W osobie Fidela Castro świat żegna się z XX wiekiem – czytamy w hiszpańskim „El Pais”. Z jednej strony – rewolucja. Fidel, zanim jeszcze obalił kubańskiego dyktatora Batistę, brał udział w próbie obalenia dyktatury w Republice Dominikańskiej. Jako młody buntownik wypowiedział przed sądem na Kubie słynne zdanie: „Historia mnie rozgrzeszy”.
Castro był bez wątpienia człowiekiem wielkim, najważniejszym politykiem Ameryki Łacińskiej od połowy XX wieku. Był przywódcą o dwóch twarzach. Z jednej strony odważny marzyciel, wizjoner, charyzmatyczny „el comandante”, romantyk, trybun rewolucji, który rzuca wyzwanie nie tylko dyktaturze w swoim kraju, a następnie w swoim regionie, ale także podważa całkowitą i niekwestionowaną dominację Stanów Zjednoczonych na zachodniej półkuli, realizowaną w ramach tzw. Doktryny Monroe.
Z drugiej strony – żądny władzy dyktator, narcyz, megaloman, który przemawia godzinami, zna się na wszystkim, rujnuje najbogatszą wyspę, prześladuje opozycję, w czasie Zimnej Wojny uzależnia swój kraj od ZSRR i wspólnie z Chruszczowem (1962) doprowadzają świat na skraj wojny jądrowej.
Z jednej strony – legenda, człowiek wrażliwy na biedę i niesprawiedliwość społeczną, przyjaciel artystów i pisarzy, takich jak Vargas Llosa (jego późniejszy krytyk) czy Garcia Marquez – wierny do końca.
Z drugiej strony – polityk zdecydowanie antyamerykański, ryzykant, nieodpowiedzialny strateg, który eksportuje rewolucję, wysyła armię kubańską do Afryki i czynnie wspiera lewicową partyzantkę na świecie.
Wiele już książek napisano o Fidelu i wiele jeszcze powstanie. […].
Dla innych, którzy już tańczą na ulicach Miami, był dyktatorem, zdrajcą, kacykiem, jeszcze jednym caudillo, człowiekiem, który nie zrozumiał, że czas samowładców się skończył. Dla jednych pozostanie tym, który im zapewnił darmową szkołę, opiekę lekarską i ubezpieczenia społeczne. Zwrócił im ich godność. Dla drugich pozostanie tym, który zabrał im paszporty, zrujnował wyspę, zabrał im dobrobyt, nie miał pojęcia o gospodarce, miotał nią od ściany do ściany – od monokultury cukru po miraże industrializacji, doprowadził (co prawda w warunkach blokady) do kartek i głodu.
Fidel Castro długo jeszcze będzie budził spory, ale pozostanie kimś.
Co dalej z Kubą? Jednopartyjny kapitalizm à la Chiny i Wietnam? Pokojowa transformacja, kubański okrągły stół pod nadzorem USA? Co zrobi Donald Trump – zamrozi odwilż w stosunkach z Kubą, do której doprowadził Obama? Zażąda demokracji w zamian za współpracę czy zaoferuje współpracę, która stopniowo doprowadzi do demokracji? I co na to wyborcy z Miami? Odejście Castro to pierwszy egzamin Trumpa.
Daniel Passent
Blog Autora w portalu polityka.pl



„Fidel Castro długo jeszcze będzie budził spory, ale pozostanie kimś.”
Nie bez powodu przeszedł do Historii.
Zniszczył taki „bogaty” kraj.
http://www.socjalizmteraz.pl/pl/Artykuly/?id=494/Kuba_przed_i_po_rewolucji
Nie wolno negować zbrodni reżimu Batisty, ale „Kuba przed i po rewolucji” wygląda na rządową propagandę.
Styl artykułu przypomina mi propagandę u nas w latach sześćdziesiątych.
Oczywista oczywistość., Kennedy jak wie każde dziecko, był komunistą, członkiem rządu kubańskiego i kumplem Fidela wiec pisał te bajki pt „Kuba przed i po rewolucji”, a bagna Zapata za czasów Batisty to był raj na ziemi. Był Pan kiedyś w życiu na Kubie nie jako turysta, bo widzę że neguje pan peerelowską propagandę ?