W uzupełnieniu do mojego komentarza pod tekstem Ernesta Skalskiego, pytam:
- Czy chcielibyście mieć 100% energii elektrycznej z wiatraków, płynącej wody, Słońca, czy gorącej wody spod ziemi?
Głupkowate pytanie, bo kto by nie chciał mieć czystego powietrza.
- Czy chcielibyście mieć opiekę zdrowotną jak w Holandii?
Głupkowate pytanie, bo kto lubi czekać na wizytę u specjalisty pół roku, a w szpitalu leżeć na korytarzu.
- Czy chcielibyście, żeby w Polsce tworzone były technologie konkurencyjne do tych z USA, Korei Płd., czy Izraela?
Głupkowate pytanie, bo kto nie chciałby mieć zysku z produkcji 90%, a nie 2%.
- Czy chcielibyście, żeby dzieci w szkołach uczyły się tego, co będzie potrzebne w roku 2050, a nie tego, co było potrzebne w roku 1950?
Głupkowate pytanie, bo kto nie życzy dobrze następnemu pokoleniu.
Z tych czterech głupkowatych (bo z oczywistymi odpowiedziami) pytań wynika następne już wcale niegłupkowate (bo odpowiedź jest trudna do znalezienia). Pytanie to jest takie:
JAK TE RZECZY SFINANSOWAĆ?
Pomysł 1) Może podnieść podatki, np. składkę zdrowotną?
Na służbę zdrowia potrzebujemy circa 50 mld złotych rocznie. Na inwestycje w OZE potrzeba tyle samo, na badania naukowe i na edukację też. Razem jakieś 100-150 mld zł. Czyli każdy z pracujących musiałby zapłacić 5-8 tysięcy podatku więcej. Chcemy tego? Ja nie!!!
Pomysł 2) Skasować 500+, podnieść wiek emerytalny, zmniejszyć wydatki na zbrojenia, na administrację publiczną. Gdybyśmy tak zrobili, to moglibyśmy zaoszczędzić około 50 mld zł. Spory pieniądz, może warto byłoby od tego zacząć, ale potrzeba jeszcze drugie tyle, a poza tym, na razie społeczne poparcie takich kroków byłoby zerowe.
Pomysł 3) Sprywatyzować wszystko, co się da – szpitale, szkoły, a nawet instytuty. Prywatne firmy faktycznie działają sprawniej, na przykład, nikt nie narzeka na prywatnych dentystów. To znaczy, nikt nie narzeka na ich dostępność i na fachowość, ale każdy płacze, jak ma zapłacić 150-200 zł za wizytę, a kilka tysięcy za implanty. Problem jednak w tym, że prywatyzacji nie zrobi się szybko, a opór społeczny byłby olbrzymi.
Pytanie „Jak te rzeczy sfinansować?” należy do trudnych, ale politycy i dziennikarze nie powinni od niego uciekać. Niestety, my, Polacy, jesteśmy nastawieni na pyskówki, a jak problem jest trudny, to uciekamy od niego.
Mam nadzieję jednak, że Komentatorzy staną na wysokości zadania, i coś nam zaproponują.
[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]Hazelhard


Hazelhardcie miły..
>Czy chcielibyście, żeby dzieci w szkołach uczyły się tego, co będzie potrzebne w roku 2050, a nie tego, co było potrzebne w roku 1950?<
Ja, stary belfer jestem za!
Jako że jestem tym belfrem i do tego starym, drapię się po siwej czuprynie i dumam.
Czy ćwierć wieku temu ktokolwiek wiedział co będzie potrzebne dzisiaj?
Cofnięto radośnie szkolnictwo do okresu międzywojnia, wprowadzono katechezę aby naszemu świętemu sprawić radochę, zrobiono powszechne studia z turystyki albo zarządzania albo innych wynalazków "niezbędnych" w Polsce.
Zlikwidowano matematykę aby narodek nie doliczył się czasem ile mu wyjmują z portfela i zapewniano, że każdy znajdzie pracę w nowoczesnym zawodzie wyuczonym i wielce przydatnym do prowadzenia własnego przedsięwzięcia .
Ja nie podejmę się nikomu wskazać jaką wiedzę powinien posiąść uczeń, ale namawiam do nauki języka chińskiego, a moi rozmówcy (rodzice i koledzy) mówią, słusznie!
Tylko skąd dzieciak ma na to znaleźć czas? Pada pytanie?
I dlaczego chiński?
Najlepszego i Owocnego 2018…
Zdanie „Mam nadzieję jednak, że Komentatorzy staną na wysokości zadania, i coś nam zaproponują.” mogłoby znaleźć prostą i szczęśliwą odpowiedź, gdyby komentatorzy z własnej kieszeni wykładali co roku 150 mld zł a Polska płynęłaby miodem i mlekiem.
Jednakże nawet wtedy mielibyśmy poważne problemy, ponieważ politycy i ich totumfaccy menedżerowie:
– utopiliby dostępne środki w energetyce weglowej oraz iluzorycznej niezaleznosci od dostaw węglowodorów w Rosji,
– zablokowaliby zmiany w ochronie zdoriwa a kasę podzielili miedzy siebie,
– technologie konurencyjne dla USA, KOrei Płd. czy Izraela dostępne byłyby na papierze w sprawozdaniach ośrodków uniwersyteckich i naukowo badawczych, bowiem kadra trychże przemieli dowolna ilość szmalu aby zakamuflować swoją jakość – prawie 70 lat negatywnej selekcji kadr i tyleż niefunkcjonalnych reform systemu,
– to co bedzie potrzebne w roku 2050 dzieci dowiadują sie z internetu; w szkole beda sie dowiadywały dlaczego tego nie będą miały niezależnie od nakładów na oświatę.
Moim zdaniem droga do realizacji tych celów wiedzie przez przewrót w świadomości społecznej we wszystkich w/w zakresach. Przewrót, będący wynikiem rozwoju technologii następuje powoli i z czasem nastąpi w całej pełni, nie wiemy tylko jak szybko. Mam nadzieję, że szybciej niż to się z pozoru wydaje. Wymaga to jednak szeregu warunków, których spełnienia na razie nie widać, przede wszystkim zablokowania politykom funkcji pasożytowania na społeczeństwie, bez dawania czegokolwiek pożytecznego od siebie. Zwłaszcza prowadzenia społeczeństwa z powrotem w przeszłość!
Że służba zdrowia boryka się większość krajów. Niby najtaniej coś zrobić z edukacją na poziomie podstawowym i średnim, biorąc pod uwagę że w lepszym stanie była za komuny. A zrobić trzeba coś szybko bo jest przepaść. PO próbowało ale dobra zmiana reformę skasowała. Można tupać nóżkami że dzieci nie powinny zaczynać szkoły w wieku 6 lat ale jak później konkurować z krajami w których dzieci zaczynają naukę w wieku 4 czy 5 lat i później zadania akademickie pani prezes L. z probabilistyki (dostępne na Jej stronie domowej) rozwiązują w szkole średniej? Bez większych szans.
Sławku,
Wyobraź sobie, że chcesz zbudować fabrykę samochodów. Potrzebujesz do tego 10 mld Eur (na przykład) oraz odpowiedniej receptury wytwarzania samochodu. W rzeczywistości masz tylko 1 mld Eur, a receptury nie masz. Notka powyższa jest tylko o tym, że nie bardzo wiadomo skąd wziąć te 9 mld Eur. Jak wymyślimy, to zacznę pisać o tym, skąd wziąć recepturę. 🙂
Drogi HAZELHARDZIE, odpowiedź jest prosta i znamy ja obydwaj. Na świecie jest zgromadzony kapitał wielokrotnie przekraczajacy potrzeby, ale także możliwości wykorzystania go przez ludzkość. Jeżeli jest świetny projekt w kategoriach ekonomicznych, to nawet moje, skromne możliwości pozwolą zgromadzić te brakujace 9 mld EURO. Obawiam się jednak, że między świetnym projektem, który zaakceptują dostawcy kapitału, a naszym projektem, mieści sie przestrzeń, którą Wańkowicz nazywał chciejstwem. Jeżeli sie mylę będę aplikował w poszukiwaniu kapitału.
@ Sławek
Przykład dałem trochę źle dobrany, bo ten kapitał, o którym wspominasz, zainwestuje 9 mld Eur, jak się to w ciągu 5 lat zwróci, a potem będzie przynosić zysk 1 mld rocznie. My chcemy zainwestować w coś, co się zwróci za lat 20, a ten zwrot wcale nie będzie do tego, co zainwestował.
@ Magog
Chinskiego nie ma co się uczyć, bo nam komórka będzie tłumaczyć on-line. 🙂
@ Eternal
Nowoczesna szkoła to taka, co uczy zadawania pytań, a nie kucia odpowiedzi na pytania, które zadał nie uczeń, a jakiś stary pryk.
Hazelhardcie miły…
Chinskiego nie ma co się uczyć, bo nam komórka będzie tłumaczyć on-line.
,,,,,,,,
Jest taka światowa bajeczka o Wieży Babel..
Erich von Däniken ładnie opisał dlaczego ludziki w ułamku sekundy przestali sie rozumieć.
Pan Wszechmocny siedzący na orbicie cuś sie wkurzył i nacisnąć raczył przycisk power of..
Lepiej liczyć na siebie…
@HAZELHARD – jeżeli projekt ma perspektywę zwrotu 20 lat a korzyści nie bedą dotyczyc inwestora to jedyny kapiatał jaki może inwestowac to kapitał pańśtwowy lub organizacji miedzynarodowej np. UE. Komercyjny kapitał na razie nie inwestuje w takie projekty, ale niewykluczone, że to się zmieni.
„[…] Pytanie 'Jak te rzeczy sfinansować?’ ”
Pytanie jest błędne, gdy stawiamy je w kontekście państwa, a nie osoby fizycznej lub firmy. Oczywiście, że z perspektywy osoby lub firmy zawsze występuje problem pozyskania finansowania na projekty, które chciałoby się zrealizować. Natomiast ograniczeniem wszelkich działań państwa, będącego emitentem własnego pieniądza (np. Złotego, Funta, Jena, itp), są fizyczne (REALNE) zasoby tego państwa, a NIE ich tzw. finansowanie.
Emisja pieniądza przez państwo (dokonywana poprzez wydatki publiczne „finansowane” deficytem, tj tym niby „długiem” publicznym), plus emisja pieniądza przez banki komercyjne (poprzez udzielanie kredytu) jest ŹRÓDŁEM całego pieniądza znajdującego się w obiegu (u nas to ok pół na pół).
W rzeczywistości problem finansowania, tak, jak został postawiony przez autora, nie istnieje, ponieważ państwo (emitent pieniądza) może ZAWSZE kupić (sfinansować) wszystko co tylko jest do kupienia za jego własny pieniądz, a jeżeli czegoś akurat nie może kupić (tj. nie posiada pożądanej wiedzy, fabryk, ludzi, materiałów itd.) to „finansowanie” i tak jest zbędne – bo przecież tego nie „kupimy”, ponieważ nie ma tego czegoś „na sprzedaż”. Co więcej wysiłki „finansowania” czegoś, co nie jest na sprzedaż, będą bardzo szkodliwe, ponieważ takie „finansowanie” przy BRAKU wolnych, realnych zasobów „do kupienia” (np. przy braku bezrobocia, braku lekarzy, braku inzynierów) napędzi inflację, a cele i tak nie zostaną przecież zrealizowane.
.
Dlatego właściwymi pytaniami powinny być przykładowo:
– czy należy budować fabryki wiatraków, może kształcić więcej nowych inżynierów zamiast marketingowców,
– czy przyjmować więcej studentów na studia medyczne, albo może lepiej płacić pielęgniarkom,
– może zmienić programy nauczania, inwestować w naukę,
– może radykalnie podnieść koszty pracy aby wymusić automatyzację,
itp.
Najmniej sensownym działaniem jest liczenie kwot, zastanawiając się nad tym komu zabrać, jakie będą podatki, ponieważ takie rachunki są naiwną arytmetyką wynikającą z przyjęcia za rzeczywistość neoliberalnego mitu o gospodarce, w którym to micie państwo nie ma własnych pieniędzy i jest finansowane zbieraniem podatków od obywateli i firm. To nonsens, jest przecież dokładnie odwrotnie. Państwo powinno mieć określone cele, środki i plany, ponieważ „finansowanie” posiada już i tak, z definicji.
Przynajmniej do czasu posiadania i używania własnego pieniądza. Rezygnacja z tego przywileju na rzecz używania cudzej waluty (np. Euro) zmienia sytuację zasadniczo – państwo zostaje wtedy petentem, pozyskującym finansowanie na swoją działalność (prawdziwym zadłużeniem) i wtedy pytanie „Jak te rzeczy sfinansować?” nabiera nowego, realnego wymiaru.
Jak w Grecji….
Jacku, nie bardzo rozumiem. Z tego, co piszesz, wynika, że można dodrukować dowolną ilość pieniądza i nic się nie stanie.
Przecież wyraźnie to napisałem, że nie można i wymieniłem jeden z powodów, dlaczego nie można. Nie bardzo rozumiem, więc skąd taka dziwna uwaga. Mogę wymienić wiele innych powodów, przez które stwierdzenie „dodrukować dowolną ilość pieniądza i nic się nie stanie” jest całkowicie błędne.
Drukowanie (finansowanie wydatków deficytem) za które nie można kupić tego co chcemy „finansować” jest pozbawione sensu. Tym bardziej pozbawione jakiegokolwiek sensu jest „drukowanie dowolnej ilości pieniądza”. Zupełnie inną sprawą jest fakt, że to NIE finansowanie ogranicza państwo w realizacji jego celów. Dlatego błędem wynikającym z niezrozumienia w jaki sposób funkcjonują finanse państwa jest stawianie problemu z perspektywy „kto za to zapłaci” albo „komu zabrać”, zamiast postawić pytanie np. „CZY posiada się zasoby które WARTO finansować”, „GDZIE zaangażować posiadane zasoby”, „JAKIE są priorytety”, itd.
Jacku, masz racje ze Skarb Panstwa ma dostep do najtanszego finansowania, i w sytuacji gdy dany projekt jest pozbawiony ryzyka wszystko fajnie. Co jednak w sytuacji gdy panstwo pozyczy powiedzmy 10 mld i cala kasa przepadnie (co zdaza sie nagminnie w high-techu)? Trzeba albo ciac/sprzedawac jak pisze H. zeby splacic pryncypal, albo re-emitowac w nieskonczonosc i placic odsetki. Troche takich padnietych projektow i zadluzenie panstwa idzie nam znaczaco w gore, co z kolei powoduje zwiekszenie stopy procentowej jakie trzeba placic kolejnym kupujacym dlug itd. Jest to potencjalnie spirala w kierunku Grecji czy Argentyny.
„Mieć dostęp” to ewentualnie mogę mieć ja, Ty, albo jakaś firma. Natomiast SP nie ma „dostępu”, tylko SP sam to finansowanie TWORZY. Pożyczanie, płacenie odsetek, to jedynie forma kreacji pieniądza, ukrywająca ten proces przed plebsem i politykami, nic więcej. Najwyraźniej albo nie wyrażam się dostatecznie jasno, albo ciężko się z tymi uwagami przebić przez zasłonę pozorów pożyczania, rolowania, spłacania odsetek itd. Poruszasz wiele tematów jednocześnie, wszystkie one sprowadzają się do pozorów które narosły wokół procesu emisji pieniądza. Odnoszę wrażenie, że nie dostrzegasz różnicy pomiędzy rzeczywistym zadłużeniem się w obcej walucie (np. naszym długiem w Euro, długiem Argentyny w USD, długiem Grecji w OBCEJ walucie Euro /Grecja NIE jest emitentem Euro, tak jak Małopolska nie jest emitentem Złotego/), a POZORNYM długiem we własnej walucie, gdy emitent np. Złotego, niby „zadłuża” się w emitowanym przez siebie samego pieniądzu, nazywając to dla niepoznaki „długiem” publicznym.
Ale odbiegam od tematu. Własny pieniądz można, tak jak zresztą wszystko, zniszczyć i zamienić w bezwartościowe śmieci, jeżeli się tylko zechce. Ja jedynie zwracam uwagę, że zapominając o PRAWDZIWEJ roli pieniądza i przyjmując czysto polityczno-ideologiczną bajkę, że emitent pieniądza go nie tworzy, tylko pożycza lub pozyskuje, oraz że jakoby jest to zasób jakoś OGRANICZONY, który ktoś mu może go „odmówić”, spychamy dyskusję na boczny , ślepy tor! Zresztą właśnie o to chodzi, aby zabrać politykom i plebsowi niebezpieczną władzę finansowania wydatków państwa.
Rzeczywiste, prawdziwe decyzje dotyczą alokacji posiadanych zasobów, bo to ONE SĄ OGRANICZONE, a nie finansowanie tych działań. Koncentrując się na pytaniach „jak to sfinansować” można co najwyżej wpaść w pułapkę pozornych niemożności, a pytając „komu zabrać” utknąć w niekończących się sporach o redystrybucję i wyrywaniu sobie nawzajem tego jedynego zasobu który jest tak naprawdę nieograniczony – pieniądza.
Konsekwentnie optymalizować system gospodarczy wpisując w niego wydatki społeczne. Klasyczny efekt mnożnikowy Keynesa działa daleko nie wyłącznie dla zwiększającej się konsumpcji wobec zwiększenia poziomu inwestycji . Działa także w edukacji.
Powiązanie wydatków społecznych rozumiem jako część obciążenia przychodów biznesu, pozostawiając państwu rolę dystrybucyjną wobec części społeczeństwa niekwalifikującej się do korzyści – nieznaczne różnicowanie poziomu tak dostępnych usług także może kształtować rynki odbiorcy i oferenta. Optymalizując ścieżki innowacji/komercjalizacji zwracać uwagę na poziom dostępności finansowania wobec poziomu zaawansowania procesu, dbać o dywersyfikację źródeł, ta nie tylko kształtuje system ale ma wpływ na jego cechy równowagowe. Pamiętać, że warunki inwestycji w biznesie współokreśla stabilność horyzontów czasowych oraz regulacji prawnych a kapitał korporacyjny będzie lokował zyski zawsze według własnych reguł, które jedynie można starać się poznawać. Podaż pieniądza współokreśli polityka inwestycyjna także banków krajowych.
Prosto – trzeba ukraść. Przykład Holandii jest zresztą tu najlepszy. Kroją wszystkich słabszych już od wielu wieków. Mają w tym gigantyczne doświadczenie. Ot sprawa PZU i Eureko. Wystarczy w jakimś kraju w którym organy ścigania i sprawiedliwości działają marnie dać w łapę jednemu urzędnikowi by coś na piśmie obiecał, drugiemu by tego nie dotrzymał, jeszcze tylko jakaś wizyta w Trybunale Arbitrażowym i już można inkasować kilka miliardów. Z czego część pójdzie na wiatraki, część na dobre szkoły, sporo na autopromocję i pilnowanie by instytucje w takich krajach jak Polska nie próbowały działać lepiej, ale większość jednak do kieszeni tych co zawsze.
@Jacek: Czy Twoje hipotezy tlumacza klopoty finansowe Argentyny, Rosji, Zimbabwe, itd. (juz zostawmy Europe)? Przeciez te kraje rowniez moglyby STWORZYC finansowanie i zaspokoic wszystkie swoje potrzeby. PiS tez moglby sie nie bawic w 500+ tylko zrobic 50.000+ gdyz efektywnie kontroluje NBP.
@Eternal
Żaden z wymienionych przez Pana krajów nie może przecież emitować CUDZEJ waluty aby spłacić zobowiązania zaciągnięte w CUDZEJ walucie. Długi zaciągane w obcej walucie można spłacić jedynie eksportem, napływem nowego kapitału lub rolować. Tak więc Pana uwaga jest kompletnie pozbawiona sensu.
Poza tym nie napisałem o żadnych „hipotezach”. Podaję jedynie fakty na temat kreacji pieniądza, które sam może Pan sprawdzić. Proszę sięgnąć do dokumentów i przepisów prawnych. Niezależnie jakie jest Pana zdanie na ten temat, i tak całość pieniądza w obiegu powstała poprzez kreację w bankach komercyjnych (przez udzielenie kredytu) lub poprzez kreację przez państwo (poprzez wydatki finansowane deficytem budżetowym). W tych kwestiach technicznych nie ma pola dla „hipotez” czy „szkół ekonomicznych”, a jedynie na prostą wiedzę lub zwykły jej brak. Jak nie wie Pan jak działają banki i system finansowy, to proszę sprawdzić. Trywializując obiegowe znaczenie zwrotu „drukowanie pieniędzy”, można powiedzieć, że praktycznie nie ma innych pieniędzy niż te „wydrukowane”.
Czy PiS „moglby sie nie bawic w 500+ tylko zrobic 50.000+ „? Technicznie patrząc, oczywiście mógłby! Tylko, że to działanie byłoby kompletnie pozbawione sensu, chyba że ktoś chce zmienić własny pieniądz w makulaturę, a kraj w ruinę pogrążoną w konfliktach. Ktoś jest chętny?
Ma pan jakiś problem w ogarnięciu różnicy pomiędzy możliwością zrobienia czegoś, a wolą zrobienia tego czegoś? Nie mieści się Panu w głowie, że technicznie mogąc kreować pieniądz, czasem nie powinno się tego robić i dlatego szuka Pan koniecznie jakichś „barier” wyjaśniających, dlaczego pieniądza na coś tam „brakuje”? Nie brakuje, tylko NIE CHCEMY go na to coś dawać. Nie chcemy, a nie „nie możemy”.
Dlatego rozpoczynanie dyskusji o rozwoju kraju od szukania „źródeł finansowania” nie ma sensu, ponieważ prawdziwe bariery znajdują się w REALNYCH ZASOBACH, których może brakować, w woli politycznej, której brak, w interesach różnych grup, które stoją na przeszkodzie danym planom. W istocie sprowadzenie dyskusji do poziomu „Jak te rzeczy sfinansować?” jest wybiegiem mającym zablokować prawdziwą dyskusję i odciągnąć dyskutujących od istoty problemów.
Dyskusja z Jackiem jest trudna, bo potrafi takie zdanie wyprodukować: „prawdziwe bariery znajdują się w REALNYCH ZASOBACH, których może brakować, w woli politycznej, której brak”. Pierwsza część zdania jest całkowicie sprzeczna z drugą. Wola polityczna pokonania barier wymaga stworzenia tych realnych zasobów, i o tym (używając nieco innuch wyrazów) pisze Eternal i ja.
@hazelhard
Zdanie, na które się powołujesz, w całości jest takie:
„Dlatego rozpoczynanie dyskusji o rozwoju kraju od szukania „źródeł finansowania” nie ma sensu, ponieważ prawdziwe bariery znajdują się w REALNYCH ZASOBACH, których może brakować, w woli politycznej, której brak, w interesach różnych grup, które stoją na przeszkodzie danym planom.”
Wyjaśnij mi proszę, która część zdania jest tą „pierwszą”, a która „drugą” i na czym konkretnie polega ich „całkowita sprzeczność”, bo nijak nie łapię na czym polega polemika z tym konkretnym zdaniem czy też z całą moją wypowiedzią.
@hazelhard
Ciekawe. Cały wątek zniknął.
Cenzura? Nieładnie.