Klocki LEGO to jedna z ikon naszej współczesnej kultury. Klockami tymi bawią się nie tylko dzieci, ale i dorośli, tworząc wiele dzieł artystystycznych, na przykład obóz koncentracyjny (pomysł Zbigniewa Libery).
Nazwa LEGO wzięła się z duńskiego „LEG gOdt”, czyli „Baw się dobrze”. Faktycznie, zabawa klockami LEGO jest naprawdę fantastyczna, ale dziadek Hazelhard nie byłby sobą, gdyby trochę nie pozgredził.
Pierwsze klocki LEGO mój trzyletni Syn dostał gdzieś w roku 1984. Małe pudełko kosztowało wówczas mniej więcej tyle, co ówczesna moja miesięczna pensja, ale kiedy okazało się, że klocki są układane przez kilka godzin dziennie, kolejne pudełka były kupowane, także dla następnych Dzieci. Przez kilkanaście lat uzbieraliśmy dwie wielkie skrzynie klocków LEGO, a o ich ilości może świadczyć ilość ludzików (prawie 100) i koni (koło 30).
Filozofią moich Dzieci było ułożenie jednorazowe tego, co rekomendował Producent (czyli firma LEGO), a potem klocki trafiały do wielkiej mieszaniny LEGO rycerskich, indiańskich, kosmicznych, prehistorycznych, pirackich, strażackich, i wielu innych. Następnie moje Dzieci bawiły się budując zamki rycersko-kosmiczne, ze stajniami, gdzie oprócz koni były dinozaury, a piraci przeprowadzali ataki jeżdżąc wozami strażackimi. Jednego dnia można było wybudować miasto, a drugiego bazy kosmiczne. Pole do imaginacji było duże- chodziło też o to, aby się wzajemnie rozśmieszyć, bo można było, na przykład, smokowi zrobić skrzydła z kwiatków, albo rekiny zaprząc do ciągnięcia statku kosmicznego.
Czasy się zmieniły i filozofia bawienia się LEGO jest zupełnie inna. Teraz rodzice/dziadkowie/wujkowie kupują wielkie pudło, dziecko układa przez parę godzin klocki według instrukcji, i… wspaniały model helikoptera, statku kosmicznego, czy zamku, trafia na półkę. Dekompozycja takiego modelu byłaby zbrodnią, bo nie po to dziecko tyle czasu się męczyło, żeby efekt kilkugodzinnej pracy niszczyć. Zabawa zaś już ułożonymi klockami do samego układania ma się tak samo jak oglądanie zdjęć z wycieczki do jej samej.
Oczywiście, takie wykorzystywanie klocków jest narzucone przez firmę LEGO, bo prowadzi do zwiększonej ich sprzedaży. To co dobre dla firmy LEGO nie musi być jednak koniecznie dobre dla naszych dzieci.
Obserwując moje Wnuki układające wielkie zestawy LEGO jestem pod wielkim wrażeniem Ich sprawności czytania instrukcji (które są teraz dużo czytelniejsze niż 20-30 lat temu) i układania bardzo skomplikowanych elementów większych całości. Ale brakuje mi w tej zabawie rozmachu, dowcipu, polotu i fantazji. Dziecko nie tworzy, tylko odtwarza.
Układanie klocków LEGO tylko według instrukcji nie jest, niestety, jedynym problemem z zakresu wychowania obecnych małych dzieci. Kiedy dodamy do tego uzależnienie od głupkowatych kreskówek, czy gier komputerowych, to myślę, że mamy czym się martwić.
Już teraz mam w telewizorze kilkaset programów, a coś ciekawego zdarza się raz na parę dni, i na ogół jest to powtórka sprzed lat. Co będzie za lat 20-30, kiedy dorosną Dzieci bez wyobraźni i poczucia humoru, to strach myśleć. Na wszelki wypadek gromadzę książki, które pozwolą mi się wtedy odizolować od nudziarstwa, które hazelhardowo wieszczę.
PS Na zdjęciu pokazane są klocki LEGO wykonane według instrukcji i ceramiczne zwierzątka-dziwaki, które kolekcjonuję.
Hazelhard



Ma Pan w pełni rację. Te współczesne klocki już nie pozwalają na dawanie upustu fantazji, uczą jedynie realizacji instrukcji.
A kiedyś były klocki!
Nawet takie zwykłe, białe i czerwone, podłużne foremki z wypustkami, dwójki, czwórki, ósemki itd. Nie nazywały się lego. Jakiej były produkcji? (NRD?)
Można było z nich zbudować … wszystko: most, zamek, pałac, samolot, czołg, statek itd. Limitem była tylko ich ilość w zestawie, stąd dobrze było mieć kilka pudełek.
Ostatnio widziałem puzzle, które nie wymagają już składania zgodnie z obrazkiem, a jedynie łączenia wg numerów na odwrocie. Są za to 3D, czyli przestrzenne!
Dziecko nawet nie patrzy na obrazek (Empire State Building, Big Ben, Krzywa Wieża w Pizie lub Wieża Eiffla), a tylko szuka kolejnych numerków i łączy te elementy ze sobą. Widocznie postępowi producenci ugięli się presji postępowych rodziców, żeby dzieci nie stresować i frustrować zanadto, bo składanie puzzli wg obrazka potrafi przecież być bardzo, bardzo żmudne (np. niebo, woda, łąka itp.).
Zresztą ostatnio często się czyta opinie bardzo poważnych i postępowych ekspertów, żeby dzieci nie uczyć mnożenia, dzielenia, dodawania i odejmowania (bo to frustruje i stresuje skutkując ciężką traumą), nie mówiąc o pierwiastkowaniu i potęgowaniu. Nauka pisania też ich zdaniem nie jest już właściwie do niczego potrzebna.
Postęp, postęp i jeszcze raz postęp.
Michał!
Wszystkiego najlepszego w Nowym 2015 Roku!
Warszawiak.
PS.Jak masz czas to pisz, bo bez Ciebie tu szaro, buro i ponuro…. 😉
@JMP
To były PEBE!
@Warszawiak
Dzięki! Wzajemnie! Będę pisać mimo, że 2015 nie zapowiada się łatwo pod względem czasowym…