Pod politycznym parasolem sejmowej komisji śledczej realizowany jest wieloodcinkowy serial telewizyjny.
Kilku posłów, wybrańców narodu, reprezentujących wszystkie zasiadające w Sejmie ugrupowania i partie polityczne, przesłuchuje publicznie różne osoby związane z działalnością głośnej przed laty afery Amber Gold. Osoby zeznające przed sejmową komisją mają status świadka.
Przesłuchania są „na żywo” transmitowane i komentowane przez różne stacje telewizyjne i radiowe.
W czwartek, 28 czerwca, przed komisję dowieziony został z więzienia śledczego w Gdańsku Marcin P. – szef i twórca Amber Gold. Doprowadzony na przesłuchanie, które tym razem odbyło się nie w Sejmie a w Sądzie, przesłuchiwany jako świadek korzystał z przysługującego mu prawa odmowy odpowiedzi na zadawane mu pytania – prawa, wynikającego z faktu, że toczy się przeciwko niemu proces karny o oszustwo i wyłudzenie od blisko 20 tysięcy obywateli kwoty ponad 800 milionów złotych.
To wielka góra pieniędzy, w skali zwykłego człowieka poza wyobraźnią. Takie sumy to norma w działalności banków i różnych innych instytucji finansowych, na przykład takich jak Amber Gold.
Oglądałem przez ponad trzy godziny to widowisko (trwało ponad pięć) i miałem nieodparte i rosnące wrażenie, że to powtórka głośnego przed trzema laty filmu wybitnego i znanego reżysera Martina Scorsese „Wilk z Wall Street”. Pamiętacie? Pamiętamy! Scenariusz filmu oparty został na wspomnieniach prawdziwego, żyjącego w realu człowieka.
Film był głośny, to był światowy sukces. Jego główne przesłanie było proste – to chciwość motywuje wielu ludzi do działania, to chciwość powoduje, że przestają się liczyć normy moralne, każde inne, ludzie chcą mieć, mieć więcej niż mają, zawsze więcej.
Film przypomniał hasło – greed is good – chciwość jest dobra.
Przesłuchanie Marcina P. było zderzeniem wielu norm, wartości i celów. Pominiemy te polityczne – powołanie tej komisji to oczywisty dowód na to, że prezes Polski chce za wszelką cenę dopaść Donalda, którego postrzega jako wroga. To jest główny i jedynie ważny cel dla Prawa i Sprawiedliwości, cała reszta to didaskalia.
Co zostaje gdy odłożymy na bok cel główny działania sejmowej komisji śledczej?
Zostaje ogromna przestrzeń dotycząca prawa i moralności, poszukiwanie prawdziwej odpowiedzi na pytanie: jak taki młody człowiek, legitymujący się wykształceniem ledwo średnim (jedyne, formalnie ukończone nauki przez Marcina P., to ukończone liceum ekonomiczne czy handlowe) tworzy dużą firmę, opartą o obowiązujący w Polsce prawo? Jak zatrudnia wielu prawdziwych fachowców z sektora bankowego, którzy na pewno pokończyli różne – pewnie dobre – wyższe uczelnie? Jak tworzy przedsiębiorstwo, działające jako spółka prawa handlowego, (spółka z o. o., z ograniczoną odpowiedzialnością, najniżej sytuowaną w tym, co oferuje Kodeks Handlowy) i przekonuje blisko dwadzieścia tysięcy ludzi, przekonuje słowem – nie pistoletem czy pałką – aby oddali mu swoje pieniądze?
I co? Ludzie przyszli do oddziałów Amber Gold w całym kraju, mających zewnętrzny wystrój czego? No przecież to jasne, wystrój i wygląd banku.
Ludzie przyszli, przynieśli swoje pieniądze, czasem wszystkie jakie zgromadzili przez całe swoje życie, czasem jakąś część posiadanych pieniędzy, podpisali stosowne umowy (pytanie czy starannie je przeczytali przed podpisaniem) i oddali Marcinowi P.
A po co je oddali? Oddali je po to aby zarobić, aby otrzymać z działalności opartej o grę na kursach złota na światowych rynkach znacznie więcej pieniędzy niż z jakiejkolwiek innej działalności bankowej oferowanej przez inne banki.
O ile więcej? To, jak pamiętam tamten czas, to dwukrotnie albo trzykrotnie więcej. Pamiętam też, że płatne ogłoszenia Amber Gold zamieszczały wszystkie gazety, wszystkie, niezależnie od opcji… (a tak na marginesie, czy to nie jest powód do wstydu, czy ludzie mediów zajmujący się problemami gospodarki nie zdawali sobie sprawy z czym mają do czynienia? Nie wierzę…).
Powodów do wstydu może i powinno mieć znacznie więcej ludzi. Pamiętam swój niesmak i obrzydzenie gdy oglądałem spot telewizyjny, na którym ważni ludzie władzy z mojego miasta ciągną jak burłacy wielki samolot nowych linii lotniczej OLT Ekspres, uruchomionych przez kogo? Przez Marcina P. i jego Amber Gold. Naprawdę: bardzo przedsiębiorczy jest ten młody człowiek.
Toczy się teraz wielka dyskusja: czy polskie państwo wywiązało się ze swoich obowiązków? Dlaczego nie ostrzegło swoich obywateli, czy dobrze działała prokuratura i sądy? Słowem: czy wywiązali się ze swoich obowiązków różni ludzie, wszyscy poza pokrzywdzonymi przez oszusta, karanego za oszustwa wcześniej niż zaczął swoją działalność w Amber Gold?
Tu nie ma prostych odpowiedzi. Niech zajmą się tym odpowiednie instytucje, sądy, prokuratura, Komisja Nadzoru Finansowego. Nawiasem mówiąc, patrząc na wczorajszą sesję odnosiłem nieodparte wrażenie, że Marcin P. absolwent liceum ekonomicznego ma kompetencyjną przewagę nad wybrańcami narodu.
Co na koniec? Może taka gorzka refleksja – systemy społeczne w których funkcjonują takie instytucje jak banki, parabanki, piramidy finansowe to systemy w których pomiędzy prawem a moralnością zachodzi sprzeczność.
Marcin P. oświadczył, że w wyniku paroletniej działalności (pracy) w Amber Gold zarobił 20 milionów złotych. Prezesi największych polskich banków ( a nie jest to światowa liga) zarabiają milion złotych miesięcznie – niech ktoś podejmie się uzasadnienia, że to słuszne i moralne .
Jest taki ktoś?
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


Mnie sie inny film przypomina. „Arcyoszust” z Robertem de Niro w tytułowej roli. W pierwzej części filmu jest scena przesłuchiwania synów Madoffa. „Jak mogliscie nie wiedziec?” – pytaja syna. A wy? Czemu wy nie wiedzieliscie? Przeswietlaliscie go na rozne strony, a uczyniliscie prezesem jednej instytucji, przewodniczacym drugiej, czlonkiem zarzadu trzeciej itd.
Wyglada na to, ze pewnych rzeczy ludzie wola nie wiedziec, jesli spodziewaja sie zyskow
Cały kapitalizm jest oparty o chciwość. Uwypukla w nas tę cechę. Rodzi nienawiść, zawiść , morderstwa i wojny. To cywilizacyjna porażka ludzkości. Co więcej, ktoś sceptycznie nastawiony do tego systemu uważany jest za lewaka i oszołoma.
.
Nikt nie bada moralnej strony bajecznych zysków osiąganych przez prostych chłopców potrafiących trafić piłką do bramki, ba , stawia się ich za wzór do naśladowania. A piosenkarze, którym z bajecznego bogactwa odbija palma ? A jakieś idiotki celebrytki ? Świat pieniądza jest niemoralny do cna. Większość z nas też chce mieć więcej. niż mamy; gramy nawet w totolotka. Bo uczestnictwo w tym świecie bez posiadania pieniędzy jest niemożliwe, a co najmniej frustrujące.
.
Do Amber Gold pieniędzy nie ponieśli biedacy, tylko ci, którzy je mieli. I chcieli mieć więcej, więcej niż dostaliby za nie gdziekolwiek indziej. Czy ktoś inwestując oszczędności w nowej prywatnej firmie, nie zadaje sobie trudu aby sprawdzić co to za firma i jaka jest gwarancja zwrotu choćby włożonego kapitału ? Jeśli nie, to zasłużył sobie na swój los. Chciwość zaślepia.
.
Zarzuca się rządowi, szczególnie premierowi, że nie uprzedził. Przecież rząd nie zajmuje się działalnością prywatnego biznesu. Rząd ma od tego agendy rządowe, w tym wypadku KNF. I ten KNF ostrzegał ludzi. Nie czytali, nie sprawdzali, ich problem.
.
Już widzę, jak premier Tusk publicznie ogłasza, że prywatna firma Amber Gold to oszukańcze przedsięwzięcie. Jakiż podniósłby się wrzask, już pomijam adwokatów Marcina P., lecz dziennikarzy, że rząd wtrąca się w prywatny biznes i chce ręcznie sterować, że to przejaw naruszania równowagi konkurencji na rynku. Już skarga do Komisji Europejskiej itd itp.
.
Czekam teraz kiedy premierka Szydło, nauczona przykładem Amber Goold, przestrzeże pub;licznie przed oszczędzaniem w SKOKach.
I kapitalizm i chciwość byłyby inaczej postrzegane gdyby uwypuklić problem przymusu uczestnictwa. Jeżeli firma zrezygnuje z narzuconej przez polityków formuły tworzenia zysku na rzecz upragnionej „nie chciwości” to przestaje istnieć. Z kolei chciwość obywateli ma swe źródło w fakcie że lokaty bankowe dają tak małe odsetki (na dodatek opodatkowane) że motywacja do poszukiwania korzystniejszych warunków jest bardzo wysoka.
Do jakiego momentu chciwość jest zwykła, nasza powszechna a kiedy zaczyna się ta, na którą trzeba napuszczać prawo i moralność.
Panie Zbigniewie,
Tak, ja się podejmę.
Prezes banku lub jakiejkolwiek dużej firmy MUSI zarabiać duże pieniądze, bo odpowiada za miliony ($, €, PLN – można wybrać). I m.in. jego pensja służy do tego, aby nie miał pokus.
Osobnym tematem, są premie wypłacane niezależnie od wyników firmy, ale w tym to raczej PAŃSTWOWE, firmy przodują i to niezależnie od kraju(pewnie z wyjątkiem krajów protestanckich).
Przy okazji, dziękuję za świetne teksty.
@MICHU. Paradne. Jakąż to odpowiedzialność ponosi ów prezes banku za jego upadłość? Jeśli w odpowiednim momencie zgłosi upadłość, nie ponosi żadnej. Najwyżej sąd upadłościowy zakaże mu zasiadania w zarządach firm na kilka lat, a nawet jeśli dożywotnio, to z miliona pensji miesięcznie wystarczy mu na emeryturę w San Escobar. Za upadłość banku, czyli źle prowadzony biznes, za te miliony złotych , euro, dolarów odpowiada w Polsce Bankowy Fundusz Gwarancyjny, czyli wszyscy klienci banków, no i skarb państwa, w razie czego, czyli znów my, podatnicy.
To do czego on, ten prezes, mianowicie ma mienie mieć pokus ?
Pani Magdo,
Do upadłości banku/dużej firmy daleko. Tam obraca się milionami i miliardami. Codziennie! Dziesiątki, setki, tysiące transakcji. Oczywiście są audytorzy, kontrole, procedury, ale najsłabszym ogniwem jest człowiek. I o to chodzi, że by Ci co to wszystko zatwierdzają NIE mieli pokus. Jeżeli nie wynegocjują dodatkowych 10 mln rabatu do zakupu nowej fabryki, czy nowego biurowca za 500 milionów nikt tego nie zauważy i nie może się przyczepić.
Swoją drogą, to DLATEGO m.in. dobrze jest kiedy firmy i banki są prywatne, a nie państwowe.
Na BFG składają się banki i to właśnie dlatego afera SKOK za ponad 4 mld złotych przebiega bez zakłóceń ! 🙂 Jakie to proste, prawda?
Szanowny Panie Michu – przeczytaj pan wydaną przez PTE ( Polskie Towarzystwo Ekonomiczne) książkę autorstwa John C. Bogle pt DOŚĆ i przestań pleść bzdury o konieczności płacenia milionów prezesom banków, bo biedactwa musza ponosić odpowiedzialnośc za kase i nie mają za co kupować sobie nowych Rolls Royców typu kabriolet i jachtów po kilkanascie milionów dolarów zeby sobie zaparkowac je w marinie w Monaco ?. Czy jest pan na tyle naiwny, że pan wierzy w odpowiedzialnośc prezesów za straty ich banków ??? Czy którykolwiek z szefów Goldmana i Sachsa musiał zwrócić swoje pieniądze po wywołaniu kryzysu w USA w 2009 roku ???. A w Polsce słyszał pan o tym żeby jakiś wicepremier w Polsce AD 2016 poniosł odpowiedzailność za kłamstwa przy składaniu oświadczenia majątkowego i pomyłkę o kilkadziesiąt MILIONÓW PLN ? Bogle wyjAŚNI PANU DLACZEGO SZEFOWIE KORPORACJI musza ZARABIAĆ 1000 RAZY WIEC EJ niz ich pracownicy, chociaż jeszcze przed II światowa zarabiali w tej samej firmie 10 albo 20 razy więcej.
… ma nie mieć pokus
Do Michu – bardzo się cieszę, że znalazł się ten ktoś, kto podjął się udzielić odpowiedzi na pytanie które postawiłem na końcu swojego teksu. Brawo ! A teraz ad rem.- pisze Michu, ze prezes banku musi zarabiać dużo (ja się też zgadzam, że dużo, pytanie tylko jak dużo) aby nie uległ pokusie. Trudno o bardziej dosadne sformułowanie podejrzenia wobec tych ludzi, którzy są prezesami banków.
Pokusie do czego Michu ? czy masz na myśli to żeby po prostu nie kradli ? Nic innego nie przychodzi mi na myśl – proszę o doprecyzowanie, jeśli laska.
Przyjęcie założenia, że wynagrodzenie zatrudnionego musi być wprost proporcjonalne do wartości tego czym zarządza jest trudne do uzasadnienia – najpierw mamy kłopot z określeniem co to jest wartość, na przykład jaka jest wartość ludzkiego życia i ile powinien zarabiać lekarz, chirurg na przykład. Wiem, wiem zaraz ktoś powie, że to zależy od ilości lekarzy, od ilości chirurgów, że cena to miara rzadkości itp, itd
A ilu jest ludzi którzy mogą być prezesem banku ? tylu ilu członków rządzącej partii ? Tu znacznie mi bliżej do tego co pisze Magdalena
Ale tak na poważnie. W smacznie napisanej książce „Potęga pieniądza” Niella Fergusona mamy historię tworzenia się systemu bankowego w naszym kręgu cywilizacyjnym. To jasne , bez banków, bez tego wynalazku nie bylibyśmy tymi kim jesteśmy, nie rozwinęła by się nasza cywilizacja tak jak ma to miejsce. Ale jest jeszcze druga strona tego medalu i ja właśnie o niej…pamiętamy takie określenie jak lichwa ? to był dla wierzących grzech, kościół to potępiał, w innych religiach nadal nie wolno pożyczać na procent (prawda, ze to obowiązuje tylko w stosunku do własnej grupy).
Nadal oczekuje na uzasadnienie , że to słuszne i moralne tak wielkie zróżnicowanie wynagrodzenia za pracę, wynagrodzenia a więc czegoś co powstaje w wyniku umowy pomiędzy umawiającymi się stronami.
No to jest jeszcze ktoś taki ? (nie powiem o kim myślę ale jest na pewno….)
Pragnę zauważyć, że nie dotyczy to tylko zarządów banków. Wiemy np. o zarządzie pewnego koncernu, który zaczął mieć kłopoty finansowe. I cóż zrobiła rada nadzorcza? Zwolniła ponad setkę pracowników – i to tych najlepiej zarabiających, z najdłuższym stażem (więc teoretycznie najbardziej przydatnych). Tymczasem dla osiągnięcia zbilansowanie wystarczyło – bez zwolnień – obniżyć o połowę wielusettysięczne uposażenia zarządu i prezesa. O tym nawet nie pomyślano. „Święte prawo własności”. Prywatne, więc akcjonariusze robią co chcą, prawda?
Ja nie bardzo rozumiem skojarzenia mniej lub bardziej oburzającej decyzji zarządu z prawem do posiadania. Zarząd robi bo może. Ciekawsze jest, dlaczego firma ma tak uprzywilejowaną pozycję.
Szanowni Magdo/Zbyszku/Kolarzu,
Zdumiewa Wasze zacięcie na banki i zawiść, że ktoś zarabia duże pieniądze.
Ja pisałem o generalnej zasadzie, jeżeli ktoś odpowiada za duży majątek to, to dużo kosztuje.
I co więcej, nie ma wielu ludzi, którzy mają właściwą wiedzę i zdolności.
Drugie zdumienie, przepraszam, ale co w zasadzie Was wszystkich (Nas)obchodzi ile właściciel firmy płaci wynajętym prezesom? Jest to cywilno-prawna umowa między stronami i tak długo jak są to umowy dobrowolne to pytanie jaki związek z tym ma moralność?
O ile się nie mylę mamy w Polsce, dwa zupełnie prywatne banki pp. Czarneckiego i Solorza, proszę sprawdzić czy zarobki ich prezesów odbiegają od reszty.I czy może Państwo sądzicie, że ich właściciele to głupcy i dają się co miesiąc ograbić z pieniędzy płacąc miliny prezesom?
Tutaj można sprawdzić zarobki prezesów banków w Polsce:
http://forsal.pl/galerie/929633,duze-zdjecie,1,ile-zarabiaja-prezesi-bankow-w-polsce-ranking-wynagrodzen.html
Jak widać dosyć wyrównane.
Ja cieszę się, że mamy nowoczesne i konkurujące ze sobą banki(ciekawe jak długo?), bo mam, aktualnie super wygodne płacenie prawie za wszystko przez internet, mogę tam przechowywać pieniądze i jest skąd wziąć kredyt w razie potrzeby.
I ZUPEŁNIE mnie nie martwią zarobki ich prezesów.
Michu Szanowny!
Dlaczego plebs śmie interesować się zarobkami zarządów banków, skoro płaci im właściciel?
A dlatego, że tkwi w tym rozumowaniu podstawowe kłamstwo, bo właściciela w realu nie ma!
Zwyczajnie, nie ma, bo jakimże właścicielem jest posiadająca 30 % akcji banku inna instytucja, w której imieniu decyzje podejmują członkowie ich zarządów, zwykle wiele zarabiający i całkiem prywatnie zainteresowani, aby zarobki członków zarządów wielkich firm, jako wyjątkowo uprzywilejowanej warstwy, były jak najwyższe.
Po prostu mówiąc, w interesie osób kształtujących najwyższe wynagrodzenia tkwi, aby były one rzeczywiście jak najwyższe, bo od nich zależą ich własne dochody. A kto płaci? Właściciel podstawowy, czyli społeczeństwo, ta szara cała reszta, która na podejmowane decyzje nie ma najmniejszego wpływu.
Pozwolę sobie dołączyć jeszcze uzupełnienie:
Z całym szacunkiem dla przywołanych dla przykładu panów Czarneckiego i Solorza, to doceniając ich umiejętności, oni też osobiście nie władają szczegółami działalności swoich imperiów, polegając na warstwie zarządców, z którymi dochodami się z konieczności dzielą, ale i w ich interesie leży, aby rozwarstwienie dochodów w społeczeństwie było jak najwyższe.
Naturalnie, @MICHU, najłatwiej jest zarzucić zawiść, to załatwia sprawę; to taka brzydka emocja, niska, prawda ? Mnie martwią zarobki prezesów banków, lecz nie dlatego, abym chciała tyle zarabiać (mnie wystarczy to co mam), lecz dlatego, że są skrajnym przejawem ideologii neoliberalnej, która – jeśli się sama nie ograniczy – doprowadzi do rewolucji. Dlatego że generuje tak wielkie nierówności, że nie da się ich niczym usprawiedliwić. I to jest niemoralne. W latach 70. prezes amerykańskiego koncernu zarabiał 70 razy tyle, ile najgorzej opłacany pracownik tego koncernu. Dziś ta różnica idzie w setki, a czasem tysiące razy. Zarazem, w zglobalizowanym informacyjnie świecie te fakty są nie do ukrycia i rodzą coraz powszechniejszy sprzeciw. Nawet szefowa MFW parę lat temu nazwała rzecz po imieniu i wezwała do samoograniczenia się.
Pan pisze, że jako klient banku czuje się bezpiecznie, wiedząc, że jego prezes nie musi kraść. Ja patrzę z innej perspektywy; zależy mi, aby mój dorastający syn mógł przeżyć swoje życie w pokoju, a nie w wojennej zawierusze. Dlatego m.in. nie dogadamy się.
Michu…..”Ja pisałem o generalnej zasadzie, jeżeli ktoś odpowiada za duży majątek to, to dużo kosztuje.”
Czym odpowiada??
……”Ja cieszę się, że mamy nowoczesne i konkurujące ze sobą banki”….albo jaja sobie robisz albo piszesz rzeczywistości równoległej. Tertium non datur.
errata… o rzeczywistości równoległej
A’propos świętego prawa chciwości, może warto zmienić wreszcie paradygmat. Bodaj Einstein powiedział był, że oczekiwanie różnych rezultatów, jeśli cały czas robi się to samo, jest szaleństwem. Nie wiem czy i co czytają stratedzy ekonomiczno-społeczni PISu, lecz założę się, że stratedzy PO i Nowoczesnej – o ile czytają coś – to cały czas Miltona Friedmana i Friedricha von Hayek. A tymczasem, po cichutku, skrada się nowa szkoła, która stawia na pierwszym miejscu nie kapitał, nie PKB, lecz człowieka. Bo w końcu, wszelka ekonomia ma służyć człowiekowi, że poważę się na truizm. Partia Razem, jako jedyna, odrabia tę nową lekcję, lecz jest póki co, jest lekceważona.
.
Zaopatrzyłam się w książkę A.Atkinsona i zabieram się do pouczającej lektury.
http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1054460,rafal-wos-recenzja-anthony-atkinson-nierownosci.html
Nigdy, jak dotąd, nie wchodziłem do dyskusji po swoim tekście dwa razy. No to teraz tak.
Wchodzę, bo nie rozumiem tej zaciętości ubranej w formułę pełnej tolerancji i – po co i dlaczego ktoś interesuje się ZAROBKAMI, WYNAGRODZENIEM ZA PRACĘ ,PENSJĄ ,czy jak tam ktoś zechce to nazwać.
To oczywiste, wynagrodzenie za pracę to coś co się negocjuje, indywidualnie, czasem w formie układu zbiorowego, w tym odbija się porządek i lad społeczny, tu i teraz. A skoro tak to oczywiste jest zainteresowanie przynajmniej tych, którzy interesują się czymś więcej niż tylko sobą, no może jeszcze własną rodziną.
I tak na koniec, żeby jeszcze dorzucić do tego pieca – no to może poruszymy wysokość podatków od tych płac prezesów naszych banków. Podatek to danina na rzecz wspólnoty w której się żyje, te wysokości ustala państwo w drodze ustaw uchwalanych przez parlamenty krajów. No to jak jest w naszym kraju, ile podatku płaci prezes polskiego banku zarabiający te duże pieniądze (w mojej ocenie zdecydowanie za duże). Kto wie ? (ja wiem i uważam to za wielką niesprawiedliwość)
Zarobek ,wynagrodzenie za pracę, płaca w wysokości miliona czy dwóch milionów miesięcznie – zgoda ale z 80 lub 90% podatkiem. Jak wam się to podoba? Były takie kraje w chrześcijańskiej (to nie znaczy, ze katolickiej) Europie
Przykro mi panie Michu, ale jest Pan nie tylko kompletnym ignorantem w sprawach ekonomii i socjologii, ale również nie chce pan swojej ignorancji zmniejszyć nawet o jakąś nanojednostkę. Nie zechciał Pan przeczytać ani książki Johna C Boogle wybitnego finansisty z Wall Street, ani żadnej innej krytyki obecnego zróżnicowania dochodów przez oligarchę światową, a przecież opublikowano już na ten temat od czasów Adama Smitha setki jeżeli nie setki tysiecy publikacji na najwyższym poziomie logiki i kompetencji, przez najwybitniejszych historycznych i współczesnych uczonych. Zamiast tego oskarża pan swoich polemistów o zawiść i „zacięcie na banki” oraz zachwyca sie ideologią „Wilka z Wall Street” głoszącego iż ” Chciwość jest dobra”. Myślę że dalsza dyskusja z panem, polemizująca z Pańską tezą iż Słońce kręci sie dookoła Ziemi, była by równie bezsensowna.
@ Kolarz,
Bardzo słabe. Nie zgadzam się z „Michu”. Nie uważam, żeby prezesom potrzebne byłoy miliony, tylko po to, żeby nie kradli. Ale to, co Pan zaprezentował jest bardzo słabe.
Agrumenty MICHU wydają mi sie być bardzo słabe. Wobec tego można było je ocenić. Pan sie skupił na osobie adwersarza. Michu w jeden dzień nie przeczytał polecanej przez Pana książki i stał się ignorantem, który nie chce poszerzyc wiedzy.
Smutne
Całością swojego wystąpienia Michu udowodnił że prawdopodobnie nie czytał nigdy i niczego na wymieniony temat z dziedziny ekonomii i socjologii. Ale miał okazję teraz trochę pomilczeć na temat zróżnicowania i zając się lekturami uzupełniającymi. Z tego niestety najwyraźniej też nie skorzystał . Mam pewne powody aby sądzić, że dotyczy to także Mr E i to jest jeszcze bardziej słabe i smutne.
Absolutnie sie zgadza. Nie czytałem podanych lektur z dziedziny ekonomii. Socjologia – tu już trochę się udało, że tak powiem, liznąć.
Za to zajmowałem się np. erystyką. 🙂
Zgadzam się, dalsza dyskusja nie ma sensu.
Dotychczas Studio Opinii uważałem za miejsce, gdzie spotykają się ludzie na jakimś poziomie intelektualnym.
Zeszliście Państwo do następujących poziomów:
– Kolarz – argumenty ad personam, nie wie Pan co przeczytałem, ani co robię, ZERO merytoryki
– Jerzy.N19 – używa Pan terminu „właściciel podstawowy” – ciekawe co to jest? Społeczeństwo NIE jest właścicielem prywatnego banku. A o prywatnych właścicielach banków to czysta poezja, rodem z teorii spiskowych.
– Zbyszek – miesza Pan dyskusję o prezesach z odpowiedzialnością premierów; daje Pan sobie prawo wglądu i do tego osądu prywatnych umów cywilno prawnych. Próbuje podłączyć pod to moralność i ład społeczny, następny krok to trzeba do sypialni zajrzeć, pod kołdrę.
Brakuje logiki i uczciwości intelektualnej, rzeczywiście za taką dyskusję, to dziękuję.
Wszystkim przypominam, że TYLKO gospodarka liberalna udowodniła swoją efektywność i zapewniła rozwój świata (dokładniej tej części, gdzie dostatecznie długo panuje) na niespotykaną w historii skalę. Z góry dziękuję za wszystkie obelgi po tym zdaniu, ale może jakiś POZYTYWNY przykładzik innego ustroju o podobnych osiągnięciach?
Na koniec przepraszam(nie mogę się powstrzymać), rada dla wszystkich oburzonych zarobkami prezesów banków.
Można z tym walczyć, ja widzę kilka dróg:
PIERWSZA: doprowadźcie banki do bankructwa- czyli nie lokujcie tam pieniędzy i nie korzystajcie z ich usług ( w tym kraju słyszałem o jednym gagatku, który nie ma konta)
DRUGA: zostańcie akcjonariuszami banku(wszystkie banki są spółkami akcyjnymi) i walczcie na zgromadzeniu akcjonariuszy(czyli właścicieli) z płacami zarządu (najtańsze akcje banków w Polsce są po 1,4 zł i wystarczy jedna akcja)!
… jest jeszcze trzecia droga – nazywa się komunizm i jemu podobne
Życzę powodzenia 🙂
Do Kolarz – kto to jest Mr E ? Czy ja dobrze kojarzę ?
Koń który mówi?
Incitatus został sentaorem, chociaż nie mówił (a może dzięki temu?), to co dopiero zdziała gadający!
Chciwość sama w sobie nie jest zła, ani dobra.
To przyjęty system ekononomiczny decyduje o jej roli w budowaniu złożonych relacji społecznych, w efekcie końcowym wpływając na ich jakość.
Każde lekarstwo w nadmiernych dawkach staje się trucizną.
Za każdym totalitaryzmem, radykalizmem, zakłócającym stabilność płynnej równowagi różnych wartości, kryją się poważne koszty społeczne.
Proponuję przyjrzeć się historii chciwości (liberalizmowi ekonomicznemu) ostatnich dwustu lat.
Liberalizm to wolny rynek bez interwencjonizmu państwowego. Doktryna liberalna w ekonomi była realizowana w praktyce do końca lat 20. XX w. Była przyczyną Wielkiego Kryzysu lat trzydziestych.
Na przeciwstawnych biegunie liberalizmu, w czasie jej panowania, zrodziła się równie radykalna (utopijna) ekonomia dyktatu państwowego interwencjonizmu, powiązana z wizją państwa komunistycznego.
Wydobycie się z kryzysu lat trzydziestych zawdzięczamy zrównoważonej ekonomii Keynesowskiej, która jednak przegrała z „nowym” liberalizmem w latach 70tych XX wieku. Neoliberalizm obiecywał „szybszy rozwój”. Nie przypadkowo propagowanie neoliberalizmu zbiega się w czasie z potencjalną niewypłacalnością USA ze względu na brak pokrycia wyemitowanych dolarów w złocie. USA zrywa w tym czasie z pokryciem waluty w złocie.
To była ucieczka do przodu i narodziny panującego petrodolara, powiązana z zerwaniem stabilizującej roli złota na rynku międzynarodowych finansów. Powstał pieniądz „na wiarę” bez jakichkolwiek gwarancji jego stabilności, bez realnego pokrycia, otwierający drogę dla speców od manipulacji i spekulacji finansowych (bez granic), przypominające jako żywo zasady gier hazardowych.
Skoro wartość pieniądza można zmieniać, to w zasadzie kryzys finansowy można zażegnać dodrukiem pieniądza, przerzucając koszty na społeczeństwo, zwiększając długi. Jak długo to można nakręcać? Kiedyś dodruk wyzwalał reakcję rynku w postaci wysokiej inflacji, bo nie dało się tego ukryć, waluta traciła w stosunku do innych walut.
Dziś mamy instytucję Banku Światowego, który dodruk pieniądza może koordynować.
Narastające długi i życie na kredyt stały się normą. Bankowa lichwa nabrała rozmachu. W 2008 część sektora finansowego powinna zbankrutować. Tak się nie stało, bo – jak twierdzono – byli zbyt duzi. Dodruk pieniędzy nabrał rozmachu. Dlaczego nie wywołuje dużej inflacji? Bo trafia na rynek kapitałowy, co nie wywołuje bezpośrednio zjawiska wzostu cen uwzględnianych w koszyku inflacyjnym, za to ma już wpływ na wzrosty notowań na rynku akcji, cen dóbr luksusowych. Przyrost kapitałów na rynkach finansowych nie zwiększa potrzeb na towary podstawowe głównych jej graczy. W ten sposób bogaci stają się bogatsi i rosną napięcia …
Mechanizmy wprowadzania dodrukowanej przez banki centralne gotówki są różne: skupowanie papierów wartościowych (Fed), udzielanie pożyczek bankom (EBC).
Dopóki są nowe pomysły na „ucieczkę do przodu” tak długo mamy wrażenie że system funkcjonuje.
Neoliberalizm, podobnie jak ekonomia marksistowska, już są historycznymi bankrutami.
Ekonomia to nie moja dziedzina,
… tak jednak to widzę.
„[…] Ekonomia to nie moja dziedzina, […]”
I dlatego zwyczajnie nie rozumiesz operacji QE. To, co Ty nazywasz „Dodruk pieniędzy nabrał rozmachu.” i „Mechanizmy wprowadzania dodrukowanej przez banki centralne gotówki [do obiegu]”, jest jedynie banalną zamianą formy aktywów finansowych z jednej FORMY na inną, bez ZWIĘKSZENIA ich ilości w sektorze niepublicznym. Nie ma więc mowy ani o inflacji, ani o zwiększeniu akcji kredytowej, ponieważ oczywiście NIE rośnie ilość pieniądza. Co najwyżej puchną rezerwy banków. Tak to nieznajomość ekonomi mści się w postaci kompletnego niezrozumienia tego, co się dzieje na rynkach. Pociesz się jednak, nie jesteś odosobniony.
Prawdziwe „drukowanie” (zwiększenie ilości pieniądza w obiegu gospodarczym) odbywa się tylko na dwa sposoby:
a) wydatki budżetowe finansowane zwiększeniem DEFICYTU budżetowego,
b) zwiększenie akcji kredytowej banków komercyjnych (netto), czyli udzielaniem większej ilości kredytów.
Czy mamy więc rzeczywiście do czynienia z powszechnym „drukowaniem pieniędzy”, zastanów się sam.
Natomiast ucieczka kapitału w aktywa spekulacyjne ma swój powód w stagnacji płac (wywołanej przez utrzymywanie bezrobocia debilną polityką austerity) i generalnie związanej z tym spadkiem rentowności z inwestycji, a nie z pozornym „nadmiarem” pieniądza.
„Debilna polityka” to jest stale zamrazanie plac i moze w Europie jest ona przedstawiana jako austerity, ale gdzie indziej jest to czysta polityka bieograniczonej niczym chciwosci 1% w stosunku do pozostalych 99%.
Jak wam sie wydaje kto sfinansowal „zrownowazona polityke keynsowska” z konca lat 30 tych w US ?
Dzisiaj ten typ mentalnosci wsrod 1% chyba wogole nie wystepuje.
@Jacek
Z oczywistych względów nie mogę z Panem polemizować wprost. Mogę zaś ,odwołując się do przykładów, wskazać na źródła przedstawionego wcześniej poglądu . Na marginesie: oczywiście „dodruk pieniędzy” jest przenośnią. Tylko ich część na pewnym etapie zamienia się w banknoty. Reszta pozostaje cały czas tylko w formie elektronicznego zapisu.
O fakcie rozkręcenia dodruku pisał już Prof.Witold Orłowski w 2009 r -„cytuję:
„Banki centralne od roku drukują więc pieniądz, który jednak nie trafia wcale do gospodarki, ale pozostaje w systemie bankowym. Inflacja więc się nie pojawia, ale antyrecesyjne efekty w formie pożądanego wzrostu wydatków firm i gospodarstw domowych – też nie. Dziwne, prawda? Ale banki centralne nie widzą innego wyjścia, jak tylko walczyć dziś z recesją, kontynuując politykę druku pieniądza. Mimo świadomości, że w przyszłości owa masa pustych pieniędzy zacznie wypływać na rynek, zmuszając je do zwalczania już nie recesji, ale inflacji”
Jak dla mnie, dużo czytelniej mechanizm wprowadzania pieniędzy na rynek przez NBP opisuje portal Przeglądu Finansowego w tekście” Jak NBP produkuje pieniądze”- cyt.:
“Zapisuje więc w pozycji „Winien” i w pozycji „Ma” w bilansie jakąś sumę pieniędzy, które w wyniku tego magicznego aktu kreacji pojawiają się z niczego. Teraz, za tak wykreowane środki NBP może:
-wypłacić odsetki bankom komercyjnym trzymającym wkłady na rachunkach w NBP,
-dokonać tzw. operacji otwartego rynku np. kupując jakieś aktywa (instrumenty finansowe, waluty, obligacje, aktywa materialne),
-pożyczyć pieniądze jakimś bankom komercyjnym na procent pod zastaw jakiś aktywów (np. obligacji).
W wyniku każdej z tych operacji pieniądz trafia do obiegu w formie zapisów na rachunkach bankowych.”
Całość tekstu z 2014:
http://www.przeglad-finansowy.pl/2014/06/jak-nbp-produkuje-pieniadze.html
Pozdrawiam
@Jacek
Z oczywistych względów nie mogę z Panem polemizować wprost. Mogę zaś odwołując się do przykładów, wskazać na źródła przedstawionego wcześniej poglądu. Na marginesie: oczywiście „dodruk pieniędzy” jest przenośnią. Tylko ich część na pewnym etapie zamienia się w banknoty. Reszta pozostaje cały czas tylko w formie elektronicznego zapisu.
O fakcie rozkręcenia dodruku pisał już Prof.Witold Orłowski w 2009 r -„cytuję:
„Banki centralne od roku drukują więc pieniądz, który jednak nie trafia wcale do gospodarki, ale pozostaje w systemie bankowym. Inflacja więc się nie pojawia, ale antyrecesyjne efekty w formie pożądanego wzrostu wydatków firm i gospodarstw domowych – też nie. Dziwne, prawda? Ale banki centralne nie widzą innego wyjścia, jak tylko walczyć dziś z recesją, kontynuując politykę druku pieniądza. Mimo świadomości, że w przyszłości owa masa pustych pieniędzy zacznie wypływać na rynek, zmuszając je do zwalczania już nie recesji, ale inflacji”
Jak dla mnie, dużo czytelniej mechanizm wprowadzania pieniędzy na rynek przez NBP opisuje tekst “Jak NBP produkuje pieniądze” z portalu Przeglądu Finansowego (brak autora, 2014) – cyt.:
“Zapisuje więc w pozycji „Winien” i w pozycji „Ma” w bilansie jakąś sumę pieniędzy, które w wyniku tego magicznego aktu kreacji pojawiają się z niczego. Teraz, za tak wykreowane środki NBP może:
-wypłacić odsetki bankom komercyjnym trzymającym wkłady na rachunkach w NBP,
-dokonać tzw. operacji otwartego rynku np. kupując jakieś aktywa (instrumenty finansowe, waluty, obligacje, aktywa materialne),
-pożyczyć pieniądze jakimś bankom komercyjnym na procent pod zastaw jakiś aktywów (np. obligacji).
W wyniku każdej z tych operacji pieniądz trafia do obiegu w formie zapisów na rachunkach bankowych.
(…) Tak więc kochani, bez histerii, NBP (i każdy inny współcześnie bank centralny) produkuje pieniądze znacznie szybciej niż drukuje banknoty ;)”
Pozdrawiam.
@Obywatel RP
„[…] Mimo świadomości, że w przyszłości owa masa pustych pieniędzy zacznie wypływać na rynek, zmuszając je do zwalczania już nie recesji, ale inflacji”
Kreacja pieniądza (oczywiście elektronicznego w formie) przez Banki Centralne co najwyżej zwiększa rezerwy banków komercyjnych. Ten pieniądz (tutaj – aktywa banku komercyjnego trzymane w BC) NIE MOŻE w żaden prosty sposób wpłynąć do gospodarki, ponieważ właściwy pieniądz w obiegu (także głównie elektroniczny), to są zupełnie INNE zapisy (środki) na kontach klientów banku komercyjnego, ale po stronie PASYWÓW bilansu tych banków. Te środki są zawsze KREOWANE w akcie udzielenia kredytu klientowi przez bank komercyjny. Bank komercyjny nie może „pożyczyć dalej” swoich rezerw (tych aktywów stworzonych przez BC) swoim klientom. To technicznie niemożliwe.
Nie ma więc ŻADNEGO ryzyka „wpłynięcia na rynek” rezerw wykreowanych przez BC, niezależnie od ich wielkości. Wielkość rezerw może (przynajmniej teoretycznie, w praktyce raczej nie) pośrednio WPŁYWAĆ na skłonność banków komercyjnych do prowadzenia akcji kredytowej, a ta akcja kredytowa jest właściwym procesem kreowania nowego pieniądza w obiegu (drugim źródłem pieniądza w obiegu są wydatki budżetowe).
Jeszcze raz – pieniądz (rezerw) wykreowany przez BC nie trafia do obiegu gospodarczego, ale pozostaje w systemie bankowym – to jest pieniądz rozliczeń POMIĘDZY bankami komercyjnymi i BC, i tylko do TEGO celu służy. Wszelkie straszenie „masą pustych pieniędzy” pochodzących z rezerw, jest całkowicie błędne i opiera się na braku wiedzy na temat systemu bankowego i kreacji pieniądza.
Jeżeli interesuje Pana ilość pieniądza w gospodarce (i obawia się Pan o wzrost czy spadek) to należy patrzeć na rzeczywiste źródła pieniądza w obiegu, czyli akcję kredytową banków komercyjnych ORAZ kreację pieniądza przez państwo (tą prawdziwą kreację nowego pieniądza, czyli wydatki budżetowe finansowane deficytem, zwane dla zmylenia „długiem” publicznym).
Konkluzja jest niewątpliwie z grubsza prawdziwa, ” Tak więc kochani, bez histerii”, państwo posiadające własny pieniądz (np. Złotego) faktycznie NIE jest ograniczone w kreacji nowego pieniądza (w finansowaniu się własnym pieniądzem). Jeżeli tylko oczywiście zechce …. :))
@Jacek
Czasami lepiej zamiast słów posłużyć się obrazem. Niżej porównanie wykresu inflacji i podaży pieniądza (wyrażone w M0) – rerezentatywne dla ilości pieniędzy w obiegu.
(źródło: https://pl.tradingeconomics.com)
Wykresy dotyczą USA w okresie ostatnich ok. 70 lat:
– wykres oficjalnej inflacji (przy lokalnych wahaniach) jest w zasadzie stabilny,
– zaś podaż $ po 2008 roku dynamicznie rośnie.
Pozdrawiam
@Obywatel RP
„[…] porównanie wykresu inflacji i podaży pieniądza (wyrażone w M0) – rerezentatywne dla ilości pieniędzy w obiegu.”
Ten wykres dobrze ilustruje to, co napisałem. Jak widać brak jest korelacji pomiędzy inflacją a agregatem M0. To jest oczywiste, chociażby zważywszy na fakt, że M0 NIE JEST „rerezentatywne dla ilości pieniędzy w obiegu” (z powodów, które wcześniej podałem). Bardziej zbliżone do ilości pieniądza w obiegu gospodarczym (pieniądza kredytowego wykreowanego przez banki komercyjne oraz kreowanego przez wydatki budżetowe z deficytu) jest agregat M3, ale tego US od jakiegoś czasu już nie publikuje (tu są alternatywne dane: http://www.shadowstats.com/charts/monetary-base-money-supply).
Problem inflacji, aczkolwiek sam w sobie bardzo ciekawy, jest zdecydowanie zbyt często upraszczany do prostego ilościowego związku: ilość pieniądza == inflacja, co zdecydowanie fałszuje obraz. W rzeczywistości jest to wielowymiarowe zjawisko, w którym zmiany podaży pieniądza NIE ZAWSZE wpływają znacząco na inflację, w przeciwieństwie do innych czynników (np. zewnętrznych szoków – zmian cen energii i surowców).
Nie udało mi się wstawić dwóch grafik w jednym komentarzu. Już uzupełniam:
Polecam strony FRED do kreowania złożonych wykresów:
https://fred.stlouisfed.org/
Tutaj jest przykład złożenia dwóch wykresów zza pomocą dosłownie kilku kliknięć:
https://fred.stlouisfed.org/graph/fredgraph.png?g=eo2g
FRED udostępnia masę danych z całego świata, także PL.
Zachęcam do eksperymentów i miłej zabawy!
Rzeczywiście, narzędzie jest pyszne. Tez polecam!
Pan JACEK zamieścił swój komentarz do wykresów.
Ja zaprezentuję swój.
Najpierw warto wiedzieć, że M0 (inaczej określane bazą monetarną) to „suma gotówki w obiegu i rezerw banków komercyjnych na rachunkach w banku centralnym, czyli łączna ilość pieniądza bezpośrednio wyemitowanego przez bank centralny.”
Jest jednocześnie jednym ze wskaźników (tzw. agregatów) podaży/ kreacji pieniądza.
Warto jednocześnie zdawać sobie sprawę, że sposób rozumienia „pieniądza” (w konsekwencji też jego definiowania) ma istotny wpływ na sposób naszego myślenia. Dlatego wolę odnosić się do powszechnie uznanych definicji o ściśle określonym odniesieniu, jak w tym przypadku M0.
Z zestawienia inflacji z M0 wyraźnie widać, jak ilość bezpośrednio „wyemitowanego przez FED pieniądza” traci zupełnie odniesienie do poziomu inflacji począwszy od 2008r.
Samo pojęcie „pieniędzy w obiegu”, podobnie jak samo pojęcie „pieniądza”, może być płynnie rozumiane.
Pewne zaś jest, że różne jego formy (na co zwraca też uwagę Pan JACEK) mają różne zakresy obiegu i często się nawet nie mieszają. BC teoretycznie ma wpływ gdzie, w jakich ilościach, i jaki pieniądz jest kierowany. Nie wolno jednak zapominać, że ekonomia to dość twórcza dziedzina (pełna różnych eksperymentów) , których skutków do końca nie da się przewidzieć. Eksperymenty od 2008 roku nazwałem w pierwszym komentarzu ucieczką do przodu. Na problem chyba trzeba dużo szerzej spojrzeć niż relacja: BC – banki komercyjne, na czym głównie koncentruje się Pan JACEK.
Ilość pieniędzy w szeroko rozumianym obiegu lawinowo narasta, co wykazuje już wykres M0.
Koszykowa inflacja jest stabilna, jednak kreacja pieniądza jest faktem.
Nie tylko rosną rezerwy banków . Odnotowany jest ciągły wzrost wartości (przyrost kapitału) giełd na światowych rynkach ( niżej przykład NASDAQ , źródło: money.pl). Podobnie się dzieje w zakresie tzw. dóbr luksusowych. Na amerykańskim rynku dzieł sztuki wzrost wartości pokrywa się dokładnie ze wskaźnikiem M3 i dynamiką przypomina prezentowany niżej NASDAQ.
Panie JACKU , na tych rynkach pieniądz nie wziął się z powietrza – wyprodukował go BC.
Można ująć to dwojako. Z jednej strony można powiedzieć, że na tych rynkach występuje duża inflacja.
Można też powiedzieć, że właściciele tego rodzaju dóbr się szybko bogacą.
Pogłębiające się różnice majątkowe zwiększają jednak napięcia społeczne. Wystarczy się rozejrzeć.
To jest między innymi efekt prowadzanej polityki finansowej.
@Obywatel RP
„Samo pojęcie „pieniędzy w obiegu”, podobnie jak samo pojęcie „pieniądza”, może być płynnie rozumiane.”
Nie mam zamiaru negować definicji agregatów pieniężnych, jednak proszę zauważyć, że potoczne znaczenie słowa „pieniądz”, czy też „pieniędzy w obiegu”, to środki za pomocą których my (osoby, firmy), kupujemy towary i usługi czy też płacimy podatki. To są GŁÓWNIE środki na naszych kontach (elektroniczne zapisy, de facto pieniądz kredytowy tworzony przez banki KOMERCYJNE), oraz w małej części gotówka (ale ona TAKŻE pochodzi przecież z wypłacenia w gotówce środków WCZEŚNIEJ posiadanych na koncie w banku komercyjnym). Używanie słowa „pieniądz” w odniesieniu do aktywów banków (tutaj rezerw), aczkolwiek przecież zgodne z terminologią, jest kompletnie dezinformujące w przypadku osób nie obeznanych z ekonomią. Lepiej byłoby nazywać to inaczej, aby nie wprowadzać w błąd.
Dlatego wykres M0 wcale NIE POKAZUJE, że „Ilość pieniędzy w szeroko rozumianym obiegu lawinowo narasta”, ale pokazuje jedynie, że ewentualnie wielkość rezerw banków komercyjnych trzymanych w BC narasta lawinowo. A to NIE JEST przecież „pieniądz w obiegu” i nijak ma się on do ilości tego właściwego pieniądza w obiegu.
Nie negując niczego z definicji agregatów pieniężnych chcę jedynie wyprostować ich ROZUMIENIE, M0 to coś innego niż M3 i nie wolno ich wrzucać do jednego worka.
Przecenia Pan także politykę finansową w kwestii działań BC. W rzeczywistości typowy BC nie ma możliwości „pompowania” pieniądza na rynek za pomocą kreowania M0!!! To tak NIE DZIAŁA. Zwykłymi metodami BC nie jest w stanie wywołać inflacji, nawet nie jest w stanie osiągnąć zakładanych, własnych celów inflacyjnych, ponieważ NIE kontroluje podaży pieniądza kredytowego (ma realnie BARDZO ograniczony wpływ na akcję kredytową banków komercyjnych i ŻADEN wpływ na deficyt budżetowy, czy bilans wymiany handlowej i rozliczeń z zagranicą).
Co do wzrostu wyceny aktywów na giełdzie, to przyczyną jest nie tyle podaż pieniądza jako taka, a raczej przepływ już istniejącego kapitału na rynki finansowe, ze względu na systematyczny spadek rentowności inwestycji w realnej gospodarce, brak popytu i stagnację płac. To efekt poszukiwania maksymalnych stóp zwrotu w środowisku niskich stóp i polityki austerity.
Z wieloma innymi Pana wnioskami się generalnie zgadzam.
@Jacek
Cyt.1:
“M0 to coś innego niż M3 i nie wolno ich wrzucać do jednego worka”
Spotkałem się już wcześniej ze stanowiskiem, że M3 lepiej odzwierciedla pojęcie “pieniądza w obiegu”… i po pańskich objaśnieniami, przyjmuję to z pewnym zrozumieniem.
Cyt.2:
“Co do wzrostu wyceny aktywów na giełdzie, to przyczyną jest nie tyle podaż pieniądza jako taka, a raczej przepływ już istniejącego kapitału na rynki finansowe, ze względu na systematyczny spadek rentowności inwestycji w realnej gospodarce, brak popytu i stagnację płac. To efekt poszukiwania maksymalnych stóp zwrotu w środowisku niskich stóp i polityki austerity”
Tak też można to ująć.
Ile jednak w tej koncentracji kapitału na giełdzie ma swój udział podaży, a ile zwykły przepływ kapitału, trudno sprecyzować.
O spekulacjach na temat trendu przepływu kapitału polecam tekst zespołu Independent Trader:
http://independenttrader.pl/gdzie-poplynie-kapital.html
Cenię sobie w tej witrynie oryginalne ilustracje zestawień danych. Z interpretacją można nawet się nie zgadzać, choć zawsze warto się z nimi zapoznać.
Pozdrawiam
Do wszystkich, powtarzam ,wszystkich uczestników tej interesującej dyskusji – inspiracją do napisania tekstu było to co nazywa się aferą Amber Gold i polityczna rozgrywka jak toczy się w komisji sejmowej pod wodzą posłanki Małgorzaty W.
Po zapoznaniu się z całością dyskusji nadal aktualne jest, tak sądzę, tytułowe pytanie „Chciwość jest dobra – naprawdę ?”
To jak to jest w tej naszej cywilizacji – można nie wpaść w schizofrenię i przestrzegać dekalogu będąc „banksterem”, wszystko wiedzieć o mechanizmach kreacji pieniądza i godzić się na bezwzględne działania zmierzające do zniewolenia innych ludzi, całych wielkich grup społecznych czy narodów ?
Zderzenie chciwości jako cechy gatunkowej ludzi (te absolutnie nieliczne przykłady kultur opartych na jej zaprzeczeniu potwierdzają ogólną normę) z wartościami deklarowanymi na jakich oparta jest nasza cywilizacja i kultura pokazuje co jest ważniejsze, co wygrywa na krótką metę.
W dłuższym horyzoncie czasowym to co zdarzyć się musi to katastrofa, kolejna wojna, światowy kataklizm klimatyczny, co tam chcecie…
Mieć czy być – to nadal dobre pytanie !
Cyt.:”To jak to jest w tej naszej cywilizacji – można nie wpaść w schizofrenię i przestrzegać dekalogu będąc „banksterem”, wszystko wiedzieć o mechanizmach kreacji pieniądza i godzić się na bezwzględne działania zmierzające do zniewolenia innych ludzi, całych wielkich grup społecznych czy narodów ?”
Jakakolwiek próba odpowiedzi na tak postawione pytanie będzie musiała się zmierzyć z problemem etycznym, najczęściej kojarzonym z osobistym dylematem moralnym.
Dla jednych bezpośrednim odniesieniem będzie Dekalog, dla innych Dezyderata (http://www.fuw.edu.pl/~jziel/dezyderata.html). Znajdziemy też wielu
, którzy na pytanie o wyznawane zasady moralne zbędą nas cierpkim uśmiechem.
Wprawdzie treść Dekalogu w swoich odniesieniach sięgając do starożytnych prawzorów kodyfikowanych norm etycznych, podlegających kolejnym kulturowym modyfikacjom, ciągle posiadając status jakby uniwersalnych zasad moralnych, w swoim przekazie (przy innym zapisie) ciągle zawiera identyczne treści i jest w naszej strefie kulturowej najbardziej rozpowszechnionym i najbardziej uznanym zestawem podstawowych norm moralnych, ….to już ze stosowaniem tych norm w praktyce był zawsze poważny “problem”.
Już w tekście tzw. spowiedzi negatywnej (Księga Zmarłych) znajdziemy zapis ”nie stałem się przyczyną nędzy biedaków”.
To wyznanie było jednym z warunków uznania życia umarłego za GODNE.
Może nawet warto do tej tradycji ceremoniału pogrzebowej wrócić w zmodyfikowanej formie. Wtedy np. widzilibyśmy na cmentarzu nagrobki z napisem ŻYŁ GODNIE …i te bez takiego napisu. Prawo zaś do takiego napisu mogłoby wynikać z braku sprzeciwu uczestników wobec wygłoszonej “spowiedzi negatywnej” w trakcie ceremonii pogrzebowej.
Oczywiście to tylko żart. Nikt nie zaryzykuje takiej weryfikacji. Pierwszymi, którzy opretestują taki pomysł, będą księża katoliccy (w zdecydowanej swojej większości).
Etyka często bywa traktowana fasadowo