Przeglądając ostatnio zakamarki Internetu skupiałem się na ważnych problemach przed jakimi stoi Europa i metodami, jakimi rządy różnych krajów usiłują sobie z nimi radzić. Ciekawe było też zestawienie tych metod z reakcją społeczeństw, którymi przyszło im rządzić.
Dla uważnego obserwatora mediów nie jest niczym zaskakującym, że coraz częściej dochodzą do głosu zwolennicy „twardych rządów” obdarzający poparciem przywódców stosującym rozwiązania radykalne. Najprostszy przykład to Węgry i „mur graniczny”, którego budowę popiera ponoć ponad 70% społeczeństwa. Mówię ponoć, bo dane mam z drugiej ręki, a więc muszę w nie z obowiązku powątpiewać.
Co ciekawe, większości komentujących ten mur kojarzy się natychmiast nie z murem berlińskim, a z murem w Izraelu, na który powołują się twierdząc, że skoro nie wzbudza niczyich emocji i sprzeciwów w UE, a więc oni też itd.
Niestety, nie pamiętają ani o najstarszym na świecie murze w Mezopotamii, ani o późniejszym w Chinach, które zbudowane w tych samych celach zadania swego jednak nie spełniły. Każdy czas ma widać swoją Amerykę do odkrycia.
Faktem jednak jest, że i w części naszego społeczeństwa premier Orban budzi zazdrość tym, że „działa zgodnie z tym, czego chce naród”.
Oczywiście, że można nazywać taką postawę populizmem. Dziwne tylko, że akurat w tego typu sprawach, bo w innych wręcz żądamy, by nasi politycy prowadzili swą działalność dla dobra naszego i to tak jak my owo dobro rozumiemy. Inaczej strzelamy focha i przestajemy na nich głosować.
Nasi politycy dobrze o tym wiedzą, dlatego jak jeden mąż zohydzają nam Unię Europejską każdą mniej popularną decyzję zwalając na „prawo unijne”. Piszę to w cudzysłowie, ponieważ było już kilka przypadków złapania naszych polityków na kłamstwie w tym względzie.
Ostatnio trochę jakby na marginesie wyborów toczyła się debata na temat ew. przyjmowania uchodźców przez kraje unijne z terenów objętych wojną.
Nie czytałem ani komentarza w gazecie, ani w sieci, który by ten pomysł jednoznacznie wspierał. Jedynie pewna urzędniczka z ministerstwa wyrwała się przed szereg twierdząc, że te niecałe 3 tys., które „przypadnie” na Polskę to niewielka część liczby, którą naprawdę moglibyśmy przyjąć.
Niejako przed szereg wyskoczył się też rząd, który nie czekając na deklaracje Kościoła, zachował się jak odgadujący jego myśli służalec mówiąc o przyjmowaniu w Polsce syryjskich „braci chrześcijan”. Domyślam się , że KK także pospieszy z pomocą. Duchową, rzecz jasna.
„Autorytety” milczą, okolice nacjonalistyczne wrą, przeciętny komentator w sieci klnie.
Przykład Włoch, mało zachęcający dla innych powoduje, że nikt nie chce wyrwać się z jednoznaczną deklaracją. I należy to zrozumieć, bo tak naprawdę nikt nie ma pomysłu co z tym fantem zrobić.
Naiwni wygłaszają płomienne przemówienia, jak to „za komuny nam pomagano, a więc my teraz…” itp. Naiwni, bo wciąż wierzą, że nam pomagano z czystej do nas miłości i podziwu, co powoduje konieczność naszego rewanżu nawet wbrew interesom, których kiedy indziej bronimy jak stado lwów i tygrysów. Jeszcze bardziej naiwni opowiadają bajki o prawach człowieka, wartościach i tym podobnych fikcjach literackich nieudolnie przysłaniających brutalną rzeczywistość interesów nie tylko politycznych.
Niechęć do przyjścia Włochom z pomocą pokazuje różnicę interesów krajów zachodnich jeszcze bardziej wyraziście, niż spór o sankcje antyrosyjskie, które jak to już widać, długo się nie utrzymają, bo sorry Winnetou, biznes to biznes.
Dochodzi do sytuacji wręcz kuriozalnych, które mogą skończyć się tragicznie.
Skala problemu jest tak wielka, że tu nie wystarczą drobne gesty, konieczna jest kasa i to ogromna. I to niezależnie od przyjętego rozwiązania. Europa staje przed wyborem: wydać pieniądze na stworzenie sobie problemu czy wydać je na pozbycie się go? Na razie zwycięża ta pierwsza opcja. Przynajmniej w warstwie werbalnej.
Bo – nie oszukujmy się – ci uchodźcy są problemem. I będą coraz większym. Jeśli polityczna poprawność zasłania nam wciąż oczy, przetrzyjmy je czym prędzej. Po raz pierwszy Europa ma do czynienia z ludźmi, którzy dyktują jej warunki na jakich łaskawie zgodzą się przyjąć oferowaną pomoc.
Takiej sytuacji jeszcze nie przerabialiśmy.
Nikt w Europie nie śmie (bo nie wierzę, że nie umie) odpowiedzieć na pytanie jak nazwać takie „oczekiwania”. Pomoc, która miałaby polegać na zmianie Europy w państwo muzułmańskie, bo tego życzą sobie goście. Tak, goście!
Jakiś czas temu wyciekły nagrania z ośrodka uchodźców w Polsce, w tym wypowiedzi mieszkających tam Czeczenów, którzy wyraźnie mówią, że „tu mieszkają muzułmanie, więc tu panuje szariat”. I nieważne czy nagrania są autentyczne czy zmanipulowane, wystarczy by były, aby służyć do szeptanej propagandy nie wróżącej niczego dobrego rządowi, który zgodzi się na unijne ustalenia. Wystarczy jedno doniesienie z Włoch o buncie uchodźców, którym w ośrodku podawano nie takie jedzenie, jak by sobie życzyli, by zradykalizować poglądy obywateli Europy. W takich momentach znika empatia, znika jakakolwiek chęć pomocy, a zaczyna dominować przekonanie, że tak naprawdę nie mamy do czynienia z ludźmi potrzebującymi wsparcia, ale z zupełnie kimś innym. A takie przekonanie trudno będzie zneutralizować.
Tym bardziej, że każdy dzień przynosi nowe rewelacje z tego tematu, w ramach którego różnica między tym co robią rządy, a jak odbierają to obywatele staje się coraz większa.
Takie wypowiedzi budzą zażenowanie rządów i tzw. elit, a jednocześnie nawet w ludziach do tej pory obojętnych – ksenofobię i to dość gwałtowną. W tym konkretnym przypadku spowodowało nawet przeprosiny ze strony gościa, ale cóż – mleko już zostało wylane.
Dochodzą do tego coraz częstsze przypadki zamachów dokonywanych na terenie Europy przez islamistów, jak choćby ostatnia seria, po których coraz trudniej przyjmuje się w narodzie tłumaczenie, że „nie każdy muzułmanin to terrorysta”. Zwykły człowiek pyta: a jak ich odróżnić? I na to nikt mu przecież nie odpowie. Żeby to choć, jak dzieci z in vitro, mieli jakąś bruzdę na czole, ale nie – wyglądają jak inni. „Pogonić wszystkich!” – hasło coraz bardziej popularne, które z czasem będzie zdobywało sobie coraz więcej zwolenników. I jak zwykle nikt na to nie będzie przygotowany.
Tu nie pomoże wyższościowe prychanie naszych samozwańczych intelektualnych elit. Ludzie chcą się czuć bezpieczni i między innymi po to wybierają swoje rządy, po to łożą na nie ogromne, przez siebie wypracowane pieniądze. A te jak widać, nie potrafią im owego bezpieczeństwa zapewnić. Po co więc im takie rządy?
Relacje rząd – obywatele to nie jest układ wzięty z nieba. Także historia Polski zna przypadki wypowiedzenia posłuszeństwa rządzącym jeśli nie potrafili dbać o dobro poddanych (wojna 13 letnia). To musi działać w dwie strony. Coraz częściej widać, że nie działa, nie tylko u nas.
Wspomniałem o pieniądzach i tu też padają całkiem ciekawe pytania. Np. o to dlaczego Europa ma pomagać tym uchodźcom w czasie gdy państwa muzułmańskie, i to te bogate, nie chcą w tej sprawie kiwnąć palcem?
Nie chcą pomagać współwyznawcom, do czego ponoć zobowiązał ich Prorok, w imię którego potrafią zabijać. Dlaczego nie pomagać?
„…to bogate kraje Zatoki Perskiej: Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt, Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn.
Na powierzchni osiem razy większej od Polski mieszkają tam tylko 43 miliony ludzi. Środki materialne, jakimi kraje te dysponują, pozwalają im na nawodnienie, zabudowanie i zamienienie w ogród dowolnych niemal obszarów. Ich dochód narodowy na obywatela wynosi między 29 tys. dolarów w Bahrajnie a 100 tysięcy dolarów w Katarze. W Polsce jest to 21 tys. dolarów (wszystkie dane według CIA Factbook). Jest za co przyjąć i gdzie umieścić 10 milionów ludzi, a 200 tysięcy rocznie to po prostu w tych okolicznościach liczba śmieszna. Owych sześć krajów nie przyjęło ani jednego uchodźcy z Syrii. Za to w zeszłym roku Arabia Saudyjska brutalnie wyrzuciła 12 tys. uchodźców z ogarniętej wojną domową Somalii – uchodźców muzułmanów.”
Co ciekawe – problemem muzułmanie są także dla Rosji, na co rzadko zwraca się uwagę, a na dodatek nie są tam uchodźcami, ale rdzennymi mieszkańcami, jak np. w Dagestanie. Jeśli w Moskwie dochodzi do dyskusji na temat otwartych plaż, to znak, że sprawa jest posunięta bardzo daleko.
„…Inicjatywa została wsparta przez przedstawicieli Cerkwi, żydowskiego związku wyznaniowego oraz buddystów”.
Narzekając na zbyt wielką rolę Kościoła Katolickiego w życiu państwa i jego absurdalne ambicje bycia siłą dyktującą Polsce warunki nie gubmy z oczu faktu, że nie jest to wyłącznie polski trend.
Jeśli Rada Miejska Londynu godzi się z funkcjonowaniem szariatu w aspekcie sądownictwa, a były już takie doniesienia, to znak, że zaszliśmy na tej drodze daleko. Czy aby nie nazbyt daleko?
W jednym ze znanych mi amerykańskich miasteczek Rada Miejska już dzień po świętach Bożego Narodzenia potrafi zawiadamiać mieszkańców o konieczności likwidacji zewnętrznych ozdób świątecznych. W stosunku do muzułmanów nigdy by się na coś takiego nie odważyła, co potwierdzają sami mieszkańcy.
Przypadek uchodźców z Syrii jest szczególny. Także w kontekście stosunku do nich państw europejskich i USA. Po doświadczeniach „arabskiej wiosny” i wykazaniu się kompletną nieudolnością w operacjach militarnych nikt nawet nie dyskutuje już na temat ew. likwidacji przyczyn owej masowej emigracji. Dyskutujemy wyłącznie o skutkach, co z góry skazuje nas na przegraną.
W tym kontekście apel Włoch o europejską solidarność jest i zrozumiały i racjonalny. Jedno państwo (choć podobnie ma się Grecja) nie da sobie z tym problemem rady. A co to znaczy? Jakiekolwiek zagrożenie dla ładu wewnętrznego Włoch jest zagrożeniem dla stabilności całej Unii, to chyba oczywiste. A to zagrożenie już istnieje i widać je gołym okiem. Nie ma państwa na świecie, które przyjąwszy 5 mln jakichkolwiek uchodźców (na tyle oblicza się liczbę przebywających we Włoszech imigrantów, a już sam fakt, że jest to tylko liczba szacunkowa, bo prawdziwej nikt nie zna świadczy o skali zjawiska) nie miałoby z tym problemów i to problemów groźnych dla samego jego trwania.
Cała sprawa, wbrew pozorom, już zaczyna dotyczyć nas wszystkich, ponieważ w państwach Unii coraz częściej słychać głosy, że „Schengen się nie sprawdziło”. Incydent na granicy włosko-francuskiej jest tego przykładem. Czyli coś, co dla nas z Europy Wschodniej było jedną z największych atrakcji członkostwa. Niewykluczone, że nawet „idąc na kompromis” zacznie się manipulowanie przy tym traktacie, czego skutki odczujemy szybciej, niż się myśli. W imię czego?
Czy ma się okazać, że mamiono nas jakąś ułudą rozsypującą się w proch przy pierwszym prawdziwym problemie?
Problemie, którego nikt nie potrafi rozwiązać, bo rządy muszą liczyć się z wyborcą, wyborca ma często zdanie radykalniejsze, niż reżyserzy horrorów (wystarczy poczytać komentarze w necie), wyznawane formalnie idee każą czynić co innego i tak w kółko Macieju.
Na dodatek, kiedy w końcu UE zaczyna dyskusję, to padają liczby tak śmieszne, że już nie śmieszą. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to „dyskusja dla dyskusji”. Po to, by móc powiedzieć „próbowaliśmy” co jest mniej niż półprawdą, a więcej, niż kłamstwem.
Sądząc po wpisach w Internecie, ale także w wielu rozmowach „na żywo” słyszy się dość stanowczy opór przeciw fali imigrantów z powodów, o których wyżej. Oficjalnie – cisza ew. poprawnopolityczne gęganie, z którego i tak nic nie wynika, co widać, słychać i czuć.
Nikt nawet nie próbuje wszcząć rozmowy na ten temat. Rozziew między rządami, a oczekiwaniami wyborców jest już faktem, choć mało kto chce się do tego przyznać.
A problem narasta.
Być może to jest powodem, dla którego wyborca zawiedziony działaniami swoich wybrańców zwraca się w stronę głosicieli poglądów radykalnych?
Chciałbym przypomnieć, że podstawowym pytaniem jakie stawiam jest: po co nam rządy? Po to, by prowadzić lud po bezdrożach i wertepach zgodnie ze swoją wizją świata, czy po to by pracować dla jego dobra zgodnie z JEGO życzeniem i jego sposobem pojmowania?
Jak na razie żadna odpowiedź nie wróży niczego dobrego.
Jerzy Łukaszewski



NARESZCIE!!! Sensowny tekst na ten temat. Mam serdecznie dość pięknoduchowego bełkotu z jednej strony i histerii z drugiej, a obie beznadziejnie głupie, nie wnoszące niczego do dyskusji i analizy problemu.
Pytanie w kontekście Europy – czy ten problem nie powinien zaistnieć nieco szerzej, skoro właśnie bogatsi sąsiedzi się go tak prosto pozbywają?
Ajajaj, jaki paskudny tekst Panie Jerzy.
Można teraz komentować dodając niemal do każdego określenia religijnego wyznania czy pochodzenia etnicznego cudowne anty…
A na samym początku należy umieścić rasizm, ksenofobię i wszystko co nie objawia się altruizmem wobec innych osobników rodzaju ludzkiego zamieszkujących naszą globalną wioskę, co nie dorosła jeszcze do bycia wspólnotą.
Problem gości co przepoczwarzają się w rezydentów istniał, istnieje i będzie istniał. Kiedy rezydenci wiążą się w narodowe czy wyznaniowe getta, tubylcy mają problem, muszą rezygnować z własnych obyczajów i kultury dając miejsce napływowym, to nazywa się ubogacaniem kultury narodowej. Gdy przybyszów jest wystarczająco dużo zaczynają stawiać warunki jak ma wyglądać ich obecność w danym kraju. Powstaje państwo w państwie a to np. mnie absolutnie się nie podoba, za co mam jakiś przypis anty albo nacjo.. albo rasista, kiedy mówię o tym otwarcie.
Gość w dom Bóg w dom ale to nie oznacza, że wolno mnie bezkarnie krytykować, pouczać, przestawiać meble itp.
Zawsze potrafię powiedzieć gościowi.. czas się rozstać, szukaj innego lokum albo przyjmij moje zasady obowiązujące w moim domu!
Uchodźcy mają się zasymilować błyskawicznie i podpisać deklarację że nie będą tworzyli własnych gett kulturowych czy wyznaniowych. Mają zdać egzamin z obowiązującego języka i nie mogą żądać większych uprawnień w jakiejkolwiek dziedzinie życia niż posiadają obywatele kraju gdzie mają ochotę pozostać.
Już słyszę ten skowyt mniejszości narodowych. A przecież mogą być sobą w swoich czterech ścianach.
Tyle i aż tyle… już widzę te podpisy lojalnościowe.
antyMagog
Odpowiedzią wydaje mi się budowa konsekwentnego do bólu ŚWIECKIEGO państwa i sprowadzenie religii do sprawy prywatnej. Na razie w Polsce problemem nie są muzułmanie, a krzykliwa większościowo-mniejszościowa grupa katolików, która powoli, ale z widocznym przyspieszeniem, usiłuje narzucić swoje standardy pozostałym. Gdyby katolicy literalnie odczytali Biblię, jak niektórzy muzułmanie robią to z Koranem – też zobaczylibyśmy ciemność. Przypominam sprawę karykatur Mahometa w duńskim piśmie sprzed kilku lat. Wspólny front polskich katolików i muzułmanów był aż nadto widoczny. Nadzieję (może płonną) upatruję w tych muzułmanach, którzy protestują w Tunezji przeciwko zamachom, w intelektualistach muzułmańskich, których wypowiedzi publikuje Andrzej Koraszewski. Muzułmanie w Europie już są i mieszkają tu od pokoleń. Nie wymordujemy ich i nie wyrzucimy.
Ostatnio przeczytałam książkę Marka Orzechowskiego pt. „Holandia. Presja depresji” – niezwykle ciekawie napisana książka o Niderlandach dawniej i dziś, o uwarunkowaniach społecznych, terenowych. Problem napływowej ludności nie jest tam nowy, ale trwa cały czas przez wieki. Opisuje jak Holendrzy radzili sobie z różnorodnością kulturową i wyznaniową, jakie były te przemiany i jak problem ten wygląda dziś.
Magog pisze – „A przecież mogą być sobą w swoich czterech ścianach.” – otóż nie, to wychodzi poza te ściany. Orzechowski pisze o narastających nastrojach ksenofobicznych i ich źródłach i o tym, że oczekiwanie od przybyszów by podzielali nasze wartości kulturowe (jak tolerancja) jest mrzonką, bo oni wywodzą się z innej kultury. I to nie chodzi o tę, czy inną religię – z tym problemem Holendrzy potrafili obie radzić już wieki temu (współistnieć dla dobra wspólnego), a świeckość życia publicznego jest tam już standardem od setleci. Jednak nie radzą sobie z tym co mają teraz – „tysiące muzułmańskich mieszkańców Holandii zmieniają charakter starych miasteczek, wymuszają w sferze publicznej porzucenie tradycyjnych obyczajów, narzucają swoje kodeksy i reguły postępowania.”
Uzupełnienie do tekstu Autora: nasze „dzielne” władze właśnie zgodziły się przyjąć 2 tysiące uchodźców podczas spotkania w Luksemburgu. Zapewne większość z nich to będą muzułmanie, może kilku śpiochów z ISIS.
Politycznie: znakomity prezent dla opozycji. Tym bardziej iż łatwo znaleść niedawne wypowiedzi prominentnych polityków PO sprzeciwiających się zgodzie na udział Polski w tym programie.
W kwestii bezpieczeństwa: dziś to może być 2000 uchodźców, za rok może zwiększenie do 5000 itd.
Urzędnik w stopniu wiceministra reprezentujący Polskę na rozmowach w Luksemburgu zapewne ma marne wsparcie swoich zwierzchników, stąd nie ma sensu winić go za uległość. W takich sprawach za decyzje odpowiada premier lub stosowny wicepremier. A mamy ich takich jakich mamy.
O tak zwanym „zmierzchu rasy białej” padła publicznie niejedna wypowiedź,napisano sporą ilość książek na ten temat ale poprawność polityczna ograniczała się do wyśmiewania tych przestróg zarzucając im najczęściej kościelne inspiracje.Pewnie i one były ale…
-W Niemczech mieszka prawie 8 mln imigrantów z krajów muzułmańskich,w Wlk.Brytanie ponad 3 miliony,w Szwajcarii 1,5 miliona.Francja i Holandia od dawna nie podają danych.
-Teraz kolejny exodus ante portas…
-A biali Ludzie starzeją się,dzietność bałych Kobiet jest coraz niższa.
–
Co nas,białych czeka? Steve Jones,genetyk z University College powiedział,że za niedługo ma Ziemi powstanie jedna rasa,brązowo-szara a ja dodam i skośnooka wszak azjaci też szukają chleba w Europie i w USA.
A za kilka milionów lat ślady po nas w wykopaliskach będą odnajdować szarobrązowi,skośnoocy archeolodzy
–
Muzułmanie w Europie już są i mieszkają tu od pokoleń. Nie wymordujemy ich i nie wyrzucimy.
………………………………
Jasne że nie wygonimy bo są od pokoleń i nie mówią mi jak mam żyć aby im to nie wadziło. Są moimi ziomkami i ich wiara i związana z nią kultura nie przeszkadzała mi nigdy i dalej nie przeszkadza. Piątki są dla jednych, soboty dla drugich a niedziele są moje. Tak było i tak ma zostać, dla mojej wygody bo otoczenie tak postępuje jak ja. To jest moja kultura akceptowana całkowicie i zwyczajnie irytuje mnie powszechność obcego dziadostwa kulturowego w moim kraju.
Nie przeszkadzają mi kuchnie ze świata, ale mam dość bełkotu w napisach ponoć angielskich, wymowie skrótów w tymże języku i podkreślanie przez skądinąd inteligentnych dziennikarzy że potrafią powiedzieć coś w powszechnym wieśniaczym języku.
Mam wrażenie że stajemy się kolonią a wszelkie zmiany są czynione w celu ułatwienia poruszaniu sie kolonialistów po moim kraju..
Jeszcze wiem gdzie jestem, jeszcze..
@ Magog. Mnie też irytuje bełkot obcojęzyczny i panoszenie się angielszczyzny wszędzie już. Irytuje mnie obce dziadostwo kulturowe w rodzaju naśladownictwa kiepskich programów rozrywkowych, seriali, teleturniejów. Ale to nie islam. I nie czynią tego kolonialiści, a autochtoni.
napewno nie jest tak, że opowiadania o prawach człowieka to bajki i fikcje literackie, to jest fundament wspólnej Europy i zaprzeczanie mu niedobrą praktyką, lub zaniechaniem, jest podobnie niebezpieczne jak brak obrony tych wartości należnych nam samym, co przecież uważamy za oczywiste. Wydawałoby się, że basen morza śródziemnego i północna Afryka to naturalna strefa wpływów Europy – pownniśmy przede wszystkim starać się odnosić do przyczyn i jakkolwiek to dziś coraz trudniejsze, nie pozostawiać samym sobie Syrii i Libii, oczywiście przede wszystkim w Syrii i w Libii. Książkę Nassima Taleba „Czarny Łabądź”, poświęconą w zasadzie naturalnej nam nieprzewidywalności skutków nieoczekiwanych procesów w układach złożonych, które jednak nieodwracalnie zdeterminują naszą przyszłość, rozpoczyna szkic współczesnej historii Libanu, kiedyś kraju wielokulturowej tolerancji i względnego dobrobytu – obyśmy nie byli dziś świadkami podobnych procesów o większej skali, którym jeszcze możemy próbować zaradzić – zanim zmienią bieg także naszej historii.
@PK myli się pan. Fundamentem wspólnej Europy jest łagodzenie różnic interesów poszczególnych państw, bo to właśnie w przeszłości doprowadziło do dwóch wielkich wojen, a w historii do wojen w ogóle. Ta myśl legła u podstaw Wspólnoty Węgla i Stali i tego co przyszło po tym. Reszta to ozdobniki, co widać dziś na każdym kroku. Ten fundament też dziś się już kruszy.
Jako kolekcjoner bajek mam w swoich zbiorach także bajki Leonarda da Vinci. Nie wszyscy wiedzą, że takie rzeczy pisywał. Oto jedna z nich w przekładzie Leopolda Staffa:
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/leonardo.jpg
Odnosi się pan bezpośrednio do myśli Jeana Monneta, istotnie Wspólnota Węgla i Stali została pomyślana jako sposób na zaradzenie powstających sprzeczności interesów gospodarczych Francji i Niemiec. Od tego czasu jednak wiele osiągnięto i można mieć nadzieję, że nie są to „ozdobniki” – poniżej cytaty z Traktatu Unijnego.
Artykuł B ustęp 3
Unia ustanawia sobie następujące cele:
– umacniać ochronę praw i interesów obywateli państw członkowskich poprzez wprowadzenie obywatelstwa Unii
Artykuł F pkt. 2
Unia będzie uznawać podstawowe prawa, jakie są gwarantowane przez Europejską Konwencję Ochrony Praw Człowieka i Podstawowych Wolności podpisaną w Rzymie 4 listopada 1950, i jakie wynikają z konstytucyjnych tradycji wspólnych państwom członkowskim, jako podstawowe zasady Wspólnoty.
PK, „…i można mieć nadzieję…”
Można. Zawsze. To bardzo miłe mieć nadzieję.
nie sposób odmówić panu racji pragmatyka, chociażby wobec współczesnej historii państw dawnej Jugosławii, które przecież są w przytraktatowej Europie, fundament jednak jest, taki na którym warto budować, i do którego warto się w takich sytuacjach jak płynący do nas z nadzieją, prawie wpław, odnieść. Z tą nadzieją to jest też ponoć tak, że umiera ostatnia, ktoś mi zresztą kiedyś tak właśnie powiedział i ja także do dziś się zastanawiam dlaczego.
Dlatego, że normalny zdrowy organizm broni się przed klęską, przed chorobą, przed unicestwieniem. Nadzieja jest tym murem obronnym, który wokół siebie stawia, by przetrwać. Na dodatek czasem skutecznym.
Niektórzy zwolennicy spiskowych teorii dziejów twierdzą, że powstanie ISIS jest inspirowane przez „służby” jako wstęp do rozwiązania kwestii muzułmańskiej. Niezależnie od prawdy Europa jest coraz bardziej narażona na emigrantów i „multi-kulti” niż jakikolwiek inny kontynent. Na razie to fala muzułmanów a potem to będą raczej fale azjatów z dalekiego wschodu. Już dziś powinniśmy się w Europie przygotowywać na te przyszłe miliony przybyszów.
Już dziś powinniśmy się w Europie przygotowywać na te przyszłe miliony przybyszów.
……….. aaaha, tylko jak?
A odnośnie obśmiewanej spiskowej teorii dziejów to lepiej brzmi,
„zabezpieczanie własnych interesów wszelkimi metodami”
i tu kłania się historia ludzkości.
@j.Luk : nie chciałem się wcinać do ważnych rozmów, więc odczekałem. Ale wracając do Leonarda, który da Więcej niż się spodziewamy, byle tylko popatrzeć w Jego stronę, to nie za te przypowieści najwyżej go cenię. (Nawiasem mówiąc o drzewie napisał też inną, gdzie sam siebie uważał za tę metaforyczną postać – to było niosące owoce drzewo, w które ludzie, aby je strącić, rzucają kamieniami.)
Ale ja wyżej go cenię, kiedy leci na skróty, czego i ja próbuję, pisując aforyzmy. Więc kiedy oznajmia, że z niektórymi nie ma co uważać, z którego ich końca wydobywa się głos, bo nie zostanie po nich nic, prócz napełnionych wychodków… albo kiedy w bajkach o zwierzętach objawia nam że mocz łasicy jest tak jadowity, że zabija każde zwierzę, a czasem nawet samą łasicę… Nie uwierzysz, ale nabrał się na to kiedyś nawet Niemiecki Uczony Brehm i wrzucił na próbę do beczki łasicę i żmiję. Nie pamiętam kto przeżył, ale dowiodło to niewątpliwie braku poczucia humoru tego znakomitego Atlasisty.
@A. Goryński, nie powiedziałem, że za to najbardziej go cenię. Nawet nie za wskazówki techniczno technologiczne, które po sobie zostawił, a które wydano po polsku.
Pokazałem to jako ciekawostkę, którą można potraktować jako ew. klucz do problemu. Bo problem jest. I był już parokrotnie w historii, ale dziś Europa zachowuje się tak, jakby udawała, że go nie ma. Nie jestem zwolennikiem rozwiązań radykalnych, ale ktoś kto w sytuacji tonięcia okrętu nawet nie nadaje sygnału SOS zachowuje się co najmniej dziwnie, nie sądzisz?