Stefan Bratkowski: Gdzie jest ten rynek

rosja cerkiew2015-02-15.

Wracam do tematu raz kolejny. Tłumaczę, że Rosjanie, naród dumny i zarazem drażliwy, ojczyzna wielu czołowych pisarzy świata i muzyków, a także sputnika, katiusz, kałasznikowa i pepeszy, to już nie naród wielki, a coraz mniejszy. Bo – wymierający.

To nie żart.

Pierwszy realny spis powszechny za czasów Chruszczowa w roku 1959 wykazał w ZSRR 114 mln etnicznych Rosjan. Potem, już od lat 60-tych wieku XX, dalej, jak i przedtem, z roku na rok ich ubywało; od 25 do 20 % niemowląt nie dożywało pierwszego roku życia. I to znany demograf, Borys Urłanis, alarmował wtedy, że Rosjanie wymierają. Rosjan rodziło się coraz mniej i niewiele od tej pory się zmieniło. Wyniszczały i wyniszczają naród rosyjski choroby, stare jak gruźlica i syfilis, i nowe, dziś także AIDS, a wyniszcza go i nieuleczalny społecznie alkoholizm. Możliwe, że się trochę poprawiło, ale do przełomu daleko. Dodajmy toksyczne odpady pochodzenia przemysłowego i militarnego na połowie gruntów uprawnych. Różne telewizje ukazywały wstrząsające reportaże z terenów, gdzie tysiące kilometrów kwadratowych zieją upiornymi wskaźnikami na licznikach Geigera-Muellera…

Mamy z 1999 r. liczbę Rosjan 117,8 mln. Czy jest wiarygodna w stosunku do tamtej z roku 1959? Przytoczę oficjalnie podawane stopy degresji, tj. o ile procent w danym roku było mniej ludności w całym państwie Rosji, nie samych Rosjan – czyli że przy rozrodczości świata muzułmańskiego ubytki w liczbie Rosjan są prawdopodobnie jeszcze wyższe: 1990 – 2,2%, 1992 – 1,3%, 1993 – 5,1%, 1995 – 5,7%, 2000 – 6,5%, 2001 – 6,5%, 2003 – 6,1%, 2004 – 5,6%, 2005 – 5,9%, 2007 – 3,3%.

Ilu Rosjan jest naprawdę? Proszę liczyć. Wychodzi z tego, tak czy inaczej, że Rosjan dzisiaj nie ma nawet stu milionów. Rosyjska armia raczej nie ma oficjalnie podawanej liczby 1,9 mln ludzi. Dobrze, jeśli uzbiera milion. Zgoda, każdy żołnierz dywizji powietrzno-desantowych wart jest kilku z poboru. Ale – nie bardzo ma kto umierać za Rosję. I nie bardzo będzie kim obsadzać zajęte ziemie. Przypuszczam, że – jak w średniowieczu – będzie Moskwa podbijała nowe terytoria i wcielała je do swego państwa razem z ich mieszkańcami. Państwo będzie rosło, a jego nowi poddani będą pracowali na nowych panów. Stąd Ukraina jak cel nowej zdobywczości. Średniowiecznej. Tylko że i to nie pomoże.

Najbliższe dwadzieścia lat zadecyduje o przetrwaniu tak ongiś liczebnego narodu. Ze statystyk wynika, że za te dwadzieścia lat Syberia będzie chińska. W Chabarowsku i okolicach mieszka już podobno 2 miliony Chińczyków.

Jedno pewne: walka o ten rynek z jego zdolnością nabywczą jest nieporozumieniem. To tylko trochę więcej niż Niemców, a nie wiadomo czy nie mniej. Żaden w sumie rynek. Chociaż Niemców jest dzisiaj trochę mniej, to jednak  ich rynek wchłania ze dwa razy więcej europejskich towarów niż Rosja. Rosja dziś już bardziej potrzebuje filantropów, niż biznesmenów.

Nikt natomiast (może się mylę) nie porównuje i nie rozważa skali innego rynku. Bliższego i bardziej obiecującego. Nie rozważa się jako jednego rynku – Europy. Ba, nawet jako jednego kontynentu. Taki nie istnieje. Każde państwo Unii chce być samodzielnym kontynentem, który łaskawie co jakiś czas udziela zgody na jakieś decyzje pożyteczne dla wszystkich. Tymczasem Europa, kontynent zamożny, oznacza łącznie 500 mln potencjalnych nabywców – więcej niż Stany Zjednoczone, połowę tego, co Indie. W czyj rozwój zatem warto inwestować? W rynek kurczący się, w praktyce gotowy tylko do pogróżek i lokalnych wojen, czy w rynek otwarty, rynek z przyszłością? W rynek wymagający tylko wspólnej pracy nad jego spójnością i ułatwieniami handlowymi? Nawet secesjoniści tak niemądrzy, jak radykałowie Grecji, wrócą do niego jak niepyszni. Ci fantaści nie dostaną od Rosji pieniędzy na zakup europejskich towarów i już nabierają rozsądku.. Kłopoty z zakupami ma sama Rosja. Niezadługo ktoś będzie musiał żywić Greków, a nie wiadomo, czy i nie Rosjan. Nie wszystkich: Putin się wyżywi.

Można wprawdzie pomnażać liczbę obywateli rakietami, wartymi każda tysiąca uzbrojonych ludzi. Ale rakiety, nawet najlepsze, z kobiecymi imionami, nie rodzą. Takich jeszcze nie skonstruowano. Na dobitek rakiety mają i Polacy. Polacy jednak mnożą się sami, bez pomocy rakiet, i tylko Rosja Putina odcięła się embargiem od ich ziemniaków, ujawniając tym samym, że tak wielki kraj nawet ich nie umie wyhodować. Rakiety też nie umieją.

Ten rzekomo wielki rynek zasługuje dziś tylko na żarty. Przykro mi. Polacy bardzo lubią Rosjan, mieli bowiem przykre doświadczenia przeszłości nie z nimi, a z ich państwem (w różnych wersjach). Nie cieszy nas, że mogą żyć na granicy głodu. To już nic śmiesznego. Rakiety nie żywią. Chyba, że się je sprzeda na złom.

Poczekajmy.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

30 komentarzy

  1. Magog 2015-02-15
    • bogda35 2015-02-17
      • Magog 2015-02-17
    • Kubanos 2015-02-18
  2. slawek 2015-02-15
  3. andrzej Pokonos 2015-02-15
    • Magog 2015-02-16
      • andrzej Pokonos 2015-02-16
  4. Federpusz 2015-02-16
  5. Aleksy 2015-02-16
  6. MaSZ 2015-02-16
  7. Jerzy Łukaszewski 2015-02-16
    • Magog 2015-02-16
      • Marian. 2015-02-16
        • Magog 2015-02-17
        • Marian. 2015-02-18
        • A. Goryński 2015-02-17
        • Marian. 2015-02-18
  8. Hazelhard 2015-02-16
    • Federpusz 2015-02-16
      • bogda35 2015-02-17
    • andrzej Pokonos 2015-02-17
  9. Mr E 2015-02-16
  10. Jerzy Łukaszewski 2015-02-16
  11. Magog 2015-02-17
  12. slawek 2015-02-18
  13. eryk 2015-02-19
  14. Wrubel 2015-02-20
  15. Magog 2015-02-25
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com