12.05.2026
Uciekając od „bieżączki”, od tego, co każdego dnia dzieje się na polskiej – ale nie tylko polskiej scenie politycznej, chciałbym pochylić się nad mediami, nad tym co prasa, radio, telewizja ale i media społecznościowe serwują swoim czytelnikom/słuchaczom/użytkownikom.
Zakładam, że wiedzę o świecie, a nawet Polsce czerpiemy z mediów. Już nie można zamykać się w tej małej bańce informacyjnej, jak to było kiedyś, gdy tylko kręgi znajomych i sąsiadów tworzyły informacje o tym co się dzieje. Te czasy przeminęły bezpowrotnie i teraz każdy ma do dyspozycji cały zestaw kanałów informacyjnych, redaktorów komentujących każde wydarzenie, sieć która jest kanałem informacyjnym, ale jest też informacją samą w sobie – naprawdę porobiło się…
Łatwo założyć, że skoro tak, to każdy powinien być jak redaktor Kraśko albo Olejnik – wiedzieć wszystko i mieć twarde przesłanki do budowania swojej narracji o ludziach i świecie. A jest wprost przeciwnie – nie wiemy nic i nie mamy żadnych danych, na których moglibyśmy budować swoją opowieść o świecie. Dzieje się tak nie dlatego, że jest za dużo mediów informacyjnych, ale przede wszystkim dlatego, że to nie są media niezależne, każde realizuje jakąś wizję, którą określa ktoś – jakaś osoba, jakaś instytucja czy organizacja działająca na rynku…
Waśnie! Padło kluczowe słowo – rynek.
Informacja stała się towarem. Kupuje się ją i sprzedaje, jak każdy inny towar. Informacja ma swoją cenę i wchodzi na rynek. Tu nie ma miejsca na rzetelną informację, na podawanie informacji oddzielonej od komentarza, tu wszystko stało się towarem i jest na rynku, można sobie wybierać to co nam najbardziej pasuje i wzmacnia nasze przekonania wyrobione kiedyś tam, a ich wzmacnianie daje nam poczucie ważności i słuszności naszych przekonań niezależnie od tego, czy są one aktualnie prawdziwe, czy wprost przeciwnie.
Przyznam się, że nie mogę już słuchać kolejnych wiadomości analizujących ucieczkę Ziobry do Ameryki. Ambasada USA ma czas by odpowiedzieć na pytania polskiej prokuratury, albo nie odpowiedzieć – bo co im zrobimy, skoro to nasz taki wielki sojusznik.
Przerzucanie się argumentami przez posłów opozycji i koalicji rządzącej w sprawach nawet najprostszych, takich w których wystarcza logika dziesięciolatka, by stwierdzić jak jest, może przyprawić o depresję każdego myślącego człowieka. Ale taka jest logika tego przekazu – tu nie chodzi o prawdę, tu chodzi o to by to nasze było na wierzchu, by przekonać swoich, że to my mamy rację. To prosta ilustracja klasycznego podziału na spory o prawdę i spory waleczne, w sporach o prawdę chodzi o prawdę, a w sporach walecznych o to, by to nasze było na wierzchu. Nie ma nic złego w tym co wyżej, chodzi jednak o proporcje, o to by nie stało się tak jak się stało – w dyskusjach medialnych mamy tylko spory waleczne, prawda nie jest żadnym argumentem.
Jeżeli dodać narastającą ilość przypadków wystąpień medialnych najważniejszych polityków świata, wystąpień które są wprost dowodem na to, że są to chorzy psychicznie ludzie i że ich choroba ujawniona wcześniej nasila się i musi doprowadzić do katastrofy, to mamy dowód, że świat zwariował zupełnie. Tak na marginesie – jeżeli będzie jeszcze jakiś margines – ciekawe, co będą mówić ludzie z otoczenia tych ważnych ludzi, gdy ich choroba stanie się nie domysłem, a diagnozą, co będą mieli do powiedzenia ci specjaliści, lekarze, komentatorzy
To na górze systemów informacyjnych. A na samym dole porażająca ilość reklam dotyczących wszystkiego, przecen na produkty czy usługi, reklam wzięcia udziału w losowaniu kolejnych milionów jakie oferuje Totalizator Sportowy, czy zakupu samochodu jakiejś marki na dogodnych warunkach – i tak bez końca…
Jeżeli to ma być przekaz informacyjny, w oparciu o który ludzie mają budować swój obraz świata i w nim uczestniczyć, to ja wysiadam.
Czas umierać…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
