Krzysztof Łoziński: Pozwalam sobie nieśmiało34 min czytania

()


19.11.2025

Przez całe lata polemizowałem na łamach Gazety Wyborczej, Kontatekstów i Studia Opinii z koncepcjami prawnymi braci Kaczyńskich i Zbigniewa Ziobro. Polecam zwłaszcza artykuł „Demagogia i mity” (zamieszczam poniżej) napisany dla Gazety Wyborczej, a ostatecznie opublikowany w Kontratekstach a także inne moje teksty na ten temat.

Przy okazji pozwalam sobie nieśmiało przypomnieć, że:

1. Lech Kaczyński sprzeciwiał się rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego „bo nie będzie można prowadzić polityki karnej”, czyli domagał się utrzymania politycznego sterowania prokuraturą wprowadzonego przez Jerzego Jaskiernię.

2. To Zbigniew Ziobro i obaj Kaczyńscy domagali się

a) stosowania aresztu tymczasowego zawsze,

b) znacznego zaostrzenia kar,

c) przywrócenia kary śmierci (między innymi za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą),

d) pogorszenia warunków w zakładach karnych.

Tu przypomnę jeden z argumentów: przy karze śmierci nie ma recydywy.

3. To Zbigniew Ziobro i obaj Kaczyńscy domagali się skazywania „pomimo pomniejszych wątpliwości” (m. in, L. Kaczyński i Z. Ziobro wywierali nacisk na skazanie Tomasza Komendy).

4. Nawiasem już przypomnę, że obaj Kaczyńscy sprzeciwiali się otwarcia granic w ramach UE, bez czego Ziobro nie mógłby zwiać na Węgry.

Demagogia i mity

Krzysztof Łoziński 2004-07-13

Uporczywe powracanie przez PiS do pomysłu zaostrzania prawa i przywracania kary śmierci świadczy o tym, że partia braci Kaczyńskich cierpi na poważny deficyt pomysłów na państwo, politykę i gospodarkę. Zamiast programu – populizm.

W niedzielę, 11 lipca, prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński ogłosił, że jego ugrupowanie domagać się będzie przywrócenia kary śmierci. Była to odpowiedź PiS na czyn dwóch bandytów, którzy dla „uczczenia” urodzin jednego z nich, zabili (pobili i wyrzucili z pociągu) 21-letnią dziewczynę.
„To wydarzenie pokazuje, że dotychczasowe zmiany w prawie karnym prowadzą do degradacji wartości życia ofiary, a z drugiej strony do wyniesienia wartości życia zbrodniarza. Z tym trzeba skończyć” – oświadczył Kaczyński. Jego zdaniem, przywrócenie kary śmierci, obniżyłoby poziom pewności sobie środowisk przestępczych i niejednemu Polakowi uratowałoby życie. „Wprowadzenie kary śmierci z całą pewnością jest moralnie uzasadnione, jest moralnie konieczne” – twierdzi Kaczyński.
Moim zdaniem obecne słowa lidera PiS-u świadczą o zupełnie czym innym – o tym, że ta populistyczna partia nie ma żadnego pomysłu na realną politykę, na realne rozwiązywanie problemów kraju, a jedynie przy każdej okazji forsuje swój pomysł zaostrzania kar, jako panaceum na wszystko – na nieurodzaj, recesję, inflacje, stonkę ziemniaczaną, na wszystkie społeczne lęki itp. Znamienna była dla mnie rozmowa telefoniczna z Lechem Kaczyńskim, byłym ministrem sprawiedliwości w rządzie AWS, którą przeprowadziłem ponad rok temu, jeszcze jako dziennikarz „Wprost”. Pisałem wówczas artykuł o niebezpiecznych dzielnicach w różnych miastach i dzwoniłem do prezydentów miast pytając, jaki mają pomysł na poprawę bezpieczeństwa w tych dzielnicach. Lech Kaczyński, który był już wówczas prezydentem Warszawy, okazał się jedynym, który nie miał pomysłu żadnego. Wyrecytował mi natomiast swą ulubioną śpiewkę o zaostrzaniu kar i przywracaniu kary śmierci.
W tym artykule postaram się wykazać na licznych przykładach publicznych wypowiedzi braci Kaczyńskich oraz ich najbliższego doradcy, Zbigniewa Ziobry, iż panowie ci w rzeczywistości nie mają żadnego realnego pomysłu na walkę z przestępczością, zaś głośne deklaracje, które głoszą, mają na celu tylko budowanie popularności wśród najsłabiej wykształconych warstw społeczeństwa. Są bowiem czystą demagogią.
Dyskusja na temat kształtu prawa karnego nie toczy się między dwiema koncepcjami, liberalną i konserwatywną, lecz między wiedzą, wynikającą z dorobku nauk prawnych, reprezentowaną przez grono profesorów prawa karnego oraz ignorancją, demagogią i populizmem byłego ministra Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenia.
Poglądy głoszone przez byłego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego, jego brata Jarosława i czołowego doradcę Zbigniewa Ziobrę, trafiają do przekonania większości Polaków i nie pomagają protesty środowiska prawniczego. Ludzie chcą wierzyć, że Lech Kaczyński poskromi przestępców, że znaleziono cudowny lek na patologię, której większość ludzi się boi. Ów rzekomo cudowny lek, czyli surowe prawo, pasuje do wyobrażeń większości ludzi i współgra z ich emocjami.
O ile zwykły człowiek może mieć naiwne wyobrażenia o prawie karnym, o tyle, wyznający podobne poglądy minister jest postacią niepokojącą. Głoszenie antynaukowych koncepcji przez byłego członka rządu i odwoływanie się, w dyskusji z naukowcami, do opinii „prostego ludu”, przypomina praktyki niechlubnego okresu.
Kwestionowanie dorobku nauki nie jest zjawiskiem nowym. W ilustrowanych tygodnikach wyśmiewano teorię powszechnej grawitacji rysując Newtona, któremu włosy stawały dęba w kierunku przelatującej nad nim kuli. Wielu filozofów, ale nie fizyków, „niezbicie wykazywało” absurdalność teorii względności i fizyki kwantowej. Dziś nauki przyrodnicze przyzwyczaiły nas do niezwykłych teorii. Dziś kwestionuje się na gruncie „zdrowego rozsądku” dorobek nauk prawnych. Niepokojące jest, że na czele nagonki, kwestionującej autorytet profesorów, sędziów i prawa, stoi były minister sprawiedliwości z gronem doradców.
W starciu z ludową „logiką” nauka zawsze stoi na przegranej pozycji. Jeśli ktoś padł ofiarą przestępstwa, czuje się przerażony i poniżony. Najchętniej widziałby sprawcę na dożywociu. Demonizuje możliwości przestępcy. Ciężko przestraszony człowiek chętnie daje posłuch wezwaniom do zaostrzania kar, uproszczenia procedur, ograniczania prawa do obrony, pogarszania warunków w więzieniach. Jakkolwiek zrozumiałe są te emocje, to państwo powinno kierować się wiedzą a nie ludowymi przekonaniami. Nie można w tworzeniu prawa ignorować dorobku nauk prawnych. Człowiek, który propaguje ignorancję, nie powinien być ministrem.

Odwracanie faktów i mylenie pojęć
Obaj bracia Kaczyńscy, Lech i Jarosław, nazywają swoich przeciwników „zwolennikami łagodnego karania” oraz określają koncepcję nowoczesnego prawa karnego jako „liberalną ideologię”.
Nazwanie grona profesorów prawa „zwolennikami łagodnego karania” jest przeinaczeniem faktów. Według nowoczesnej koncepcji prawa karnego, wysokość kary ma być wynikiem rozważenia wszelkich za i przeciw, jak zagrożenie recydywą, szansa resocjalizacji, szkodliwość społeczna, skuteczność itp. Nie ma natomiast takiej dyrektywy, że kara ma być z założenia łagodna. Bracia Kaczyńscy stosują demagogiczny chwyt odwracający role w dyskusji. Pogląd naukowy nazywają ideologią, przypisując mu zarazem tezę, której on wcale nie głosi (łagodność) i przeciwstawiają mu swój pogląd, że kary mają być z założenia surowe, czyli właśnie pogląd czysto ideologiczny.
Demagogicznie odwołują się do powszechnego wyobrażenia, że kara kilku lat więzienia jest łagodna. W Polsce mówi się „rok to nie wyrok”. Mówi się: „posiedzi kilka lat i wyjdzie”, jakby te kilka lat, to było nic. Tymczasem w większości cywilizowanych krajów uważa się rok za wyrok duży a kilka lat za bardzo duży. Wybaczcie Państwo osobisty odnośnik, ale ja też myślałem, że rok więzienia to łagodna kara, dokąd sam się w więzieniu nie znalazłem. Zapewniam Państwa, że pozbawienie wolności, nawet bez dodatkowych szykan (jako więzień polityczny byłem traktowany dobrze), jest strasznym przeżyciem.
Są tacy, których nikt nie przekona, bo dla nich wszystko poniżej 20 lat więzienia jest łagodne. Ludzie tak myślący w średniowieczu twierdziliby, ze wbicie na pal jest za łagodne, bo pal powinien być tępy. Czy jednak ludzie tworzący prawo powinni odwoływać się do poglądów tej właśnie grupy?
Czemu rzekoma „ideologia łagodnego karania” ma być „liberalna”? Koncepcje liberalne mówią jedynie o tym, że prawo ma być jednakowe dla wszystkich i bezwzględnie przestrzegane. Rzecz w tym, że słowo liberalizm, w kręgach skrajnej prawicy uważane jest za epitet. W tych kręgach wszystko na lewo od prawej ściany jest „liberalne”.

Zaostrzanie kar a przestępczość
W każdej dziedzinie nauki kryterium prawdziwości teorii jest jej weryfikacja empiryczna. Choćby teoria była kryształowo logiczna, to jeśli przeczą jej fakty obserwacyjne, jest błędna. Teorii, o tym, że surowe kary są lekiem na przestępczość, przeczy doświadczenie historyczne, informacje o stanie przestępczości na świecie oraz zjawisko recydywy.
Koncepcja zwalczania przestępczości za pomocą surowych kar była realizowana przez całą historię ludzkości. Gdyby była skuteczna, to środowiska przestępcze powinny nie istnieć od wieków. Tymczasem mimo tortur i obcinania rąk złodziei nie ubywało. Wiara, że jeśli zaostrzy się kary, to zmaleje przestępczość, jest wiarą naiwną.
Gdyby ta teoria była prawdziwa, to w krajach o surowym prawie przestępczość powinna być znacząco mniejsza niż w tych o prawie łagodniejszym. Tymczasem dzieje się dokładnie odwrotnie. Na ponad 180 państw świata w około 150 prawo lub praktyka karna, jest znacznie surowsze niż w pozostałej trzydziestce, którą stanowią głównie państwa Europy i Ameryki Płn. To właśnie w tych 150 surowych systemach, a nie w łagodnej Europie, liczby groźnych przestępstw, a ściślej czynów, które nasz kodeks uważa za przestępstwa, na 100 tys. mieszkańców są od kilkunastu do kilkuset razy większe niż u nas.
Z tych 150 państw, ludność trzech (Chiny, Indie, Indonezja) stanowi w sumie połowę populacji ludzkiej. W tej połowie ludzkości prawo jest niezwykle surowe, a przestępczość bardzo wysoka. Jeżeli dla kogoś połowa ludzkości nie jest próbą reprezentatywną, to cierpi na poważny defekt logicznego myślenia.
Większość opracowań podaje tylko statystyki dotyczące trzydziestu najbezpieczniejszych, zarazem najbogatszych i najbardziej praworządnych państw. Z uzyskaniem danych o tych państwach nie ma kłopotu, natomiast co do całej reszty, to, albo dane oficjalne są niewiarygodne, albo wcale ich nie ma i trzeba szukać specjalistycznych opracowań. Nie można twierdzić, ze ta trzydziestka to cały świat, bo w roczniku statystycznym skończyła się tabelka. Z tego pominięcia 150 państw wyciąga się nieuprawnione wnioski, że jesteśmy „w światowej czołówce pod względem liczby groźnych przestępstw (Lech Kaczyński i Zbigniew Ziobro)”. Nieprawda. Jesteśmy w drugiej połowie drugiej setki.
Tu powie ktoś: „Co nas obchodzą Chiny, Indie i reszta świata? Jesteśmy w Europie!” Dobrze, ale w takim razie powiedzmy otwarcie, że porównujemy polską przestępczość do grupy najbezpieczniejszych państw świata, i że sami do niej należymy.
Jeśli popatrzymy na zjawisko przestępczości w skali świata, to zauważymy, że najważniejszymi przyczynami tego zjawiska są: niski poziom praworządności i nędza względna, czyli duża rozpiętość zamożności, nędza sprawców i zamożność ofiar. Twierdzenie, że sama zmiana surowości prawa karnego, a więc czynnika, który ma znaczenie drugorzędne, spowoduje istotny spadek przestępczości, jest mydleniem oczu.

Hodowla desperatów
Człowiek skazany na wiele lat więzienia nie ma innej szansy niż starać się uciec i popełniać następne przestępstwa, bo do normalnego życia wrócić nie może. Jeśli wyjdzie po ośmiu, dziesięciu latach, to nie ma pracy, nie ma gdzie mieszkać i nie ma pieniędzy. To jest desperat, który może być bardziej groźny, niż przed uwięzieniem. Jeżeli według obecnej koncepcji prawnej, mówi się o wyważaniu wyroków, o unikaniu większej surowości niż potrzeba, to nie dla mitycznego „dobra przestępców”, lecz dla dobra społeczeństwa. W trosce o to, by nie hodować desperatów, by więzienie nie było miejscem, gdzie z przypadkowych złodziei amatorów produkuje się zawodowych bandytów.
Nikt nie mówi, że w niektórych przypadkach, nie powinny zapadać wyroki bardzo surowe, bo są tacy przestępcy, których trzeba trwale izolować. Sąd powinien mieć jednak możliwość oceny konkretnej sprawy, a nie realizować odgórną ideologiczną dyrektywę, że ma karać surowo.
Lech Kaczyński traktuje odstraszającą rolę kary tak, jakby działała zawsze, oraz wyłącznie pozytywnie. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Około połowy zabójstw w Polsce jest wynikiem awantur w rodzinie. On nie chciał żony zabić, tylko za mocno ją trzepnął. O odstraszającym działaniu kary nie ma mowy, bo ten sprawca w ogóle nie myślał. Inna kategoria: rozróby po alkoholu. Ci sprawcy niczego nie kalkulują i nic ich nie odstrasza, bo są zamroczeni. Kolejna kategoria: sprawcy tak głupi, że nie są w stanie prawidłowo przewidywać.
O tym, że kara nie zawsze odstrasza świadczą zabójstwa dla zdobycia małych sum pieniędzy. Gdyby „Łomiarz” tylko wyrywał kobietom torebki, nie groziłoby mu dożywocie, a policja mniej by go szukała. Przypomnę jeszcze jedną sprawę: podwójne zabójstwo dokonane dla zakładu, by pokazać, iż sprawcy nie boją się kary śmierci. Bywa, że wysoka kara nie odstrasza, lecz prowokuje. Bywa też, że sprawcy, by uniknąć wysokiej kary, decydują się na zabicie świadków.
Lech Kaczyński twierdzi, że „przestępcy jednak kalkulują”. To jest „prawda niezupełna”. Kalkulują niektórzy i jest pewien ważny aspekt tych kalkulacji. Wariantem, którego nie biorą pod uwagę, jest odstąpienie od przestępstwa. Co najwyżej kalkulują, jaka metoda przestępstwa grozi mniejszą karą. Skutkiem odstraszającego działania kary może być lepsze przygotowanie przestępstwa i trudniejsze jego wykrycie. Kary działają odstraszająco na zwykłych ludzi, którzy nie są zbyt uczciwi, ale nie ukradną, bo się boją. Istnienia odstraszającego działania kary na groźnych przestępców nikt dotąd nie udowodnił.

Manipulacja faktami
Argumentacja Lecha Kaczyńskiego i jego zwolenników ma charakter dobierania faktów do założonej z góry teorii. Przytacza się prace paru naukowców z uczelni zachodnich. Na każdej uczelni znajdzie się paru dziwaków, którzy dowodzą odosobnionych poglądów a Internet daje możliwość znalezienia prac dowodzących niemal wszystkiego, nawet tego, że słońce wschodzi na zachodzie. Te opracowania, dowodzące cudownego działania wysokich kar, rzeczywiście istnieją. Trzeba tylko przemilczeć, że naukowcy, w swojej zasadniczej masie, się z nimi nie zgadzają. To nie przypadek, że z poglądami Lecha Kaczyńskiego i polemizuje duża grupa profesorów prawa, a nie widać podobnie licznej grupy autorytetów, która by ministra popierała.
Podobnie rzecz się ma z przykładami krajów, w których ponoć zaostrzenie kar przyniosło spadek przestępczości. Najchętniej wymienia się tu USA, lub jego poszczególne stany (oczywiście pomijając te, w których przestępczość wzrosła). Manipulacja polega znowu na przemilczeniu części prawdy.
W Stanach Zjednoczonych, poza zaostrzeniem prawa karnego, prowadzono szereg innych działań antyprzestępczych. Była, na przykład, ogromna akcja skupywania broni, będącej w prywatnym posiadaniu (opracowania amerykańskie podają zgodnie powszechny dostęp do broni jako podstawową przyczynę wysokiej przestępczości). Były działania burmistrza Nowego Jorku, Giulianiego, który zmniejszył liczbę przestępstw w mieście nie zmieniając prawa (tak – nie zmieniając prawa – bo burmistrz nie jest prezydentem, Senatem ani Izbą Reprezentantów i zmieniać prawa nie może). Tymczasem zwolennicy koncepcji Lecha Kaczyńskiego mają niezbitą pewność, że spadek przestępczości spowodowało zaostrzenie kar, a nie coś innego. Nie podają jednak żadnych dowodów, z których ta pewność wynika. Pomijają przy tym milczeniem wyraźnie widoczną korelację z całego świata, świadczącą o tendencji dokładnie odwrotnej.
Kolejny element manipulacji: odwoływanie się do fałszywych wyobrażeń. Większość Polaków uważa nasz kraj za bardzo niebezpieczny, bo nie widziała krajów, w których przestępczość jest naprawdę wysoka. Kudy nam do bandziorstwa Kuby, Kolumbii, Chin, Indonezji, Filipin, Pakistanu, Afganistanu… Jak tu porównywać początkujące gangi Pruszkowa i Wołomina do mafii neapolitańskiej, sycylijskiej, marsylskiej, nowojorskiej, a tym bardziej do gangów chińskich posiadających więcej sztuk broni maszynowej niż Wojsko Polskie, czy Yakuzy obracającej pieniędzmi większymi niż budżet naszego państwa. Bez przesady, panie ministrze. Jak na razie żaden polski gang nie wygrał bitwy z wojskiem, bo miał lepsze czołgi i śmigłowce (Chiny, prow. Yunnan), ani nie zbudował łodzi podwodnej (Kolumbia) do celów przemytu. Zwalczajmy naszych przestępców, ale nie plećmy, że są najsilniejsi.
Lech Kaczyński, zapytany przez Monikę Olejnik, dlaczego w Rosji jest wysoka przestępczość, choć są surowe kary, odpowiedział, że gdyby kary nie były surowe, to przestępczość, byłaby jeszcze większa. Jest to wniosek, który z niczego nie wynika, poza ideologicznym przekonaniem. Rosyjska przestępczość jest skutkiem anarchizacji i kryminalizacji państwa, braku praworządności, biedy i powszechnej demoralizacji. Wysokość kar niewiele ma do rzeczy.
Obaj bracia Kaczyńscy, gdy nie mają argumentów strzelają wnioskami i faktami wziętymi z sufitu. Jarosław Kaczyński, zapytany o przestępczość w Chinach, odpowiedział, że „tam wykrywalność jest promilowa”. Jest to nieprawda. Jarosław Kaczyński nie wie, jaka jest wykrywalność przestępstw w Chinach, tylko strzelił „faktem z sufitu”, podobnie jak jego brat strzelił „z sufitu” wnioskiem na temat Rosji i twierdzeniem, że Polska jest „w światowej czołówce pod względem liczby groźnych przestępstw”.
W innym wywiadzie Lech Kaczyński stwierdził: „jest taka praktyka, że sprawcy groźnych przestępstw wychodzą na wolność”. To kolejny „fakt” wzięty z potocznych wyobrażeń a nie z rzetelnych danych. W Polsce sprawcy groźnych przestępstw na ogół otrzymują wyroki znacznie wyższe niż w innych krajach europejskich. Jeśli „jest taka praktyka”, to kto siedzi w przepełnionych więzieniach? Niewinni?
Najczęściej używaną przez grono zwolenników surowych kar metodą manipulacji są nieuprawnione uogólnienia. Taką metodą posługują się ludzie prości formułujący sądy typu: „kobiety są przewrotne” lub „koty są wredne”. Ten poziom uogólnień nie powinien mieć miejsca w poważnej dyskusji. Tymczasem formułowane są takie zdania, jak: „sędziowie są skorumpowani”, „sądy wypuszczają bandytów” itp. W każdym, liczącym tysiące ludzi, środowisku znajdą się skorumpowani i niekompetentni. Ale skorumpowany sędzia ma imię i nazwisko, a błąd w orzekaniu ma konkretnych autorów.

Antynaukowa krucjata
W jednym z wystąpień telewizyjnych Lech Kaczyński, zapytany o list 42 profesorów prawa i adwokatów, którzy publicznie zaprotestowali przeciw jego koncepcjom, odparł, że „z tymi autorytetami, to nie jest sprawa taka prosta, jak w fizyce czy chemii”. Jest to niczym nie uzasadnione kwestionowanie kompetencji autorów listu. Patrząc na sprawę z boku, trudno nie zauważyć, że adwersarze pana ministra autorytetami w dziedzinie prawa karnego są, zaś jego poplecznicy nie są. Jak dotąd Lecha Kaczyńskiego nie poparł żaden wybitny znawca prawa karnego, nawet żaden poważny publicysta prawny. „Z tymi autorytetami” sprawa jest zupełnie prosta, panie ministrze. Jednoznacznie wypowiadają się przeciw panu.
Lech Kaczyński sugeruje, że prawidłowości formułowane przez nauki społeczne nie obowiązują obiektywnie, jak prawa fizyki. Jest to pogląd antynaukowy. Na negowaniu tego obiektywizmu zbudowano marksizm i skutki znamy. To, że prawa nauk społecznych nie dają się zapisać w postaci wzorów, nie oznacza, że można w tak delikatnej materii, jaką jest społeczeństwo, dowolnie majstrować ignorując naukową wiedzę. O antynaukowym charakterze koncepcji Lecha Kaczyńskiego świadczy, że na wszystkie problemy przestępczości zaradzić ma jedno toporne lekarstwo: surowe kary. Przestępczość to wiele różnych zjawisk, o różnych mechanizmach i różnych przyczynach. Inne są przyczyny korupcji, inne rozbojów, inne burd po alkoholu a jeszcze inne gwałtów i nie można twierdzić, że na wszystkie zarazy wynalazło się uniwersalną aspirynę.
Odpowiadając na list 42 prawników Lech Kaczyński mówi: „Są w tym liście sprawy wysoce niepokojące. Twierdzi się na przykład, że liberalne prawo – a więc łagodność wobec morderców, gwałcicieli i bandytów – jest składnikiem pojęcia wolności.” Jest to przykład typowej dla braci Kaczyńskich metody dyskusji: wmawianie przeciwnikowi poglądów, których wcale on nie ma, a z którymi łatwiej jest dyskutować, niż z rzeczywistymi argumentami. Jak dotąd żaden z krytyków pana ministra nie twierdził, że „łagodność wobec morderców, gwałcicieli i bandytów jest składnikiem wolności”. „Liberalne prawo” nie ma nic wspólnego z „łagodnością wobec morderców”. Lech Kaczyński wmawia w kodeks karny (wedle niego „liberalny”) rzeczy, których w nim nie ma. Za morderstwo grozi dożywocie, a nie „łagodność”.
Gdy nie ma się argumentów i nie ma się racji, przypisuje się adwersarzowi jakieś bulwersujące opinię publiczną zdanie, którego on wcale nie powiedział, starając się wzbudzić gniew ludu i zastraszyć rozmówcę wrzaskiem. Każdy, kto ma inne zdanie, zostaje okrzyknięty „zwolennikiem łagodnego karania”, poplecznikiem „morderców, gwałcicieli i bandytów” i oczywiście „liberałem” (Np. Lech Falandysz „liberał”?!).
W wypowiedziach Lecha Kaczyńskiego jest wiele elementów świadczących o tym, że nie zna on, lub udaje, że nie zna, metodyki badań naukowych. Na stwierdzenie: „Polska nadal jest krajem dużo bezpieczniejszym niż Francja czy Wielka Brytania” Lech Kaczyński odpowiada: „To wierutna bzdura. W tych krajach jest wyższa przestępczość ujawniona – to znaczy ta, którą ujmują statystyki. U nas jest nieporównywalnie większa ciemna liczba przestępstw.” Pan minister myśli, że naukowcy to niekompetentne dzieci, co ślepo wierzą w liczby podawane przez policję, że przestępstw nie zgłoszonych statystyki nie obejmują! Zdumiewająco naiwne wyobrażenie o metodzie sporządzania statystyk, i znowu argument wzięty z sufitu. Lech Kaczyński nie wie, czy dane, o których myśli rozmówca, obejmują przestępstwa nie zgłoszone, czy też nie, bo nie podał on żadnych liczb. Skąd wniosek, że miał na myśli tylko przestępstwa zgłoszone? Znikąd. Trzeba było szybko coś palnąć w odpowiedzi, nie dbając, czy to prawda.
Ulubionym argumentem zwolenników Lecha Kaczyńskiego i jego samego, jest twierdzenie, że „statystyki nie oddają rzeczywistości”. To by znaczyło, że statystyki sporządzane są przez ignorantów. Nieprawda. Statystyki sporządzane przez instytucje naukowe, oraz takie jak GUS, oddają rzeczywistość. Uwzględniają „ciemną liczbę”, bo istnieją algorytmy pozwalające na oszacowanie wielkości zjawiska na podstawie niepełnych danych.
Czy pan minister nie wie, że w statystykach podaje się liczby przestępstw zgłoszonych, wykrytych oraz wszystkich i że są to różne liczby? Że dla oceny stanu bezpieczeństwa w różnych krajach porównuje się nie liczby przestępstw w ogóle, tylko liczby takich samych czynów na sto tysięcy mieszkańców rocznie, bo kraje mają różną liczbę ludności, a ten sam czyn w jednym kraju może być przestępstwem, a w innym nie? Gdyby stosować rozumowanie Lecha Kaczyńskiego, to okaże się, że najbezpieczniej jest w Somalii, Laosie i Arabii Saudyjskiej, bo tam nie ma kodeksu karnego i statystyk. Mimo to liczba zabójstw na sto tysięcy mieszkańców rocznie istnieje i naukowcy potrafią ją oszacować. Dla Polski wynosi ona ok. 3, a dla Somalii ok. 300.
Lech Kaczyński twierdzi, że „na całym świecie liberalizacji prawa karnego towarzyszył wzrost przestępczości. Narzuca się wniosek o związku przyczynowo-skutkowym między tymi dwoma zjawiskami. Autorzy listu świetnie wiedzą, że wyniki badań naukowych w tym zakresie są zróżnicowane.”
„Na całym świecie” nastąpiła „liberalizacja prawa karnego”? W ogromnej większości państw, żadnej „liberalizacji prawa karnego” nie było (w kilkudziesięciu państwach do dziś nie ma skodyfikowanego prawa). A więc znowu: świat nie kończy się równo z tabelką w europejskich statystykach. Co zaś do owej „liberalizacji” w ok. trzydziestu najbogatszych krajach, która następowała stopniowo od początku XX wieku, to tak się składa, że właśnie w tych krajach przestępczość jest znacznie mniejsza niż w pozostałych. W tych krajach później następowały różne niewielkie wzrosty lub spadki liczby przestępstw, cały czas wokół tego niskiego poziomu, które zbiegały się w czasie, lub nie, ze zmianami w prawie. Na tych wahaniach spekulują zwolennicy Lecha Kaczyńskiego. Jeśli patrzeć na cały proces, a nie na dowolnie wybrany wycinek, to jest on dokładnie odwrotny, niż Lech Kaczyński twierdzi. Świadczą o tym różnice bardzo duże, a nie subtelne. Spekuluje się na niewielkich wahaniach stanu bezpieczeństwa w i tak bezpiecznej Anglii, czy USA, a pomija się milczeniem kraje o prawie potwornym i przestępczości gigantycznej (np. Kolumbię, RPA).
Sama zbieżność w czasie jeszcze nie dowodzi związku przyczynowo-skutkowego. W niektórych krajach w tym samym czasie zwiększono znacznie zakres wolności, zwłaszcza gospodarczej, co pozwoliło łatwiej kraść i łatwiej sprzedawać kradzione, i zliberalizowano prawo karne. Nie wszędzie jednak tak było. W Polsce nastąpił skokowy wzrost liczby przestępstw przeciwko mieniu w tym samym czasie, gdy wprowadzono wolny rynek. Niewielkie złagodzenie niektórych sankcji karnych nastąpiło kilka lat później. W odniesieniu do Polski mówiąc o związku przyczynowo-skutkowym, Lech Kaczyński buduje wehikuł czasu. Przyczyna jest, według niego, osiem lat późniejsza niż skutek. Złagodzenie prawa karnego spowodowało wzrost przestępczości osiem lat wcześniej, niż się dokonało.
„Wyniki prac naukowych”, podają inne przyczyny zjawiska niż zmiany w prawie karnym. Twierdzenie, że obecnie kradnie się więcej samochodów, bo złagodzono prawo, to demagogia. Piętnaście lat temu było w Polsce 2 mln. samochodów, a obecnie jest 16 mln. Poza tym łady i trabanty były dla złodziei mniej atrakcyjne niż mercedesy. I to chyba jest przyczyna wzrostu liczby kradzieży. Piętnaście lat temu przemycano do Polski mniej narkotyków, bo nasz rynek był za biedny dla wielkich gangów. Rzadziej napadano na osoby wychodzące z banków, bo mało kto trzymał pieniądze w bankach. Itd. Przez kilka lat w stanie zapaści były służby policyjne, które dopiero później zaczęto reformować. Ale dla Lecha Kaczyńskiego, to wszystko nie są przyczyny wzrostu przestępczości, tylko to, że osiem lat później nieco złagodzono prawo.
Lech Kaczyński udaje, że nie wie, iż zbieżność w czasie złagodzenia kar i wzrostu przestępczości lub zaostrzenia kar i jej spadku nie zawsze istnieje. Swego czasu, w USA, znaczne zaostrzenie prawa, w postaci ustaw prohibicyjnych, spowodowało, ogromny wzrost przestępczości zorganizowanej. Wzrost, a nie spadek.
Obie powyższe metody manipulacji faktami jednocześnie zastosował Zbigniew Ziobro (G.W. 26 lipca 2000). Pisał on: „Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat w Europie Zachodniej i USA warunki społeczne i standard życia systematycznie się poprawiały. Politykę kryminalną oparto na modelu łagodzenia kar […]. Zgodnie z receptą prof. Widackiego przestępczość powinna wyraźnie spaść […] Stało się wprost przeciwnie. Poziom przestępczości generalnie wzrósł.” Manipulacja pierwsza: dowolnie wybrany wycinek czasu, w którym jednocześnie występuje zjawisko innego rodzaju sprzyjające przestępczości (wzrost zamożności społeczeństwa). Manipulacja druga: niczym nie udowodnione przypisanie przyczyny wzrostu przestępczości polityce karnej a nie np. wzrostowi zamożności, lub innym czynnikom. Zbigniew Ziobro wyraźnie nie rozumie, iż zbieżność w czasie, a nawet istnienie korelacji w sensie statystycznym, nie dowodzi jeszcze związku przyczynowego, a tym bardziej nie dowodzi kierunku związku przyczynowego. Rozumując tak jak on, można ze zbieżności w czasie zapadania zmroku i zachodu słońca wyciągnąć wniosek, że zapadanie zmroku jest przyczyną zachodzenia słońca – słońce się chowa, bo jest mu za ciemno! Korelacja w czasie istnieje też między początkiem matur i wysypem chrabąszczy. W cytowanej wypowiedzi Zbigniewa Ziobro wysoce wątpliwa historycznie jest także teza o „oparciu polityki kryminalnej na modelu łagodzenia kar”. W jednych bowiem kategoriach prawo łagodzono, ale w innych wprowadzano kary, tam, gdzie ich wcześniej wcale nie było (przykład najprostszy: karanie za bicie żony i dzieci, za molestowanie seksualne, za szereg przestępstw gospodarczych).
Przyczyn zmian poziomu przestępczości może być dużo. Na przykład, wzrost zamożności społeczeństwa powoduje, że kraj staje się atrakcyjniejszym rynkiem dla przestępców. Z tego powodu w Polsce, w ostatniej dekadzie XX wieku, następował powolny wzrost liczby przestępstw przeciwko mieniu. Mówiąc obrazowo, coraz bardziej było co kraść i coraz bardziej było komu sprzedać kradzione.
Przyczynami wzrostu przestępczości mogą też być zjawiska demograficzne, wzrost gęstości zaludnienia, migracje, a nawet zmiany klimatu (każdy policjant wie, że w dni deszczowe jest mniej bójek). Nie można wszystkich zjawisk mierzyć jednym parametrem.
Wbrew twierdzeniu Zbigniewa Ziobry „recepta prof. Widackiego”, czyli nowoczesna koncepcja prawa karnego, sprawdza się. Mimo różnych wahań poziomu przestępczości, spowodowanych innymi czynnikami, w Europie Zachodniej i USA, przestępczość nigdy nie zbliżyła się, do poziomu krajów, w których tej recepty nie stosowano.

Demagogia prawna
Oto czołowy argument Lecha Kaczyńskiego: „Prawa człowieka interpretowane są w sposób groźny dla społeczeństwa – przestępcy są bezkarni a ofiary bezbronne.” Proszę podać mi choć jeden przypadek groźnego przestępcy, któremu udowodniono winę i pozostał bezkarny ze względu na prawa człowieka! A może myśli pan minister o przestępcach, którym nie udowodniono winy, lub ich nie złapano? Ale co mają do tego prawa człowieka?
Klucz leży w innych wypowiedziach pana ministra, z których wynika, że chciałby on widzieć skazywanie ludzi bez udowodnienia winy. Lech Kaczyński mówi: „Bywa, że w sprawach oczywistych mniejsze, wręcz wymyślone wątpliwości są tarczą dla wyjątkowo okrutnych i zdegenerowanych przestępców.” Ten bełkot logiczno-prawny niestety trafia do przekonania wielu ludzi. Wielokrotnie słyszałem wypowiedzi w stylu: „Sąd go uniewinnił z braku dowodów, ale wiadomo, że jest winien”. Nieprawda. Jak nie ma dowodów, to nie wiadomo. Można przeboleć, że nie rozumie tego człowiek niewykształcony, ale nie minister sprawiedliwości!
Co to znaczy „sprawy oczywiste”? Dla sądu sprawa jest oczywista dopiero, gdy udowodni się winę. Co to znaczy „mniejszej wątpliwości”? W cywilizowanym prawie, by kogoś skazać, wątpliwości musi nie być, ani większych, ani mniejszych. Lech Kaczyński chciałby zanegować zasadę domniemania niewinności. Poza tym proszę o konkrety: który to sąd, i w jakiej sprawie, „wymyślił wątpliwości”, by stały się one „tarczą dla wyjątkowo okrutnych i zdegenerowanych przestępców”. Wydaje mi się, że „wymyślanie wątpliwości” przez sąd wymyślił Lech Kaczyński.
Jakie prawa człowieka „źle się interpretuje”? Żadna z konwencji praw człowieka nie precyzuje, jakiej wysokości mają być wyroki. Lech Kaczyński podaje przykłady: „Są ślady zębów tego zbira (tzn. sprawcy gwałtu i zabójstwa), ślady DNA, wszelkie możliwe znaki – i nie można postawić zarzutu.” Jeżeli prokurator nie może postawić zarzutu, to są dwie możliwości: albo, wbrew temu, co pan mówi, nie ma wystarczających dowodów, albo prokuratura źle pracuje. Co to ma za związek z prawami człowieka? Znowu ten sam. Lech Kaczyński chce, by ludzi skazywano bez dowodów.
Inny przykład: „Niedawno władze jednej z uczelni uznały, że nic nie mogą zrobić profesorowi, który wynajął swój dom na agencję towarzyską”. Lech Kaczyński chce, by karano za czyn nie będący przestępstwem! Po co zmieniać kodeks, skoro nie ma obowiązywać?
W artykule dla „Wprost” (nr. 49/2000) Lech Kaczyński stwierdza, że chciałby, aby minister sprawiedliwości mógł odwoływać sędziów i aby w organach dyscyplinarnych samorządu sędziowskiego znalazły się „osoby z poza środowiska sędziowskiego”. Jest to postulat likwidacji niezawisłości sądów.
Innym razem Lech Kaczyński mówi: „[…] należałoby zastosować środki absolutnie drastyczne. A więc karę śmierci, zwiększenie liczby więźniów […], przywrócenie trybu uproszczonego w niektórych sprawach, więzienia przypominające te z lat 70-tych, a nie obecne. […] Policja nie powinna bawić się z przestępcami. Tutaj należałoby wrócić do praktyk z lat 70-tych.” Na czym polegały praktyki z lat 70-tych? Milicja zabezpieczała ślady, zakładała teczkę i w ogóle nie szukała sprawców, a gdy później przypadkowo wpadali, dostawali pałami i przyznawali się do wszystkiego co zrobili, lub co milicji pasowało. Wtedy wyciągano teczkę i sprawa była gotowa.
Zapytany otwarcie, przez Jarosława Kurskiego, Lech Kaczyński zaprzecza, że chce wymuszać zeznania biciem, ale już w następnym zdaniu potwierdza: „[…] potrzebne są działania bardziej stanowcze. […] na nieszczęście dla naszego społeczeństwa, w tej chwili takie działania nie przejdą.” Wyjaśnijmy: nie przejdą, bo zabrania ich konwencja przeciw torturom.
Za każdym razem Lech Kaczyński powtarza, że nie jest przeciwnikiem praw człowieka, tylko są one „źle interpretowane”. Jest tylko zwolennikiem: przywrócenia kary śmierci, zniesienia zasady domniemania niewinności, zniesienia niezawisłości sądów, karania za czyny niekaralne, wymierzania kar nie w proporcji do czynu, tylko z założenia surowych, wprowadzenia nieludzkich warunków w więzieniach i stosowania tortur w śledztwie. Ale nie jest przeciwnikiem praw człowieka!
Pan minister chce stosowania „obligatoryjnego tymczasowego aresztowania”, czyli takiego, które stosuje się nawet, gdy nie ma ku temu powodu. Zapytany przez Monikę Olejnik o ewentualne pomyłki, odpowiada, że „są przepisy o rekompensatach za takie pomyłki”. Przypomina mi to rozumowanie nastolatka malującego graffiti na samochodach, który tłumaczył, że „oni i tak mają auto casco”.
W tym samym wywiadzie Lech Kaczyński mówi: „[…] obecna praktyka jest taka, że sprawcy groźnych przestępstw nie są aresztowani”. Nieprawda. Sprawcy naprawdę groźnych przestępstw na ogół są aresztowani. Pomyłki sądów, lub przypadki niedbałego osądzenia, nie są nieodwracalne. Istnieją takie instrumenty prawne, jak apelacja, ponowne rozpatrzenie sprawy i kasacja. Jeżeli sąd się pomyli, to podległy ministrowi prokurator, lub on sam, może tą decyzję zaskarżyć. Zresztą brak tymczasowego aresztowania nie oznacza bezkarności.
Minister sprawiedliwości nie rozumie instytucji tymczasowego aresztowania. Lech Kaczyński mówi: „W przeciętnej sprawie gospodarczej zastosowanie aresztu tymczasowego jest oczywistością, natomiast w sprawie o porwanie […] aresztowania nie stosuje się”. W praworządnym państwie nie trzyma się ludzi w więzieniach bez prawomocnego wyroku. Tymczasowe aresztowanie jest odstępstwem, stosowanym w wyjątkowych przypadkach, gdy sprawca może się ukrywać, popełniać następne przestępstwa lub utrudniać śledztwo. Jest uzależnione od wystąpienia jednej z tych przesłanek, a nie od rodzaju przestępstwa. Może się zdarzyć, że sąd zastosuje areszt w sprawie gospodarczej, a nie zastosuje wobec porywacza, ale nie ma takiej „oczywistości”, że stosuje się areszt w sprawie gospodarczej, a wobec porywaczy nie. To ewidentna nieprawda.
Pan minister mówi: „w Polsce wyrok w zawieszeniu oznacza w praktyce bezkarność”. Wyrok zawiesza się nie „ot tak”, tylko „warunkowo”. Jeżeli sprawca w okresie zawieszenia nie złamie jego warunków, to nie jest karany. Na tym polega wyrok w zawieszeniu, nie tylko w Polsce, ale wszędzie. Co pan minister chce tu zmieniać?

Para w gwizdek i hipokryzja
Z jednym twierdzeniem Lecha Kaczyńskiego się zgadzam: ofiary przestępstw rzeczywiście najczęściej są bezbronne. Z tym tylko, że koncepcje pana ministra zmierzają do tego, by były bezbronne jeszcze bardziej. Pomysł, by ponowny atak na ofiarę, zastraszanie świadków, prokuratury lub sądu, były uważane za ciężkie przestępstwo, jest słuszny, ale dokąd gangster będzie wiedział, że dzięki zastraszeniu nie zostanie skazany wcale, nic to nie da. Ofiarom przestępstw nie potrzeba przywilejów, tylko zapewnienia skutecznej ochrony.
Tymczasem pan minister i jego zwolennicy społeczeństwo straszą opowiadając o „bezkarności przestępców”, o tym, że „wychodzą oni na wolność”, że są najpotężniejsi na świecie itp. Podważają autorytet prokuratury, sądów i prawa gadaniem, że sądy nic innego nie robią, tylko przestępców wypuszczają, sugerując, że środowisko sędziowskie jest skorumpowane i współpracuje z przestępcami, a prawo jest złe. Skutki są takie, że ludzie przestają zgłaszać przestępstwa policji, boją się zeznawać i w efekcie sprawców coraz trudniej złapać i udowodnić im winę. Tym postępowaniem otoczenie Lecha Kaczyńskiego, i on sam, już bardzo zaszkodziło stanowi bezpieczeństwa w Polsce.
Pan minister, zamiast obywateli straszyć, powinien zachęcać ludzi do składania zeznań, współpracy z policją i prokuraturą oraz podjąć realne działania dla zapewnienia im ochrony. Nawet najcudowniejszy kodeks sam przestępcy nie złapie i nie udowodni mu winy.
Recepta jest całkowicie błędna i wręcz samobójcza. Zaniechanie realnych działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa, jak reforma policji, reforma sądownictwa i co najtrudniejsze, znalezienie na te reformy funduszy, puszczenie całej pary w gwizdek, czyli projekty „surowego prawa”, które nie mają żadnych szans być zrealizowane, podgrzanie atmosfery zagrożenia, to w praktyce działania na rzecz przestępców.
Pomysły Lecha Kaczyńskiego są nierealne, bo stoją sprzeczności z podpisanymi przez Polskę konwencjami, z dostosowywaniem polskiego prawa do standardów Unii Europejskiej i nie przejdą przez sejm, senat i prezydenta. PiS ma za mało poparcia, by je przeforsować wbrew opinii środowiska prawniczego. Początkowa euforia dla rzekomego pogromcy bandytów już mija i coraz więcej ludzi zaczyna patrzeć krytycznie na jego poczynania. Coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że Lech Kaczyński chce ograniczyć prawo do obrony i niezawisłość sadów, zwiększyć brutalność policji a realnie nie ma żadnego pomysłu na zwiększenie bezpieczeństwa.
W ciągu ostatnich trzech lat, Polacy zaczęli deklarować w ankietach mniejsze poczucie zagrożenia przestępczością, niż w latach poprzednich. Cóż się zmieniło? W poziomie przestępczości nic. Jest taki sam. Po prostu Lech Kaczyński i Zbigniew Ziobro przestali być ministrem i wiceministrem sprawiedliwości i przestali wszystkich straszyć.
Jeszcze garść przykładów.
W 2000 roku, po ujawnieniu przez media afery korupcyjnej w Województwie Śląskim Lech Kaczyński wystąpił w telewizyjnym „Monitorze wiadomości” (Pr. 1TVP, 4 grudnia 2000). Tym razem, gdy chodziło o urzędników i polityków z jego ugrupowania, nie domagał się surowych kar, i przywrócenia „praktyk z lat siedemdziesiątych”. Sprawy przestały być „oczywiste”, prawo do obrony i zasada domniemania niewinności powróciły do łask. Prawa człowieka przestały być „źle interpretowane”. Nie zapałali też publicznym oburzeniem, ani Jarosław Kaczyński, ani „obrońca praw ofiar” Zbigniew Ziobro.
Gdy rozpatrywano aferę Rywina, Zbigniew Ziobro oburzał się na dyspozycyjność prokuratury wobec SLD. Zapytam retorycznie: a któż tę dyspozycyjność prokuratury forsował? Czy przypadkiem nie Lech Kaczyński i Zbigniew Ziobro, gdy zasiadali w ministerstwie? Czy „idealnie obrotowego” prokuratora Kapustę, to przypadkiem nie panowie mianowali? Gdy niedawno minister sprawiedliwości z SLD, Grzegorz Kurczuk, planował przywrócenie niezależności prokuratury, Lech Kaczyński zaprotestował, bo „państwo nie będzie mogło realizować polityki karnej”.
Ostatnio, Jarosław i Lech Kaczyńscy, wykorzystując wzburzenie społeczeństwa wyjątkowo okrutną zbrodnią, rozpętują kampanię na rzecz przywrócenia kary śmierci. Postępowanie takie jest skrajnie nieodpowiedzialnym awanturnictwem politycznym. Zniesienie kary śmierci jest podstawowym warunkiem członkostwa Polski w Unii Europejskiej i Radzie Europy. Jarosław i Lech Kaczyńscy, dla realizacji prywatnych fobii, gotowi są narażać najważniejszy, strategiczny interes państwa, podburzając nieświadome konsekwencji społeczeństwo.

Krzysztof Łoziński

Emeryt

Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.

Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”

Autor o sobie

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

10 komentarzy

  1. slawek 19.11.2025
  2. Magda 20.11.2025
  3. Stanislaw Obirek 20.11.2025
    • alicja 21.11.2025
  4. Zbigniew 20.11.2025
  5. Krzysztof Łoziński 20.11.2025
    • Kuba 20.11.2025
      • Krzysztof Łoziński 20.11.2025
  6. 666 21.11.2025