Słowa nasze, nawet co ważniejsze słowo, ściera się w użyciu jak ubiór co sparciał… – pisał Włodzimierz Majakowski, mając na myśli partię, która miała być w jedną miażdżącą pieść zaciśnięta. Oczywiście, pisząc swój poemat o Leninie, nie wiedział, że ta miażdżąca pięść go dosięgnie.
Kim są islamscy terroryści? Są wśród nich lekarze i poeci, ale również piekarze i bezrobotni bez kwalifikacji. Jednak kiedy poświęcają lub tylko narażają swoje życie, żeby zabić kilka przypadkowych osób dla wzbudzenia lęku przed Allahem, albo, jak w przypadku pracowników redakcji „Charlie Hebdo”, ukarać za grzech obrażenia posłańca wyżej wymienionego Allaha, mamy pewną wskazówkę, iż głęboko w coś wierzą.
Oczywiście politycy, uczeni i dziennikarze toczą poważne dyskusje, czy to, w co tak głęboko wierzą islamscy terroryści, może być islamem, czy też jest to jakąś chińską podróbką islamu, która z prawdziwym islamem nie ma nic wspólnego.
Prawdę mówiąc, nie słyszałem o mahometańskich duchownych biorących bezpośredni udział w aktach terroru, chociaż słyszałem setki kazań muzułmańskich duchownych namawiających do takich aktów, a nawet samego dostojnego Josufa Karadawiego, który mówił, że chociażby siedząc na wózku inwalidzkim chciałby sobie do Żydów postrzelać i umrzeć męczeńską śmiercią.
Majakowski miał rację, semantyka jest ważna, słowa faktycznie ścierają się jak ubiór co sparciał i to głównie z powodu ich partyjnej służby. W partyjnych narracjach nabywają nowych znaczeń i wówczas mówimy jedno, a myślimy coś zupełnie innego. Poeta sugerował, żeby mówiąc Lenin, myśleć partia i odwrotnie. W dzisiejszych czasach niektórzy stosują ten zabieg w odniesieniu do religii i pokoju. Niektórzy ateiści robią to samo, poszukując utraconego proletariatu i ręki milionopalcej w jedną miażdżącą pięść zaciśniętej.
Amerykańska aktywistka, Greta Berlin, uważa się za obrońcę praw człowieka, koncentruje swoją uwagę na cierpieniach Palestyńczyków z rąk Żydów i znając jej życiorys doprawdy trudno się dziwić, że natychmiast po zobaczeniu informacji o masakrze w redakcji „Charlie Hebdo”, poinformowała na swoim Facebooku, że była to robota Mossadu.
„MOSSAD właśnie zaatakował paryskie biuro Charlie Hebdo w niezdarnej próbie zmierzającej do zniszczenia porozumienia między Palestyną i Francją… Mam nadzieję, że francuska policja potrafi zobaczyć [że był to], doskonały atak świetnie wytrenowanych izraelskich agentów i nie będzie zakładać, że muzułmanie mogliby zaatakować Francję, kiedy Francja jest ich przyjaciółką… Izrael zapowiedział, że będą poważne konsekwencje, jeśli Francja będzie głosować za Palestyną. Nawet czteroletnie dziecko potrafiłoby zobaczyć, kto jest odpowiedzialny za ten straszliwy atak.”
Zanim cokolwiek było wiadomo, ćwierkaniom nie było końca i Greta Berlin nie była odosobniona w swoich podejrzeniach utrzymanych w duchu tradycji Eichmanna. W głównym chórze dominował jednak niepokój, że z pewnością musieli to być fałszywi muzułmanie, a nierozumiejące pokojowej natury islamu masy mogą niesłusznie obwiniać religię pokoju.
”Gazeta Wyborcza” wybiła oczywiście ważną wiadomość, że wybitny szyicki działacz na rzecz ostatecznego pokoju, przywódca Hezbollahu, Hassan Nassrallah powiedział:
Dżihadyści – cytowała obszernie tego działacza na rzecz wolności słowa „Gazeta” – którzy sieją terror na świecie, obrażają islam w większym stopniu niż rysunki naśmiewające się z Mahometa – oświadczył przywódca szyickiego libańskiego Hezbollahu, szejk Hasan Nasrallah. Nie wspominał bezpośrednio o ataku na „Charlie Hebdo”.
„Plaga dotarła do krajów, które eksportowały ekstremistów do naszych państw” – powiedział lider Hezbollahu w nawiązaniu do sytuacji we Francji. Stwierdził, że jest to „plaga okrucieństw podobnych do tych, których dżihadyści dopuszczają się w Syrii, Iraku, Libanie, Pakistanie, Afganistanie i Jemenie. Wśród członków grup dżihadystycznych w Syrii i Iraku są obywatele państw zachodnich, m.in. Francuzi, Amerykanie czy Brytyjczycy”.
Jak łatwo się domyśleć, nie była to okazja do przypomnienia innych słów tego samego obrońcy wolności słowa, że „Jeśli wszyscy Żydzi zbiorą się w Izraelu, oszczędzi nam to ścigania ich po całym świecie”. (23 październik 2002) .
Oczywiście redakcje mediów polskich i zagranicznych zapraszały tłumnie umiarkowanych ekspertów wyjaśniających, że islamski terror nie może mieć nic wspólnego z islamem. W Polsce szczególną popularnością cieszyła się doktor Patrycja Sasnal, która tak wyjaśniała tło mordu w Paryżu polskim odbiorcom jej naukowej ekspertyzy:
„Czy islam jest powodem ataku w Paryżu, czy jedynie instrumentem? – To bandytyzm i terroryzm, a zupełnie nie islam – przestrzegała w audycji 'Światopodgląd’ w TOK FM dr Patrycja Sasnal z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.” (cytuję za wiadomości.gazeta.pl)
Wyjaśnienie w duchu szefa Human Rights Watch, Kennetha Rotha, którego pierwszą reakcją na mord w Paryżu, było ostrzeżenie na twitterze, że może to spowodować wzrost islamofobii. Wspólnota Kennetha Rotha z Gretą Berlin jest dyskretna, ale niezłomna, łączy ich pewność, że nie ma ważniejszej sprawy niż ściganie zbrodni żydowskich, a wszystko inne jest odwracaniem uwagi od tej najważniejszej sprawy; odciąganiem prawdopodobnie organizowanym przez żydowskie lobby lub zgoła izraelskie służby.
Sami muzułmanie są podzieleni. Wielkich demonstracji muzułmańskich społeczności pod hasłem „nie w naszym imieniu” ani w Paryżu, ani w innych miastach europejskich, ani w Ameryce, ani w Australii, ani w krajach islamu, nie zauważono. Nie zauważono również małych demonstracji tych społeczności, a wypowiedź Nassrallaha uznano za bardziej wartą nagłośnienia niż wypowiedzi autentycznych muzułmańskich humanistów, czy wypowiedzi tych dysydentów z muzułmańskiego świata, którzy porzucili islam, takich jak na przykład Ayaan Hirsi Ali.
Jest rzeczą przerażającą, że światowe media całkowicie przemilczały niesłychanie ważne wystąpienie prezydenta Egiptu, Abdela Fattaha al-Sisi, z pierwszego stycznia 2015, w którym powiedział między innymi:
„Jest nie do pomyślenia, żeby – a mam tu na myśli nie religię, a interpretację zbioru idei i tekstów, którą uświęcaliśmy przez stulecia, w takim stopniu, że rzucenie jej wyzwania staje się bardzo trudne.
Doszliśmy do sytuacji, że ta (interpretacja) jest wroga wobec całego świata.
Czy jest do pomyślenia, że 1,6 miliarda ludzi (populacja muzułmanów) chciałoby zabić pozostałe 7 miliardów mieszkańców świata by żyć (mogli sami)?
Mówię to tu, w Al-Azhar, przed uczonymi teologami i duchownymi. Niech Allah będzie mi świadkiem w Dniu Sądu Ostatecznego, że w tym co do was dziś mówię moje intencje są czyste.Nie możecie widzieć wyraźnie tkwiąc w tym sposobie myślenia. Musicie wydostać się z niego i spojrzeć z boku, aby zbliżyć się do naprawdę oświeconej interpretacji. Musicie się mu zdecydowanie przeciwstawić. Pozwólcie, że powiem raz jeszcze: musimy zrewolucjonizować naszą religię.”
Po masakrze w redakcji „Charlie Hebdo” tu i ówdzie można było zauważyć zdawkowe wzmianki o zdawkowym potępieniu tego ataku przez Ligę Arabską, tymczasem, moim skromnym zdaniem, tu powinny być skierowane oczekiwania, z tej prostej przyczyny, że nie ma możliwości zdławienia islamskiego terroryzmu bez rozprawy z tymi, którzy nieustannie do niego podżegają, a to mogą zrobić tylko przywódcy państw muzułmańskich (na co Zachód może zaledwie naciskać).
Z tego punktu widzenia ciekawa była „dyskusja” wokół pewnego tweetu w Katarze.
Abdallah Al-Athbah, redaktor naczelny gazety katarskiej “Al-Arab”, napisał na swoim koncie Twittera (@A_AlAthbah) że muzułmanie nie powinni przepraszać za strzały w redakcji satyrycznego tygodnika francuskiego “Charlie Hebdo”, tak jak chrześcijanie i Żydzi nie przepraszają za działania ich krajów. W serii tweetów po tym zamachu wezwał muzułmanów, by „byli mężczyznami” i powstrzymali się od przepraszania za coś, czego nie zrobili.
Podobnie jak Greta Berlin, katarski intelektualista wietrzy spisek i wyraża opinię , że zamach był spiskiem francuskim w celu przygotowania gruntu do inwazji na Libię. W jednym z tweetów napisał: „Francja najwyraźniej chce najechać Libię pod pretekstem ‘wojny z terroryzmem’, po tym jak okupowała Mali pod tym samym pretekstem. Ta operacja jest doskonałą wymówką do mordowania muzułmanów”.
Oczywiście ciekawe są arabskie reakcje na to wystąpienie. W większości są to reakcje popierające światłe ćwierkania Abdallaha Al-Athbaha. Informując o tych reakcjach na paryski zamach, MEMRI (Specjalny Komunikat nr 5923) przytacza typowe przykłady tweetów z wyrazami poparcia:
- „Przekleństwo Allaha na każdego, kto przeprasza, nawet jeśli to jest mój brat”.
- „Nikt nawet nie prosił nas o przeproszenie??? I za co??? Jesteśmy przeciwni zbrodni. Nie reprezentuje nas i nie powinniśmy przepraszać za coś, co nas nie reprezentuje”.
Ten ostatni przykład jest być może szczególnie interesujący. Istotnie próśb o przepraszanie nie było, chyba że ktoś uznałby za taką prośbę napisany na długo przed tym zamachem List do moich braci muzułmanów francuskiego muzułmanina i filozofa Abdennoura Bidara.
Muzułmanie mający odmienne zdanie niż katarski intelektualista, który nie widzi powodu do przepraszania, są w mniejszości, ale są.
Użytkowniczka Anissa Hassouna skrytykowała Al-Athbah, pisząc: “Czy sugeruje pan, byśmy wysłali telegram z gratulacjami lub poparciem?!!”
Inny użytkownik zganił Al-Athbaha: „Twoje wypowiedzi są niebezpieczne i stanowią usprawiedliwienie zamachu terrorystycznego i lekceważenie jego powagi”. Takich wypowiedzi było więcej, ale nadal były rodzynkami w cieście.
Tymczasem w dżihadystycznych mediach elektronicznych od momentu podania wiadomości o masakrze w Paryżu można było obserwować orgię radości.
- “#Paryż płonie. Oh Allahu wyrżnij ich, Allah atakuje ich. To pismo obraziło Posłańca Allaha i islam”,
- “#Strach panuje w gazetach i wśród dziennikarzy, którzy nienawidzą islamu. Są żądania ochrony militarnej redakcji gazet.
- #Paryż zamienia się w koszary”.
- “#Francja zamieniła ziemie muzułmańskie w pola bitew, a teraz muzułmanie zamienili Paryż w pole bitwy.
Po setkach powielanych w nieskończoność takich tweetów, posypały się artykuły i komentarze. Angielskojęzyczny magazyn Al-Kaidy „Inspire” zamieścił zdjęcie zamordowanego redaktora naczelnego i karykaturzysty “Charlie Hebdo”, Stéphane’a Charbonniera:
Już wcześniej w krajach muzułmańskich pojawiły się głosy, że terroryzm muzułmański nie może zostać przezwyciężony bez radykalnych zmian w systemach oświaty i bez radykalnego zwalczania nieustannego podżegania do terroryzmu w meczetach. Trudno jednak oczekiwać, poparcia na Zachodzie dla tego nurtu w krajach islamu, jeśli prezydent Stanów Zjednoczonych publicznie, na forum ONZ wygłasza tezę, że
„Przyszłość nie należy do tych, którzy obrażają islam i proroka islamu”.
Czy w najbliższym czasie zaczniemy obserwować zmiany postaw wśród europejskich polityków, ekspertów, dziennikarzy? Czy ponownie strach, będzie nas trzymał w monachijskim syndromie? Wiele wskazuje na to, że prezydent Barack Obama poszedł już dalej niż premier Neville Chamberlain. Strach jest zwiastunem zwycięstwa terroryzmu i klęski demokracji.
Blisko rok temu brytyjski dziennikarz, Nick Cohen, w artykule pt: Twenty five years on from Rushdie we are frightened to say we are scared pisał, że od czasu wydania fatwy wzywającej każdego muzułmanina, który będzie miał po temu okazję, do zabicia Salmana Rushdiego, fatwy wyznaczającej wielką nie tylko niebiańską, ale i doczesną, finansową nagrodę za zamordowanie pisarza, zamordowano dziesiątki dziennikarzy, pisarzy, autorów blogów, naukowców i polityków w krajach muzułmańskich, byliśmy świadkami licznych akcji terrorystycznych na Zachodzie, setki ludzi otrzymywało groźby śmierci i musi być chronionych przez policję.
Nick Cohen przypominając fatwę wzywającą do zamordowania Salmana Rushdiego pisał o mającej miejsce w lutym 2014 roku sprawie gróźb wysyłanych pod adresem brytyjskiego muzułmanina Maajida Nawaza. Pochodzący z Pakistanu Nawaz był w młodości członkiem organizacji terrorystycznej, a potem założył i kieruje „Quilliam Foundation”, organizacją próbującą przeciwdziałać propagowaniu morderczej nietolerancji wśród muzułmanów.
Czym ściągnął na siebie gniew współwyznawców Maajid Nawaz? Otóż przesłał tweetem rysunek Jezusa mówiącego „Hej” i Mahometa odpowiadającego „Jak się masz?”
Organizując dyskusję na temat tych gróźb, BBC nie odważyło się pokazać oryginalnego rysunku. Twarz Mahometa została zastąpiona komicznym czarnym jajem.
Po zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” niektórzy nawoływali do publikowania ich karykatur, inni, jak „Guardian”, powtarzali swoją mantrę o jakimś szacunku. O ile mi wiadomo, tylko jedna redakcja miała odwagę napisania, że tego nie zrobi z powodu lęku o życie swoich dziennikarzy. Duńska gazeta „Jylland-Posten” ogłosiła: “Żyjemy w strachu przed terrorystycznym atakiem od dziewięciu lat. Tak, to właśnie jest powodem, dla którego nie reprodukujemy karykatur, ani własnych, ani tych z ‘Charlie Hebdo’. Jesteśmy świadomi, że tym samym uginamy się przed przemocą i zastraszaniem.”
Uchylam kapelusza przed ich odwagą i zastanawiam się, czy dożyję chwili, kiedy w mediach publicznych i społecznościowych przestanie dominować ćwierkanie sępów i (co uważam za najważniejsze), kiedy Zachód zacznie zauważać tych muzułmanów, którzy podzielają ludzkie wartości i przestanie ściskać się z tymi, którzy kształcą kolejne bataliony tych, którzy do nas strzelają?
Andrzej Koraszewski





Pytanie, które w każdej detektywistycznej powieści jest zasadnicze brzmi: „Kto skorzystał na śmierci ofiar?”.
Kto skorzystał na śmierci ludzi w Nowym Yorku, Londynie, Madrycie, a teraz Paryżu? Nie bezpośredni zabójcy-samobójcy, bo opowiadania, że liczyli na dziewice u Allacha, nie są zbyt przekonywujące.
Czy skorzystali mułłowie bojący się westernizacji Wiernych?
Czy skorzystali szejkowie bojący się demokratyzacji swoich krajów?
Czy skorzystali producenci ropy naftowej (nie tylko bliskowschodni)?
To, co bardzo mi się nie podoba to wspaniała współpraca Arabii Saudyjskiej (finansującej terrorystów) z USA. Ale może to lepsza opcja niż współpraca tego kraju z Rosją? Więcej pytań niż odpowiedzi…
@ Hazelhard
Ukladajac liste pytan dal pan odpowiedz. Tak sie pisalo w PRL, fajne.
Pan jest, niestety, islamofobem. Odmienia Pan przez wszystkie przypadki nazwę religii którą wyznaje 1.8 miliarda, w większości ( 99%) pokojowo żyjących ludzi. Dlaczego? jak to mówią uderz w stół, a odezwą sie nożyce. Właściwie sam Pan pisze dlaczego. A że to co Pan pisze ( ten Izraelski spisek) to nieprawda? No pewnie że nie prawda, fundamentaliści islamscy sa dostatecznie zbrodniczy i bez pomocy Izraela. Co nie powstrzyma jastrzębi w izrealu by starać się ogrzać w ciepełku świeżych trupów, bo cała ich polityka zbudowana jest na tej ksenofobii, co zresztą będzie także świetnie odpowiadać wszystkim tym którzy chcą większej inwigilacji, mniejszej prywatności, większej władzy – bo zrobili sobie z tego metodę biznesową…
Na co sie zdają te wszystkie narzędzia inwigilacji, podsłuchy, kontrolowanie komórek i internetów – skoro służby – pomimo posiadanej wiedzy i niemal omnipotencji w szukaniu informacji o zwykłych obywatelach ( a zwłaszcza o swoich zonach!) – posiadając wiedzę o planowanych zamachach terrorystycznych – i w Ameryce i w Francji – NIC NIE ROBIĄ. Po prostu inwigilacja – jest przemysłem, ale nie jest skuteczna. Nie zapewnia żadnego bezpieczeństwa. Najwięksi spece od bezpieczeństwa piszą o tym od lat – a wiedza ta jest ignorowana. Bo w całej zabawie nie chodzi o zapobieżenie terroryzmowi tylko o uzasadnienie procedur, i metod biznesowych – wojny w celu zdobycia kontroli nad ropą, i metod biznesowych polegających na inwazji w prywatność.
Na chaosie i strachu ludzkim już dziś, także dzięki głosom takim jak powyżej, zanika tolerancja społeczna i wolność. W tym wolność słowa. Już ogłoszono ze w Europie USA pomogą, ( tymi swoimi metodami rodem z Guantanamo? ), walczyć z terroryzmem.
Je Suis Charlie ? BEZ JAJ!
Większość polityków zamknęłaby tego typu gazety gdyby tylko mogli zrobić to legalnie – bo kąsają ich co chwilę ujawniając ich szemrane, na ogół złodziejskie, związki z biznesem.
Zwrócę uwagę na działania jakie podjęła władza w Polsce by ograniczyć wolność prasy, na wtargnięcie służb do tygodnika Wprost i na oskarżenia jakie się posypały w kierunku niewygodnych dziennikarzy którzy po prostu pokazali jak sie przejada publiczne pieniądze.
@ Kazimierz Kurz – Czy jestem islamofobem? Oczywiście. W tym samym stopniu w jakim islamofobem jest Sam Harris, Richard Dawkins,były muzułmanin Salman Rushdie, były muzułmanin Ibn Warraq, była muzułmanka Ayaan Hirsi Ali, była muzułmanka Wafa Sultan, głęboko wierząca, muzułanka Qanta Ahmed, muzułmanin, generał Sisi, palestyński muzułmanin Khaled Abu Toameh, Jordańczyk (muzułmanin) Mudar Zahran. Mógłbym tak jeszcze przez pół godziny pisać bez zaglądania gdziekolwiek nazwiska wspaniałych ludzi, które i tak nic Panu nie powiedzą, ponieważ posiada Pan opinie silnie podbudowane wszechstronnym brakiem wiedzy. Mógłbym również powiedzieć mało elegancko o niezbyt sympatycznie pachnącym zapachu antysemityzmu, który dolatuje z pańskich wypowiedzi, tylko po co, kiedy o dialogu nie ma mowy, a namawianie Pana na studia są prawdopodobnie spóźnione o wiele dziesięcioleci.
@Hazelhard – jest takie słowo „morale”, w armii oznacza ono gotowość ryzykowania lub poświecenia własnego życia na rozkaz sierżanta. W armii morale może być oparte na strachu przed plutonem egzekucyjnym, ale może być oparte na głębokiej wierze w „sprawę”. Możemy się dziwować w jak dziwne rzeczy ludzie wierzą i za jak dziwne rzeczy są gotowi umrzeć. Nie budowałbym filozofii życiowej na tym zdziwieniu. Schizma między prawosławiem a katolicyzmem oglądana przez spory teologiczne jest przekomiczna. Cóż, w imię tych sporów wyrzynały się narody. Terroryzm oparty na luźnych komórkach i samotnych wilkach wymaga bardzo wysokiego morale. Pytanie z kupionej w kiosku książki detektywistycznej, kto na tym zyskuje? W zależności od długości lotu lub podróży pociągiem odpowiedzi na to pytanie mogą wypełnić dużo czasu. Chyba lepiej oglądać dostępne fakty.
„Czy jestem islamofobem? Oczywiście. W tym samym stopniu w jakim islamofobem jest Sam Harris, Richard Dawkins” – no fajną opinię ma Pan o&