Chyba dobrze się dzieje w Polsce i na szeroko rozumianym Zachodzie. Stać nas wręcz na wysyp szlachetnych i zatroskanych nierównościami. Biedą jednych – umiarkowanie – oraz bogactwem bogatszych od siebie – bardzo.
W publicznym dyskursie nie dominują już bowiem głosy tych, którzy starają się aby praca była bardziej skuteczna, gospodarka coraz bardziej efektywna, aby rósł dobrobyt kraju i pomyślność obywateli. Myśliciele, którym zajęcia na katedrach prestiżowych uniwersytetów i publikacje w renomowanych wydawnictwach zapewniają w miarę godziwą egzystencję, znajdują odpowiedni, luz psychiczny, czas i energię, a przede wszystkim – serce, aby zająć się wykazywaniem niegodziwości neoliberalizmu, globalizacji, banków, w których gromadzą skromne odsetki od swoich lokat i skąd biorą kredyty, piętnowaniem koncernów-korporacji, które im i wielu innym, których niedawno nie było na to stać, coraz taniej – przeważnie – budują domy, produkują samoloty i samochody, komputery i smartfony, sprzęt medyczny i leki i wszelkie inne barachło. Zniewalające nas, podczas gdy ważne jest żeby być, a nie mieć. Ważne dla tych, którzy już to i owo mają. Biedni jakoś nie zgłaszają tych postulatów.
A tak przy okazji. Mniej więcej wiem co to jest modernizm, nowoczesność, polityka, liberalizm. Nie bardzo natomiast wiem, co to jest postmodernizm, ponowoczesność, postpolityka , a szczególnie już neoliberalizm. Reszta mnie mniej obchodzi. Otóż, wedle mego rozeznania, wrogowie neoliberalizmu są po prostu wrogami liberalizmu i już, a wymyślili sobie to neo, z fałszywego szacunku dla klasyków; Smitha i Ricardo.
Wiem, że wypadałoby podjąć próbę uzasadnienia: dlaczego z reguły nie zgadzam z moim, jakiś czas temu, kolegą Jackiem Żakowskim. Dlaczego w mym przekonaniu mylą się Naomi Klein oraz Thomas Piketty. Dlaczego nie mają racji profesorowie – z całym szacunkiem – Stanisławowie Owsiak i Obirek, a czemu miewają ją moi dobrzy koledzy Witek Gadomski i Waldek Kuczyński, któremu szkodzi jedynie nadmierna swada w wypowiedziach. Do zabrania głosu tu i teraz skłonił mnie zresztą zamieszczony tylko co w Studio artykuł profesora Obirka (Stanisław Obirek: Jeszcze raz o neoliberalnym kapitalizmie) i jeszcze bardziej dyskusja, jaka wywołał – szacunek i pozdrowienia panie Sławku !
Otóż tę próbę merytorycznej polemiki z poglądami podejmę za jakiś czas. Będę tylko musiał uporządkować argumenty. Na razie zauważę, że egalitarni = lewicowi, nawet jeśli się tego wypierają, czy nazywają prawicą.
Dawni lewicowcy kochali ludzkość, co nie zawsze się przekładało na uczynność wobec konkretnych ludzi. Tacy bardziej lewicowi lewicowcy zawężali swe dobre uczucia do klasy pracującej, z której wyłączali pracujących na własnym, a tym bardziej dających pracę innym. A już najbardziej lewicowi – komuniści gotowi byli zgnoić nawet kilka pokoleń w imię niewyobrażalnego szczęścia następnych – od którego ? – pokoleń. Na tym tle współcześni lewicowcy są dowodem na to, że cywilizacja łagodzi obyczaje. Nie chcą zaburzeń, przelewu krwi. Wręcz obawiają się, że nierówności mogą do tego doprowadzić i oni sami mogą zawisnąć na latarniach.
Więc lewicowcy – de facto – XXI wieku w większości odżegnują się od rewolucji. I chwała im za to. Leninowskie hasło ”grab nagrabione” sprowadzają do podwyższania wszelkich możliwych podatków. To właściwie stanowi clou ich programu. Ubolewają też nad niskimi płacami, co przychodzi łatwo ludziom, którzy nie zatrudniają innych i nie musza się liczyć z kosztami i konkurencją. Nie skarżą się wszakże na zbyt tanie produkty i usługi. Tego w ich wypowiedziach nie spotkałem. Wyższe podatki mają pozwolić państwu na zwiększenie redystrybucji środków, czyli zmniejszenie nierówności i poprawę usług publicznych.
Wszystko to są cele szlachetne, lecz cała taka operacja wymagałaby jakiegoś szacunku wielkości tych przepływów. Ile, z grubsza – ścisły rachunek jest nierealny – skąd dokąd ma przepłynąć, co z tego – konkretnie ! – wyniknie i w jakim czasie. A na to propagatorzy zmniejszania nierówności deklarują, że nie są ekonomistami, więc oni tylko rzucają ideę… Zaś ci ekonomiści, który ją podchwytują, wyznaczają kierunki przepływów, bez próby ich kwantyfikacji. Natomiast parlamenty i rządy, odpowiedzialne za praktykę, operują określonymi kwotami i wymiernymi terminami. Więc kombinują jak dopchnąć kolejny budżet i puszczają mimo uszu idee zarówno liberalne jak i keynesowskie, tak samo jak własne deklaracje. Ty se mów… i jakoś się kręci.
Odwołam się do klasyka, jakim jest Stefan Bratkowski, primus inter pares w naszym portalu. Z jego dawnego serialu ”Najdłuższa wojna w nowoczesnej Europie” zapamiętałem rozmowę ojca pozytywisty z synem socjaldemokratą, w Poznaniu, na przełomie XIX i XX wieków. Syn mówi o dzielnicach biedy, ciemnoty, braku higieny, a ojciec go pyta, czy widząc to, sprowadził lekarza, wykopał studnię, założył szkółkę, pomógł założyć – jeśli dobrze pamiętam – kooperatywę. Syn się obruszył: to wszystko i raz na zawsze załatwi rewolucja socjalna.
Nowszy przykład: favele w Rio de Janeiro. Zanim je zobaczyłem, postarałem się to i owo o nich przeczytać. Otóż dla postronnego obserwatora to jeden wielki zatomizowany obszar nędzy, ciemnoty i zbrodni. Badacze zaś znaleźli tam – wyczytałem – skomplikowaną strukturę. Jedne jednostki, przedsiębiorcze i energiczne, organizują się w gangi, ale inne tworzą tam mikrobiznes. Zakładają tanie sklepiki, prymitywne bary, reperują zdezelowany sprzęt RTG i AGD, świadczą usługi transportowe starymi pojazdami. Dzięki nim społeczność favel zaczyna żyć nieco lepiej. Ci przedsiębiorcy są obciążani haraczami przez lokalne gangi i pryncypialnie niszczeni przez komunistów i innych radykalnych lewicowców. Biznes ten bowiem, poprawiając nieznacznie warunki życia, odwodzi od zdecydowanej walki o generalną, rewolucyjną zmianę ustroju.
”Ubogich zawsze mieć będziecie…” To nie ja, to Chrystus (Jan 12,8 i w czasie teraźniejszym – Mk 14,7) Kiedyś to mnie oburzało, bo uważałem, że tak ma być, by ich nie było. Stąd moje dawne poglądy, których nie taję, ale od których się dziś odżegnuję. Wydoroślałem. Chrystus popierał – jeśli można użyć tego terminu – pomaganie, ale nie wzywał poodbierania czegokolwiek bogatym. Nie postulował zmian w systemie podatkowym – ”Cezarowi co Cezara” (Mt 22,15-21) i nie zwracał się o systemowe zmiany do prokuratora Judei. Postępowi lewicowcy zadaniem wyrównywania i pomocy chcą obarczyć fiskusa i państwo. Co nie znaczy, że fiskus i państwo nie mają tu nic do roboty, lecz w dziele pomagania to ma być ostateczna instancja, tak gdzie inne już nie mogą sobie dać rady.
W prasie około-kościelnej spotkałem uwagę, że wielu jest chętnych do głoszenia Ewangelii, lecz mało do jej praktykowania. To samo widzimy w odniesieniu do ładu społecznego i jego naprawy. Siostra Małgorzata Chmielewska, pani Janina Ochojska, Jurek Owsiak i im podobni jakoś nie walczą o systemowe zmniejszanie nierówności, o niwelujący system podatkowy, nie tropią cudzego bogactwa. Widać nie starcza im czasu…
Ernest Skalski



A mnie się przypomina, jak kiedyś Barack Obama próbował zlikwidować niektóre ulgi podatkowe dla najbogatszych. Dowiedział się, że to zamach porównywalny z napaścią Hitlera na Polskę.
.
Zapewne jestem znacznie mniej oczytany, ale też nie widzę jakiegoś wielkiego nawoływania do podwyższania podatków. Wręcz przeciwnie. „Lewicowcy” z jakimi się spotykam (w mediach raczej mówią o konieczności podniesienia wolnej kwoty od podatku, zmniejszenia VAT. Widzę sporą presję której celem jest podatków obniżenie. Nie ważne jak i dlaczego. Ma być mniej podatków w myśl zasady – im mniejsze podatki tym lepiej.
Mam wrażenie, że w trochę innych światach żyjemy, a kraj niby ten sam.
.
Pozdrawiam serdecznie.
@Mr E „Lewicowcy” i nie tylko oni, chcą podniesienia kwoty wolnej od podatku dlatego, że ten podatek stanowi relatywnie największe obciążenie dla grupy osób o niskich przychodach. Podatek VAT również. Jednocześnie „Lewicowcy” co i rusz wysuwają pomysły zwiększenia stóp podatkowych dla osób o najwyższych przychodach.
Kraj w którym przyszło nam żyć jest ten sam, tylko może warto nieco przetrzeć okulary, żeby lepiej widzieć (tylko bez urazy proszę, to tylko niewinny żart, a nie złośliwość )
Pozdrawiam 🙂
MarekSza,
Żadnej urazy!
.
Przecieram okulary, pobieznie przeglądam różne tytuły (zaznaczam – pobieżnie!).
Ofensywa neoliberałów* domagających się podatków obniżenia niemal wszędzie. Natomiast lewicowe propozycje podatku katastralnego, podatku obrotowego się pojawiają niesmiało. Także krytyka obniżenia podatków oraz składek do ZUS przez rząd Jarosława Kaczyńskiego.
.
Generalnie odnosze wrażenie, że cała dyskucja o podatkach jest w jedną stronę – jak bardzo trzeba je jeszcze obnizyć. Ktoś sprzeciwiający się ich obnizeniu (albo przynajmniej domagający się, żeby uczciwie powiedzieć przy tym, gdzie należy ciąć wydatki) jest automatycznie uznany za lewicowca. Ktoś proponujący powrót do stanu z 2007 roku to już ultralewak i rewolucjonista!
.
* Neoliberał-lewicowiec. Lewicowiec nie znaczy nic, dokładnie tak samo jako neoliberał. Ot – epitety. Patrz otoosh 🙂
Zgadzam się z Ernestem, aczkolwiek problem nie jest na krótkie notki, tylko na grube książki. To, nad czym warto się zastanowić, to jak dany system wpływa na postępowanie ludzi (lenistwo, kreatywność, zdrowie, itp), oraz jak obecne systemy patentowe wpływają na gospodarkę (czy dodatnio, czy ujemnie).
W Polsce nie ma prawicy, jest kołtuneria,
W Polsce nie ma lewicy, są syndykaliści,
W Polsce nie ma centrystów, są skrajności,
W Polsce nie ma liberałów, są anarchiści,
W Polsce nie ma dziennikarzy, są hieny…
No… prawie tak jest…
W Polsce nie ma dziennikarzy, są hieny…
Proszę o nieobrażanie hien..
Dziękuję Panu Redaktorowi Skalskiemu za ciepłe słowa, tym bardziej że pochodzą od człowieka, którego cenię i szanuję, a teksty jego autorstwa od wielu lat czytam z prawdziwą przyjemnością.
Rzeczywiście w drugi dzień świąt ze zdumieniem przeczytałem artykuł prof. Obirka, gdzie przytaczając wywiad prof. Owsiaka dla Gazety Świątecznej ucieszył się z faktu, że pan Owsiak „rozprawił” się z neoliberalizmem.
Znaczące, jak podkreśla pan Obirek, stwierdzenia pana Owsiaka sprowadzają się do:
– ” interregnum”, w którym dawna ” …doktryna ekonomiczna umiera, a nowej jeszcze świat nie znalazł. W niebyt odchodzi rozumienie rynku jako mechanizmu działającego w każdych warunkach efektywnie, skutecznie i absolutnie” – z czego wynika, że Stanisław Owsiak zupełnie nie rozumie działania mechanizmu rynkowego, który rzeczywiście działa dokładnie tak jak on temu zaprzecza; również nie wiadomo skąd pan Owsiak wie że kapitalizm liberalny odchodzi w niebyt, nie podając na to żadnych argumentów. Czyżby duch święty mu to zwiastował w czas Wielkiego Postu?; profesor ekonomii nie powinien wygłaszać „prawd” tak sprzecznych z rzeczywistością,
– „Monetaryści podsunęli politykom wspaniałą wymówkę, żeby się ekonomią społeczną właściwie nie zajmować. Wystarczy niezależny bank, grupa ekspertów od stóp procentowych, resztę zrobi rynek. Politycy mogli z czystym sumieniem zająć się uprawianiem wojny kulturowej. Żeby debatować o aborcji, moralności i seksie zamiast o emeryturach i podatkach, znać się na niczym nie trzeba. Każdy to umie. Łatwiej też organizować wściekłość wyborców wokół różnic światopoglądowych, bo te sprawy łatwiej ludzi rozpalają niż polityka społeczna”; profesor ekonomii który postuluje aby zamiast mechanizmu rynkowego o gospodarce decydowali politycy, to naprawdę groźny „uczony”,
– kolejna „odkrywcza” teza pana Owsiaka – „Z neoliberalnym kapitalizmem jest trochę jak z realnym socjalizmem. On działa znakomicie w podręczniku. Piękna utopia”; z takimi poglądami pan Owsiak nie zaliczyłby zajęć z przedmiotu ekonomia polityczna kapitalizmu, bo odrzuca doświadczenia ostatnich 35 lat w USA, UK i Chinach oraz w Polsce po 1989 r.; rozumiem że można nie lubić liberalnego kapitalizmu ale zaprzeczać doświadczeniom i sukcesom wielkich gospodarek nie wypada studentowi a cóż dopiero profesorowi ekonomii,
– dalej pan Owsiak konstatuje, że „…jak się rynki i banki wypuszcza spod nadzoru, to stają się szkodnikami. A na końcu zabijają same siebie. Niszczą kapitalizm, niszczą demokrację. To tak naprawdę oznacza, że kapitalizm nie tworzy warunków do własnego przetrwania”; jak przystało na ekonomistę antyliberalnego abstrahuje od konkurencji a zdaje się na nadzór, czyli znowu na polityków w najlepszym razie reprezentowanych przez administrację; ciekawe spostrzeżenie ale kompletnie sprzeczne z doświadczeniem gospodarczym – gdzie, w jakim kraju rynki i banki zostały tak wypuszczone spod nadzoru, tego pan Owsiak nie wyjaśnia,
– na koniec pan Owsiak składa konkretną propozycję zmian: „Żeby doinwestować państwo, trzeba mieć pieniądze. I myślę, że trzeba będzie podnieść podatki dochodowe. Przywrócić w Polsce skalę trzystopniową w PIT. To pozwoliłoby obniżyć stawki VAT – podatku niesprawiedliwego, który najbardziej obciąża biednych. Wielkim wyzwaniem dla całej Unii Europejskiej są wyłudzenia zwrotów fikcyjnego VAT, co przecież też przekłada się na deficyty budżetowe i długi publiczne. Trzeba bardziej obiektywnie spojrzeć na przyczyny nierównowagi w polskim budżecie, a nie tylko szukać ich w wydatkach socjalnych. Polska powinna też lepiej kontrolować dochody korporacji i transfery pieniędzy do rajów podatkowych”; czyli już wiemy, że panaceum na bolączki liberalizmu jest podniesienie stawek podatkowych dla zamożniejszych klas społecznych, czyli komunistyczne, podkreślane przez Pana Redaktora Skalskiego, leninowskie „grab nagrabione”; profesor Owsiak powinien wiedzieć, że nadmierne podatki są zabójcze dla rozwoju gospodarczego, którego Polsce potrzeba jak mało któremu krajowi europejskiemu.
Prof. Obirek przywołuje podobne „rewelacje” które zgłaszał prof. Kowalik, ale jak wspomina prof. Jerzy Hausner, którego wykład pod omawianym artykułem zamieściła Redakcja SO, zupełnie się z nim nie zgadzał.
Oczywiście na kanwie takich „rewelacji” pana Owsiaka pan Stanisław Obirek dorzuca swoje trzy grosze: „Efekt jest taki, że jesteśmy ubezwłasnowolnienie przez neoliberałów, którzy powtarzają tę samą mantrę – nic się nie da zrobić trzeba tylko słuchać banków.” Nie wiadomo skąd to wynika bo nawet pan Owsiak tak nie twierdzi, skąd taka awersja do banków,
————————————————————–
Pan Obirek podpiera się kolejnym autorytetem jakim jest prof. Bauman:
„Kapitalizm to nie jest system, w którym szczęśliwość i pomyślność same się robią, jak będziesz ciężej pracował, to więcej zarobisz. To jest system dość brutalnego wyzysku, który dopiero za pomocą kagańca można na tyle okiełznać, żeby nie zżerał własnego ogona. Zdjęto ten kaganiec. Rozmontowano mechanizmy nacisku na biznes, które zmuszały do podnoszenia płac proporcjonalnie do wzrostu wydajności pracy. Bezzębność związków zawodowych, które przestały strajkować. No i globalizacja. Zawsze na drugim końcu świata znajdzie się jakiś tyran, który spałuje strajkujących robotników, odpady chemiczne pozwoli wylewać wprost do rzeki, czyli zaoferuje międzynarodowym koncernom „dogodne warunki do prowadzenia biznesu”. I tam się wyniosą. Albo mogą straszyć, że się wyniosą, bo często wystarczy sama groźba, żebyśmy w Europie obniżali pracownikom standardy”.
Dla porządku trzeba dodać, że prof. Bauman jest socjologiem i jego rozumienie procesów globalizacji i kapitalizmu wolnorynkowego jest bardzo szczególne, bo sprowadza się do ocen społecznych. Trzeba uczciwie stwierdzić, że prof. Bauman ma bardzo szczególny, „lewicowy” punkt widzenia na kapitalizm”: „grabcie nagrabione” w imię „sprawiedliwości społecznej”, kompletnie nie troszcząc się o praktyczny aspekt tak rewolucyjnych nawoływań. Profesor Bauman w swojej doktrynie opiera się o punkt widzenia producentów i pracobiorców, abstrahując od konsumentów, co bardzo zubaża jego pole obserwacji i wnioskowania.
————————————————————–
W trakcie komentowania artykułu pana Obirka przeczytałem jego polemikę z Panem Waldemarem Kuczyńskim: „Stanisław Obirek: Wymiana grzeczności z Waldemarem Kuczyńskim 2013-12-13.” Polemika ta wskazuje, że Pan Obirek nie dysponuje elementarną wiedzą o procesach transformacji ustrojowej Polski z lat 1989 – 1991. Nie wie lub nie przyjmuje do wiadomości, co na jedno wychodzi. Zamiast tego powołuje się na slogany w stylu:
– powołując się na książkę Karola Modzelewskiego, który cytując bodajże Aleksandra Małachowskiego, pisał o „reformie przez ruinę”; egzaltowane stwierdzenia leciwego marszałka spowodowane analizą jednostkowych przypadków, nie były w żadnym razie miarodajne do rzeczywistości w szerszej skali; zawsze są jakieś osoby pokrzywdzone i jacyś beneficjenci zmian, chodzi o saldo społecznych kosztów i korzyści a nie o przypadki jednostkowych dolegliwości,
– przytacza „oczywistości”: „Niewątpliwa modernizacja kraju po 1989 r. nie jest zasługą Pana i Pańskich kolegów, lecz raczej korzystnej koniunktury historycznej uruchomionej przez upadek komunizmu. To jego grabarz Rakowski i jego minister Wilczek, a nie zwykle pozbawione normalnego wykształcenia ekonomicznego pacynki różnych Jeffreyów Sachsów, umożliwili Polakom zakładanie prywatnych firm. Rachityczny wzrost nie innowacyjnej gospodarki, napędzany eksportem niepolskich montowni zlokalizowanych na polskim terytorium,”; o cudownym „… tempie wzrostu także kroczących od planu do rynku gospodarek Chin czy Wietnamu. Kiedy oni rośli w tempie 10% rocznie, my pełzaliśmy w tempie 2%-3%, zadłużając się przy tym na setki miliardów złotych, i to mimo roztrwonionego majątku Peerelu”, oraz, że skala społecznych kosztów towarzyszących instalowaniu przez Pana i Pana kolegów po 1989 r. dzikiego dziewiętnastowiecznego kapitalizmu nie ma w Polsce precedensu od wojny domowej w latach 40., która umożliwiła w Polsce budowę realnego socjalizmu. po bezprecedensowej co do rozmiarów recesji lat 1990-1991, trwał raczej wbrew niż dzięki wyczynom polskich „reformatorów”; takie stwierdzenia nawet kilka lat temu to płytkie argumenty z broszurek agitacyjnych ultra lewicowych ruchów w Polsce, bo nawet oficjalna propaganda SLD nie używa ich od połowy lat 90-tych; porównanie kraju europejskiego do Chin czy Wietnamu wystawia intelektualiście świadectwo odrzucenia różnic kulturowych, tradycji i współczesnych uwarunkowań systemowych,
– konsekwencją tych drastycznych zmian miała być: „przemilczana tragedia wielu tysięcy osób, które z przyczyn ekonomicznych zabiły się w latach 90. ponad normę epoki stanu wojennego i gospodarczego kryzysu schyłkowego peerelu, trwająca wciąż ucieczka milionów najlepszych Polaków za pracą, chlebem i prawdą w świat i towarzyszący jej masowy drenaż najlepszych polskich mózgów, demograficzna katastrofa, której skutki dopiero nadejdą. W powszechnym odczuciu Polaków bezprecedensowa jest również skala niesprawiedliwości i korupcji, które sprowokowali nieudolni reformatorzy. A przecież prawda o naturze polskiej prywatyzacji dopiero zaczyna wychodzić na jaw, podobnie jak szczegóły takich przedsięwzięć jak dotycząca przepływów setek miliardów złotych osobliwa polska reforma emerytalna. Na takim tle moralną tragedią są doniesienia o wielomilionowych dochodach Pańskich politycznych kolegów w rodzaju premiera Bieleckiego, czy o wygodnym brukselskim życiu odpowiedzialnego za los setek tysięcy byłych pracowników pegieerów ministra Lewandowskiego”; wszystkie te stwierdzenia nacechowane są emocjonalnym powielaniem dość prymitywnych stereotypów społecznych powtarzanych przez niezbyt wykształconych rodaków; człowiekowi mieniącemu się intelektualistą nie wypada powtarzać tak niesprawiedliwych, miałkich i głęboko nieprawdziwych stwierdzeń, np. obarczanie transformacji grzechem korupcji zakłada, że w PRL jej nie było!
– dalej przytacza odsyłacze do „lewicowych myślicieli” według której plan Balcerowicza był nieomal zbrodnią” podobnie jak wszystkie konsekwencje transformacji tak przeprowadzanej.
————————————————————–
Nawiasem mówiąc redakcja SO zamieszczając pod artykułem prof. Obirka wykład prof. Jerzego Hausnera, strzeliła panu Obirkowi w stopę. Otóż w rzeczonym wykładzie prof. Hausner twierdzi, że po 1989 r. Polska i wszystkie kraje wschodniej Europy, po raz pierwszy od roku 1820 a więc od prawie 200 lat przerwały ciąg upadku gospodarczego na tle Europy Zachodniej a zaczęły energicznie odrabiać dystans.
————————————————————–
Nic dziwnego, że po takim dictum Pan Waldemar Kuczyński odesłał Pana Obirka do uprawiania teologii, ponieważ skala nonsensów, przeinaczeń, zwykłej nieprawdy i konfabulacji zawarta w argumentacji pana Obirka przekracza granice tolerancji nawet najbardziej spokojnego człowieka.
Podobnie w polemice pod swoim artykułem z 05. 04. 2015 r. Pan Obirek pozwala sobie na stwierdzenia: „bandyckie banki (proszę mi wskazać niebandyckie), które doprowadzają do ruiny nawet tak prężne gospodarki jak ta w USA”, czy „Krytyka neoliberalnej polityki, a właściwie pozostawienie wszystkie na pastwę egoizmu bogacących się kosztem nędzy garstki bogaczy nazywa Pan rozwojem.”
————————————————————–
Prof. Obirek ma szczęście, że żyje w Polsce, bo gdyby w USA pozwolił by sobie banki nazwać „bandyckimi” to do końca życia spłacał by odszkodowania za naruszenie dobrego imienia instytucji zaufania publicznego. W Polsce jest inne prawo, inne banki i aparat sądowy wydolny i sprawiedliwy ”inaczej”. Lepiej, aby takich jego poglądów nikt nie przetłumaczył na angielski i nie opublikował w Stanach….
————————————————————–
Reasumując poglądy pana Obirka – jego wyraźny, osobisty uraz do kapitalizmu liberalnego wynika moim zdaniem z istotnych wad kapitalizmu jako takiego:
– rozwarstwienia społecznego – faktu, że we współczesnym świecie prawie 90% kapitału znajduje się w rękach 3,5 % ludzi na świecie, stąd kasta „…bogacących się kosztem nędzy garstki bogaczy”,
– wysokiego, osobistego kosztu jaki zapłaciły dziesiątki tysięcy Polaków w okresie transformacji ustrojowej, utraty pracy a często oszczędności całego życia, (pomijam samobójstwa, bo nie znam żadnych badań na temat masowych samobójstw wynikających z problemów transformacji),
– faktu, że związki zawodowe i politycy niewiele mogą majstrować przy gospodarce, o której decydują konkurencja, nadzór banki centralne i ciała podobne do RPP pt. FED, FOMC, czy ECB,
– generalnie sprzeciw prof. Obirka pokrywa się z treścią powiedzenia, „kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość musi być świnią”; argumenty są bardzo humanistyczne: czysto socjalistyczne, prospołeczne i antykapitalistyczne.
Dlatego prof. Obirek nie będąc ekonomistą, do czego się uczciwie przyznaje, wyznaje święte oburzenie z powodu wad kapitalizmu. Gdyby był zawodowym ekonomistą pewnie jego oburzenie byłoby nie mniejsze, ale argumenty bardziej wyważone. Ciekawe, że ten sam intelektualista w sprawach wiary jest bardziej liberalny a w sprawach gospodarki tak bardzo podatny, na naiwną i w sumie oszukańczą ideologię socjalistyczną w stylu prymitywnej leninowskiej, azjatyckiej pseudofilozofii: „grab nagrabione”.
W latach 50-tych i 60-tych powiadało się dość powszechnie” „W Polsce tylko ryba nie bierze.” I ryby (prawie) wyginęły! Prawie czyni ogromną różnicę.
Jak zwykle piszę chyba za długie teksty, bo od kilkunastu godzin nie mogę doczekać się publikacji obszernego wpisu. Tym razem długość podyktowana została rzetelnością w cytowaniu opinii, z którymi się fundamentalnie nie zgadzam.
Pan Redaktor Skalski zwraca uwagę na bardzo ciekawe aspekty współczesności:
– na względny dobrobyt krytyków kapitalizmu czerpiących pełnymi garściami z dorobku materialnego u podstaw którego znajduje się efektywna polska gospodarka, nowoczesnego systemu bankowego oraz globalizacji trzymającej inflację w ryzach, tak silnie przez nich krytykowanych,
– zwraca uwagę na fakt iż lewicowi naprawiacze świata przynosili społeczeństwom jeszcze większą nędzę, upośledzenie, opresję i nieszczęścia, propagując idee rewolucyjne,
– bardzo trafnie diagnozuje współczesność w której słusznemu skądinąd oburzeniu humanistów niegodziwościami kapitalizmu wychodzą naprzeciw teoretyczni ekonomiści podający łatwe i proste recepty natychmiastowej poprawy sytuacji; ta ostatnia sytuacja skutkuje brakiem szacunku tychże humanistów dla zawodów ekonomicznych, bo skoro to takie proste to jak niskie kwalifikacje muszą mieć wszyscy inni zawodowcy ekonomiczni, (prof. Zbichorski opowiadał mi kiedyś, że całe życie tępił takich profesorów d/s kowalstwa, którzy nigdy w życiu nie byli w kuźni – może przydałoby się to niektórym teoretykom ekonomii),
– zwraca wreszcie uwagę na nieuchronność różnic zamożności między ludźmi na które wskazywał już Chrystus, oraz na fakt iż faktyczna pomoc nie polega na zwalczaniu tychże różnic.
———————————————————–
W tym kontekście zdumiewa mnie zwykle oburzenie lewicowych intelektualistów niedoskonałościami kapitalizmu i jednoczesny brak oburzenia innymi dużo bardziej drastycznymi zjawiskami z którymi styka się człowiek:
– mechanizmem selekcji naturalnej, gdzie człowiek jest ostatnim ogniwem łańcucha pokarmowego w imię którego codziennie na świecie dokonuje się holokaustu wielu milionów zwierząt hodowlanych,
– świadomością nieuchronności śmierci niemal od chwili narodzenia człowieka, którą to Leszek Kołakowski nazywał głęboko tragicznym wymiarem człowieczeństwa,
– towarzyszącej oczekiwaniu na śmierć samotności egzystencjalnej człowieka.
Mam wrażenie, że intelektualiści uznają te zjawiska za nieuchronne i dlatego przeciw nim nie protestują, gdy tymczasem wydaje im się że reguły kapitalizmu można dowolnie modyfikować. Tymczasem rynek to tylko inny wymiar mechanizmu selekcji i działa równie nieuchronnie. Oburzenie humanistów działaniem rynku jest zatem zupełnie jałowe i bezproduktywne. Tylko niepotrzebnie wzbudza emocje.
@ sławek,
Dziękuję za długi i mądry wywód.
Przeczytałem z przyjemnością. Padło kilka pytań.
.
M.in.:
„Nie wiadomo skąd to wynika bo nawet pan Owsiak tak nie twierdzi, skąd taka awersja do banków,”
.
Ja tez w sumie nie wiem, ale mogę się domyslać.
1. Banki nigdy nie były popularne zwłaszcza u dłużników. 🙂
2. Instytucje finansowe mają ogromną wpływy i chetnie ich używają lobbując za stanowieniem prawa przyjaznym tymże instytucjom, czego przykładem np. ustawa o OFE.
3. Banki w Polsce otrzymały specjalne prawa – bankowy tytuł egzekucyjny – to Pan jako piewca wolnego rynku powinien w pierwszej koljeności protestować – dzięki takiemu przywilejowi banki nie są zwykłym na rynku podmiotem. W kontakcie z klientem mają ogromną przewagę.
4. W USA banki były odpowiedzialne za kryzys. Instytucje finansowe (zaufania publicznego) świadomie kłamały, wprowadzały ludzi w błąd, zawyżały ratingi śmieci. Zaufania nadużyły.
.
Nie próbuję tutaj tłumaczyć zagadnień ekonomicznych, na których się nie znam. Raczej odpowiedzieć, skąd się może brać awersja do banków.
.
Pozdrawiam serdecznie.
Mr E pisze:
2015/04/10 o 14:16
Dziękuję za ciepłe słowa, wobec których zwykle prózność walczy ze skromnością.
Co do banków ma Pan rację, za wyjątkiem p 3. Banki nie są zwykłym podmiotem w rozwiniętych krajach świata. Wszędzie podlegają nadzorowi bankowemu, który pilnuje aby chciwość (żądza zysku) nie zwyciężyła wielu reguł ostrożności działania banku. Bank jest instytucją zaufania publicznego, ponieważ powierzamy mu swoje pieniądze a ich bezpieczeństwo musi być: „pewne jak w banku”, stąd ta ostrożność, czyli niski poziom ryzyka aktywów. Wystawianie tytułów egzekucyjnych wprost z ksiąg banku wynika własnie z troski o nasze pieniądze. Interes depozytariusza jest tu ważniejszy od interesu kredytobiorcy (dłuznika) – łatwo zresztą skonstatować znając praktykę sądów powszechnych jak długo trwałoby oczekiwanie na tytuł egzekucyjny przed normalnym sądem.
Co do p 4. ma Pan rację z tym, ze pierwszy sygnał dał aparat państwowy USA promując kredyty hipoteczne dla bezrobotnych. Banki potem dołożyły swoją własną chciwość.
Najbardziej mnie Pan zaskoczył stwierdzeniem: „piewca wolnego rynku”. Moje zaskoczenie polega na tym, że nie jestem entuzjastą a tylko realistą. Mój głos w dyskusji wynika z faktu, iż na SO nie powinno się odwoływać do fałszywych argumentów a rozmawiać o prawdziwych słabościach rynku. Może kiedyś napiszę o tym szerszy tekst.
Mr E pisze:
2015/04/10 o 14:16
Dziękuję za dobre słowo.
Ma Pan pewnie rację co do hipotetycznych przyczyn awersji do banków.
Co do banków, to od dawna w wolnym świecie nie są one zwykłymi instytucjami prywatnymi na rynku. Są instytucjami zaufania publicznego ponieważ gromadzą pieniądze milionów depozytariuszy. Własność prywatna jest tam ograniczona przez ustawowy nadzór bankowy. Nadzór pilnuje aby żądzę zysku banki moderowały normami ostrożnościowymi dotyczącymi ryzyka aktywów (m.in. kredytów). Bankowy tytuł egzekucyjny ma taki, ostrożnościowy charakter – interes deponenta jest ważniejszy niż kredytobiorcy (dłużnika). Nawiasem mówiąc dochodzenie roszczeń przed sądami powszechnymi w Polsce uzasadnia taki stan faktyczny.
Mnie się wydaje, że nie jestem piewcą a realistą. Ale mój pogląd jest tu niemiarodajny.
PC i internet stwarzaja pozory otwartego dynamicznego, podlegajacego zmianom rynku. Gdyby to odsiac, i przyjrzec sie troche starszym galeziom przemyslu byloby jak w museum. Pierwsi zalozyciele wielkich korporacji kapitalizmu, czuli by sie jak wsrod starych znajomych z sprzed stu lat. Jezeli sa nowi to pewnie Korea, Tajwan etc. Mozna by powtorzyc, wszystko co jest dobre dla General Motors, jest dobre dla neoliberalizmu.
Szanowny Panie Autorze, gdy celowo na drodze administracyjnej niszczy się stanowiska pracy powodując kolosalne bezrobocie gdy pola leżą odłogiem, węgiel leży odłogiem,złoża naturalne leżą odłogiem, brak mieszkań, zaśmiecone środowisko, brak infrastruktury, Pan, ten idiotyzm próbuje uwiarygodnić słowami Jezusa Chrystusa, w sposób karykaturalnie nieporadny gdyż odnosiły się do chorych i kalekich. Pan usiłuje wmówić publiczności że postęp technologiczny nie nastąpił, na podstawie osobistych doświadczeń informuję Pana że nastąpił, zamiast promować sadystyczny system niech Pan zacznie myśleć, skoro wydajność pracy wzrosła 100-krotnie… .