22.04.2025
Majsterkowicz

Część 3
Pan Kowalski powinien również przeanalizować samego siebie w kontekście bycia z fachowcem, który w swojej specjalności posiada na pewno większą niż on znajomość rzeczy i w przeciwieństwie do kandydata na swojego pracodawcę nie musi zabiegać o jakieś szczególne, pozazawodowe względy. Fachowiec bowiem zawsze znajdzie zatrudnienie za godziwe wynagrodzenie. Tak naprawdę to fachowiec dyktuje warunki. Ciężaru warunków przybywa w miarę postrzegania słabej orientacji u pana Kowalskiego w zakresie zlecanej roboty, a także wtedy, gdy pan Jaś zaczyna stwierdzać, że predyspozycje kulturowo – psychiczne w kontaktach międzyludzkich pryncypała (a pan Jaś potrafi to bardzo właściwie i szybko wyczuć) są, delikatnie mówiąc, nie najwyższego autoramentu.
Pan Kowalski musi sobie uzmysłowić: czy zlecaną pracę chce wykonać sam, a od fachowca oczekuje pomocy, jakiejś porady, wskazówek…, czy też rzetelnej, całościowo wykonanej roboty, od koncepcji do realizacji. Ten pan Kowalski, który ma wypchane konto w baku (pisałem o nim wyżej) dysponuje uproszczonymi formalnościami, bo: złapie firmę mającą na rynku odpowiednią do jego konta renomę, spisze z nią umowę niosącą określone skutki prawne i nie targując się zbytnio o cenę, otrzyma pełną gwarancję na jakość i terminy wykonanej pracy. Firma nie będzie miała nic przeciwko kontroli, np. nadzoru budowlanego, sama zakupi materiały, zajmie się transportem, nawet może prowadzić przejęte z upoważnienia inwestora sprawy wymagające obowiązkowych uzgodnień prawnych i administracyjnych.
W niebezpieczeństwie znajdują się ci pracodawcy, którzy za minimalne koszty oczekują, często ponad ich miarę porządnie wykonanej pracy. Aby maksymalnie niwelować koszty prób i błędów, średnio zasobny finansowo pan Kowalski musi wiedzieć czego chce i dlaczego tego czegoś chce. Prosty przykład: kostka Bauma. Znakomita przeznaczeniem i estetyką. Chcąc ułożyć ją na dziedzińcu przed domem, Kowalski najpierw dedukuje. Nie będzie błota i wiecznych kolein. Dobierze się taki kolor kostki, aby harmonizował z barwami domu i otoczenia. Jakie pojazdy po tak wybrukowanym dziedzińcu będą się poruszać? Samochody osobowe, czy ciężarowe też? Jeżeli ciężarowe też, to należy zastosować kostkę o grubości 8, a nie 6 cm… O tym, o tej różnicy i jej znaczeniu w stosowaniu takiej czy innej właściwości danego materiału, za darmo Kowalski dowie się w hurtowni. Natomiast wiadomość o tych niuansach zdobyta od zatrudnionego już pana Jasia będzie Kowalskiego dodatkowo kosztować. W takim przypadku za informacje już się płaci. Wniosek nasuwa się sam: mankamenty w zasobach wiedzy niezamożnego pana Kowalskiego wpływają na szybkość opróżniania zawartości jego portfela.
Taki Kowalski, który sam nie wie czego chce i czego oczekuje od pana Jasia niech przynajmniej stara się rozmawiać z nim uczciwie. Można się zgodzić, że pan Kowalski dlatego potrzebuje fachowca, bo czegoś lub nic nie wie. Nie wie czy chce mieć dom parterowy, czy piętrowy, z piwnicą, a może bez niej. Takie nicniewiedzenie spotyka się na poziomie projektu architektonicznego, ale też i na poziomie posadzki, hydrauliki, stolarki… Jeżeli Kowalski nie wie, niech się pyta! Fachowiec chętnie odpowie i doradzi. On po to jest. A w ogóle: wcześnie pytając, uzgadniając i określając warunki unika się późniejszych ewentualnych nieporozumień.
Taki Kowalski natomiast, który uważa, że zna się na wszystkim najlepiej, a tak naprawdę nie ma dużego pojęcia o tym, nie tylko, co chce, ale jak się to coś, co się niby chce, wykonuje i z czego, gdzieś coś słyszał, jakieś bijące dzwony… i upiera się przy rozwiązaniach zupełnie nierealnych, to już na fachowca raczej nie trafi. Jeżeli nawet trafi, to pewnie przez przypadek i na krótko, a wtedy może się spodziewać np. żądań pisemnych poleceń na określone odcinki zlecenia. Pan Jasio będzie się zabezpieczać w taki sposób na przyszłość przed ewentualnym ponoszeniem odpowiedzialności za wynikłe straty, czy nawet katastrofy. Z takim panem Kowalskim może dłużej współpracować tylko amator bez wyobraźni, nie obarczony większymi ambicjami zawodowymi. Tacy amatorzy wykonują robotę stosując się zaledwie do poleceń pracodawcy nie przyjmując za nią żadnej odpowiedzialności.
Są jeszcze tacy Kowalscy, którzy wprawdzie częściowo wiedzą czego chcą od panów Jasiów, ale obarczeni bywają manią ustawicznego kontrolowania. Tacy Kowalscy mają bardzo rzadko, czy w ogóle, skończoną robotę. Fachowiec długo nie wytrzyma ciągłych kontroli. Owszem, one są konieczne, pracownik musi zdawać sobie sprawę z istnienia nadzoru, musi go rozumieć, ale pan Kowalski powinien być tu dyskretny na co dzień i – po prostu – dżentelmenem w trwających okresowo remanentach. Kowalski – cham też na fachowca nie trafi.
Wreszcie, pan Kowalski, chcąc zatrzymać fachowca na pełny czas potrzeby i chcąc mieć możność korzystania z jego umiejętności przez cały okres wymagający wykonania zlecenia powinien traktować go w sposób przyzwoity i godny. Jakość pracy fachowca, jej rezultaty, między innymi zależą od jego komfortu psychicznego. Człowiek, traktowany „per noga”, osaczony nieuzasadnionymi podejrzeniami, nieustannie kontrolowany, w końcu wpuści do rury kanalizacyjnej pryncypała kawał betonu… Fachowca nie wolno „tykać”, chyba, że stosunki towarzyskie, czy rodzinne z natury na to, obopólnie pozwalają. Nie należy częstować go alkoholem. Fachowiec nie lubi poufałości, zwłaszcza tych jednostronnych, ani przekupstwa. Oczywiście, w dniu postawienia na kalenicy wiechy można zaszaleć, a od czasu do czasu, byle nie za często, po zakończeniu dnia, w którym dopełniło się jakieś szczególnie trudne osiągnięcie w robocie może pan Kowalski podrzucić jedno, dwa piwka i nawet samemu wtedy wypada mu stuknąć się szklaneczką z panem Jasiem.
Na ogół pan Jasio zachowuje się adekwatnie do sposobu traktowania go i jego pracy przez Kowalskiego. Jeżeli zleceniodawca zdaje sobie z tego sprawę i postępuje właściwie, zatrudniony fachowiec będzie pracować u niego z pełną odpowiedzialnością i wiedząc, że ma wolną rękę (w ustalonych uprzednio zakresach) postara się wykonać robotę dobrze. W przeciwnym wypadku, prowadząc fachowca na sznurku rozkazów i zmiennych poleceń, pilnując go nieustannie, Kowalski zwalnia pana Jasia od odpowiedzialności i daje mu odczuć, że zlecone zajęcie nie jest jego pracą. Okazuje się więc – i to jest w zasadzie reguła – że Kowalskiemu uda się zatrudnić tylko takiego fachowca, na jakiego sobie zasłuży!
Reasumując. Pan Kowalski, mając wiedzę o sensie i celowości zlecanej pracy, a także o własnych możliwościach finansowych, podejmie raczej właściwą decyzję, dotyczącą zatrudnienia rzetelnego, odpowiednio przygotowanego zawodowo specjalisty. Po konfrontacji i porównaniu ze sobą treści co najmniej dwóch ofert, po sprawdzeniu referencji oferentów i stopnia wartości przedstawionej przez nich reklamy dokona najlepszego wyboru. Potrafi wtedy uzgodnić i właściwie sprecyzować umowę, która w realizacji założeń przyczyni się i panu Kowalskiemu i wykonawcy zleconej pracy do harmonijnego osiągnięcia wzajemnie oczekiwanych korzyści.
Andrzej Markowski-Wedelstett
