Stefan Bratkowski: Fabryka absolutu6 min czytania

()

absolut2015-07-13.

Czytelniku Drogi, kup „Fabrykę absolutu” Karela Czapka! Przeczytawszy ją, uczujesz, że jesteś kimś lepszym, że wszystkich polubiłeś i że stąpasz, unosząc się parę centymetrów nad ziemią. Po kontakcie z absolutem wszyscy tak reagują – u Czapka minister wojny, jeszcze w czasach Franciszka Józefa, doznał iluminacji, rano zwołał praski garnizon, wygłosił do żołnierzy orędzie o wiecznym pokoju i namawiał ich do męczeństwa, dodam, że pewnie w imię ogólnej dobroci i uśmiechu. Stąd się pewnie wziął się i wojak Szwejk, ostatnio na nowo, a źle przetłumaczony, nawet z tytułem, idiotycznie przerobionym, co Haszek mu dzięki absolutowi wybaczy, bo tłumacz chciał dobrze, tylko wyszło głupio.

Po zetknięciu z tą książką Jarosław Kaczyński nie będzie złym człowiekiem, Macierewicz przestanie kłamać, świat zrobi się sympatyczniejszy, nawet Kukiz będzie się zastanawiał, co by tu zrobić mądrego i pożytecznego. Słowem, jeśli nie boicie się zostać dobrymi, przyjaznymi światu ludźmi, przeczytajcie koniecznie „Fabrykę absolutu” Karela Czapka, zapomnianą w minionym ustroju, w którym poczucie humoru było przedmiotem konspiracji. Był to czas, kiedy nawet ci, którzy siedzieli po więzieniach, śmieli się z tego ustroju. Jeśli chcecie wiedzieć, jak to było, wszystko przed wami – oddajcie władzę Kaczyńskiemu, Dudzie i Rydzykowi, oni mogą was w podobny sposób rozbawić. Ich obiecane gruszki na wierzbie pod działaniem absolutu zamienią się w najlepsze w Warszawie ciastka, które kupuję na Górnośląskiej 15. Tort bezowo-kajmakowy, a i sernik z rodzynkami, są takie jak w Krakowie, same, bez interwencji absolutu, są tak dobre, że nauczą tych powyżej mówić od czasu do czasu dobrze o innych ludziach. Pilnujcie się tylko, żeby to was wcześniej szlag nie trafił. No i nie spałaszujcie wszystkiego, bo wprawdzie zakazują mi tortu, żebym nie utył, ale przynajmniej popatrzeć miło.

Zawdzięczamy takie przeżycia Mariuszowi Szczygłowi, znakomitemu reporterowi, który zakochał się w Czechach i przyswaja Polsce czeską literaturę, to, co najlepszego stworzyła. To cenne przedsięwzięcie zmienia mapę Europy. Okazuje się, że Czechy nie leżą gdzieś koło Hongkongu czy też Singapuru, tylko za Sudetami i czeska zdolność dowcipu przybliża je naszemu krajowi. To ważne, bo inni nasi pobratymcy, Węgrzy, wynoszą się właśnie z Europy. Za nimi chce iść PiS – teraz pod przewodem Dudy i Szczerskiego. Szczerze będę im winszował, jeśli uda się im ulokować razem gdzieś koło Hawajów. Ciepło, mniej pada, będą mieli aż dwa słońca, Orbana i Kaczyńskiego, takiego układu pozazdrości im sam Putin. Mogę tylko pogratulować ich wyborcom. Będą mieli co chcieli. Żadnej ciepłej wody w kranie.

Jest więcej niż jeden Czapek świetnych pisarzy czeskich, choć ja, nie będę ukrywał, uwielbiam Czapka. Nawet bardziej niż Szkvoreckiego. Ale to niesprawiedliwe jednego z nich wyróżniać, bo wszystkich można uwielbiać. Także tych żyjących, którzy nie muszą dzisiaj wynosić się ze swego kraju – inaczej niż muszą znakomici Rosjanie. Bo tylko nieliczni z nich  są na tyle odważni i ofiarni, by dać się zabić we własnej ojczyźnie z rąk sprawców nieznanych nawet Putinowi. U nas tylko nie wiadomo, z czyjej inicjatywy zakładano podsłuchy, bo nie wypada podejrzewać PiS-u, który na nich skorzystał.

Teraz tu jeszcze jedna niespodzianka. Nie wiedziałem, że jest taki kraj, który nazywa się Rumunia. I to w Europie! Ale kto to wiedział? Odkrył go mój młodszy kolega, po swoich przygodach wybornego reportera – ambasador Polski w Bukareszcie, Bogumił Luft. Bukareszt, nie powiem, że większość Polaków, ale wielu z nas myli z Budapesztem; nikt nie wie, że to Paryż Bałkanów, od którego Paryż francuski, intelektualna stolica świata, dostał paru filozofów kultury o najwyższej klasie. Przeciętny Polak – i nie tylko Polak – kojarzy z tą plamą na mapie jedynie przejazdy pociągiem lub samochodem do innych ciepłych krajów Bałkanów i do letnisk samej Rumunii.

Zresztą aż do naszych czasów Rumunii właściwie nie było, było terytorium, które przesuwano spod jednej władzy pod drugą, a mieszkańcy nie mieli nic do powiedzenia. Książka Lufta o Rumunii jest pasjonująca, odsłania, że dzieją się tam i zachodzą procesy przez nas, którzy mamy się za Europę, nawet nie przeczuwane. Nie piszę, że dzięki Luftowi na naszych oczach rodzi się naród, bo tego właśnie się nie zauważa. Rumuni tworzą dopiero swoją ojczyznę i swój naród, piszą własną historię – tę, która upłynęła, i tę, która toczy się dzisiaj. W paru encyklopediach nie ma dziejów, które tłumaczą, skąd w tym miejscu w otoczeniu Słowian i Węgrów nazwa romańska i język w dużej części pochodzenia łacińskiego. Czytelnik tych paru encyklopedii nie dowie się, że to była Dacja, że podbił ją Rzym i że przez dwa stulecia zromanizowali się Dakowie na tyle, że potem jako Rzymianie bronili swoich ziem przed najeźdźcami… Mimo, że Karela Czapka jeszcze na świecie nie było.

Jedną trzecią swojej książki Luft poświęcił państwu, które jest tylko na mapie, obok Rumunii. Mołdawia, poprawnie po ichniemu – Mołdowa, była częścią Rosji, ale właściwie jest, do czego się nie bardzo przyznaje, Rumunią z przygniatającą rumuńską większością, blisko 70 procent, bo zamieszkali tam Ukraińcy i Rosjanie emigrują, razem z cyrylicą, którą zastępuje alfabet łaciński. Na południu, blisko ujścia Dunaju,  siedzą jacyś Turcy, raczej – lud tureckiego pochodzenia i języka, czujący jednak swą odrębność, Gagauzi. Mołdawianie radzą sobie z niepodległością bardzo różnie, zaburzeń wewnętrznych tam przez ostatnie sto lat nie zliczyć. Ale nie mordują się wzajemnie. Co z tego wyniknie, jeden Luft wie.

To wszystko żyje, zmienia się, czytamy opowieść, jak relację odkrywcy egzotycznego kraju, choć Luft chciał tego akurat uniknąć. Rumunia i Mołdawia miały to być europejskie kraje z problemami. Problemy są europejskie. Hiszpania i Włochy mają gorsze. Nie wiem, czy półgłówki, też pchające się tam do polityki, mogą bardziej zaszkodzić swemu krajowi niż nasze. My w najgorszym razie możemy skorzystać z Fabryki Absolutu – żeby z należytym poczuciem humoru spodziewać się, że nawet ze świntucha, który po chamsku odnosi się do prokuratora generalnego, trochę absolutu zrobi dobrotliwego dowcipnisia, który sam pójdzie siedzieć z artykułu 267 par.3 i par.4 kodeksu karnego, za podsłuch i upowszechnianie nagrań z podsłuchu, a prokuratorzy odkryją, że już rok temu powinni byli ten artykuł znać i faceta posadzić.

Nikt facetowi nie zaproponuje, żeby go w d… pocałował, bo to byłby despekt dla pośladków każdego, kto by to zaproponował. Czy to, co tu piszę, ma jakiś związek z książką Lufta? Ma o tyle, że Rumunia jest bardziej Europą, bo nie wybiera do władz państwa ludzi znikąd. Ludzie z ulicy pozostają tam na ulicy.

Stefan Bratkowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

9 komentarzy

  1. hazelhard 13.07.2015
  2. MaSZ 13.07.2015
  3. Artur Dent 13.07.2015
  4. Aleksy 13.07.2015
  5. Artur Dent 14.07.2015
    • Aleksy 15.07.2015
      • jotbe_x 15.07.2015
  6. slawek 14.07.2015
    • Aleksy 15.07.2015