Zbigniew Szczypiński: Dwa światy, świat ludzi zdrowych i świat ludzi chorych5 min czytania

()


20.04.2026

To będzie inny tekst, niż wszystkie te, które pisałem na tej stronie od ponad dziesięciu lat.

Tematem będzie różnica pomiędzy światem ludzi zdrowych, a ludzi chorych. Chorych, a więc niewidocznych. Gdy jesteśmy chorzy, pierwszą decyzją jest, że nie wychodzimy z domu, nie ma nas w przestrzeni społecznej, zamykamy się, by nie zarażać innych, albo też dlatego, by to oni, zdrowi, nie przynieśli nam jakiś nowych zarazków, które nas, ludzi już osłabionych zaatakują nową infekcją.

Tak więc są dwa światy – świat ludzi zdrowych, biegających za swoimi sprawami i świat ludzi chorych, którzy znikają na czas choroby z przestrzeni publicznej. Tak jest od dawna i wszyscy do tego przywykli.

Są jednak miejsca, w których następuje koncentracja chorych – to szpitale i inne kliniki gromadzące pod jednym dachem ludzi chorych, chorych tak bardzo, że nie wystarcza zwykła izolacja i opieka domowa. To w szpitalach toczy się walka o zdrowie i życie pacjentów, to tam wyspecjalizowane zespoły lekarzy, pielęgniarzy, sanitariuszy, opiekunów i salowych walczą każdego dnia, by pokonać chorobę, która jest przyczyną pobytu pacjenta w szpitalu.

Mam za sobą bardzo traumatyczny, ponad trzytygodniowy pobyt w dużym szpitalu w moim mieście Gdańsku. Przyjechałem tam jako pacjent z krwiopluciem z przewodu pokarmowego i po dwudniowym pobycie na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym przeniesiony zostałem na Oddział Internistyczny, gdzie poddany zostałem bardzo intensywnym badaniom, by ustalić źródło krwawienia. To trwało długo, kilkanaście dni. Byłem na granicy przeżycia, ale przeżyłem. Mam też swoje obserwacje dotyczące funkcjonowania wielkiej placówki medycznej, której celem jest przywracnie ludzi do zdrowia.

Pierwszą obserwacją jest, że w tych wielkich szpitalach pacjent/człowiek jest sprowadzony do roli przedmiotu, pacjent przestaje być człowiekiem, staje się przypadkiem, który każdy funkcjonariusz szpitala widzi przez pryzmat swojej działki, tego co on ma do zrobienia, do podłączenia, do wstrzyknięcia, do zmierzenia….

Człowiek traci swoją podmiotowość, jest przedmiotem a nie podmiotem czującym, myślącym, staje się bezosobowym pacjentem.

Ludzie szpitala, bez względu na to na jakim są poziomie służbowej drabiny, mogą się wykazać w stosunku do pacjenta empatią i współczuciem, to nic nie kosztuje, to jest raczej cechą ich osobowości, a nie wynika z księgi obowiązków.

Widziałem wielu tych ludzi i powiem brutalnie – takie ludzkie cechy empatii i współczucia występowały najczęściej w grupie opiekunów utrzymujących porządek i higienę osobistą pacjenta. To były prawie wyłącznie Ukrainki, kobiety z paroletnim pobytem w Polsce, co łatwo był stwierdzić słuchając, jak one mówią po polsku. Patrząc na te miłe dziewczyny, na to jak one się zajmują leżącymi i bezradnymi ludźmi widziałem empatię i współczucie. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby one wszystkie zdecydowały się na powrót do swojej ojczyzny. Kto by chciał przejąć ich obowiązki…

W grupie pielęgniarek i sanitariuszy postawy wobec chorych były zdecydowanie inne – to tam najczęściej objawianą postawą była postawa całkowicie pozbawiona empatii, to tam pacjent był tylko jednostką na rozpisce co, komu i ile wlać, wstrzyknąć, jaką podać pigułkę. Wszystko to w atmosferze pośpiechu, traktowania pacjenta jak zło konieczne. Do pokoju chorych ci funkcjonariusze wchodzili z impetem, głośno i bez odrobiny zrozumienia, że leżący tam człowiek cierpi, gdy mu nad głową ktoś krzyczy. Ich obroną było to, że w szpitalu są ludzie, którzy nie słyszą i dlatego trzeba mówić głośno, a nawet jeszcze głośniej.

Myślę sobie, że praca na tym stanowisku pomocniczym wymaga przede wszystkim cech osobowości, a dopiero potem wiedzy zawodowej. Patrząc na to, co było w tym dużym – na tysiąc pacjentów – szpitalu w mieście jakim jest mój Gdańsk, jestem pewien, że jest to naprawdę problem placówkach opieki zdrowotnej w całym kraju.

Zespół lekarzy postrzegam jako grupę ludzi rozwiązującej problem w ogóle, a nie u danego pacjenta. Ilość pacjentów, częstość ich wymiany powoduje, że lekarz nie widzi człowieka, a przypadek. Ilość procedur, poziom komplikacji przepisów i obowiązujących procedur jest tak wielka, że na kontakt z pacjentem-człowiekiem miejsca jest mało albo nie ma go wcale. Chociaż – wszystko zależy jednak od człowieka.

To co tu napisałem, to osobiste wrażenia z długiego, ponad trzy tygodniowego pobytu w dużym miejskim szpitalu. Piszę to w dwa dni po wyjściu. To za krótko, by wymagać chłodnej analizy zjawisk i procesów. Wsłuchując się jednak w dyskusję, jaka toczy się w mediach nad sytuacją w polskiej służbie zdrowia, pamiętając, że jej ocena jest w ścisłej czołówce najważniejszych problemów polskiego państwa, analizując wszystkie za i przeciw przesunięciom kolejnych miliardów złotych do NFZ, warto może spojrzeć na sprawę zdrowia ludzi tak z samego dołu, tak jak widzi to ktoś, kto przeżył, a nie było to takie pewne, trzy tygodnie opieki i leczenia w dużym szpitalu w dużym polskim mieście.

Może to się komuś przyda, może…

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo