Umówmy się w Twojej okolicy, w miejscu znanym i dogodnym dla Ciebie i innych. W czwartek 7 maja 2015 roku, po południu. Spotkajmy się, by wymienić uścisk dłoni i postanowić:
Dość hejtowania, ujadania. Liczymy się. Są sprawy.
Poniżej przytaczamy tekst „Urlop od agresji”, w którym autor się rozmarza o czterech tygodniach postu od agresji, o moratorium na mowę nienawiści. Pisze: „Warto próbować, choćby lokalnie, choćby w kręgu własnych kontaktów, choćby sporadycznie.
Niniejszym proponujemy właśnie spróbować. Zróbmy to. Zróbmy to jedni z pierwszych. Nie liczmy, że ktoś zrobi to za nas.
Idea jest prosta. Zanieśmy Wiosenny Znak Pokoju pod strzechy.
Ponieważ porozumienie ponad podziałami nie bardzo wychodzi, spróbujmy Porozumienia POD Podziałami.
Potrzebujemy dziś porozumienia bardziej niż rok czy dwa lata temu. Świat stał się mniej przyjazny, niż był. Szkoda tracić polskiej energii na fochy i bratobójcze starcia. Energią społeczną i życzliwością wzajemną umacnia się wspólnota.
Odezwij się, jeśli myślisz podobnie.
Odezwij się, jeśli myślisz inaczej.
Do zobaczenia.
A teraz pytania, które padną:
Po co spotykać się osobiście, skoro można w sieci?
Dlatego, że uścisku dłoni i spojrzenia sobie w oczy nie zastąpią żadne kliknięcia.
Dlaczego ma to być akurat 7 maja 2015?
Bo jest to rocznica pierwszego obywatelskiego wiecu wyborczego, który otworzył drogę do zwycięstwa „Solidarności” w wyborach 1989 r. Więcej o wiecu i rocznicy w linku. Godzina spotkania, jako że jest to czwartek – dzień powszedni, do ustalenia lokalnie.
Uścisk dłoni, formułka i co dalej?
Warto podzielić się np. najważniejszym wydarzeniem osobistym minionego roku. Z czasem może się gdzieś pojawić rytuał topienia wiedźmy nienawiści Zadziry (?) albo wysłania jej na Łysą Górę balonem, co ja mówię – dronem. Liczyłbym na pomysły lokalne, zwłaszcza Pań i młodzieży szkolnej.
Przekazywanie Znaku Pokoju odbywa się w świątyni. Po co wyprowadzać go na zewnątrz?
Symboliczny gest Znaku Pokoju zyska na sile i zasięgu. Jedno miejsce nie podważa drugiego.
Co znaczy: liczymy się?
Patrzymy na kogo można liczyć, a z drugiej strony wiemy, że podobnie myślący coś znaczą.
Czekamy na Twoje pytania.
Urlop od agresji
Dla opinii międzynarodowej 4 czerwca, dzień częściowo demokratycznych wyborów 1989 r. jest i pozostanie rocznicą załamania się systemu komunistycznego w Polsce, a praktycznie we Wschodniej Europie. Jednak w dokładniejszych rachunkach krajowych nie da się pominąć tego, że byli w tych wyborach wygrani, byli przegrani i byli – z powodu błędnej oceny własnych szans – odsunięci na dalszy plan. Stąd problemy ze wspólnym niewymuszonym świętowaniem znakomitej rocznicy.
Przychodzi mi na myśl, że w tej sytuacji warto pamiętać o dacie 7 maja i Płocku. Nie zamiast 4 czerwca, przeciwnie – dla 4 czerwca. Niecenzurowany więc obywatelski na terytorium sowieckiego imperium, trzeszczącego i rozchwianego we wszystkie strony, ale wciąż groźnego i bezwzględnego, był wydarzeniem znaczącym. Dlatego ta rocznica może być świętem zwycięzców, ale także świętem tych, którzy nie ulegli pokusie zerwania umów Okrągłego Stołu. A mieli w ręku siły i środki po temu. Byłoby to święto także misji mediacyjnej kościoła katolickiego, widocznej w tym wspomnieniu, a która w ostatnich dniach została z wdzięcznością przypomniana i która pozostaje niedopełniona. Z pasterską zachętą Jana Pawła II przedstawiciele kościoła dopilnowali by przeciwstawne racje władzy i opozycji nie osiągnęły punktu zerwania. Tego samego nie dało się osiągnąć w konfliktach obozu zwycięzców. Nie udaje się do dzisiaj. Kiedy smarkula powtarza za kimś do kamer, że premier rządu polskiego jest zdrajcą, widzimy, że geny nienawiści wniknęły w latorośl i pilnie potrzebujemy resetu standardów rozmowy publicznej. Widać tu rolę nie do przecenienia dla duchowieństwa.
Płock, 7 maja, a nie Okrągły Stół w lutym-kwietniu 89 w Warszawie? W Pałacu Namiestnikowskim było gadanie, podpisy na papierze cierpliwym. W Płocku nastąpiło wejście w wymiar faktów społecznych. I jeszcze jedno: 7 maja jest wigilią dnia zakończenia II wojny w Europie. Ze styku tych rocznic łatwiej nam wyłowić posmak zwycięstwa.
Zdobędę się na wyznanie: marzy mi się okres skupienia i refleksji między 7 maja a 4 czerwca, taki – nie bójmy się wypróbowanych wzorów – świecki adwent. Jedni powiedzą rekolekcje narodowe, inni nazwą to audyt. Zawieszenie sporów merytorycznie wątłych a często pustych, wszczynanych dla pognębienia przeciwnika, odstąpienie od rzucania czczych oskarżeń o zbrodnie, zaniechanie w rewanżu żarcików pod adresem osób uwrażliwionych alergicznie, a zamiast tego pomyślenie o Polsce jako wspólnocie z całą jej różnorodnością i dynamiką. Nie uwierzę, że jesteśmy skazani bezterminowo na ujadanie zamiast rozmowy. Należy się przynajmniej przerwa.
Być może proponowane niniejszym cztery tygodnie postu od agresji, moratorium na mowę nienawiści – przed świętem wolności – przybliżyłyby obchodzenie go wspólne, ponad podziałami. Czy może raczej pod podziałami. Warto próbować, choćby lokalnie, choćby w kręgu własnych kontaktów, choćby sporadycznie. Kiedyś trzeba zacząć próbować.
Jerzy Szperkowicz



Bardzo to szlachetne, ale i pobożne, jak się zdaje, życzenie (marzenie) Autora Pasjansa polskiego i Wyspy wojny…
W pierwszym zdaniu mojego tekstu zabrakło zwrotu „w Twojej okolicy”. Powinno brzmieć: Umówmy się w Twojej okolicy, w znanym i dogodnym miejscu dla Ciebie i innych.
Gdybym pisał to dzisiaj, fragment tekstu; Uścisk dłoni, formułka i co dalej? uzupełniłbym wizją: może gdzieś, może kiedyś przekazywanie obywatelskiego znaku pokoju wzbogaci się rytuałem np. topienia wiedźmy nienawiści Zadziry (?) lub wysłania jej na Łysą Górę balonem, co ja mówię – dronem! Liczyłbym tu na polot i wyobraźnię przede wszystkim Pań a także młodzieży szkolnej.
Miły Jotbe_x pisze o, jak się zdaje, pobożnych życzeniach (marzeniach) autora.
Przyznaję się do jednego i drugiego. Bez pobożnych życzeń (marzeń) życie byłoby płaskie jak deska do prasowania. Chybo ro wyczytałem.
A tym czasem mam zazczyt stwierdzić, że pilotażowe podzielenie się obywatelskim Znakiem Pokoju zakończyło się sukcesem we wtorek 10 marca 2015 w Krynicy, przy ul Piłsudskiego,na placyku przed Strażą. Słowo honoru.
Brzmi to jak romantyzm, ale romantyzm jest jak modlitwa, jest próbą zaklęcia rzeczywistości. Obawiam się, że raczej potrzeba nam pozytywizmu – długiego marszu do parlamentarnego bliźnich obcowania. Uczenia w szkole (a może już w przedszkolu)sztuki niezgadzania się, protokołów rozbieżności, zgody na arbitraż. Nienawiść czerpie swoją siłę z naszego przywiązania do romantyzmu, do emocjonalnych przepychanek, gdzie honor jest ważny, bo nie można przyznać się do błędu, ani oddać pola. Znak pokoju, owszem czemu nie, mogą mu towarzyszyć łzy wzruszenia, a za chwilę poleci w górę środkowy palec i wiącha. Parlamentarne bliźnich obcowanie wymaga długiego treningu, umiejętności ustalenia o czym rozmawiamy i co chcemy uzgodnić. Miłość tak w ogóle? Niestety, ale to nie działa. Zamiast znaku pokoju, łatwiej uzgodnić reguły gry. Dopiero wtedy, zamiast siebie na wzajem, można zacząć kopać piłkę.
Mnie się pomysł podoba, choć w kilkoma zastrzeżeniami. Po pierwsze, jednak ta data będzie nieczytelna dla 95% obywateli, i też chyba nie trzeba szukać aż takich pretekstów, aby przyjemnie się spotkać i zadeklarować dobrą wolę, bo rozumiem że o to chodzi. Może zatem warto wybrać na przykład pierwszy dzień wiosny albo pierwszy poniedziałek miesiąca albo ostatni piątek. No i godzina raczej taka, żeby mieli szansę pojawić się ci, co pracują więc nie wcześniej niż 17.00.
Po drugie, na FB jest kilka takich inicjatyw „spotkajmy się, na przykład „Poznajmy się” https://www.facebook.com/events/526101754196947/ juz kilka tysięcy ludzi kliknęło, że przyjdzie, więc pewnie kilkadziesiąt przyjdzie 🙂 No, i trzeba ruszyć wtedy Facebook. Na nim można rozpropagować ideę.
Po trzecie, jednak chyba nie Znak Pokoju, żeby nie zostało odczytane kościelnie, a jeśli jednak z tą nazwą to jakoś uzupełnioną.
Po czwarte, nie chodzi o podziały i swary, bo te odbywają się tylko w telewizji i niektórych innych mediach, w zgodnym sojuszu polityków i dziennikarzy, i równie zgodnym oddzieleniu od życia i prawdziwego świata. A kanapowi komentatorzy moszczą się w tym z lubością, kompetentnie nic nie robiąc „w realu”. Polska, ta Polska czynu, jest wspaniałym krajem, gdzie fantastyczni ludzie tworzą fajne i pożyteczne rzeczy, może nie na wielką skalę, ale akurat. I chodzi o to, aby tę energię i życzliwość wzajemną wzmacniać, rozumiem, ze temu ma slużyć to wydarzenie.
Jak zwykle u Uwony D.B. zastrzeżena konstruktywne. Będą w większości uwzględnione. Zgadzan się natomiast bez zastrzeżeń z opinią: Polska, ta Polska czynu jest wspaniałym krajem, gdzie fantastyczni ludzie tworzą…I chodzi o to, aby tę energię i zyczliwość wzajemną umacniać..
Druga romantyczka i marzycielka?
Literówki, a najgorsza w imieniu Iwony D. Bartczak. Tak się kończy pisanie bezwzrokowe albo komputer tak sobie podpowiedział. Łaskawych Czytelników przepraszam.
Na FB jest wywieszona fotka Próba ogniowa w Krynicy. Widać, że przyjazny uścisk dłoni nie boli.