20.09.2019

Od kilku lat sytuacja w Polce przypomina tę z „Biesów” Dostojewskiego. PiS i Kaczyński wprowadzili element niepokoju i irracjonalności. Te obłędne miesięcznice odbywane przed ostatnim miejscem pracy Lecha Kaczyńskiego, połączone z podżeganiem i sugerowaniem jakiejś zbrodni, zmieniły świadomość ludzi, nawet jeśli nie podzielali tych szkalujących sugestii. Wsparte to było przez równie namolne i irracjonalne działanie Macierewicza i jego „komisji smoleńskich”.
A rządy PiS to jeden zamęt i podważenie ustalonych reguł w państwie. Niepublikowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego, bezprawne mianowanie urzędników państwowych, ułaskawienie Kamińskiego przed wyrokiem, debaty w sejmie do późnej nocy i natychmiastowe podpisywanie ustaw przez prezydenta, i kłamstwa, kłamstwa oraz chamstwo w wydaniu Kaczyńskiego, Pawłowicz i innych. I prześladowanie wszelkich przeciwników oraz próby obejścia prawa i obezwładnienia działających urzędów. To jest jak szczekanie wściekłych psów przy ogrodzeniu i jeśli nawet nie wdarły się jeszcze do całego obejścia, a tylko poszarpały coś na zewnątrz, to stwarza to złą atmosferę.

Opozycja, zajęta reagowaniem na poszczególne zagrywki PiS-u, zagubiła własną narrację, nie znalazła też sposobu na przeciwstawienie się infantylnej i irracjonalnej narracji PiS-u. Korygowanie kłamstw to rzecz potrzebna, ale do dużej części elektoratu nie dociera, bo PiS opanował publiczne media i tam pewnych rzeczy nie podaje, a pewne podaje we własnej wersji z odpowiednim komentarzem.
Bojąc się wszelkiego posądzenia o odstępstwa od narracji Kościoła (mającego wciąż duży wpływ na wyborców), opozycja nie przedstawia własnej wersji porządków, jakie by chciała zaprowadzić, takiej, która by mogła podrażnić Kościół. Jest jasne, że nawet jeśli doszłaby do władzy, to tak jak w przeszłości nie będzie zadzierać z Kościołem i będzie iść mu na rękę, zarówno pod względem ideologii, jak i finansowania. Kościół, idący ręka w rękę z PiS-em, wymusza coraz więcej ograniczeń wolności, a ludzie, nie mając wsparcia w partiach opozycyjnych, często podporządkowują się narzuconym przepisom. „Biesowa” polityka przyniosła owoce.
Propaganda przedwyborcza, idiotyczna jak zawsze, pozwala czasem się uśmiechnąć, choć wcale do śmiechu nie jest. Kaczyński, kawaler bez znanych związków z kobietami czy mężczyznami, przedstawia, jaki powinien być wzór rodziny. Księża, z pokręconymi związkami uczuciowymi, pouczają o prawidłowych związkach między ludźmi i potępiają głośno praktyki, jakie sami po cichu uprawiają.


Wystąpienia niektórych polityków i księży, wręcz faszystowskie, nadają się od razu do skierowania sprawy do prokuratora, ale prokuratura, podległa rządom PiS, nie reaguje, trzeba reakcji zagranicznych mediów i instytucji, żeby cokolwiek zaczęło się tutaj dziać w tej materii. A hierarchowie wszelkie oskarżenia wobec swych funkcjonariuszy o pedofilię, pazerność i faszystowskie wystąpienia, przedstawiają wiernym jako atak na Kościół – i to działa.

Gdyby nie to, że jesteśmy w Unii Europejskiej, i to, że wielu wspierających wredne działania PiS ma świadomość, że kiedyś sytuacja może się zmienić, i to, że wciąż wiele osób protestuje przeciw narzucanym draństwom, mielibyśmy już całkiem autorytarne rządy.

Jeśli nawet dojdzie do obalenia rządów PiS, to Polska już nie będzie taką, jaką się nam wydawała.
* * *
Jak się wydaje, podobną sytuację jak w „Biesach” przeżywa więcej krajów. Niewątpliwie atmosfera w Wielkiej Brytanii, podgrzewana przez „burzycieli”, przyczyniła się do brexitu. Robert Harris, pisarz angielski, odpowiada, jak brexit zmienił Wielką Brytanię:
Jest jak rak, który niszczy wszystko. Wszystko, co najbardziej lubiłem w Wielkiej Brytanii, wszystko to, co uważałem za nasze narodowe cnoty – dobry humor, tolerancja, pragmatyzm, zdrowy rozsądek, rozwaga, grzeczność – staje się coraz rzadsze. Zatraciliśmy się niczym kapryśny, zły na wszystko, szalony nastolatek. Nie znaliśmy tego rodzaju polityki w Wielkiej Brytanii, pomijając oczywiście terroryzm i ekstremizm IRA, ale to było coś zupełnie innego. Teraz ekstremizmem jest brytyjska polityka.
Brexit podzielił starych przyjaciół i rodziny. Zaszkodził brytyjskim instytucjom. Jest bardzo prawdopodobne, że zmiecie nasz system partyjny. Przez całe wieki naczelną zasadą brytyjskiej polityki było to, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której cała Europa zjednoczy się przeciwko nam. Dopiero zwolennicy brexitu sprawili, że w negocjacjach mamy przeciw sobie całą Europę. […]
Martwię się o nasze zdrowie psychiczne i stabilność instytucji. Mieliśmy cudowną epokę, w której wszystko zdawało się zmierzać w kierunku wolności i demokracji. Okazuje się, że to nie jest naturalny stan rzeczy. Dziś naszym celem powinno być to, żeby kolejny psychopata nie przejął władzy.
* * *
Trzy cytaty z felietonu Tomasza Jastruna:
– Frans Timmermans: Nie można wykorzystywać argumentu demokracji, ponieważ ma się większość, nie zważając na zasady rządów prawa. Ten argument jest nie do zaakceptowania, bo jest to argument, który był wykorzystywany przez dyktatorów w latach 30. w Europie. Każde podłe orzeczenie nazistowskich sądów było oparte na prawie.
– Łukasz Warzecha, prawicowy publicysta: Zapowiedzi Kaczyńskiego są po prostu przerażające. Zarzynanie drobnych przedsiębiorców, nieuchronne podwyżki podatków. Dramat, po prostu dramat. […] Na konwencji Kaczyński wygłosił płomienną pochwałę państwa wszechmocnego, wszechopiekuńczego, wtrącającego się w każdą dziedzinę życia. Jednocześnie mówił, że PiS jest partią wolności.
– Okazuje się, że solą polskiej ziemi są zwykli ludzie, którym nie przeszkadza ksiądz pedofil, sąsiad pijak i sadysta bijący żonę i dzieci, polityk załgany, głupi i marnotrawiący publiczne pieniądze, a przeszkadza mądrzejszy, kulturalny i bogatszy od niego dzięki ciężkiej pracy człowiek odnoszący sukces.
* * *
Wicepremier Gliński postanowił zlikwidować zespoły filmowe i powołać w to miejsce jeden centralny zespół. Przypomina mi to pomysł, aby nie rozpraszać sił i zbudować jedną centralną szatnię w Polsce.
* * *
Wysłuchałem w TV komentarza młodego politologa Marka Migalskiego. Parę lat temu był europosłem z ramienia PiS, teraz startuje na senatora z ramienia Koalicji Obywatelskiej. Wystąpił z ciekawą tezą, że opozycja powinna dotrzeć do wyborców i wyjaśnić im, że opozycja też im da różne dobre rzeczy, a nie tylko PiS.
Dlaczego, ach, dlaczego nie zostałem politologiem?! O tym, że opozycja powinna dotrzeć do wyborców, pisałem już wielokrotnie. I nie chodziło mi o oferty rozdawnictwa, ale o rzetelne wyjaśnienie czym grozi działanie PiS, i skorygowanie kłamstw, jakie PiS rozpowszechnia.
Parę lat temu, kiedy kolejny raz wypłynęła sprawa pedofilii księży, jakiś działacz katolicki zachwycał się tym, że Kościół utworzył komisję, która zajmie się tym problemem i określi jasne wskazówki dla księży. Nikt z redaktorów w studio nie zareagował, ale mnie skręciło – jak to, to trzeba instrukcji postępowania w sprawie zobaczenia przestępstwa?! Wiernych te fakty nie skręciły, nie zareagowali oburzeniem, nic nie zrobili. Zapewne i teraz wyborcy przełkną różne przekręty PiS i dadzą wyraz nadziei, że Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatnio – dzięki dobrej zmianie.
* * *
Na wybory:






* * *
Kiedyś pokładałem nadzieję w postępie technicznym. Rozwój komunikacji sprawił, że reżymy autorytarne nie mogły zupełnie odgrodzić obywateli od informacji. Kiedy de Gaulle ogłosił niepodległość Algierii, wojskowi francuscy w tym kraju urządzili pucz i odcięli kontakty z Francją. Dzięki temu, że wiele osób w Algierii miało radioodbiorniki tranzystorowe, dowiedzieli się o stanowisku Francji i pucz upadł. Stopniowo do wielu krajów autorytarnych zaczęły docierać informacje przez radio i telewizję, co dawało nadzieję na dobre zmiany.
Niestety, rozwój techniczny niesie z sobą także niebezpieczeństwa. Najszybszy jest rozwój technik zabijania, inwigilacji, zwalczania przeciwnika. Mamy łatwość komunikacji, ale też powszechną inwigilację. Drony ułatwiają zabijanie. Niedawno w Arabii Saudyjskiej nastąpił postęp – przeciwnicy reżymu, zamiast wysadzać się w powietrze, wysłali na miejsce drony z materiałami wybuchowymi. Zwolennicy PiS-u wysłali drona z kamerą nad dom, gdzie mieszkał Tomasz Lis, żeby sfilmować go potajemnie (na szczęście nie wiedzieli, że Lis już tam nie mieszka).
A człowiek w swej naturze wcale się nie rozwija, co najwyżej w sprzyjających warunkach nie przejawia zła.
* * *
Pojawiło się kilka publikacji, gdzie pisze się, że ludzie głosujący na PiS to nie są prostaki, że „mają swój rozum”. Zapewne tak jest. Są tam też podobno inteligenci. Ale warto zwrócić uwagę na poddaństwo mentalne i fizyczne Kościołowi. Kiedy ujawniono molestowanie kilka pokoleń dziewczynek przez księdza z Tylawy, to znaczna część wsi zwróciła się przeciw osobom, które ośmieliły się oskarżyć księdza.
Teraz jedna z kobiet, która mieszkała niedaleko ks. Jankowskiego, opowiada, jak będąc w wieku 11 lat była przez niego molestowana. O całej sytuacji opowiedziała swojej matce. Ta w odpowiedzi poleciła jej, by „nie gadała takich rzeczy”, bo przecież „tu chodzi o księdza”.
Opowiada też o innej dziewczynce, Ewie, miała wtedy 15 lat:
Pamiętam, że przy dzieciach nic się nie mówiło. Było to tematem tabu. Wiem, że gdy Ewa powiedziała o tym, że została zgwałcona przez Jankowskiego, to dostała lanie od ojca. Przed popełnieniem samobójstwa miała zostawić kartkę z informacją, że była w ciąży. Potem wyskoczyła z okna.
To też jest informacja na wybory.
* * *
Narciarz2 napisał, że moje teksty są pesymistyczne i wręcz powodują niechęć do głosowania na polityków, przynajmniej u niego – nie chce mu się nawet pojechać zaledwie sześć godzin samochodem, żeby oddać głos.
Próbowałem nieudolnie zaprzeczać, ale potem zastanowiłem się – może jest coś takiego w mojej naturze?
Pierwsze słowo, które wymówiłem jako niemowlę, to było NIE. Całe życie coś krytykowałem, nawet w swojej działalności naukowej i pisarskiej. Nie zapisałem się do żadnej partii. Czytam zachwyty nad pierwszą Solidarnością, jakie wyrażają jej uczestnicy, porównując ją z obecną, i przypominam sobie, że nie zachwycałem się wtedy, a Wałęsy nie poważałem jako przywódcy. Nie cieszyłem się, kiedy nasz kraj dołączył do USA w „misji stabilizacyjnej” i nie przekonywały mnie zapewnienia Leszka Millera, że będziemy mieli dostęp do ropy i kontrakty na odbudowę Iraku, a poza tym działamy zgodnie ze szlachetną maksymą „za waszą wolność i naszą”. Nie uważam, że udostępnienie Amerykanom pomieszczeń w Kiejkutach, aby tam badali podejrzanych o terroryzm, to wyższa konieczność, bo przecież wszyscy walczymy z terroryzmem itd. Nie cieszę się, kiedy politycy, którzy zwalczali różne postępowe sprawy, przenoszą się do zwalczanych przedtem partii, zasilając tym samym obóz szlachetnych obrońców demokracji. Nie wyrażałem radości, kiedy opozycja kolejny raz mówiła o konieczności zjednoczenia, bo na to czekają wyborcy. Co więcej, nie siedziałem cicho, ale dawałem wyraz swoim poglądom.
Zajrzałem do gazet i do portali, z których czerpię wiele informacji, żeby zobaczyć czy wybieram specjalnie czarne wiadomości, i co widzę — tam nie ma nic optymistycznego, same okropności i zagrożenia. Może w dziale sportowym dałoby się coś znaleźć, ale co jest optymistycznego w tym, że Kubica otrzymał kolejną ofertę pracy? A poza tym — same koszmary, chyba dziennikarzom nie płacą za pozytywne wiadomości. Wydaje się, że kiedy mają do wyboru wiadomości, to wybierają rolę sadysty z anegdoty o erotomanie i sadyście. Kiedyś erotoman i sadysta szli przez park i zauważyli atrakcyjną panią. Erotoman się ożywił i mówi – Ach, zaciągnąłbym ją w krzaki, zerwał z niej bluzkę, biustonosz, majtki… A na to sadysta: – No, i kopa, i w ryj, i przywalić cegłą…
A co u nas w Studio? Proszę czytać – same przygnębiające teksty i komentarze, plus wezwania do tego, żeby się zmobilizować, iść na wybory i dać odpór. Skalski cytuje autora, który o elektoracie pisze gorsze rzeczy niż ja. Łoziński pisze o nieukach, którzy rządzili i wymordowali miliony rodaków i niszczyli swoje kraje i że u nas sytuacja jest bardzo podobna. Koraszewski kolejny raz pokazuje, jak świat traktuje Izrael, a muzułmanie od małego indoktrynowani są kłamstwami na temat Żydów i uczeni nienawiści do nich. Itp., itd. Ręce opadają, człowiek myśli o kryjówce, żeby przeczekać złe czasy (bo gdzie tu emigrować – do USA, gdzie Trump?). Jeden Obirek od czasu do czasu dostrzega jakieś oznaki pozytywnych zmian w Kościele, ale potem okazuje się, że niestety w tym tysiącleciu większych zmian tam raczej nie będzie. Moglibyśmy odśpiewywać refren z „Hymnu pesymistów”:
Źle było, źle będzie
W Polsce zawsze i wszędzie
Oprócz nas wszyscy są w błędzie.
Owszem, u Misia można znaleźć pozytywne wiadomości i u Kwapisz-Kulińskiej, ale smakowite opisy dań sprawiają, że czasem waham się w swoim wegetarianizmie. I już.
Z komentarzy widać, że czytelnicy żyją tymi dołującymi wiadomościami. Szukałem jakichś optymistycznych tekstów i nic nie znalazłem. Ciekawe, czym byśmy żyli, gdyby nagle Pan Bóg w swej dobroci powołał do siebie cały PiS. Gazety i telewizja by uschły, bo karmią się pisizmem i całą polityczną naparzanką, a każde draństwo PiS-u obgryzają z lubością na wiele sposobów.
A więc tutaj nie odbiegam od ogółu. Po prostu w swoich tekstach komentuję zdarzenia z tygodnia, a tych jest sporo, a inni autorzy skupiają się zwykle na jednym temacie, który ich uwiera.
Jak przełamać to powszechne pesymistyczne nastawienie? Może coś z wesołych wspomnień? Proszę sobie przypomnieć i napisać.

PIRS

Mam optymistyczny akcent, którego domaga się PIRS. „Polska już nie będzie taką, jaką się nam wydawała”. Chodzi mi o słowo „wydawała”. Tak, już nam nic się nie wydaje. A dotarcie do prawdy jest optymistyczne, jest to duża wartość. Łuski z oczu spadały mi powoli przez całe minione trzydziestolecie, a w ciągu kilku ostatnich lat proces przyspieszył. Wiemy, jak jest, nic nam się nie wydaje.
A Łukaszewski napisał optymistyczny tekst o Alberciku objeżdżającym Polskę!
Jednak pojadę. Tylko godzinę, bo komisja jest w Bufallo. Już się zarejestrowałem. Zagłosuję na Pawła Kasprzaka, o ile przed wyborami nie okaże się przebranym biskupem. Innym kandydatom jeszcze sie przyjrze. Albo lewica, albo PO, ale to drugie niechętnie. Przynajmniej będę miał spokojne sumienie.
Mam optymistyczną wiadomość. W Krakowie pojawiło się pięć niezatrudnionych matek z dziećmi. Arcybiskup Jędraszewski ma teraz okazję, aby okazać się chrześcijaninem i dać im jałmużnę, aby miały co do garnka włożyć. Mam nadzieję, ze skorzysta z tej okazji. Jeśli go nie stać na jałmużnę, to może sprzeda jakąś monstrancję na Allegro?