2013-12-27.
Pozostają nam po świętach lodówki pełne wędlin, pieczonego drobiu, kupionych na zapas warzyw i sałat. Jesteśmy przy tym przejedzeni domowymi potrawami typowymi dla świątecznej kuchni polskiej: grzybami, kapustą, nierzadko z grochem, burakami (barszcz!), śledziami i rybami – smażonymi lub w galarecie. Może więc rodzina przyjmie z wdzięcznością radykalną zmianę smaków? Nie musi przy tym wiedzieć, że właśnie uczestniczy z zbożnym dziele niemarnowania pożywienia. Chyba że ma zapędy proekologiczne i akcję przyjmie z uznaniem.
Sięgnijmy po danie z dalekiego świata. Z Meksyku. Trzeba kupić sklepowe tortille albo usmażyć własne, z mąki kukurydzianej. Mogą to zresztą być zwykłe naleśniki z mąki pszennej. Zwłaszcza jeżeli pozostała nam mąka, której kilogramy kupiliśmy w nadziei, że wreszcie w tym roku upieczemy i ciasto drożdżowe, i makowiec, i piernik, i kruche ciasteczka, a z tych planów nic nie wyszło albo wyszło niewiele. Skoro mąkę więc mamy, usmażmy naleśniki. Ale do zwykłego ciasta dodajmy sporo papryki słodkiej, trochę ostrej, nieco ziół (np. oregano, tymianek). Naleśniki powinny być grubsze niż zazwyczaj. Zwińmy je w kanapkę. Takiego zawijańca, nazywającego się wrap, podajmy na obiad do miski sałaty. Ręczę, że będzie smakował po klimatach wigilijno-świątecznych!

Wrap z poświątecznych resztek
- kilka tortilli lub grubszych naleśników
- kilka liści sałaty
- kilka plasterków szynki
- pokrojone kawałki pieczonego drobiu
- sos pesto
- ser feta
Tortille lub naleśniki rozłożyć, posmarować pesto, na nim położyć liście sałaty, kawałki kurczaka lub plaster szynki, pokruszoną fetę.

Zwinąć w pakieciki zakładając najpierw brzegi z dwóch stron i rolując.

Placki z szynką można uzupełnić pomidorem – świeżym lub pokrojonym w paseczki suszonym – lub dać go zamiast fety.

Pesto, oczywiście, można ambitnie utrzeć samemu. Zwłaszcza gdy pozostały nam świeże zioła i orzechy. Do wypełnienia naleśników można wziąć także oliwki, świeże ogórki i paprykę świeżą lub opieczoną. Sałatą może być rukola, roszponka, nawet cykoria. Zamiast kurczaka można użyć innego drobiu albo pokrojonego w paski pieczonego mięsa, np. schabu, byle był bez sosu. W ogóle takie wrapy są wdzięcznym opakowaniem, które możemy wypełniać wedle własnego smaku i zawartości lodówki. Chyba że w lodówce nic nie zostało. Wtedy idziemy do sklepu i kupujemy, co nam fantazja podyktuje. Ale czy ktoś z czytających ma pustą lodówkę? Nie wierzę.


Dzięki za pomysł na wrapy. Kupione tortille mi nie smakują, ale naleśniki z papryką wypróbuję na pewno.
U mnie został cały gar kapusty z grzybami (nikt nie tknął, wszyscy byli obżarci), więc jutro lub pojutrze (jak już goście wyjadą) będzie z tego bigos i przy okazji lodówka się odrobinę z mięsnych zawartości opróżni.
@Sawa: oczywiście można z tego jednym ruchem zrobić świetny kulebiaczek. Natomiast z tym pieczywkiem niekoniecznie kukurydzianym (przepisowo podobno z dodatkiem wapna, nie wiem, nie jadłem w Meksyku, bo nie byłem), co je znam z Indii i Nepalu jako ciapaty (nazwa się rozeszła po Europie i w każdym kraju oznacza co innego i trochę inaczej się pisze), to one już tam były odróżnialne od normalnych naleśników, co oni wymawiali „pjankok” (pancake). Później nieco, w Iraku, poznałem „bereciki” (wypiek Egipcjan, zatrudnianych masowo jako piekarze w czasie wojny) oraz „szmaty” (wspaniałe, wielkości serwety wyroby, co moja iracka gospodyni je piekła na ścianie swojego glinianego pieca na podwórku). Tych szmat używało się, udzierając po kawałku, zamiast łychy, do nabierania potraw z michy, zaś innego kawałka do wytarcia ust i palców i też zjedzenia.
Ale wróćmy do Warszawy. W różnych marketach i sklepach pojawiły się i u nas te wyroby, podobnie jak w całej Europie. Są przedrożone, nigdy z ciemnej, pełnowartościowej mąki i przeważnie w zbyt obszernych opakowaniach. Ale jest wyjątek. To mały sklepik turecki, z pompatyczną nazwą Market, co jest naprzeciw (nie całkiem) tego sklepu sprzętu reha na rogu Nowolipek i Jana Pawła. Tam można kupić 6 sztuk za 3.50, w tym mniejszym formacie, co wchodzi na małą patelnię bez składania. Czemu tak? Bo one dają się rozdwoić (podobnie jak moje „bereciki” z Bagdadu), więc można jak do woreczka nakłaść do środka różności i dopiero odpiec na patelni. Oczywiście wymaga to pewnej zręczności, bo łatwo przedziurawić. Smakowo to ich ciasto jest nienajgorsze, choć jadałem lepsze (najlepsze były libańskie). Dla porządku: nie jestem Janczarem tych Turków.