ tak, to nasza zwyczajowa norma.
Miałem ostatnio okazję zapoznać się z działalnością na tym polu naszych przeciwników i muszę powiedzieć, że to co zobaczyłem napełniło mnie przekonaniem, iż możemy darować sobie pohukiwania, wszelkie pseudowyższościowe zadzieranie nosa, bo nie dorastamy im do pięt jeśli chodzi o dążenie do celu.
Zazwyczaj mówiąc o indoktrynacji młodzieży wskazuje się lekcje religii w szkołach i ich zawyżoną w stosunku do innych przedmiotów liczbę godzin.
To trochę prawda, ale tylko trochę.
Zdecydowanie zaś umykają uwadze działania na terenie szkoły innych osób, których udział w kształtowaniu umysłów dzieci i młodzieży jest równie istotny, a powiedziałbym, że nawet bardziej istotny ponieważ o ile lekcje religii są traktowane przez uczniów jak „zwyczajne” to spotkania z ludźmi z zewnątrz robią jednak większe wrażenie i zostają zapamiętane.
Czy wiedzą państwo, że stałą działalność na terenie szkół podstawowych i średnich prowadzi IPN? Na poddającym się mojej obserwacji terenie wykorzystuje on nie tylko pracowników, ale i tzw. wolontariuszy. Niektórych, niestety, znam.
Notoryczny kłamca opowiadający jak to walczył w „powstaniu grudniowym 1970”, od lat prowadzący kampanię oszczerstw pod adresem zamordowanego dowódcy „Gryfa Pomorskiego” tylko po to by wybielić swego krewniaka mającego w tym morderstwie udział – oto jeden z takich „wolontariuszy”. Inny, znany mi nawiedzeniec, który już za czasów pierwszej Solidarności wykazał się darem skłócania wszystkich ze wszystkimi, dziś chodzi po szkołach tłumacząc dzieciom kto jest dobry, a kto zły.
Myślicie, że to nie pozostawia śladów w umysłach? Zwłaszcza, że oni nie działają od dziś, ani od wczoraj. Robią to od lat. Część tych młodych, którzy mieli kiedyś okazję spotkać się z nimi dziś ma już prawo głosu.
Klub Jagielloński działa bodaj od 1994 roku, a to on organizuje zabawę pn. Akademia Nowoczesnego Patriotyzmu mającą z nowoczesnością dokładnie tyle wspólnego co ja z baletem, wystarczy poczytać.
Honorowi członkowie tego klubu to m.in. Jarosław Gowin, Ryszard Legutko, Bogusław Sonik i Krzysztof Szczerski.
Oczywiście zasadne byłoby pytanie: kto i jakim prawem wpuszcza to towarzystwo do szkół, ale kto miałby je zadać, skoro się tymi rzeczami nie interesujemy.
Nawet tym, że wiele takich rajz na umysły młodego pokolenia finansuje… Bank PKO.
Robią swoją robotę cierpliwie, rok po roku, a kiedy przychodzą efekty, my stajemy zdumieni i pytamy: co się stało? I dajemy wszelkie — oprócz trafnych — odpowiedzi.
Miałem już okazję przekonać się, że chęć do działań praktycznych nie jest naszą mocną stroną. Trudno. Jeśli jednak tak, to przestańmy się ośmieszać zdziwieniem, że ktoś z nami wygrywa skoro ten ktoś po prostu bierze się za robotę nie poprzestając na czczym gadaniu.
Ktoś chętny?
Taki może drobiazg. Ostatnio z moimi ulubionymi słuchaczami rozmawialiśmy m.in. o Komisji Edukacji Narodowej za czasów króla Stasia. Zwróciliśmy uwagą na rzecz, która dziś pozwoliłaby profesorom wyższych uczelni przestać jęczeć na temat słabych maturzystów przychodzących na pierwszy rok studiów. Otóż stanisławowski KEN oddawał uniwersytetom bezpośredni nadzór nad szkołami powszechnymi i średnimi od podstawy programowej, poprzez podręczniki aż po wymagania stawiane kandydatom na nauczycieli.
Wyobrażacie to sobie państwo dziś?
Jeśli tak, spróbujcie skonstruować odpowiednią ustawę i przedstawić ją zarówno społeczeństwu jak i naszym pożal się Boże partiom politycznych będącym podobno w opozycji, by włączyły ją do swego programu wyborczego.
Nie da się?
No to czego oczekujecie?
Inni zrobią i to i co innego.
A nam pozostanie zdumiewać się z otwartymi ustami patrząc na wyniki kolejnych wyborów.
Jerzy Łukaszewski



to sie nazywa po prostu dekadencja.
a wszytko ma jakis poczatek i koniec.
Czyżby XXI wiek zaczynał się – podobnie jak XX-ty – z kilkunastoletnim poślizgiem?
proces dekadencji, to nie kilka lat ale czesto wiek, dwa..
a wlsnie poczatek , to koncowka XIX wieku i jak twierdzi filozof niemiecki Sloterdijk jestemy w tej spirali upadku, ze nic nas nie uratuje i jak poleca inny filozf Onfray jestesmy wszyscy na Titaniku, a wiec korzystajmy z ostnich chwil spokojnie i rozwanie, wesolo, ba pijmy szampana!
Przywołał Pan wspomnienia z 13 grudnia roku pamiętnego…
Znalazłem się w koszarach Niebieskich Beretów, i po jakimś czasie kadra zaczęła realizować pranie mózgów w ramach szkolenia wojska. Sytuacja była na swój sposób dosyć zabawna: kilku oficerów znało mnie jako cywila, i mówili mi, że ja nie muszę chodzić na te zajęcia. Ale wyrzucić mnie przecież nie mogli. Słuchałem więc różne głupoty, i na koniec, gdy padało sakramentalne: Czy są pytania? – odpowiadałem, pytań nie ma, a wojsko zostaje na sali. (Zdążyłem wyrobić sobie niejaki mir i autorytet, więc zostawali z ciekawości, co będzie dalej?) Po czym po kolei, punkt po punkcie, „odkręcałem” całą tę propagandę.
Podobnie było też i wcześniej, w grudniu 1970. Do zakładu, w którym wówczas pracowałem (związanym z przemysłem stoczniowym) przyjechał miejski sekretarz PZPR spacyfikować wiec. Zakład był świeżo rozbudowany, dużo nowych twarzy. Stałem na obrzeżu tłumu, kiedy sekretarz zaczął w stylu wicie-rozumicie pleść takie bzdury, że nie wytrzymałem, i na bieżąco zacząłem komentować i mówić, jak sprawy wyglądają naprawdę. Zwracałem się przy tym bezpośrednio do stojącego obok mnie „nowego”. Gdy ten wykrztusił, że rzeczywiście nie najlepiej mu to wychodzi – znajomi ryknęli śmiechem. Oni wiedzieli, że robiłem pranie mózgu prawej ręce tow. sekretarza.
A współcześnie?
W telewizji widziałem tylko prof. I. Krzemińskiego, który natychmiast reagował, gdy drugi komentator mówił rzeczy ewidentnie niezgodne z prawdą. Ostatnio był to jakiś uczony (nazwisko: Sowiński) z jakiejś uczelni z kardynałem Wyszyńskim jako patronem. Wcześniej zdarzyło się to pani prof. J. Staniszkis, gdy jeszcze była zauroczona prezesem pisu. Nie wytrzymała i uciekła ze studia.
Problem z edukacją mają i Amerykanie, i Niemcy, i Francuzi. Dlatego zawsze upatrywałem naszej szansy właśnie w edukacji, bo w bankach nie mamy pieniędzy, żeby je inwestować. Dlatego powinniśmy być mądrzejsi niż inni. To jedyna szansa na stanie się bogatym krajem. Niestety, jest całkowicie odwrotnie. Matematykę i fizykę skasowano niemal do zera, myślenia zakazano. To nieprawda, co piszesz, że nigdzie moich (i innych Autorów SO) pomysłów nie realizowano. Np., w ostatniej mojej notce pisałem o nauce w Holandii robienia prezentacji, a kiedy indziej o budowaniu w Holandii placów zabaw przez dzieci, co ma na celu naukę współpracy. Kilkukrotnie większa ilość matematyki i fizyki w szkole jest w Korei Płd. W Finlandii starają się całkowicie zmodyfikować sposób nauczania. A poza tym, notki moje (i nie tylko moje!) zawsze są nieco przerysowane, bo wtedy dyskusja jest ciekawsza.
Miałem na myśli realizację w Polsce. Wiem, że gdzie indziej próbują i chwała im za to.
Z przerysowywania nie czynię przecież zarzutu, mnie się Twoje pomysły podobają.
Ale swoje pomysły realizują w Polsce inni, a dałem tylko drobniutki przykład nie chcąc zarzucać czytelnika guanem. Jest tego dużo, dużo więcej.
Gadamy sobie kiedyś, na samym początku tej transformacji, z Józefem Kuśmierkiem o szkołach, a on powiada, że trzeba się przestać uchylać. Chodziło mu o komitety rodzicielskie, które mogłyby całkiem sporo, gdyby nie to, że wielu rodziców uważa, że nie mają na to czasu i że nie będą się zadawać. Ministerstwo jakie jest takie jest, dyrektora powołuje samorząd, ale rodzice wpływ mogą posiadać. Częściej dyskutują o różnych wycieczkach i imprezach, ale czasem jest inaczej. Marzył mu się ruch komitetów rodzicielskich, jak pod zaborami. Różne rzeczy można o Kuśmierku powiedzieć, ale marzycielem nie był, raczej praktyk.
nieśmiało zwrócę uwagę co dla mnie oznacza pojęcie elity, jeżeli określenie potraktować jako sposób rozróżnienia, byłaby to przede wszystkim umiejętność samodzielnego myślenia, znajdująca odniesienie w wiedzy, i samodzielnego wyciągania wniosków. Jedynie trenuję te własności, mogę się więc mylić, np. ciągle uznając te trzy cechy za konieczne, lecz nie trzeba przecież do elity przynależeć by zauważać cechy wspólne tych którzy się za taką uważają, a wtedy brak u niektórych, niektórych z nich. Establishment to już trochę inne słowo, chyba, że mowa o elicie samoustanawiącej się (byłaby to jednak wtedy przeciwłasność wobec mojej definicji) lub po prostu o kolegach kierownikach.
Przynależąc do ludu zdecydowanie niedoświeconego blaskiem elit (choć nieraz blaskiem dostaję po oczach) wprawdzie zagłosowałem POprawnie lecz bez entuzjazmu, i tak sobie samodzielnie dalej myślę, że inni mieli pewnie mniej entuzjazmu ode mnie. Więc może jakoś, choć paradoksalnie ze skutkiem gorszym niż pragmatycznie najlepszy, obroniła się w naszym niedoświeconym działaniu wartość szkół do których kiedyś chodziliśmy, ta główna, to jest nauka samodzielności myślenia (przy czym jako, że znajomość rachunku różniczkowego i czytanie książek pozostają przyznaję ważne, może w tym przypadku różnicowały one poziomy entuzjazmu).
Co zrobić z obecnym klopsem sugerowałem, odnosić się do swoich błędów i na taki sposób budować zaufanie społeczne, łatwo nie będzie ale jeżeli się pod strzechami rozniesie, że to może nie takie głupie, to pierwszy krok do rozróżnienia pomiędzy elitą a establishmentem mielibyśmy za sobą.
Jako, że siła w przykładzie, jedynie nieco demagogiczny skutecznego obniżania entuzjazmu wśród niedoświeconych. Mieliśmy nie tak dawno skutecznego ministra transportu, wszystko u niego grało jak w zegarku, potem przestało a ostatnio gazety doniosły ile taka sprawność przynosi mu na Ukrainie. Z wrażenia wprawdzie zapomniałem zapamiętać, więc nie przytoczę, lecz kiedy czytam tu, że ludowi zarzuca się, że własne dzieci będzie oszpecał, i to za niewielki tylko procent, to sobie dalej samodzielnie myślę, że trudno by mnie było na razie do szanownego towarzystwa przekonać.
Panie Jerzy, kłaniam się nisko i jak zwykle dziękuję za głos sumienia. Zawsze po pana tekstach mówię sama do siebie – Do diaska, czy tylko pan Jerzy to widzi? A lustra? Ja jednak bym te lustra potłukła, bo mam wrażenie, że my wszyscy nie widzimy tego co wokół nas, ale świat wg nas jest tylko naszym zwierciadlanym odbiciem – temu w lustrze wszak podoba się to co mnie.
W mojej edukacyjnej działalności przez wszystkie lata nie znajdowałam zrozumienia dla mojego poglądu o szczególnej trosce, jaką trzeba otoczyć słabszych intelektualnie i nie pozostawiać ich na marginesie. Prochu nie wymyślą, dzięki takim nie staniemy na podium, nie będzie z nich Noblistów, ale w demokracji ich głos liczy się tak samo jak Noblisty. Wyśmiewano mnie (również w komentarzach tu na SO), bo w gruncie rzeczy wielu wyznaje zasadę, że inwestowanie w tę część się nie opłaca, jak będą głupsi to i tak ich się zmanipuluje, bo ciemny lud wszystko kupi. Nawet powszechnie uznaje się, że niektóre rządy taką filozofią się kierują. Ale jeśli jest odrobina prawdy w tym, to nie starczyło wyobraźni, że manipulantami nie zawsze muszą być właśnie ONI.
och, zapewniam panią, że słabsi intelektualnie czasami sami wolą pozostać na marginesie zdarzeń, tym bardziej że zdarzenia elit bywają męczące intelektualnie, kieruje wtedy nami sądzę, że zrozumiała w takiej sytuacji nieśmiałość, a jeżeli choć przydajemy się do trzymania luster, zawsze to przecież jakaś robota (tylko kiedy już będziecie państwo bili to proszę uprzedzić).
A propos Noblistów, choć temat ten był już trawestowany przez Hazelharda, że byliby wręcz niezbędni, ja pozwolę sobie pozostać sceptyczny i dam na to przykład wyłącznie nieco nietrafiony: proszę sobie wyobrazić, że rozmawiałem kiedyś z trzema, wprawdzie nie naraz ale na ten sam temat (coś tak paskudnie nieinteresującego jak teoria nadprzewodnictwa wysokotemperaturowego) i proszę sobie wyobrazić, że wprawdzie ich nie byłem w stanie w pełni zrozumieć (jedynie być może tego nie zauważyli) wszyscy trzej mogli mieć rację chociaż wszyscy mówili co innego. No to jakbyśmy mieli takich kilku to wtedy dopiero byłby ambaras, a tak to przynajmniej jest swojsko.
Chyba nie wolą, a system edukacji ich na ten margines przesuwa i tkwią tam dopóty, dopóki ktoś nie przyjdzie i nie da sygnału – JESTEŚ WAŻNY! On odrzucany i niedoceniany nagle doznaje uczucia, za którym mógł tylko tęsknić, bo nawet nie marzyć.
Do kogo adresowana jest ta mowa – „wstańcie z kolan”? Nie do pana, ale ci adresaci „wstają” i można manipulować ich emocjami w tę stronę, w którą manipulant sobie zamarzy, lecz nie będą słuchać Pana, który dla nich jest uosobieniem skrywanych emocjonalnych krzywd.
Jeżeli dobrze rozumiem intencje szeregu tekstów (nie tylko tego jednego) Autora to odczytuję je jako wezwanie do porzucenia bezczynności. Jeżeli mielibyśmy coś robić wspólnie to najbliższą mi ideą jest jakaś forma powtórki z TKN (Towarzystwa Kursów Naukowych) do którego wstępem była działalność Uniwersytetu Latającego. Napisałem „jakaś forma powtórki z TKN” bo nie chodzi naturalnie o dosłowne kopiowanie tamtego wzoru. Raczej widziałbym to jako Towarzystwo Edukacji Społecznej zorientowane na kilka celów dość często powtarzających się w naszych dyskusjach:
– modernizacja oświaty zgodnie z wyzwaniami współczesności,
– rozumienie świata współczesnego przez młodzież ale także przez dorosłych,
– promocja integracji europejskiej jako przyszłości społeczeństwa polskiego,
– radykalne zmiany w działalności politycznej, na rzecz uwzględniania interesów szerokich grup społecznych, przeciwdziałanie oligarchizacji życia politycznego,
– promocja tolerancji i otwartości – przeciwdziałanie wszelkim niekorzystnym „-izmom” jak np. rasizm, antysemityzm, nacjonalizm, szowinizm, etc.
Działalność powinna być raczej adresowana do nauczycieli niż do młodzieży, i powinna mieć zróżnicowane formy. Jedną z nich powinny być otwarte wykłady, konwersatoria czy seminaria. Podobnie działalność publicystyczna i wydawnicza.
To tylko luźny pomysł, przy którym nie będę się upierał jeśli padną ciekawsze propozycje.
Jak najbardziej. Nie jestem tylko przekonany czy dałoby się kogoś namówić do pracy, ale może ktoś rozwieje moje wątpliwości. Na własną rękę próbuję. Niedawno założona organizacja pozarządowa, o której niedługo napiszę ma m.in. podobne cele na uwadze. Gdyby powstało coś takiego jak TES już dziś mogę w jej imieniu zadeklarować czynną współpracę.
Bo na tym to właśnie polega. Zbyt wielu mądrych ludzi przyzwyczaiło się „wygłaszać mądrości” i tak ich to zachwyca, że nie czują potrzeby zrobienia czegoś konkretnego. Uważają, że i tak zrobili wiele, bo „wygłosili”.
A nasz wspaniały ciemnogród owszem, pracuje – jak to pokazałem – cierpliwie i systematycznie. I to jest jego nad nami przewaga.
Gdyby pańska inicjatywa znalazła wykonawców, jestem gotów do przedyskutowania szczegółów i zgłaszam akces (potrzebnych jest co najmniej 15 nazwisk) do niej.
Cieszę się, że znów jest Pan „na antenie”. Włączyłam się, by dodać, że obecnie nie trzeba nawet 15 sprawiedliwych; wystarczy 7. Tak, SIEDEM osób może założyć stowarzyszenie rejestrowe, które ma osobowość prawną (od 20 maja 2016 r.). Gdybym mogła służyć pomocą fachową w sensie prawnym, chętnie się włączę.
Dziękuję za miłe słowa i wyjaśnienie, Nie wiedziałem, że zmieniły się przepisy. Na wszelki wypadek do swojego zebrałem 22 osoby 🙂
Popieram, Zrobimy to.
to może TPN (Towarzystwo Promocji Normalności) ?
Począwszy od autora, macie Państwo wszyscy trafne spostrzeżenia. Stawiacie właściwe pytania. Zauważacie, że choć pojawiają się dobre odpowiedzi, nic z nich nie wynika. I co robicie?
Nic.
Kiedy pojawia się kolejny problem, pojawia się kolejna trafna analiza. Trafnie identyfikujecie przyczyny problemu, widzicie odroczone konsekwencje i oczywiście znowu nic. Pies z kulawą nogą nie bierze pod uwagę Waszych (naszych podpowiedzi).
To powinno dać każdemu do myślenia. Daje? Nie tak jak powinno.
Nie o to chodzi, żeby stwierdzić, że w Krakowie jest smog i z jakiego powodu jest i na tym poprzestać, tylko o to, żeby go nie było.
Jeśli widzę, że zwykle mam rację (rzeczywistość wielokrotnie potwierdziła moje analizy i prognozy), a jedynym działaniem jakie podejmuję jest podzielenie się moimi spostrzeżeniami z ludźmi, którzy myślą podobnie, to znaczy, że tak naprawdę to mi wystarcza do dobrego samopoczucia, albo nie wierzę w moc indywidualnego działania. Jestem rozgrzeszona. Mogę (kiedy wyjdzie na moje) powiedzieć „a nie mówiłam”, ale wcześniej działam w myśl przywołanej tu reguły „Weźmy się i zróbcie”!
Skoro nic nie wynika z Waszych/naszych analiz i działań, należy zmienić metodę wywierania wpływu.
Zakładanie organizacji pozarządowych nie jest (dla Was) dobrą metodą, bo nie każdy może (i powinien) zostać działaczem społecznym, nie każdy może się udzielać. Myślenie też jest potrzebne. Musi się jednak przekładać na działanie, inaczej jest „sztuką dla sztuki”, jest „po nic”.
Co można zrobić? Roosevelt sformułował to tak: „Rób co możesz, tam gdzie jesteś z tego co masz”.
Jedni z Was pracują ze „słowem”. To oni skuteczniej od robotnika (i malarki) mogą walczyć z „czarną retoryką”, z manipulacją słowami. Jak? Choćby tak jak podpowiada stary outsider: w każdej sytuacji trzeba „odkręcać propagandę”. Jest wiele sposobów. Co robimy? Myślimy sobie „nie będę się wygłupiał”.
Inni z nas uczą. Nie należy oczekiwać, że nasze pomysły ktoś podchwyci i wdroży. To o wiele bardziej skomplikowane, niż się wydaje. Należy samemu te pomysły wdrażać. Może nie zmienimy Polski, ale pomożemy rozwinąć się kilkorgu uczniów – a kropla…. Niestety zwykle w takiej sytuacji myślimy „widocznie to zły pomysł” i rezygnujemy.
No i najważniejsze – „Siła w przykładzie”.
Każdy z nas powinien pracować nad własnym kręgosłupem. To on jest problemem. Prawica i wszyscy ortodoksi tu mają przewagę, bo KK narzuca im Wartości, a oni są ich strażnikami.
A my? A nasi znajomi? Z pewnością uczestniczycie Państwo w spotkaniach towarzyskich i dostrzegacie brak spójności. Ludzie mówią jedno, robią drugie.
Krytykują kler, rząd, znajomego posła, burmistrza. Ale jak burmistrz powołuje, przyjmują posadę. Przyjmują Kolendę, chodzą do kościoła, dają kopertę – że na pokaz? Ale robią to. Dlaczego? „Bo co ludzie powiedzą?” Kiedy rząd psuje, siedzą w domu „co ja tam mogę”, „ja się nie interesuje polityką”. Kiedy Dziewuchy protestują – „ja mam syna”, „ja jestem już za stara”, „moja chata z kraja”.
Oportunizm, konformizm, lenistwo. I w końcu Strach.
Tacy jesteśmy. Kiedy więc szukamy wyjścia z tej trudnej (coraz trudniejszej) sytuacji zacznijmy od pracy nad sobą. Od samookreślenia „kim jestem?, a kim nie jestem?” i co (obowiązki i prawa) z tego dla mnie wynika.
To rzecz, którą (na pewno) każdy z nas może zrobić. Nikt poza nim samym mu w tym nie może przeszkodzić.
Tak, wiele możemy nawet na co dzień, ale właśnie często chowamy się za strachem, koniunkturalizmem i nieuzasadnioną wyższością – nie będę się zniżał do tego poziomu polemiki.
Latem z przyjaciółką zamówiłyśmy taksówkę, by dotrzeć do lotniska. Wiózł nas młody człowiek o rozbudowanym karku i nawiązując rozmowę o podróżach wychwalał, że on najbardziej lubi Bieszczady, potem było o polskości, o żołnierzach wyklętych, a dalej o Polsce wielkiej i dumnej od morza do morza i o murze, który wokół Polski trzeba wybudować, pogonić obcych: Ukraińców, Ruskich i Niemców, bo Polak sobie sam bez tych zbrodniarzy i złodziei z Unii poradzi. Ponieważ moja przyjaciółka siedząca obok niego koniunkturalnie przyznawała mu rację, podziwiała patriotyzm i jak pięknie o Polsce potrafi mówić oraz że tak dobrze zna …… historię (!) milczałam. Dojeżdżając do Lotniska Szopena zapytałam – A ten samochód to jakiej marki? Zaczął wychwalać niemiecką firmę. – Aha – odpowiedziałam i pytałam dalej – To zza tego muru, co go chce pan wybudować to już pan takiego nie kupi? Zaległa cisza. A ja ciągnęłam dalej – To i roboty pan nie będzie miał, bo gdzie i kogo do tego muru by pan woził? Gęsta atmosfera ciszy nie trwała długo, bo już było lotnisko.
Stojąc z walizkami przyjaciółka oznajmiła mi – „Ja tam nie wdaję się w takie dyskusje (to ona rozmawiała z nim całą drogę, a ja milczałam), przecież to nie ma sensu, bo on i tak wie swoje, więc po co sobie zatruwać chwile.”
No tak, ze wszystkimi się zgodzę, będą dla mnie mili – tak zachowuje się większość mojego otoczenia – niech wychylają się inni. No właśnie – wychodzi na to, że ja jak zwykle wykazałam swój trudny charakter i niezdolność dostosowania.
Przywołany przez Panią przykład to krok 1. z „Siedmiu Prostych Kroków Uwodzenia przez Zło”
Ponieważ zakładam, że nikt nie wczytał się w wnioski z badań P. Zimbardo, pozwolę go sobie przywołać po raz kolejny.
„Krok pierwszy: nie rób nic
Nic łatwiejszego. Czy można pobłądzić, jeśli nie robi się nic złego? Taksówkarz zaczyna ci opowiadać swój ulubiony seksistowski dowcip, z tych klasycznych o „cyckach i dupie”, z którego pasażerowie-mężczyźni zawsze się śmieją. Wzruszasz ramionami, chciałbyś, żeby dał sobie spokój, ale nic nie robisz, więc zaliczy cię do klientów, którym dowcip się spodobał. […]” całość tu: https://www.facebook.com/notes/konteksty/zimbardo-pg-z%C5%82o-uwodzi-w-siedmiu-krokach/1634388796810691 (przepraszam, że ciągle do tego odsyłam, ale tu moim zdaniem tu może być odpowiedź, której szukamy, a nie zauważyłam, żeby ktoś to zauważył, lub przynajmniej odniósł się do tych wniosków)
„No właśnie – wychodzi na to, że ja jak zwykle wykazałam swój trudny charakter i niezdolność dostosowania.”
Nie. Zachowała się Pani właściwie. Taka postawa nie ułatwia życia. Ludzie mylą ją z pieniactwem, czepialstwem (niestety czasem mają rację, czasem to jest małostkowe). Nie posiadamy umiejętności reagowania w takich sytuacjach i często czujemy się onieśmieleni lub zagrożeni.
Odpowiednia reakcja wymaga odwagi cywilnej, i pewnych umiejętności. Nikt nie uczy nas adekwatnych reakcji i zdarza się, że ktoś reaguje agresywnie. Tego powinna uczyć szkoła. Technik skutecznej komunikacji, retoryki i etyki. A jest jak jest.
Cieszę się, że potrafi Pani bronić swoich wartości. To rzadkie. Większość ludzi, zachowuje się tak jak Pani koleżanka. Poświęcają wartości, żeby nie było, że mają „trudny charakter”. Oni zwykle w ogóle nie mają własnego kodeksu wartości, nie mówiąc o charakterze. Dlatego teraz, choc jak twierdzą są po naszej stronie i mówią o sobie „gorszy sort”, nie ma ich ani z KODem, ani z Dziewuchami. Nie ma ich nigdzie. Także tu (bo w końcu nie każdy musi maszerować). Są tam gdzie nie stracą, idą z tymi z którymi zyskają. Są aspołeczni, ale to w Polsce wciąż się opłaca – jednostkom, nie Polsce i nie wspólnocie.
Pani ma charakter. Ludzie będą Panią szanowali. Co nie znaczy lubili.
dziękuję za uwagi, ja starałem się być poważny dopóki nie wylądowałem na ulicy, zaręczam, że na ulicy także można być poważnym, znajomych niestety nie mam więc nie mam z kim rozmawiać, także stąd moje tutaj komentarze, wszystkiego dobrego w naprawianiu świata.
Chcecie zobaczyć jak nam się Polska zmienia?
Tylko dla osób o silnych nerwach, uprzedzam.
https://www.youtube.com/watch?v=1zd1kJw36RU
Już to widziałem na FB, ale obejrzałem jeszcze raz. Jak wiadomo you tube ustawia filmiki tematycznie. Następny był: https://www.youtube.com/watch?v=a806EJHIUFc
@Hazelhard – świat był, jest i będzie dziwny. Niemen miał rację ale ten Ormianin śpiewa naprawdę znakomicie.
@J.LUK – obejrzałem ten link, on nie wymaga mocnych nerwów, raczej mocnych mięśni brzucha żeby nie skonać ze śmiechu. Kiedy się uważnie przyjrzeć to jakaś groteskowa ustawka. Prezes tego pseudo stronnictwa tytułujący JK naczelnikiem sam się śmieje z własnych słów, a sam JK i świta wokół niego ma uśmiechy drwiące z całej sytuacji. Kilka osób gawiedzi patrzy na całe towarzystwo jak na idiotów i ma oczy wywalone na wierzch. Sam JK paradujący w kurtce o dwa rozmiary za dużej, w przydługich porciętach i zniszczonych butach, obdarowany został ciężkim wieńcem, który z równie drwiącym uśmiechem ale też niemałym fizycznym trudem złożył pod pomnikiem Dmowskiego. Następnie oddalił się w kierunku suki policyjnej. Po zakończonym filmiku przeczytałem komentarze pod nim i pękałem ze śmiechu. Ten sam filmik w wersji rozwiniętej znalazłem z dość dosadnym TYTUŁEM, który nie pozostawia pola na domysły: https://www.youtube.com/watch?v=QCf5xC98IXE
Reasumując – jak się chce kogoś zbłaźnić, to należy organizować jak najwięcej takich groteskowych imprez. Mój kolega twierdzi, że największymi wrogami „dobrej zmiany” są jej twórcy i wykonawcy. Każda impreza, publiczna wypowiedź czy rozwiązanie prawne pogrąża ich coraz bardziej.
A ja bym tego filmu nie lekceważyła. Kaczyński nie jest błaznem. Jeśli toleruje tytułowanie go Naczelnikiem Polski, a historię zna, moim zdaniem przymierza się do tej funkcji. Oby nam śmiech na ustach nie zamarł, kiedy pod choinkę otrzymamy ustawę o naczelniku państwa i jego uprawnieniach, jak choćby wydawanie dekretów z mocą ustawy. Kto zbada konstytucyjność tej ustawy? Sędzia Rzepliński już będzie w stanie spoczynku (i oby we własnym domu). Co pójdzie na pierwszy ogień – ustawa o przedłużeniu kadencji Sejmu, czy coś pilniejszego ?
@ MAGDALENA – nie lekceważę tego filmu, wskazuję raczej na jego groteskowość powołując się na liczne komentarze nie tylko na youtube. Można sobie wyobrazić hipotetycznie sytuację z naczelnikiem państwa, o której pani wspomina. Może inkryminowany JK przymierza się do takiej funkcji, kto wie? Być może Pani ma rację pisząc, że JK „historię zna”. Moim zdaniem nawet jeśli zna to kompletnie jej nie rozumie, podobnie jak nie rozumie zupełnie współczesnego świata. To co PiS robi od początku po wyborach 2015 r. wskazuje na zupełny brak racjonalności. W tej części świata pójście na konfrontację z naszymi zagranicznymi sojusznikami i przyjaciółmi z UE jak mawiał Talleyrand „…to gorzej niż zbrodnia, to błąd”. Teraz jedyny sojusznik jaki pozostał JK czyli USA pod rządami Trumpa pokażą nam środkowy palec.
Józef Piłsudski objął funkcję Naczelnika Państwa na kilka lat w obliczu sytuacji nadzwyczajnej i niezależnie od wielu grzechów był wielką postacią Polaków w XX wieku. Obecnie nie ma sytuacji nadzwyczajnej, a JK nie był, nie jest i nie będzie wielka postacią Polaków. Owszem jest taką namiastką takiej postaci dla części 18,5% elektoratu, bo pozostałą część swoich wyborców zdążył sobie radykalnie zrazić. Cokolwiek przeprowadzi w Sejmie i cokolwiek zarządzi skończy się to dla niego bardzo źle, ponieważ psuje to co Polacy z trudem osiągnęli po 1989 r. nie proponując nic lepszego tylko czystą destrukcję. Nawet jeśli Sejm uchwali, że JK jest królem i spacyfikowany TK to zaakceptuje to będzie tylko kabaret.
Rozważamy tutaj aktywne działanie. Na tym samym portalu jak wyżej znajduje się wiele przykładów w których obywatele potrafią prowadzić działalność na własną rękę. Oto jeden z wielu: https://www.youtube.com/watch?v=a4ffPt-ZXMY
Bardzo dobry teksk.
Także dlatego, że można podyskutować 🙂
.
Zaczne od tego trochę dziwnego rozróżnienia – my / oni.
My nie robimy/nie edukujemy/nie przekonujemy itd
A nasi przeciwnicy… i tu przykład IPNu.
W tym momencie chciałbym się dowiedzieć, kto to są My, a kto Nasi Przeciwnicy. Jeśli My obejmuje także Platformę Obywatelska, to przecież nic się nie działo wbrew rządowi przez 8 lat. Pomysły edukacyjne typu szkolenia przez IPN to nie wymysły posła Kaczyńskiego. To sie działo za zgodą albo może nawet z inicjatywy PO. Składanie wieńców pod pomnikiem Dmowskiego, dzień pamięci żołnierzy wykletych – to nie zielone ludziki Putina, czy brunatne Macierewicza – to NASZ (???) prezydent Komorowski. No chyba, że nie nasz? Jak to jest?
Ma pan rację. Przez lata tolerowaliśmy PO bo wydawała nam się najmniej szkodliwa dla zdrowia. Kiedy było widać wyraźnie (okazuje się, że nie dla wszystkich), że to co nam się proponuje to po prostu stagnacja i kunktatorstwo – została odrzucona. PiS przekroczyło pewną granicę, a własnych w ogóle nie ustawia, więc wzbudził sprzeciw od startu i uzasadniony niepokój o przyszłość.
Ja wybrałem Nowoczesną, ale dla niektórych to tylko Petru. Niektórzy lubią z góry coś poszufladkować i nikt ich nie przekona, że pomylił szufladki. Szkoda czasu na dyskusję z nimi.
A działania własne? Tak, bo nie ma na scenie politycznej nikogo, kto by to za nas zrobił. Słownie – nikogo.
Pisałem o działaniach IPN i KJ, bo on działa na interesującym mnie polu, ale takich rzeczy jest więcej.
Kiedyś pisałem o „rozmowach z panią Krysią” z kiosku. Pamięta pan reakcje? Połowa raczyła mnie wyśmiać. A ci ONI nie, wzięli się za to i – jak się okazuje – to był strzał w dziesiątkę. Wygrywają właśnie dzięki „paniom Krysiom”.
Petru… jest twarzą Nowoczesnej, ale mam wrażenie, że działają tam głównie Panie, np. Gasiuk-Pihowicz. To dzięki nim na Nowoczesną patrzę z sympatią. Na Petru wzruszyłbym tylko ramionami…
Bardzo dobrze pamiętam Pana nawoływania do rozmów, z Panią Krysią i koleżankami. Był to jeden z najcenniejszych tekstów w SO. Ma nieco wspólnego z artykułami red. Topinskiego na temat retencj, zatrzymywanie wody itd. Jakoś takie codzienne drobne wysiłki są ignorowane. A to właśnie w tej skali trzeba działać. Dostrzegać człowieka i go przekonać to wielki sukces. Przemawiać do „elektoratu” nie ma sensu.
MrE, no właśnie o tym mówię. Jeśli dla kogoś Nowoczesna to tylko Petru to o czym z nim rozmawiać? Tak, pani Gasiuk, Scheuring-Wielgus, czy Katarzyna Lubnauer to ktoś na kogo warto postawić.
A i tak nie zastąpi to naszej własnej aktywności.