Czytelniku Drogi, kup „Fabrykę absolutu” Karela Czapka! Przeczytawszy ją, uczujesz, że jesteś kimś lepszym, że wszystkich polubiłeś i że stąpasz, unosząc się parę centymetrów nad ziemią. Po kontakcie z absolutem wszyscy tak reagują – u Czapka minister wojny, jeszcze w czasach Franciszka Józefa, doznał iluminacji, rano zwołał praski garnizon, wygłosił do żołnierzy orędzie o wiecznym pokoju i namawiał ich do męczeństwa, dodam, że pewnie w imię ogólnej dobroci i uśmiechu. Stąd się pewnie wziął się i wojak Szwejk, ostatnio na nowo, a źle przetłumaczony, nawet z tytułem, idiotycznie przerobionym, co Haszek mu dzięki absolutowi wybaczy, bo tłumacz chciał dobrze, tylko wyszło głupio.
Po zetknięciu z tą książką Jarosław Kaczyński nie będzie złym człowiekiem, Macierewicz przestanie kłamać, świat zrobi się sympatyczniejszy, nawet Kukiz będzie się zastanawiał, co by tu zrobić mądrego i pożytecznego. Słowem, jeśli nie boicie się zostać dobrymi, przyjaznymi światu ludźmi, przeczytajcie koniecznie „Fabrykę absolutu” Karela Czapka, zapomnianą w minionym ustroju, w którym poczucie humoru było przedmiotem konspiracji. Był to czas, kiedy nawet ci, którzy siedzieli po więzieniach, śmieli się z tego ustroju. Jeśli chcecie wiedzieć, jak to było, wszystko przed wami – oddajcie władzę Kaczyńskiemu, Dudzie i Rydzykowi, oni mogą was w podobny sposób rozbawić. Ich obiecane gruszki na wierzbie pod działaniem absolutu zamienią się w najlepsze w Warszawie ciastka, które kupuję na Górnośląskiej 15. Tort bezowo-kajmakowy, a i sernik z rodzynkami, są takie jak w Krakowie, same, bez interwencji absolutu, są tak dobre, że nauczą tych powyżej mówić od czasu do czasu dobrze o innych ludziach. Pilnujcie się tylko, żeby to was wcześniej szlag nie trafił. No i nie spałaszujcie wszystkiego, bo wprawdzie zakazują mi tortu, żebym nie utył, ale przynajmniej popatrzeć miło.
Zawdzięczamy takie przeżycia Mariuszowi Szczygłowi, znakomitemu reporterowi, który zakochał się w Czechach i przyswaja Polsce czeską literaturę, to, co najlepszego stworzyła. To cenne przedsięwzięcie zmienia mapę Europy. Okazuje się, że Czechy nie leżą gdzieś koło Hongkongu czy też Singapuru, tylko za Sudetami i czeska zdolność dowcipu przybliża je naszemu krajowi. To ważne, bo inni nasi pobratymcy, Węgrzy, wynoszą się właśnie z Europy. Za nimi chce iść PiS – teraz pod przewodem Dudy i Szczerskiego. Szczerze będę im winszował, jeśli uda się im ulokować razem gdzieś koło Hawajów. Ciepło, mniej pada, będą mieli aż dwa słońca, Orbana i Kaczyńskiego, takiego układu pozazdrości im sam Putin. Mogę tylko pogratulować ich wyborcom. Będą mieli co chcieli. Żadnej ciepłej wody w kranie.
Jest więcej niż jeden Czapek świetnych pisarzy czeskich, choć ja, nie będę ukrywał, uwielbiam Czapka. Nawet bardziej niż Szkvoreckiego. Ale to niesprawiedliwe jednego z nich wyróżniać, bo wszystkich można uwielbiać. Także tych żyjących, którzy nie muszą dzisiaj wynosić się ze swego kraju – inaczej niż muszą znakomici Rosjanie. Bo tylko nieliczni z nich są na tyle odważni i ofiarni, by dać się zabić we własnej ojczyźnie z rąk sprawców nieznanych nawet Putinowi. U nas tylko nie wiadomo, z czyjej inicjatywy zakładano podsłuchy, bo nie wypada podejrzewać PiS-u, który na nich skorzystał.
Teraz tu jeszcze jedna niespodzianka. Nie wiedziałem, że jest taki kraj, który nazywa się Rumunia. I to w Europie! Ale kto to wiedział? Odkrył go mój młodszy kolega, po swoich przygodach wybornego reportera – ambasador Polski w Bukareszcie, Bogumił Luft. Bukareszt, nie powiem, że większość Polaków, ale wielu z nas myli z Budapesztem; nikt nie wie, że to Paryż Bałkanów, od którego Paryż francuski, intelektualna stolica świata, dostał paru filozofów kultury o najwyższej klasie. Przeciętny Polak – i nie tylko Polak – kojarzy z tą plamą na mapie jedynie przejazdy pociągiem lub samochodem do innych ciepłych krajów Bałkanów i do letnisk samej Rumunii.
Zresztą aż do naszych czasów Rumunii właściwie nie było, było terytorium, które przesuwano spod jednej władzy pod drugą, a mieszkańcy nie mieli nic do powiedzenia. Książka Lufta o Rumunii jest pasjonująca, odsłania, że dzieją się tam i zachodzą procesy przez nas, którzy mamy się za Europę, nawet nie przeczuwane. Nie piszę, że dzięki Luftowi na naszych oczach rodzi się naród, bo tego właśnie się nie zauważa. Rumuni tworzą dopiero swoją ojczyznę i swój naród, piszą własną historię – tę, która upłynęła, i tę, która toczy się dzisiaj. W paru encyklopediach nie ma dziejów, które tłumaczą, skąd w tym miejscu w otoczeniu Słowian i Węgrów nazwa romańska i język w dużej części pochodzenia łacińskiego. Czytelnik tych paru encyklopedii nie dowie się, że to była Dacja, że podbił ją Rzym i że przez dwa stulecia zromanizowali się Dakowie na tyle, że potem jako Rzymianie bronili swoich ziem przed najeźdźcami… Mimo, że Karela Czapka jeszcze na świecie nie było.
Jedną trzecią swojej książki Luft poświęcił państwu, które jest tylko na mapie, obok Rumunii. Mołdawia, poprawnie po ichniemu – Mołdowa, była częścią Rosji, ale właściwie jest, do czego się nie bardzo przyznaje, Rumunią z przygniatającą rumuńską większością, blisko 70 procent, bo zamieszkali tam Ukraińcy i Rosjanie emigrują, razem z cyrylicą, którą zastępuje alfabet łaciński. Na południu, blisko ujścia Dunaju, siedzą jacyś Turcy, raczej – lud tureckiego pochodzenia i języka, czujący jednak swą odrębność, Gagauzi. Mołdawianie radzą sobie z niepodległością bardzo różnie, zaburzeń wewnętrznych tam przez ostatnie sto lat nie zliczyć. Ale nie mordują się wzajemnie. Co z tego wyniknie, jeden Luft wie.
To wszystko żyje, zmienia się, czytamy opowieść, jak relację odkrywcy egzotycznego kraju, choć Luft chciał tego akurat uniknąć. Rumunia i Mołdawia miały to być europejskie kraje z problemami. Problemy są europejskie. Hiszpania i Włochy mają gorsze. Nie wiem, czy półgłówki, też pchające się tam do polityki, mogą bardziej zaszkodzić swemu krajowi niż nasze. My w najgorszym razie możemy skorzystać z Fabryki Absolutu – żeby z należytym poczuciem humoru spodziewać się, że nawet ze świntucha, który po chamsku odnosi się do prokuratora generalnego, trochę absolutu zrobi dobrotliwego dowcipnisia, który sam pójdzie siedzieć z artykułu 267 par.3 i par.4 kodeksu karnego, za podsłuch i upowszechnianie nagrań z podsłuchu, a prokuratorzy odkryją, że już rok temu powinni byli ten artykuł znać i faceta posadzić.
Nikt facetowi nie zaproponuje, żeby go w d… pocałował, bo to byłby despekt dla pośladków każdego, kto by to zaproponował. Czy to, co tu piszę, ma jakiś związek z książką Lufta? Ma o tyle, że Rumunia jest bardziej Europą, bo nie wybiera do władz państwa ludzi znikąd. Ludzie z ulicy pozostają tam na ulicy.
Stefan Bratkowski



czytałem obie książki. Faktycznie rewelacyjne.
Co do Mariusza Szczygła, to Jego książki o Czechach „Zrób sobie raj”, „Gottland” i jeszcze jedna, której zapomniałem tytułu, powinny być lekturą obowiązkową w szkołach, żeby młodzi ludzie zrozumieli fenomen nie Czechów, a przez kontrast, Polaków.
Co do Rumunii, to książka Małgorzaty Rejemer „Bukareszt, kurz i krew” jest jeszcze ciekawsza od książki Bogumiła Lufta. Polecam!!!
Jedną z ulubionych postaci Mariusza Szczygła, znakomicie opisaną w jego książkach był Tomasz Bata. Człowiek który nie tylko zbudował wielką firmę obuwniczą, lecz również znany był z dbania o swoich pracownikow (wybudował dla nich osiedle domków) oraz występował w roli filantropa i społecznika. Prześledzenie jego działalności mógłby być szokiem dla wielu naszych polityków, trudno bowiem im zrozumieć, że można coś zaplanować a następnie zrealizować. Szokującą mogłaby być dla nich obserwacja iż skuteczne działanie i realizowanie mierzalnych celów z jednej strony a pozerstwo, udawanie i złożeczenie na swoich przeciwników z drugiej, to nie jest dokładnie to samo. Pełna poświęcenia praca i radość z działalności publicznej kontra przekonanie że tu u nas to jest syf, a tam w Brukseli to dopiero Duże Misie – tego umysły niektórych mogłyby uznać za zbyt trudne do udźwignięcia.
Utkwiła mi wspaniała myśl Karela Capka z ostatniego rozdziału „Fabryki absolutu”:
„Największą wiarą byłoby wierzenie w ludzi.”
(nota bene, wkładał te słowa w usta wielebnego kanonika Joszta.)
Niewielu jest takich, którzy potrafią po prostu wierzyć w ludzi. Słabsi są w stanie wierzyć tylko w ideologie, posłannictwa, bogi i kościoły.
„Świat będzie zły dopóki ludzie nie zaczną wierzyć w innych ludzi.”
Karel Capek
Pańska chorobliwa niewiara w Kaczyńskiego jest tak patologiczna że wydaje się być przyczyną całego zła tego świata.
Panie Aleksy, zapraszam do lektury ostatniego przemówienia pana Kaczyńskiego na Jasnej Górze.
Pytanie do radia Erewań: Czy w komuniźmie będą jeszcze pieniądze? Odpowiedź: Będą wyłącznie pieniądze.
Po lekturze jego przemówienia uważam, że w świecie Kaczyńskiego możliwa jest wyłącznie wiara. Ślepa wiara. Wiara w kościół, siły nadprzyrodzone, naród – absolutnie nie w ludzi, bo ludzie są jedynie prochem i pyłem…
Ponoć jest prawdą psychologiczną, że każde działanie ma na pewnym poziomie psychicznym pozytywną intencję. Chciałbym ją odnaleźć. Proszę, niech Pan mi wytłumaczy, na jakim poziomie pan Kaczyński ma dobre intencje? Bo ja nie jestem w stanie zejść tak głęboko w jego mroczną psyche.
@Artur Dent. Szanowny Pan, podobnie jak Redaktor usiłuje lansować dyletanctwo jako metodę postrzegania rzeczywistości, co w konsekwencji prowadzi do do selekcji na zasadzie „podobania się lub nie” sięgającej estetyki która jest tak umowna i zmienna że nie może być metodą poznawczą gdyż odwołuje się do emocji. Pan w zaślepieniu emocjonalnym nie zauważa że Kaczyński przemawia do zgromadzonych ludzi, stanowiących małą cząstkę Kościoła oraz narodu, mógłby to zrobić w studio TV zwracając się do „prochu i pyłu”. Zaprezentowane przez Pana „kompleksy i fobie ideologiczne” świadczą o przesiąknięciu siermiężnym dziewiętnastowiecznym marksizmem.
@ Aleksy
Pański ulubiony wyznawca smoleńskiego buddyzmu powinien przyjąć święcenia.
Rzeczywiście, tzw. „politykom” z PiS przedałoby sie poczucie humoru rodem z Czapka, Haska, Kundery… Zamiast tego mamy kwintesencję śmiesznego faszyzmu Jarosława Kaczyńskiego, który w imię swojego nieudacznictwa i klinicznej nienawiści próbuje na swój sposób „uzdrowić” całą Polskę. W otoczeniu klonów -asystentów Dudy i Szydło wespół z groteskowymi: MAcierewiczem, Kamińskim, Brudzińskim, et consortes, zyskał ostatnio ważnych popleczników. Jawnego diabła popierają głośno i równie głupio członkowie episkopatu KRK. Koalicja zaiste na miarę tysiąclecia. Koniec tej (o)błędnej konfiguracji będzie równie nijaki co śmieszny – stracą wszyscy oni, pozbawieni poczucia humoru, nawiedzeni nienawiścią i ksenofobią; przepraszam „miłością bliźniego”. Świata współczesnego nie da się zawrócić do XIX wieku. Zwłaszcza konusom w koalicji z kadzidłem i kropidłem. Próba nawrócenia KRK na radykalizm porównywalny z islamem jest spóźniona o jakieś 700 lat, a Kaczyński nie jest Mahometem. Jest co najwyżej moherometem czyli połączeniem braku wiedzy z brakiem wyobraźni pt. jak zagonić internet do kruchty.
@sławek. Aby mieć moralne prawo wypowiadania się o faszyzmie trzeba umieć dostrzec drzewa wyrosłe na popiołach z ciał pomordowanych w obozach koncentracyjnych, Pan tego nie potrafi !.