Ernest Skalski: Grab nagrabione!6 min czytania

()

capitalism-crash2015-04-09.

Chyba dobrze się dzieje w Polsce i na szeroko rozumianym Zachodzie. Stać nas wręcz na wysyp szlachetnych i zatroskanych nierównościami. Biedą jednych – umiarkowanie – oraz bogactwem  bogatszych od siebie – bardzo.

W publicznym dyskursie nie dominują już bowiem głosy tych, którzy starają się aby praca była bardziej skuteczna, gospodarka coraz bardziej efektywna, aby rósł dobrobyt kraju i pomyślność obywateli. Myśliciele, którym zajęcia na katedrach prestiżowych uniwersytetów i publikacje w renomowanych wydawnictwach zapewniają w miarę godziwą egzystencję, znajdują odpowiedni, luz psychiczny, czas i energię, a przede wszystkim – serce, aby zająć się wykazywaniem niegodziwości  neoliberalizmu, globalizacji, banków, w których gromadzą skromne odsetki od swoich lokat i skąd biorą kredyty, piętnowaniem koncernów-korporacji, które im i wielu innym, których niedawno nie było na to stać, coraz taniej – przeważnie – budują domy, produkują samoloty i samochody, komputery i smartfony, sprzęt medyczny i leki i wszelkie inne barachło. Zniewalające nas, podczas gdy ważne jest żeby być, a nie mieć. Ważne dla tych, którzy już to i owo mają. Biedni jakoś nie zgłaszają tych postulatów.

A tak przy okazji. Mniej więcej wiem co to jest modernizm, nowoczesność, polityka, liberalizm. Nie bardzo natomiast wiem, co to jest postmodernizm, ponowoczesność, postpolityka , a  szczególnie już neoliberalizm.  Reszta mnie mniej obchodzi. Otóż, wedle mego rozeznania, wrogowie neoliberalizmu są po prostu wrogami liberalizmu i już, a wymyślili sobie to neo, z fałszywego szacunku dla klasyków; Smitha i Ricardo.

Wiem, że wypadałoby podjąć próbę uzasadnienia: dlaczego z reguły nie zgadzam z moim, jakiś czas temu, kolegą Jackiem Żakowskim. Dlaczego w mym przekonaniu mylą się Naomi Klein oraz Thomas Piketty. Dlaczego nie mają racji profesorowie – z całym szacunkiem – Stanisławowie Owsiak i Obirek, a czemu miewają  ją moi dobrzy koledzy Witek Gadomski i Waldek Kuczyński, któremu szkodzi  jedynie nadmierna swada w wypowiedziach. Do zabrania głosu tu i teraz skłonił mnie zresztą  zamieszczony tylko co w Studio artykuł profesora Obirka (Stanisław Obirek: Jeszcze raz o neoliberalnym kapitalizmie) i jeszcze bardziej dyskusja, jaka wywołał – szacunek i pozdrowienia panie Sławku !

Otóż tę próbę merytorycznej polemiki z poglądami podejmę za jakiś czas. Będę tylko musiał uporządkować argumenty. Na razie zauważę, że egalitarni = lewicowi, nawet jeśli się  tego wypierają, czy nazywają prawicą.

Dawni lewicowcy kochali ludzkość, co nie zawsze się przekładało  na uczynność wobec konkretnych ludzi. Tacy bardziej lewicowi lewicowcy zawężali swe dobre  uczucia do klasy pracującej, z której wyłączali pracujących na własnym, a tym bardziej dających pracę innym. A już najbardziej lewicowi – komuniści gotowi byli zgnoić nawet kilka pokoleń w imię niewyobrażalnego szczęścia następnych – od którego ? – pokoleń. Na tym tle współcześni lewicowcy są dowodem na to, że cywilizacja łagodzi obyczaje. Nie chcą zaburzeń, przelewu krwi. Wręcz obawiają się,  że  nierówności mogą do tego doprowadzić i oni sami mogą zawisnąć na latarniach.

Więc lewicowcy – de facto – XXI wieku w większości odżegnują się od rewolucji. I chwała im za to. Leninowskie hasło ”grab nagrabione” sprowadzają do podwyższania wszelkich możliwych podatków. To właściwie stanowi clou ich programu. Ubolewają też nad niskimi płacami, co przychodzi łatwo ludziom, którzy nie zatrudniają innych i nie musza się liczyć z kosztami i konkurencją. Nie skarżą się wszakże na zbyt tanie produkty i usługi. Tego w ich wypowiedziach nie spotkałem. Wyższe podatki mają pozwolić państwu na zwiększenie redystrybucji środków, czyli zmniejszenie nierówności i poprawę usług publicznych.

Wszystko to są cele szlachetne, lecz cała taka operacja wymagałaby jakiegoś szacunku wielkości tych przepływów. Ile, z grubsza – ścisły rachunek jest nierealny – skąd dokąd ma przepłynąć, co z tego – konkretnie ! – wyniknie i w jakim czasie. A na to propagatorzy zmniejszania nierówności deklarują, że nie są ekonomistami, więc oni tylko rzucają ideę… Zaś ci ekonomiści, który ją podchwytują, wyznaczają kierunki przepływów, bez próby ich kwantyfikacji. Natomiast parlamenty i rządy, odpowiedzialne za praktykę, operują określonymi kwotami i wymiernymi terminami. Więc kombinują jak dopchnąć kolejny budżet i puszczają mimo uszu idee zarówno liberalne jak i keynesowskie, tak samo jak własne deklaracje. Ty se mów… i jakoś się kręci.

Odwołam się do klasyka, jakim jest Stefan  Bratkowski, primus inter pares w naszym portalu.  Z jego dawnego serialu ”Najdłuższa wojna w nowoczesnej Europie” zapamiętałem rozmowę ojca pozytywisty z synem socjaldemokratą, w Poznaniu, na przełomie XIX i XX wieków. Syn mówi o dzielnicach biedy, ciemnoty, braku higieny, a ojciec go pyta, czy widząc to, sprowadził lekarza, wykopał studnię, założył szkółkę, pomógł założyć – jeśli dobrze pamiętam – kooperatywę. Syn się obruszył: to wszystko i raz na zawsze załatwi rewolucja socjalna.

Nowszy przykład: favele w Rio de Janeiro. Zanim je zobaczyłem,  postarałem się to i owo o nich przeczytać. Otóż dla postronnego obserwatora to jeden wielki zatomizowany obszar nędzy, ciemnoty i zbrodni. Badacze zaś znaleźli tam – wyczytałem – skomplikowaną strukturę. Jedne jednostki, przedsiębiorcze i energiczne, organizują się w gangi, ale inne tworzą tam mikrobiznes. Zakładają tanie sklepiki, prymitywne bary, reperują zdezelowany sprzęt RTG i AGD, świadczą usługi transportowe starymi pojazdami. Dzięki nim społeczność favel zaczyna żyć nieco lepiej. Ci przedsiębiorcy są obciążani haraczami przez lokalne gangi i pryncypialnie niszczeni przez  komunistów i innych radykalnych lewicowców. Biznes ten bowiem, poprawiając nieznacznie warunki życia, odwodzi od zdecydowanej walki o generalną, rewolucyjną zmianę ustroju.

”Ubogich zawsze mieć będziecie…” To nie ja, to  Chrystus (Jan 12,8 i w czasie teraźniejszym – Mk 14,7) Kiedyś to mnie oburzało, bo uważałem, że tak ma być, by ich nie było. Stąd moje dawne poglądy, których nie taję, ale od których się dziś odżegnuję. Wydoroślałem. Chrystus popierał – jeśli można użyć tego terminu – pomaganie, ale nie wzywał poodbierania czegokolwiek bogatym. Nie postulował zmian w systemie podatkowym – ”Cezarowi co Cezara” (Mt 22,15-21) i nie zwracał się o systemowe zmiany do prokuratora Judei. Postępowi lewicowcy zadaniem wyrównywania i pomocy chcą obarczyć fiskusa i państwo. Co nie znaczy, że fiskus i państwo nie mają tu nic do roboty, lecz w dziele pomagania to ma być ostateczna instancja, tak gdzie inne już nie mogą sobie dać rady.

W prasie około-kościelnej  spotkałem uwagę, że wielu jest chętnych do głoszenia Ewangelii, lecz mało do jej praktykowania. To samo widzimy w odniesieniu do ładu społecznego i jego naprawy. Siostra Małgorzata Chmielewska, pani Janina Ochojska,  Jurek Owsiak i im podobni jakoś nie walczą o systemowe zmniejszanie nierówności, o niwelujący system podatkowy, nie tropią cudzego bogactwa. Widać nie starcza im czasu…

Ernest Skalski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

14 komentarzy

  1. Mr E 09.04.2015
  2. MarekSza 09.04.2015
    • Mr E 10.04.2015
  3. hazelhard 09.04.2015
  4. otoosh 09.04.2015
  5. Magog 10.04.2015
  6. slawek 10.04.2015
  7. slawek 10.04.2015
  8. slawek 10.04.2015
  9. Mr E 10.04.2015
    • slawek 10.04.2015
    • slawek 11.04.2015
  10. W. Bujak 12.04.2015
  11. Aleksy 12.04.2015