Nową powieść Poddanie Michel Houllebecq umieścił w przyszłości, we Francji 2022. Jak wiadomo – wygrywa Bractwo Muzułmańskie i prezydentem zostaje muzułmanin, który wprowadza prawa koraniczne, łącznie z wykluczeniem kobiet z przestrzeni publicznej i z wprowadzeniem poligamii. To rodzaj political fiction odwołującej się do lęków społeczeństwa francuskiego Zbrodnia, do jakiej doszło 7 stycznia w Paryżu, która zbiegła się z publikacją książki Soumission zepchnęła ją w cień. Myślę, że dobrze się stało, że debata nad fikcją została wyparta przez rozmowy o rzeczywistości
W tym samym czasie w Włoszech Umberto Eco publikuje swoją powieść Numer zero, której akcję umieścił na początku lat 90. w środowisku dziennikarzy. Tytułowy numer nie tylko nigdy się nie ukaże, ale też nie stanie się numerem jeden. To książka o niemożności pisania, albo raczej o bezradności dziennikarzy wobec rzeczywistości wymykającej się opisowi.
Książka Eco zapewnie nie powtórzy sukcesu Imienia róży, przełożonej prawie na 50 języków i sprzedanej w 30 milionach egzemplarzy jednak zasługuje na uwagę jako diagnoza świata mediów. To diagnoza bezlitosna – nie ma dziennikarstwa obiektywnego. Nie można oddzielić faktów od opinii. To można uznać za banał, jednak ten banał staje się groźny jeśli dziennikarz swoje banalne opinie zaczyna narzucać jako „oczywistą oczywistość”. Wtedy fakty przestają w ogóle mieć znaczenie, pozostaje arogancja dziennikarzy.
To podręcznik złego dziennikarstwa. Czytelnik tekstów produkowanych przez kiepskich dziennikarzy jest tak skołowany, że w końcu nie wie czy fakty, o których jest informowany są kroniką z naocznie obserwowanych wydarzeń czy najzwyczajniej wymysłami chorej wyobraźnie. A może jeszcze gorzej wymyślonymi „faktami” na zlecenie mniej czy bardziej tajemniczych mocodawców. Eco w rozmowie z Dino Messyna w redakcji „Corriere della Sera” tłumaczył, że powód, dla którego akcja rozgrywa się w 1992 roku ma związek z przełomem w jakości dziennikarstwa. Przestało pomagać rozumieć świat, a zaczęło służyć najdziwniejszym teoriom spiskowym. Jak wypada w kiepskim dziennikarstwie głównym problemem jest pytanie (przekonujące zadawane przez jednego z dziennikarza pisma, które do końca się nie ukaże) czy Mussolini zginął czy przeżył? Mam wrażenie, że ta diagnoza nie dotyczy tylko włoskiego dziennikarstwa.
Moim zdaniem to powieść Umberto Eco powinna stać się lekturą obowiązkową w Polsce, a Houllebecq pozostanie ciekawostką jak i poprzednie jego książki zresztą.
Stanisław Obirek



Dodajmy, że polskie wydanie „Numero zero” ukaże się w maju nakładem Noir sur Blanc.
A to wspaniale, już się cieszę!
Nie wiem, czy przeczytam. Gdybym miała okazję czytania teraz, to z chęcią wzięłabym do ręki, do maja mogą mnie zaabsorbować zgoła inne tematy.
Bo dziennikarze z wolna podpadają u mnie pod tę samą kategorię poszanowania, co plotkarze, prowokatorzy, panie lekkich obyczajów (i nie lekkich pieniędzy) jednym słowem towarzystwo, jakim człowiek szanujący się, nie afiszuje się publicznie, a prywatnie unika. I bardzo mi przykro, ale jest to kategoria pokoleniowa – mamy świetnych dziennikarzy w kat. 50+ i popis arogancji, niedouczenia i sprzedajności wśród młodzi dziennikarskiej. Nie mówię już nawet o fatalnym języku i braku szacunku do rozumu odbiorcy.
To zjawisko było zawsze, kwestia proporcji. Jeden z średniowiecznych kronikarzy (bodaj Adam z Bremy) pisał, że „czasem lepiej jest przemilczeć niektóre fakty, lub wymyślić nowe”.
„…Książka Eco zapewnie nie powtórzy sukcesu Imienia róży…”
Mam wrażenie, że rynkowy sukces „Imienia róży” ma niewiele wspólnego z jej rzeczywistą wartością. Raczej z tym co z niej wydobywali znawcy rynku. Na szczęście każdy może ją czytać po swojemu.
Jaruta – może to rzeczywiście rok 1992 był tą granicą?
Powieść Umberto Eco rzeczywiście zapowiada się na lekturę obowiązkową. Nawet, biorąc pod uwagę fakt, że większość naszych rodaków książki omija szerokim łukiem, jest szansa, choćby z uwagi na renomę autora, że spora grupa osób po tę pozycję sięgnie. Inną kwestią jest, czy czytelnicy wyciągną jakieś wnioski z tej lektury. Przeczytałam w jednej z zapowiedzi, że „powieść ma (…) ukazać mechanizmy tzw. „maszyny błota” (macchina del fango), uruchamianej przez nierzetelne media w celu obrzucenia błotem i dyskredytacji przeciwników politycznych.” To zwłaszcza powinno dać do myślenia …
Drobna prośba, jeśli Państwo pozwolą: odmieniajmy imię Umberta Eco (http://sjp.pwn.pl/szukaj/Eco.html).
Moja wina, no więc nowa powieść Umberta Eco w istocie zapowiada się interesująco. Gdyby żył w Polsce zapewne akcję powieści umieściłby w 2006, a może nawet w 2010 roku, to wtedy „maszyny błota”, (a może maszyny błotne) zaczęły działać pełną parą nad Wisłą i nic nie zapowiada by tej pary w najbliższej przyszłości miało im zabraknąć.
nie jestem fanka Houllebecq… nie wiem czy pan polecal juz ksiazke Emmanuel Carrère Le Royaume, Krolestwo.
Jest to rodzaj biografi sw. Pawla i Lukasza, swietnie udokumentowana, uwazam, ze kazdy katolik w Polsce powini ja przeczytac, moze troche otworzy oczy i zacznie myslec!
wada tej ksiazki jest narcyzm autora jego bolaczki bobo paryskiego, pierwsze 150 ston mozna sobie zostawic i tak jescze pozostalo 400!
i dla mej duszy i na odtrutke czytam Seneke, Listy do Luciliusa, zyli w tym samy czasie a jakie dwa swiaty inne!
@ Anna
Dlaczego to bloto jest tu, na tym forum? Prosze przeczytac bardzo dlugie rozmowy o zamachu w Paryzu. Raczej neutralne dla wiekszosci dyskutantow, pozwalaly zachowac poprawnosc wypowiedzi. Za pare dni wrocimy na nasze polskie podworko, to dopiero bedzie bloto. A mlodych tu raczej niewiele.
Wzmianka o błocie w moim komentarzu pojawiła się w formie cytatu, będącego fragmentem zapowiedzi książki. A skąd błoto na tym forum (a w zasadzie na wielu forach i w dyskursie publicznym)? To bardzo dobre pytanie. W dużej mierze jest to spowodowane anonimowością (na forach) i społecznym przyzwoleniem. Ja staram się błotem nikogo nie obrzucać i innym też to sugeruję:-)
Po lekturze wywiadu z Houllebecq’iem w dzisiejszej „Corriere della Sera” w przeddzień publikacji włoskiej wersji jego książki „Sottomissione” muszę powiedzieć, że mój osąd był zbyt surowy („a Houllebecq pozostanie ciekawostką jak i poprzednie jego książki zresztą”). Zastanawiam się czy jego diagnozy nie są jednak boleśnie trafne. Szczególnie zastanawiam „niemożność nawrócenia na katolicyzm”, który dla bohatera przestał być atrakcyjny. Islam wydał mu się bowiem bardziej przekonujący. Niezależnie od motywów tej konwersji (oportunizm, wygoda ect.)sądzę, że jest nad czym myśleć.