11.09.2020

Jak załatwić wirusa?
Zmienić „strategię walki” i zacząć ogłaszać sukces rządu?
Prosto. Zmienić ją, radykalnie ograniczyć liczbę testów — i już.
Dzisiaj (7.09) 302 osoby zakażone. Sukces. Testów wykonano tylko 10 303 — ostatnio było ok. 20 000-30 000 dziennie. Za chwile będziemy mieli odtrąbiony koniec pandemii.
No i oszczędność kasy, bo jeden test kosztuje ok. 300 PLN.
Szczepionek na grypę kupiono ok. 2 mln (populacja 38 mln). Polaku! Pochowaj się sam! Brawo PiS.

„Alert Klimatyczny” i blokada ulicy w Wawie.
Wspaniale i mądrze. Powstaje pokolenie niebywale bardziej świadome niż poprzednie. Świetna akcja — tak jak od lat działania „Greenpeace”.
A jak ktoś marudzi, że dlaczego blokują ulice i utrudniają życie kierowcom / mieszkańcom Stolicy lub czy takie radykalne formy protestu nie spowodują, że część ludzi będzie przeciwko wam — to niech się wali.
To niech się wali. Lub jeżeli jest starszy i umrze przed katastrofą klimatyczną, to ma wygodnie. A jeżeli pożyje jeszcze kilkadziesiąt lat, niebacznie ma dzieci, nic nie rozumie i dalej ma w d… zmiany klimatyczne, to niech nie chodzi do lekarza, nie szczepi się „bo wszczepią mu czipa”, niech nie szczepi dzieci i zakłada aluminiową czapeczkę przeciw 5G; no i niech nie zakłada maseczki, bo wirus to ściema i światowy spisek Gatesa itd. Bo niezbadane są wyroki Opatrzności Bożej itd.
Tak. Często nie ma innego wyjścia jak zdecydowane działania. Takie, jak ta blokada. Bez zdecydowanych działań (a często i rewolucji — nie rozwijam, jak robionych) nie będzie pozytywnych zmian.
Marudzimy o PiS, o innych dyktaturach itd. Oczywiście i słusznie.
Każdą dyktaturę w przeszłości udało się zlikwidować. Często straszliwie krwawo. Dzisiejsze też znikną. A zmiany klimatyczne dotkną i radykalnie zmienią życie każdego na Ziemi. I nie na lepsze.
To już się zaczęło. Bez względu na to, czy żyjemy w Afryce, Azji, w kraju demokratycznym, czy w dyktaturze. W Polsce też. Więc bardziej niż popieram takie działania jak ta blokada ulic „Alarmu Klimatycznego”. Świadomie. I mogę godzinami stać w korku.
Co najmniej.

Jacek za Zosię, Zosia za Henia, Henio za Beatę
Ziobro zagrożony, Gowin wraca, Banaś się dogadał z PiS, a kto po Kaczyńskim… I inne pierdoły…
Mało śmieszne, że o tych personalnych bzdetach rozmawiają „poważni dziennikarze” w „poważnych mediach”. Ciekawe jest to, że w dyskusjach na FB — czyli wśród zwykłych ludzi — te sprawy praktycznie nie istnieją.
Ale w dużym dziennikarstwie, jak i wśród polityków, szczególnie występujących w TV, te sprawy zajmują prawie dominujące miejsce. No i oczywiście dziennikarze uwielbiają pytać polityków parlamentarnych co sądzą o takim czy innym zdarzeniu w konkurencyjnych partiach? I ci politycy z radością o konkurencyjnych partiach opowiadają i wykazują jakie te konkurencyjne partie są głupie, bez sensu, bez programu itd. Przodują w tym politycy opozycji mówiący o konkurencyjnych partiach opozycyjnych. No, czasem też mówią o PiS. Czasem.
Praktycznie nigdy politycy opozycji nie mówią nic o tym, jak przeobrazić Polskę w kraj naszych marzeń. Bo nie wiedzą. A banały będziemy rozmawiać z ludźmi i ich słuchać, zagospodarujemy energię społeczną — to gorzej niż g…
Dziennikarze też sprawnie do tego g… się dokładają. Zapraszają polityków i zadają pytania typu: Jak Pani / Pan skomentuje zmianę Józia na Beatę? lub łatwiej: Jak Pani / Pan skomentuje wypowiedź swojego poprzednika / poprzedniczki w naszym programie?
No dobrze. Bywają wyjątki rzetelnego dziennikarstwa. Ale giną w zalewie bzdetów dziennikarstwa pozorowanego.
Trochę rozumiem prawdziwych dziennikarzy (sam w jakimś sensie nim byłem), bo jak zadaje się za trudne pytania, za dużo o jakiejś sprawie się wie, to po kilku programach większość polityków odmawia udziału. I jak wtedy dalej działać?
Oraz — co istotne — dzisiejsi dziennikarze (a mówię głównie o TV) nie są rozliczani z merytorycznej zawartości swoich programów. Nawet gdyby były mądre. Są rozliczani z oglądalności. Wpływy z reklam, udział w rynku itd. Stąd ten zalew pozornego dziennikarstwa.
Żeby nie powiedzieć g… To koszmar i katastrofa, bo TV układa ludziom obraz świata. I tego gdzieś daleko, i tego, jaki mają na co dzień dookoła siebie, w miejscu, gdzie mieszkają.
Już chyba za długo marudzę o dziennikarstwie i politykach.
Rozważania o Józiu za Beatę, o Ziobrze — będzie nie będzie ministrem, czy o przyszłości niejakiego Gowina lub innych ministrów, to zawracanie d…
PiS jest i będzie monolitem. Oczywiście, że w 2007 roku musiał oddać władzę w wyniku rozpadu koalicji z Samoobroną i LPR. Tak się PiS-owi wtedy nieszczęśliwie stało. Dzisiaj PiS jest i będzie monolitem.
Monolitem i związkiem partnerskim ludzi powiązanych ambicjami, karierami, stanowiskami, kasą, fanatyzmem, zaburzeniami osobowości i wszystkim, co najgorsze znamy i widzimy nie tylko w historycznych dyktaturach, ale również i w dzisiejszych (nie będę dawał przykładu Białorusi, bo tam to widać jak na dłoni). Więc te dyskusje, ci reporterzy stojący przed bramą siedziby PiS na słynnej ulicy Nowogrodzkiej i gorączkowo śledzący i komentujący przez szczeliny w tej bramie (kto przyjechał, a kto nie), to kompletny idiotyzm i przykład najgłupszego dziennikarstwa.
Jacek za Zosię... PiS jest monolitem. I władzy nie odda.
Nie ma co zawracać sobie głowy pozornymi pytaniami. To wszystko nie ma żadnego znaczenia.
Chciałbym napisać coś pozytywnego i dającego energię do dalszej walki o normalną, otwartą i demokratyczną Polskę. Dlatego właśnie to piszę. Żebyśmy nie dali się dalej pogrążać w jałowych dyskusjach o bzdetach.
Już jesteśmy w biało-rękawiczkowej dyktaturze PiS. Czas na otrzeźwienie.
Mało mi przyjdzie z satysfakcji za 2-3 lata jak napiszę (jeżeli jeszcze będzie to możliwe):
A nie mówiłem?



90 % światowych TV w przeciwieństwie do polskich nie zaprasza polityków ….Z bardzo wiadomego powodu.
Niby prawda, Natku, a nawet galopująca prawda, a z drugiej strony pewnie i Ty jeszcze w zawodowym dzieciństwie słyszałeś różne opinie o zawodzie dziennikarza. A to Szczepański profesor socjologiczny powiedział, że dziennikarze to przeżuwacze powtarzający siebie nawzajem (i coś w tym jest, ale skandal w środowisku był ogromy), a to, mówili wtajemniczeni, że jednak dziennikarz to najstarszy zawód świata. Benjamin Franklin też nie miał o tej profesji najlepszej opinii, bo też i z kompetencją były zawsze jakieś kłopoty i ze skłonnością do misjonarstwa w służbie takiej lub inne partii politycznej. Aktywistów dziś w redakcjach więcej niż dziennkarzy, ale i drzewiej nie było idealnie. Ilu dziennikarzy czuje się rzemieślnikami jak szewc czy krawiec, odpowiedzialnymi za rzetelność dostarczonego towaru czyli informacji? Większość kandydatów powołanie do zawodu czuje i do seminarium dziennikaerskiego leci i święceń nie może się doczekać. A jaka radość wielka kiedy taki dostaje awans na starszego opinodawcę. Dziwisz się? Ja już niczemu się nie dziwię. Chociaż czasem jestem trochę zdziwiony, bo jednak powinienem.