28.03.2019

To już postanowione: spylamy. Tylko szastnięcie nóżką, ze dwa krzywe uśmiechy, kilka pożegnalnych całusków, jakieś papa i już nas nie ma. Nastanie cisza, umilkną wszelkie jazgoty i opozycyjne pomówienia. I wtedy naród odczuje różnicę pomiędzy tym, co to mu się przytrafiło, a tym, co stanie się, gdy odejdziemy. Dowie się, jak było fajnie, gdyśmy rządzili.
Gdy panował taki chaos, że nikt nie miał pojęcia, o co chodzi. Gdy wszystko było jednocześnie słuszne i jednocześnie fałszywe. Raz wolno było bić na pełen gaz, pluć ile wlezie, znęcać się nad odmieńcami a innym razem obowiązywała w tej sprawie partyjna wstrzemięźliwość i odkładało się flekowanie słabszych na lepsze czasy. Sądy raz były legalne, a raz — legalne na niby. Podobnie z demokracją, konstytucją i innymi fanaberiami.
No i wtedy zatęskni za nami.
*
W tak zawiesistym systemie stworzonym przez nas nawet opozycja musiała przyznać, że choć bijemy, zamykamy i skazujemy, to przecież nie wszystkich, tylko tych, co są wobec nas winni. No i przy okazji łatwiej nam przychodziło udawanie przed UE, że miłujemy ją do ostatniej kropli krwi oraz pilnie przestrzegamy wszystkich Praw Człowieka i Obywatela.
Lecz kiedy przyjdzie nam po raz trzeci wejść do ulubionej gnojówki, to będziemy przygotowani na sukces; już nie popełnimy żadnych błędów, bo najsampierw uchwalimy, że błędy po naszej stronie żadną miarą nie mają prawa istnieć, gdyż są wyłącznym udziałem poprzedników.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
