Daniel Passent: Castro odchodzi – Trump nadchodzi

passent22016-12-01.

Śmierć Fidela Castro minęła w Polsce bez wrażenia. Że Castro był jedną z największych postaci XX wieku, to mało kogo wzrusza, ważniejsze jest, czy wicepremier Gliński przejrzał na oczy, oglądając Wiadomości TVP, czy też po prostu zdenerwował się, że dziennikarz publicznej zaczepił jego żonę, a więc pośrednio jego samego. Niestety, jesteśmy krajem prowincjonalnym[…]. Media dobrze wiedzą, że sprawy międzynarodowe niewielu w Polsce interesują. Nie słychać, by na temat kubańskiego rewolucjonisty i dyktatora wypowiadały się autorytety – politycy, historycy, dyplomaci, pisarze, publicyści…

W osobie Fidela Castro świat żegna się z XX wiekiem – czytamy w hiszpańskim „El Pais”. Z jednej strony – rewolucja. Fidel, zanim jeszcze obalił kubańskiego dyktatora Batistę, brał udział w próbie obalenia dyktatury w Republice Dominikańskiej. Jako młody buntownik wypowiedział przed sądem na Kubie słynne zdanie: „Historia mnie rozgrzeszy”.

Castro był bez wątpienia człowiekiem wielkim, najważniejszym politykiem Ameryki Łacińskiej od połowy XX wieku. Był przywódcą o dwóch twarzach. Z jednej strony odważny marzyciel, wizjoner, charyzmatyczny „el comandante”, romantyk, trybun rewolucji, który rzuca wyzwanie nie tylko dyktaturze w swoim kraju, a następnie w swoim regionie, ale także podważa całkowitą i niekwestionowaną dominację Stanów Zjednoczonych na zachodniej półkuli, realizowaną w ramach tzw. Doktryny Monroe.

Z drugiej strony – żądny władzy dyktator, narcyz, megaloman, który przemawia godzinami, zna się na wszystkim, rujnuje najbogatszą wyspę, prześladuje opozycję, w czasie Zimnej Wojny uzależnia swój kraj od ZSRR i wspólnie z Chruszczowem (1962) doprowadzają świat na skraj wojny jądrowej.

Z jednej strony – legenda, człowiek wrażliwy na biedę i niesprawiedliwość społeczną, przyjaciel artystów i pisarzy, takich jak Vargas Llosa (jego późniejszy krytyk) czy Garcia Marquez – wierny do końca.

Z drugiej strony – polityk zdecydowanie antyamerykański, ryzykant, nieodpowiedzialny strateg, który eksportuje rewolucję, wysyła armię kubańską do Afryki i czynnie wspiera lewicową partyzantkę na świecie.

Wiele już książek napisano o Fidelu i wiele jeszcze powstanie. […].

Dla innych, którzy już tańczą na ulicach Miami, był dyktatorem, zdrajcą, kacykiem, jeszcze jednym caudillo, człowiekiem, który nie zrozumiał, że czas samowładców się skończył. Dla jednych pozostanie tym, który im zapewnił darmową szkołę, opiekę lekarską i ubezpieczenia społeczne. Zwrócił im ich godność. Dla drugich pozostanie tym, który zabrał im paszporty, zrujnował wyspę, zabrał im dobrobyt, nie miał pojęcia o gospodarce, miotał nią od ściany do ściany – od monokultury cukru po miraże industrializacji, doprowadził (co prawda w warunkach blokady) do kartek i głodu.

Fidel Castro długo jeszcze będzie budził spory, ale pozostanie kimś.

Co dalej z Kubą? Jednopartyjny kapitalizm à la Chiny i Wietnam? Pokojowa transformacja, kubański okrągły stół pod nadzorem USA? Co zrobi Donald Trump – zamrozi odwilż w stosunkach z Kubą, do której doprowadził Obama? Zażąda demokracji w zamian za współpracę czy zaoferuje współpracę, która stopniowo doprowadzi do demokracji? I co na to wyborcy z Miami? Odejście Castro to pierwszy egzamin Trumpa.

Daniel Passent

Blog Autora w portalu polityka.pl

Tamże pełny tekst. Skróty — redakcja SO.
Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Magog 2016-12-01
    • wdrw 2016-12-02
  2. kolarz 2016-12-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com