Zbigniew Szczypiński: Kto – kogo? I już, czy za chwilę?5 min czytania

()

02.02.2022

Kaczyński przegrał czy wygrał? Czy to był test na lojalność wobec prezesa, czy ucieczka z tonącego okrętu? Prezes to polityczny geniusz, czy szaleniec?

Wczoraj w sejmie można było zobaczyć spektakl, jakiego dawno nie było. W narastającej fali epidemii, przy całkowitej bierności rządu i całego PiS, prezes wszystkich prezesów na spotkaniu w URM przedstawił swój projekt walki z rosnącą liczbą zakażeń i groźbą paraliżu całej gospodarki. Mętne zapowiedzi przybrały kształt projektu ustawy nazwanej Lex Kaczyński albo Lex konfident. Nazwisko posła, który firmował projekt, nie przebiło się do świadomości opinii publicznej; i to bardzo dobrze dla niego, bo wszyscy uznali, że tak głupiej i tak nielogicznej ustawy polski sejm jeszcze nie widział.

Jeżeli te fatalne i bezsensowne rozwiązania proponuje prezes partii rządzącej, doktor nauk prawnych, poseł na sejm od dziesięcioleci, to czy może być jeszcze mocniejszy dowód na to, że oszalał, całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością? Takie propozycje może zgłosić tylko ktoś chory, kto widzi świat poprzez swoje urojenia i zimne, cyniczne – ale chorobliwe – kalkulacje. Pomysł prezesa na walkę z epidemią sprowadza się do przerzucenia odpowiedzialności za śmierć ponad 200 tysięcy ludzi na lekarzy, o których prezes w dyskusji sejmowej powiedział, że ich obowiązkiem jest leczyć ludzi; a w epidemii tym bardziej.

Czy może być jeszcze jakiś jeszcze inny, mocniejszy dowód na jego szaleństwo?

Tak może mówić tylko ktoś, kto nic nie wie o tym, jaka jest sytuacja w szpitalach i przychodniach, jak ciężko pracują wszyscy w opiece zdrowia i ile jeszcze wytrzymają. Praktycznie cała rada medyczna przy premierze podała się do dymisji na znak protestu przeciwko temu, że rząd nie stosował się do ich zaleceń i rad; minister zdrowia demonstracyjnie odciął się od projektu Lex Kaczyński, posłowie PiS – członkowie sejmowej komisji zdrowia dopuścili do tego, że komisja przegłosowała wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

Kto ma dostęp do ucha prezesa, kto informuje go o sytuacji?

To ważne, bo przecież wiemy, że On jest ponad to, On mierzy się tylko z Historią, która przyzna mu rację; historią, w której jego brat zostanie uznany za największego i najważniejszego z polskich prezydentów. Fakt, że pomysłodawcą i gorącym obrońcą projektu, który przyjął na siebie jego autorstwo (Kaczyński nie podpisuje projektów ustaw zgłaszanych przez jego ugrupowanie, jest powyżej takich administracyjnych działań) a w debacie sejmowej kilkakrotnie zabierał glos wchodząc w polemikę z opozycją był właśnie On, coś znaczy.

Dodatkowym argumentem za odjazdem prezesa jest sama konstrukcja projektu ustawy – wynika z niej, że trzeba byłoby testować wszystkich zatrudnionych, a jest ich 17 milionów; po to, aby ci, którzy zachorują a podejrzewają, że zarazili się od kolegi z pracy, który się nie testował, mogli domagać się 15 tysięcy złotych na drodze sądowej. Głupiej się nie da.

Chyba że chodziło o to aby wszyscy z wszystkimi się żarli. I to o co? – O pieniądze.

Chora wyobraźnia, chory człowiek!

Według mnie wszystko to znaczy tyle, że prezes już całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością. Teraz zacznie się to, co dzieje się zawsze wtedy, gdy upadają satrapie.

Są dwa scenariusze.

Pierwszy, w którym wewnątrz obozu władzy grupa najbliższych współpracowników prezesa widząc, że oszalał, usunie go w ramach wewnątrzpartyjnych rozgrywek. To forma miękka, prezes zachoruje, źle się poczuje i będzie musiał poddać się szpitalnej kuracji, która może trwać długo. Pamiętamy z dawnych – ale nie tak bardzo dawnych – lat takie przypadki. Przypominam sobie, jak odchodził towarzysz Wiesław i jak zaniemógł Edward Gierek.

Prezes do szpitala a w partii rządzącej bój na śmierć i życie – kto po prezesie. To może trochę trwać, ale nie będzie bolało.

Boleć może gdy następca będzie jeszcze gorszy niż prezes, a to całkiem możliwe.

Drugim możliwym scenariuszem jest taki, w którym upadający prezes, licząc na wiernych mu ludzi, mających pod sobą formacje siłowe – wszczyna otwartą wojnę z przeciwnikami politycznymi. Wojnę dosłownie, wojnę, w której w pierwszym kroku policja i wojsko paraliżuje kraj, a przeciwnicy prezesa z wewnątrz – (lista posłów głosujących przeciw Lex Kaczyński to pierwsza lista osób do internowania) i z zewnątrz (Tusk i inni) idą do więzienia. Materiały do oskarżenia są przygotowane od dawna, to co wychodzi przy Pegasusie, to tylko dodatek. Taki scenariusz niesie za sobą groźbę małej wojny domowej, z ofiarami i stratą nie do odrobienia przez dziesięciolecia. Oby nie!

Liczenie na to, że nadal będzie tak, jak jest, że nadal będzie postępować proces gnicia obozu władzy – jest naiwnością trochę tylko mniejszą, niż głosy, jakie już się pojawiły w przestrzeni publicznej, mówiące, że wszystko jest pod kontrolą, że prezes tak to rozegrał, aby pogrążyć jeszcze bardziej opozycję, co to nie chciała pochylić się nad zaproponowanymi rozwiązaniami, poprawiającymi bezpieczeństwo obywateli.

To całkowita bzdura wynikająca z przeświadczenia o genialności politycznego gracza, jakim jest rzekomo Kaczyński. A on nie jest genialny.

Mamy zapowiedź piekła, a to, że wpadamy do niego w czasie, gdy tuż za granicą może zacząć się wojna, to tym dla nas gorzej.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • kaczor: Tweeter