Chwilami trudno pozbyć się wrażenia, że świat kręci się wokół Izraela i konfliktu izraelsko-palestyńskiego.
Rada Bezpieczeństwa gwiżdże na wojny i zagrożenia, zajmuje się osiedlami (oczywiście żydowskimi osiedlami, bo jakimi ma się zajmować), Rada Praw Człowieka z Arabią Saudyjską na czele, zajmuje się taśmowym potępianiem praw człowieka przez Żydów, odchodzący prezydent największego mocarstwa świata obwieszcza, że Izrael nie może być równocześnie państwem demokratycznym i żydowskim, że musi coś wybrać.
Nikt nie pyta, czy Francja może być państwem francuskim i demokratycznym równocześnie, ale w przypadku Żydów wiadomo, że sprawy mają się przecież zupełnie inaczej. Francuzi właśnie organizują wielką konferencję na rzecz rozwiązania w postaci dwóch państw. Gdzie? Jak to gdzie? Każde dziecko wie gdzie. Unii Europejskiej grozi rozpad, ale konferencji o rozwiązaniu w postaci 28 państw jakoś nikt nie zapowiada. Kto wie, może powinna to być najpilniejsza sprawa dla nas, Europejczyków, ale wymagałoby to naruszenia chrześcijańskich tradycji naszej europejskiej cywilizacji, a na to zgody nie ma.
Przeczytałem właśnie artykuł amerykańskiego przedsiębiorcy z Ohio o rozwiązaniu w postaci 50 państw. W amerykańskiej publicystyce pod takim tytułem czytelnik oczekuje rozważań o strategii wyborczej (obliczonej na rozłożenie sił na 50 stanów), albo planów rozwoju gospodarki, zmierzających do wyrównania poziomu gospodarczego we wszystkich stanach, albo reformy oświatowej lub czegokolwiek dotyczącego spraw wewnętrznych Stanów Zjednoczonych.
Larry Levine w swoim tak dziwnie zatytułowanym artykule pisze jednak o sprawach poważniejszych, czyli o tym, co frapuje cały świat. Już w pierwszym zdaniu przypomina, że schodzący ze sceny sekretarz stanu, John Kerry, właśnie obwieścił, iż żydowskie osiedla są źródłem wszystkich problemów naszej planety. Sekretarz stanu sam tego nie wymyślił (nikt go o to nie podejrzewa), jest to bowiem stanowisko jego pryncypała i całej odchodzącej administracji amerykańskiej. Autor przypomina, że niedawna Arabska Wiosna nie miała nic wspólnego z osiedlami i zmieniała się w Arabską Zimę również bez widocznego związku z żydowskimi budynkami stojącymi w Jerozolimie czy w Judei.
Dlaczego zatem Organizacja Narodów Zjednoczonych jest zjednoczona nienawiścią do jednego maleńkiego państwa, które bez szkła powiększającego trudno wypatrzeć na mapie (i to nawet takiej, na której jest zaznaczone).
Amerykański przedsiębiorca z Ohio zwraca uwagę na fakt, że jest 50 krajów, w których muzułmanie stanowią zdecydowaną większość i które reprezentują ponad miliard wyznawców islamu, że mamy 22 państwa arabskie, co jak pisze oznacza, że te państwa automatycznie zajmują stanowisko antyizraelskie w każdym głosowaniu w ONZ. Zachowania pozostałych krajów z większością muzułmańską też są pewne jak w banku. W krajach zachodnich muzułmanie stanowią coraz większą część elektoratu i pamiętajmy o interesach – świat muzułmański to ogromny rynek zbytu i rynek ważnych surowców. Więc jeśli nas dziwi ta koncentracja uwagi Organizacji Narodów Zjednoczonych na Izraelu, to może niesłusznie. Autorytet ONZ powinien każdego przekonać, że Izrael to największy na świecie grzesznik, jeśli idzie o pogwałcenia praw kobiet, nawet nie wspominając o prawach człowieka.
Jak przypomina Larry Levine, w Radzie Praw Człowieka wydaje się siedmiokrotnie więcej rezolucji potępiających Izrael niż całej reszty świata. Ten organ, w którym rej wodzi Arabia Saudyjska, Filipiny (których prezydent chwalił się niedawno, że osobiście wyrzucał ludzi z helikoptera do morza), Wenezuela, Chiny, Kuba i wiele innych, od rana do nocy zajmuje się niemal wyłącznie Izraelem.
Jest ponad miliard muzułmanów – pisze dalej amerykański autor – w 50 muzułmańskich krajach, Arabowie (22 kraje i 350 milionów muzułmanów) mają ropę naftową i góry pieniędzy. Izraelczycy mają… Izraelczyków. Czy Arabowie rzeczywiście potrzebują tego maciupkiego kawałka ziemi pod nazwą Judea? Levine nie jest przekonany.
Zadaje naiwne pytanie ilu Żydów mieszka w Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie, Libanie, Syrii, Egipcie, Jemenie, czy Sudanie. No cóż, zero, nie ma tam Żydów, kiedyś byli. Więcej Żydów uciekło z tych krajów do Izraela niż Arabów uciekło z Izraela.
Wrogowie Izraela powtarzają mantrę, że Izrael musi zrobić więcej ustępstw, by osiągnąć pokój. (Czasem dodają, że będzie to sprawiedliwy i trwały pokój gwarantujący bezpieczeństwo.) Ze zdaniami, w których jest słowo „pokój” nie dyskutuje się – przypomina Levine.
Być może dla Arabów słowo pokój ma zupełnie inne znaczenie, może oznacza daj i wtedy powiedzenie, że islam jest religią pokoju staje się bardziej zrozumiałe.
Przez lata próbuje się nas przekonać, że mamy do czynienia z jakimś konfliktem między Izraelczykami i jakąś lokalną grupką Arabów, przez lata jesteśmy oszukiwani, chociaż jest zupełnie oczywiste, że jest to arabska i muzułmańska wojna Arabów i reszty muzułmanów z Izraelem.
Larry Levine ma propozycję rozwiązania: 50 krajów dla Arabów i innych muzułmanów i jeden dla Żydów. Żydzi (w odróżnieniu od Arabów), nie mają nic przeciwko posiadaniu arabskiej mniejszości.
Amerykański przedsiębiorca, publicysta (okazjonalnie również aktor komediowy) w rzeczywistości nie daje rozwiązania problemu arabskiej ludności Zachodniego Brzegu i Gazy. Proponuje zaledwie zmianę perspektywy, uświadamia to, co w gruncie rzeczy wszyscy doskonale wiedzą. W Gazie rządzi fanatyczna terrorystyczna organizacja, sama Gaza jest bazą terrorystyczną zaopatrywaną w broń i pieniądze przez Iran, Turcję, Katar i innych. Ameryka i Europa udają, że istnieje jakieś społeczeństwo palestyńskie, które ma demokratyczną reprezentację mającą mandat tego społeczeństwa do rozmów o pokoju.
„Palestyna” ma prezydenta, którego mandat wygasł osiem lat temu, co ani w Paryżu, ani w Waszyngtonie nikomu nie przeszkadza. Wszyscy wiedzą, że ten „partner pokojowy” albo zostałby natychmiast zabity, albo tylko odsunięty od władzy z chwilą powstania państwa.
Niestety rozwiązanie w postaci 50 państw oznacza zachowanie status quo i rozpoczęcie od zera drogi do pokojowych negocjacji, przy założeniu, że Zachód przestanie otwarcie tolerować terror, przestanie ulegać terrorystom, będzie domagać się reform systemu oświatowego, będzie rozliczał pomoc finansową z tego, co jest robione przez władze Autonomii dla społeczeństwa palestyńskiego, a nie dla wzmocnienia infrastruktury i ducha terroru.
Rozwiązanie w postaci 50 państw jest dobrym punktem wyjściowym do zakończenia udawania, że żydowski dom jest centralnym problemem naszej planety. Chwilowo jednak nikt nie planuje konferencji na temat rozwiązania w postaci 50 państw.
W niedzielę 15 stycznia zacznie się trzydniowa konferencja w Paryżu na temat rozwiązania w postaci dwóch państw. Głównymi uczestnikami będzie nadal (do 20 stycznia) amerykański sekretarz stanu John Kerry i nadal „prezydent” Autonomii Palestyńskiej Abbas (Abu Mazen). Francuscy organizatorzy tej konferencji postanowili nie przemęczać jej uczestników i przygotowali końcowe oświadczenie (które niestety wyciekło do prasy). W tym końcowym oświadczeniu czytamy:
“… Uczestnicy [konferencji] spotkali się w Paryżu 15 stycznia 2017 roku by potwierdzić swoje poparcie dla sprawiedliwego, trwałego i wszechstronnego rozwiązania izraelsko-palestyńskiego konfliktu. Potwierdzili, że wynegocjowane rozwiązanie z dwoma państwami, Izraelem i Palestyną, żyjącymi obok siebie w pokoju i bezpieczeństwie, jest jedyną drogą do osiągnięcia trwałego pokoju.”
Mógłby ktoś pomyśleć, że autorzy tego „projektu” oświadczenia końcowego pisali je w dobrej wierze, to znaczy z autentyczną nadzieją, że działają na rzecz pokoju. Okazuje się, że nawet w redakcji osławionej gazety izraelskiej lewicy „Haaretz” nie było aż tak naiwnych, żeby w to uwierzyć i opublikowano ten dokument jako kompromitujący.
Izrael dawno zapowiedział, że nie zamierza w tym cyrku brać udziału, a mieszkająca w Stanach Zjednoczonych egipska działaczka na rzecz faktycznego uznania Izraela przez kraje arabskie, Nonie Darwish, napisała nawet, co Donald Trump powinien zrobić, aby przybliżyć perspektywę pokoju między Arabami i Żydami.
Ja bardzo Państwa przepraszam, ale mam nadzieję, że przedstawiciel rządu z ramienia PiS może mnie tym razem pozytywnie zaskoczyć i oświadczyć, że proponowane oświadczenie jest produktem chorych umysłów. Nie zmieni to mojej ogólnej niechęci do tego rządu. Trumpa też nie lubię, ale ostatecznie politycy nie są od lubienia, a swoje sympatie plasuję zupełnie gdzie indziej.
Swoją drogą paryska konferencja w sprawie rozwiązania w postaci dwóch państw (z wyłączeniem Gazy, która pozostanie Międzynarodowym Obiektem Nadzwyczajnej Miłości Wszystkich Bojowników o Sprawiedliwy i Trwały Pokój) powinna naprawdę skłonić do przedstawienia propozycji rozwiązania w postaci 28 państw. Po Brexicie i w obliczu innych kłopotów, najwyższa pora zastanowić się nad własnymi problemami, a nie tylko nad cudzymi.
Dwanaście lat temu pisałem o książce Larry Siedentopa pod tytułem Democracy in Europe. Siedentop uważa, że Unia Europejska jest nieprawdopodobnym sukcesem, liberalizacja handlu, koordynacja polityki ekonomicznej, a wszystko w drodze wzajemnych porozumień prowadzących do stopniowej integracji. Ceną jednak okazał się elefantiasis brukselskiej biurokracji. Sidentop twierdził, że powodem tego nieszczęścia jest brak solidnej konstytucji. Amerykańską konstytucję można sobie wsunąć do kieszeni koszuli, a jednak bardzo precyzyjnie definiuje, co wolno rządowi Stanów Zjednoczonych, a co pozostaje w kompetencji poszczególnych stanów. Unijne traktaty to cała ciężarówka papierzysk i nie ma na świecie człowieka, którzy rzeczywiście wie, co jest w środku. W efekcie króluje woluntaryzm urzędasów prowadzący do coraz silniejszych ruchów odśrodkowych.
A ponieważ nikt nie ma odwagi zaproponowania sprzątania w tej stajni Augiasza, więc różne konferencje na rzecz rozwiązania w postaci dwóch państw wydają się być najlepszym rozwiązaniem. Coś się dzieje, niczego tak naprawdę nie trzeba rozwiązywać, a przynajmniej Żydom można przy okazji dokopać.


Postulaty Pani Dariwish sa „swietne”: Kukiz by sie nie powstydzil, Trump pewnie tez nie.
Akurat Francja miala kiedys podobny problem co Izrael, konkretnie do 1962 roku, kiedy Francja wybrala demokratycznosc nad francuskosc, w skutek czego Algieria przestala byc jej integralna czescia. Nawiasem mowiac Algieria po dzis dzien bezczelnie sieje nienawisc do Francji poprzez swoj system szkolnictwa, itd.
Interesujące, więc twierdzi mój uczony oponent, że przeczytał podlinkowany artykuł Nonie Darwish, ale nie umie nawet napisać jej nazwiska. Nonie Darwish jest córką egipskiego generała zabitego przez Izraelczyków, porzuciła islam, przeszła na chrześcijaństwo, uznając, że islam nie tylko nie jest religią pokoju, ale jest religią wojny, będącą głównym powodem zacofania i nieszczęść arabskich społeczeństw. Nonie Darwish w swoim artykule krytykuje politykę Baracka Obamy nakreśloną podczas przemówienia w Kairze w 2009 roku. Oznaczała ona politykę ustępstw wobec islamistycznych ekstremistów, których Obama chciał uważać za umiarkowanych. Chodziło głównie o Bractwo Muzułmańskie, które amerykański prezydent otwarcie poparł, i które niebawem miało zdobyć w Egipcie władzę. Na kolejnym etapie Obama oznajmił, że rządzona przez Bractwo Muzułmańskie Turcja jest najlepszą demokracją w muzułmańskim świecie. Na trzecim etapie wsparł najbardziej dziś terrorystyczne państwo świata – Iran. Trudno powiedzieć, co Tuciu wie o historii Bractwa Muzułmańskiego, bo tego nam nie zdradza. Szermuje potężnym argumentem, że czegoś tam Kukiz by się nie powstydził i Trump pewnie też nie. Nonie Darwish ma nadzieję, że Donald Trump otwarcie powie krajom arabskim: koniec popierania terroryzmu. To dla mojego szanownego oponenta jest nie do zaakceptowania. Czy oznacza to, że otrzymaliśmy informację, że Tuciu bez terroryzmu żyć nie może? Trudno powiedzieć, bo Tuciu nie posiada zdolności przedstawienia swoich myśli. Nie możemy również wykluczyć, że mojemu szanownemu oponentowi wcale nie chodzi o Nonie Darwish i jej propozycję, by amerykański prezydent powiedział wyraźnie, że Ameryka nie będzie dłużej tolerowała propagowania terroryzmu przez rządy krajów arabskich, że miał na myśli obszernie cytowany w moim artykule artykuł amerykańskiego przedsiębiorcy z Ohio, Larry’ego Livine, który twierdzi, że nie ma żadnego konfliktu izraelsko-palestyńskiego, że jest konflikt arabski-żydowski. Jeśli tak, to warto przypomnieć, że nie jest to jakaś nowa idea. Ostatecznie w 1948 roku na Izrael napadło 5 arabskich armii, a nie jacyś Palestyńczycy. Również wojny 1967 i 1973 roku były wojnami połączonych armii arabskich. Naród palestyński pojawił się jako koncepcja w połowie lat 60. ubiegłego wieku, żadnego państwa palestyńskiego nigdy nie było, nie ma również jakiejś palestyńskiej religii, palestyńskiego języka, ani palestyńskiej kultury. Judea i Samaria była okupowana w latach 1948-1967 przez Jordanię, Jordania ten teren anektowała (wymordowała żydowskich mieszkańców, a pozostałych wygnała, w samej Jerozolimie wschodniej zburzono jeszcze w 1948 roku 35 synagog). Może coś Tuciu o tym słyszał, a może nie słyszał, z Tuciem jak pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Tak czy inaczej porozumienie z Oslo stanowi, że linia przerwania ognia w 1949 roku nie jest granicą, a granice muszą zostać ustalone w negocjacjach. Mój szanowny oponent wydaje się chcieć postrzegać Izrael jak mocarstwo kolonialne, otóż Tuciu jest w błędzie mocarstwa kolonialne wyglądały zupełnie inaczej, ale jak to Tuciowi wytłumaczyć?
Przede wszystkim najmocniej przepraszam Pania Darwish za literowke w jej nazwisku.
Poza tym pozwole sobie przytoczyc pare cytatow z jej wypowiedzi, ktore pozwalaja kazdemu na wyrobienie sobie zdania na temat jej pogladow.
Pierwsze zdanie: „Minęły dni poświęcania bezpieczeństwa i pewności obywateli Zachodu na rzecz wielokulturowości.” zawiera tresci ktorych, moim zdaniam, nie powstydzilby sie nie tylko Kukiz ale nawet minister Blaszczak.
Uzasadnienie tez jest Kukizowo-Blaszczakowe. Otoz: „Ameryka, Europa i Australia są bezpiecznym schronieniem dla ludzi z całego świata – różnych narodowości, religii i ras. Kochamy muzułmanów tak, jak kochamy wszystkich ludzi, ale nasza miłość do ludzi świata nigdy nie zasłania naszego najważniejszego obowiązku, którym jest obrona naszych obywateli, naszej wolności, naszego sposobu życia i – tak – opartych na Biblii wartości judeochrześcijańskich.”
Pozniej pada zdanie, ktore jak rozumiem, wzywa do wypowiedzenia wojny Arabii Saudyjskiej, tzn. jednemu z najwiekszych przyjaciol Izraela w regionie:”Od dzisiaj Zachód musi uważać rządy islamskie za odpowiedzialne za akcje dżihadystyczne ich terrorystycznych obywateli. Nic nie dzieje się w krajach muzułmańskich bez wiedzy rządów. Jeśli rząd muzułmański nie ma żadnej kontroli nad swoimi obywatelami, powinien zostać uznany za państwo zbójeckie.” Nie jest tylko jasne, gdzie nalezy wkroczyc w pierwszej kolejnosci.
Pani Darwish dostrzega pewne problemy w krajach bliskowschodnich i pisze m.in., ze: „Dzisiaj Bliski Wschód stoi w płomieniach, opanowany i pustoszony przez terrorystów i ekstremistów, którzy nie mają szacunku dla własnych rządów ani dla prawa i porządku. „,
a pare akapitow dalej dziwi sie czemu ktos moze chciec emigrowac z tej oazy spokoju jakim jest Bliski Wschod:
„Dla rządów zachodnich szaleństwem byłoby zaniechanie użycia nadzwyczajnych środków dla samoobrony. Drzwi dla imigracji obywateli muzułmańskich z krajów opanowanych przez terrorystów będą zamknięte. W końcu, dlaczego ludzie z kultury, która nienawidzi Zachodu, starają się dostać na Zachód?”
Sa tez teksty o mlodych mezczyznach, ktorzy powinni walczyc z bronia w reku, a nie uciekac przed ISIS. Rozumiem, ze maja wstapic do frontu al Nusra, albo armii Assada?
Prosze poprosic Waszcza, zeby poinformowal swoich tureckich kolegow, kto „tak naprawde” rzadzi w ich kraju. Ciekaw jestem odpowiedzi. Prosze tez o linki do wypowiedzi Obamy, bo nie wiem z czym Pan polemizuje. No i skladam wyrazy glebokiego podziwu dla Panskich studiow tuciologicznych: jestem pod takim wrazeniem, ze az nie wiem co odpowiedziec. Jesli chodzi o komentarze osobiste jest Pan niekwestionowana Krystyna P. Studia opinii.
Mój uczony oponent raczył kilka rzeczy przeoczyć. Pisząc o przyjaźni saudyjsko-izraelskiej musiał zapomnieć, że Arabia Saudyjsika nie uznaje Izraela, nie ma z nim stosunków dyplomatycznych, nie prowadzi z nim handlu i bojkotuje na arenie międzynarodowej. Jeśli idzie o rozumienie treści to istotnie ma Tuciu poważne problemy. No, ale spróbujmy wyjaśnić, co mogła mieć na myśli egipska pisarka, która jest uchodźcą politycznym w Stanach Zjednoczonych i uważa wielokulturowość za wartość, pisząc: „Minęły dni poświęcania bezpieczeństwa i pewności obywateli Zachodu na rzecz wielokulturowości”. Z wielkim wysiłkiem można sobie wyobrazić, że egipska pisarka wie o wysyłanych na Zachód imamach szerzących wahabizm, ona może wiedzieć o miliardach dolarów przeznaczonych na kupowanie dziennikarzy i profesorów, może wiedzieć bardzo dużo rzeczy, o których Tuciu nie tylko nie ma pojęcia, ale bardzo pilnuje, żeby się o nich nie dowiedzieć. Otóż, panie Tuciu, dysydenci z arabskiego świata od dawna błagają Amerykę, żeby przestała udawać,
że terroryzm nie ma nic wspólnego z islamizmem. Ja rozumiem, że ma pan dużo poglądów, ale przy odrobinie szacunku dla samego siebie mógłby pan spróbować dowiedzieć się o czym, one traktują.
Oczywiście jeśli ten Kukiz też uważa, że drzwi dla terrorystów powinny być zamknięte, to nie mogę wykluczyć, że ma rację, chociaż z Kukizem jak z Tuciem, trochę szkoda na niego czasu, bo to co mówi jest bardzo niezborne.
Prosze o czytanie ze zrozumieniem: napisalem, ze Arabia Saudyjska jest jednym z glownych sojusznikow Izraela w regionie, co polega glownie na posiadaniu wspolnych wrogow, tzn. glownie Iranu (no chyba, ze uznaje Pan, ze prasa izraelska celowo wprowadza publike w blad – to pewie ukryci antysemici?).
Pani Darwish mogla miec na mysli wiele rzeczy, a napisala akurat to, co napisala. Moze zbyt pospiesznie przeczytalem pare razy jej tekst i dlatego nie dostrzeglem wspomnianych przez Pana akapitow o radykalnych imamach szerzacych wahabizm. Prosze je jeszcze raz zacytowac, tak dla utrwalenia. Dziekuje tez sedecznie za egzegeze jej wypowiedzi – osagnal w niej Pan, jako tytan intelektu i elegancji, wysoki poziom watykanskiej Kongregacji ds. Wiary i czegos tam jeszcze.
Prosze rozwinac temat kupowania za ciezkie miliardy dziennikarzy i profesorow na Zachodzie. To tez klasyczny Kukizowo-PiSowski motyw – w koncu jesli ktos ma odmienne zdanie, to musi byc na uslugach wrazego kapitalu. U nas tepia akurat, podobnie jak w Rosji, Sorosa, jako kupca poparcia i szara eminencje wrogich dobrej zmianie pogladow, a kogo Pan tepi?
Z moich skromnych i sila slabego intelektu ulomnych obserwacji wynika, ze zachodni decydenci juz dawno odkryli zwiazek miedzy islamizmem, a terroryzmem. Teraz staraja sie jeszcze nie dopuscic do utozsamienia w oczach opinii publicznej islamu z islamizmem, bo to jednak dwie rozne rzeczy. Pan stara sie to skojarzenie jak najbardziej stworzyc, czy tez w polskich warunkach wzmocnic – tak jak p.Kukiz, Ruch Narodowy, ONR i mniej lub bardziej otwarcie rowniez PiS. Gratuluje Panu wysmienitego towarzystwa i pozwole sobie jednak zachowac odmienne zdanie.