2017-04-14.
Wawel, 10 kwietnia, msza święta za zmarłych, nie za zmarłych, za poległych, więcej, jak wszyscy wiedzą, za zamordowanych. Celebruje arcybiskup, metropolita krakowski, jeszcze niedawno, biskup pomocniczy przy arcybiskupie Peatzu (tym od uwodzenia kleryków). W kazaniu z okazji 84. miesięcznicy katastrofy smoleńskiej arcybiskup zapewniał, że Błasik był trzeźwy, a samolot nie podchodził wielokrotnie do lądowania. Mówił o mistyfikacji i pancernej brzozie. Zapewnił wreszcie, że mgła ustępuje i zbliżamy się do prawdy.
Czy arcybiskup jest zdrowy? Jak najbardziej, wydaje się jednak, że w tym szaleństwie jest metoda. Od senatora Pęka dowiedzieliśmy się, że samolot się rozpękł z powodu wybuchu bomby termobarycznej.
Zostańmy jednak przy arcybiskupie, profesorze teologii, który habilitował się, pisząc dysertację w poszukiwaniu nowego humanizmu. Jakoś mało mnie frapuje, co arcybiskup zrozumiał z Emmanuela Levinasa, została bowiem woda brzozowa i teologia praktycznego absurdu. Arcybiskup Marek Jędraszewski jest teologiem wojującym.
Retoryka kazania nie była skomplikowana, żadnej fenomenologii, cienia strukturalizmu, raczej infantylizm, który trafiał do serc, nie budząc umysłów. Nic dziwnego, że mówca dostał oklaski na stojąco.
Ten typ katolickich kapłanów czyni ze mnie katolikofoba. Odnoszę wrażenie, że wielu biskupów cierpi na infantylizmofilię, która zdaniem jednych jest świadomą próbą zamazania narastającego problemu pedofilii w Kościele, ujawnianych finansowych przekrętów, żądzy władzy w państwie, a zdaniem innych lęku przed ucieczką wiernych i próbą zatrzymania trendu pustoszenia kościołów. Jest jeszcze trzecia grupa, podejrzewająca przyczyny naturalne. Ci przywołują czasem fragment wiersza K.I.G.: „Jeśli ogórek nie śpiewa/i to o żadnej porze/to widać z woli nieba/prawdopodobnie nie może”.
Jakkolwiek sprawy się mają, znaczna część hierarchów objęła katastrofę lotniczą jak zesłane z nieba narzędzie mobilizacji wiernych gotowych dać wiarę w cokolwiek. Niepokoją coraz bardziej radykalne kazania, błogosławieństwa dla Młodzieży Wszechpolskiej, wezwania do karania bluźnierstwa, rozbestwiony infantylizm religijny w polityce.
Poseł Dominik Tarczyński, były asystent brytyjskiego egzorcysty, przekonuje, że milczenie w sprawie bluźnierstwa byłoby grzechem zaniedbania. Zgadzam się, w sprawie bluźnierstwa milczeć nie należy.
Nie jest to wyłącznie sprawa ojczyźniana. 23 marca 2017 roku kanadyjska Izba Gmin przegłosowała tak zwaną „ustawę przeciwko islamofobii”. Kanadyjski pisarz, muzułmanin pakistańskiego pochodzenia, działacz muzułmański, Tarek Fatah, odpowiedział artykułem, pod znamiennym tytułem: Jestem islamofobem, jak mnie ukarzecie?
Tarek Fatah przypomina, że podobna ustawa obowiązuje w Pakistanie, że w marcu na mocy tej ustawy bezpieka pakistańska objęła nadzorem kilku blogerów i sprawdza, czy aby nie dopuścili się na swoich blogach bluźnierstwa. Kodeks pakistański za obrazę Koranu przewiduje karę dożywocia, a za obrazę Mahometa śmierć.
Oczywiście islamofobia nie ma ścisłej definicji, więc interpretacja należy do sędziów, ale również do urzędników, dziennikarzy i do pospolitego ruszenia. Tak jest w Pakistanie, ale nie inaczej jest w wolnym świecie.
Tarek Fatah kieruje pytanie do kanadyjskich polityków, do pani poseł, która zaproponowała tę ustawę i do ministra d/s Imigracji, Uchodźców i Obywatelstwa (oboje pochodzą z muzułmańskiego świata) oraz do premiera Trudeau:
„Czy popełniam akt ‘islamofobii’, jeśli postanawiam publicznie odrzucić poniższe dwa wersety Koranu?
Oto pierwszy z nich:
Koran 5:33: „Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Boga i Jego Posłańca i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, iż będą oni zabici lub ukrzyżowani albo też obetnie im się rękę i nogę naprzemianległe, albo też zostaną wypędzeni z kraju. Oni doznają hańby na tym świecie i kary bolesnej w życiu ostatecznym.” (tłum. Bielawskiego)
A oto drugi z nich:
Koran 8:13 „Ja wrzucę strach w serca niewiernych. Bijcie ich więc po karkach! Bijcie ich po wszystkich palcach”. (tłum. Bielawskiego).”
Miałbym kilka podobnych pytań dla polskich zwolenników stosowania kar za obrazę uczuć religijnych. Nie pytam, co z obrazą rozumu, chociaż już sobie wyobrażam, co arcybiskup powie z okazji 168. miesięcznicy smoleńskiej.
Arcybiskup swoją homilię z okazji 84. miesięcznicy smoleńskiej połączył z Wielkim Tygodniem, z Golgotą i krzyżem. Swoje kazanie zaczynał słowami:
To szczególny dzień – Poniedziałek Wielkiego Tygodnia – kiedy przychodzi nam obchodzić już siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Wielki Tydzień jest bowiem czasem, w którym jako chrześcijanie przeżywamy ogrom tajemnicy zła – misterium iniquitatis –osiągającego swój szczyt w Wielki Piątek na Golgocie. A równocześnie w tym samym świętym czasie doświadczamy siły nadziei pokładanej w potędze Bożej miłości, która sprawiła, że nastał radosny poranek Wielkiej Nocy.
Mówca zapewniał, że staliśmy się ofiarami mistyfikacji. Zgadzam się i przypomina mi to inny artykuł Tareka Fataha: Gdyby Bóg istniał, miałby się z czego tłumaczyć. Kanadyjski muzułmanin pisał, że Koran zapewnia, iż „jesteśmy najlepszym narodem, jaki został utworzony dla ludzi”. Zgłasza jednak do Allaha pretensje, że zasypuje muzułmanów przywódcami, „którzy z duszy ludzkiej wydobywają to, co najgorsze”. Jego obrzydzenie wywołuje hipokryzja, udawanie ofiary połączone z nawoływaniem do mordów. Zastanawia się, czy Bóg słucha tych nienawistnych kazań wygłaszanych w meczetach. Kończy swój artykuł refleksją:
„Wydawałoby się, że głębia nienawiści, jaką szerzy wielu z ‘najlepszych ludzi’ Boga, wymaga Jego uwagi.
To znaczy, jeśli On w ogóle słucha.”
Osobiście, jako ateista, nie mam tych dylematów. Zastanawiam się, co słyszą wierni, jeśli w ogóle słuchają, jak zastanawiają się nad słowami tego arcybiskupa i innych podobnych.
Osobiście odnoszę wrażenie, że wiernym uważne słuchanie kazań utrudnia nadmierny szacunek. Arcybiskup nie wstydzi się ani absurdu ukrytego w jego kazaniu, ani podżegania do nienawiści, ani wreszcie kontekstu, w jakim to podżeganie do nienawiści powinniśmy umieścić. Może nikt nigdy nie próbował go do tego skłaniać. Prymas Irlandii znalazł się kiedyś w takiej sytuacji.
Irlandzki prymas był głęboko zawstydzony tym, co dzieje się irlandzkim Kościele katolickim. Podejrzewam, że jakiekolwiek zawstydzenie się krakowskiego metropolity zakrawałoby na kolejny cud nad Wisłą, ale też pojawienie się na konferencji prasowej arcybiskupa Jędraszewskiego dziennikarki takiej jak Nell McCafferty wydaje się być bajką z tysiąca i jednej nocy.
Trudno sobie wyobrazić, że cokolwiek zatrzyma tę inwazję religijnego infantylizmu. Ponoć znani jesteśmy z żołnierskiej dzielności, jednak w walce z głupotą byliśmy zawsze na straconych pozycjach, więc niech nas Matka Boska ma w swojej opiece.
Wesołego jajka i spokojnych świąt.


” Polski Kościół i jego hierarchowie już teraz powinni podjąć starania, by następnym papieżem został redemptorysta ojciec dr Tadeusz Rydzyk.”
http://gazetatrybunalska.pl/2017/04/ojciec-rydzyk-nastepca-swietego-piotra/
Wesolutkich Świąt 🙂
No właśnie. nareszcie Gazeta Trybunalska i jej autorzy, panowie Z. Rutkowski i M. Baryła postawili długo oczekiwaną”kropkę nad i” i postulują aby następnym Papieżem został Ojciec Dyrektor Tadeusz Rydzyk, chluba i najważniejsza , najbardziej wpływowa i święta osoba polskiego katolicyzmu. Niektórzy odbiorcy tekstu z dnia 13.04. 2017 myśleli że autorzy uznali że Prima Aprilis trwa w Polsce cały miesiąc, a szczególnie 13 kwietnia, ale ja jestem innego zdania. Myślę że wielu z naszych parlamentarzystów np. z posłanką Sobecką na czele, podpisało by się pod apelem z Gaz. Tryb.. i prędzej czy później inni członkowie naszego Episkopatu oraz świeccy wyznawcy, przyłącza się do tej propozycji wspaniałej Dobrej Zmiany i nominacji, którą jednogłośnie przyjmie następne Konklawe.
„Zapewnił wreszcie, że mgła ustępuje i zbliżamy się do prawdy.
Czy arcybiskup jest zdrowy? Jak najbardziej, wydaje się jednak, że w tym szaleństwie jest metoda.”
Wolę to oceniać z innej perspektywy.
To jest umysł owładnięty ideą „jedynej prawdy”, zagubiony w zrelatywizowanej (brrr…) rzeczywistości, którą inni „obłudnie” określają pluralizmem, zatracający swoją tożsamość …rozpływającą się jakby w iluzji światów alternatywnych.
Idea „jedynej prawdy” jest kwestią pierwotnej potrzeby rodzącej się umysłowości, szukającej prostej myśli porządkującej. To jest typowy przykład myślenia zredukowanego do poziomu binarnego (zero-jedynkowego).
Kontekst otaczającej wielości i złożoności osłabia niestety wiarę w prosty porządek … i naturalną reakcją musi być irracjonalny bunt, wrogość …lub uległość!!! W „świecie prostych prawd” nie ma rozwiązań pośrednich.
Na koniec jedynie odwołam się do dosyć trafnie zdefiniowanej pewnej reguły dotyczącej jakby rozwoju samoświadomości: „oglądanie rzeczywistości nie oznacza, że otrzymujemy jej prawdziwy obraz. Jest zgoła przeciwnie, nasze informacje są zawsze niepełne, nasz obraz rzeczywistości jest zawsze wypaczony i możemy zaledwie starać się korygować go w miarę wzbogacania naszej wiedzy, pamiętając wszelako, że nasz umysł jest oszustem i skłania nas do poszukiwania potwierdzeń tego, o czym jesteśmy głęboko przekonani.” – z Pańskiego tekstu.
Niestety tego typu refleksje pojawiają się dosyć późno, dla niektórych nigdy.
w uzupełnieniu:
Wyżej swoje słowa kierowałem bezpośrednio do autora, chcąc jedynie zasygnalizować moje preferencje w podejściu do poruszanej problematyki, uwzględniając jednocześnie przywoływany cytat, który może świadczyć, że mój punkt widzenia nie jest mu całkiem obcy.
Stąd zdecydowałem się jedynie na kilka zdań (utrzymanych w lekko żartobliwym tonie) naprowadzających na ścieżkę skojarzeń, które same w sobie nie budują jeszcze wystarczającego kontekstu, by uczynić mój przekaz czytelnym dla szerszego kręgu odbiorców.
Stąd to uzupełnienie.
Andrzej Koraszewski sam zwraca uwagę na fakt , że „Retoryka kazania nie była skomplikowana”.
Ja zaś (wyżej) piszę o użytecznym (dla mnie) rozróżnianiu typów umysłowości, w kategorii złożoności reprezentowanego myślenia. Przypadek Abp Marka Jędraszewskiego – „teologa wojującego”,
jest dla mnie charakterystycznym przypadkiem dość prostej umysłowości na poziomie (nazwijmy to umownie) „ludowym”; mam przy tym nawet wątpliwości, czy zasługuje na miano teologa – jest raczej zaprzeczeniem „wiary szukającej zrozumienia”.
Sprawa jego zaskakującej kariery to całkiem odrębny wątek – to raczej temat oceny kondycji Kościoła w Polsce. Abp MJ na pewno posiada kwalifikacje (=predyspozycje) do funkcji proboszcza konserwatywnej, odizolowanej społeczności, gdzie ma miejsce zjawisko intersubiektywnego samo-potwierdzenia.
TO, co sobą reprezentuje nie jest żadną manierą. Prostota myślenia ogranicza jego możliwości zrozumienia. Zbudowany obraz uproszczonej rzeczywistości buduje jego tożsamość, w tym specyficzną religijność, religijność o cechach radykalnych – religijność wojującą.
Dla mnie radykalni katolicy, radykalni islamiści, w ogóle radykalne poglądy – to „intelektualny” produkt osób zbuntowanych wobec otaczającej rzeczywistości, która przerasta ich wyobrażenia o „porządku świata”. Przedmiot wiary religijnej raczej traktowałbym jako drugoplanowy i dość przypadkowy – zależny od miejsca urodzenia, od lokalnych kulturowych uwarunkowań.
Dla autora tekstu, jego tok myślenia uprawnia do stwierdzenia, że „ten typ katolickich kapłanów czyni ze mnie katolikofoba”, mój zaś jedynie pozwala na stwierdzenie, że ten typ kapłanów budzi niepokój o stan dominującej umysłowości polskiego kleru.
Włączam się z pewnym opóźnieniem próbę rozumienia zagadki abp Marka Jędraszewskiego sprowokowany ciekawymi myślami Obywatela RP. Otóż rzeczonego hierarchę znam od dawna, jak zresztą większość członków episkopatu. Z niektórymi dzieliłem „karierę w KRK” i mogę sobie wyobrazić rozmowę po latach. Moja perspektywa oceny jest więc trochę z wnętrza i trochę z pozycji odstępcy. Otóż większość obecnych hierarchów to po prostu karierowicze, którzy odnaleźli się w „sprawowaniu władzy” bardziej niż w „badaniach naukowych”, które ze polskiego papieża nie były zbyt pochwalane i konsekwentni badacze byli marginalizowani, a nawet wykluczaniu z cechu teologów. Utrzymali się więc ci, którzy z wysiłku rozumienia zrezygnowali i stali się chwalcami istniejącego porządku. Miałem nadzieję, że Franciszek przywróci równowagę między chwalcami i badaczami. Pomyliłem się. W Polsce nadal w cenie karierowicze, ale może to się niebawem zmieni.