Ihar Melnikau: Zniszczyć białoruskość. Rosyjskie wpływy na politykę historyczną i rozwój nauki historycznej na Białorusi po 2020 roku23 min czytania

()


03.09.2026

W ciągu ostatniej dekady, a zwłaszcza po aneksji Krymu, wybuchu konfliktu zbrojnego w Donbasie, wyborach prezydenckich na Białorusi w sierpniu 2020 r. oraz rozpoczęciu pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie, Moskwa aktywnie wpływa na rozwój białoruskiej nauki historycznej, a w szczególności na kształtowanie własnego, białoruskiego spojrzenia na historię narodową. Wiąże się to między innymi z dążeniem do kontrolowania procesu formowania świadomości narodowej białoruskiego społeczeństwa.

W niniejszym artykule przyjrzymy się wybranym przykładom tego, w jaki sposób Kreml próbuje narzucić Białorusinom rosyjsko-imperialne spojrzenie na historię Białorusi, oparte na koncepcji „ruskiego świata”. Należy go rozumieć jako rosyjski projekt kulturowo-cywilizacyjny i geopolityczny, mający na celu „zbieranie ziem” oraz zjednoczenie Rosji, Białorusi, Ukrainy, a także innych państw postsowieckich w jeden system geopolityczny pod kierownictwem Kremla, na podstawie wspólnych tradycji i wartości.

Ideologiczna ofensywa ze Wschodu

Nauka historyczna odgrywa niezwykle ważną rolę w kształtowaniu świadomości narodowej społeczeństwa. Pod tym względem Białoruś znajduje się w szczególnie skomplikowanej sytuacji. W czasach ZSRR poszczególne zagadnienia historii Białorusi ujmowano z pozycji marksistowsko-leninowskich. Po uzyskaniu przez Białoruś niepodległości w 1991 r. nastąpił krótki okres bardziej obiektywnego spojrzenia na historię narodową. Białoruscy badacze mieli jednak zbyt mało czasu na wypracowanie narodowej koncepcji historiografii i nie zdołali doprowadzić tych prac do logicznego zakończenia.

Po 1994 r. w białoruskiej nauce historycznej ponownie zaczęły dominować sowieckie sposoby interpretowania kluczowych zagadnień historii narodowej. Sytuacja ta trwa do dziś i aktywnie wykorzystuje ją wschodni sąsiad Białorusi. Rosyjscy ideolodzy, z których większość jest dyplomowanymi historykami, wykorzystują słabość białoruskiej ideologii państwowej, manipulują faktami historycznymi i za ich pomocą oddziałują na społeczeństwo białoruskie, w większości słabo znające historię własnego kraju.

Jednym z ośrodków rosyjskich wpływów w sferze historycznej na Białorusi jest powiązana z rosyjskimi służbami specjalnymi Fundacja „Pamięć Historyczna” („Историческая память”). Organizacja ta istnieje od 2008 r. i od początku swojej działalności aktywnie ingeruje w proces kształtowania białoruskiej historiografii. Deklarując wspieranie „prowadzenia badań nad aktualnymi kartami historii Rosji i Europy Wschodniej”, rosyjska fundacja poprzez publikowanie książek i organizowanie konferencji wspiera korzystny dla Kremla kierunek rozwoju białoruskiej nauki historycznej.

Dotyczy to zwłaszcza wydania zbiorów dokumentów archiwalnych: „Zabójcy Chatynia: 118. ukraiński batalion Schutzmannschaft na Białorusi” (2018) oraz „NKWD na Zachodniej Białorusi” (2019). W pierwszej z tych książek położono nacisk na to, że białoruską wieś spalili… Ukraińcy. Przedstawiono to, rzecz jasna, w kontekście rosyjsko-ukraińskiego konfliktu w Donbasie, wobec którego Białoruś — przynajmniej w sferze politycznej — starała się zachowywać neutralne stanowisko.

Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie antyukraińskie przekazy rosyjskich ideologów na Białorusi stały się bardziej intensywne i agresywne. A co ze społeczeństwem białoruskim? Przed rosyjskimi propagandystami otwiera się tu szerokie pole działania. Teza, że „w Chatyniu «banderowcy» spalili pokojowo nastawionych białoruskich chłopów”, była aktywnie rozpowszechniana w rosyjskich środkach masowego przekazu od 2014 r. Co więcej, zaczęto ją promować za pośrednictwem publikacji historycznych przedstawianych jako opracowania oparte wyłącznie na źródłach archiwalnych.

Szczególnymi ośrodkami promowania rosyjskiego punktu widzenia na historię Białorusi są tak zwane „Domy Rosyjskie”, działające na Białorusi od 2009 r. Obecnie tego rodzaju instytucje funkcjonują w Mińsku — Dom Rosyjski i Dom Moskwy — a także w Brześciu i Homlu. Ich głównym zadaniem jest organizowanie wydarzeń kulturalnych i historycznych — koncertów, wystaw, warsztatów, konferencji naukowych oraz pokazów filmowych — służących upowszechnianiu na Białorusi moskiewskiego spojrzenia na liczne aspekty współczesnej sytuacji politycznej i przeszłości historycznej.

Aktywność tych organizacji szczególnie wzrosła po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. W grudniu 2023 r. w Domu Moskwy w Mińsku otwarto wystawę „Zwyczajny nazizm”, promującą rosyjską narrację o „zbrodniach ukraińskich nacjonalistów na Donbasie”. Wymowny jest fakt, że wystawę otwierał przewodniczący Rosyjskiego Towarzystwa Historycznego, a zarazem szef Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej, Siergiej Naryszkin.

Warto również zauważyć, że wiele wydarzeń w Domu Moskwy w Mińsku i innych rosyjskich „domach” na Białorusi organizuje wspomniana wcześniej, ciesząca się złą sławą Fundacja „Pamięć Historyczna”. Nie ma w tym nic dziwnego: dla Kremla istotne jest kształtowanie w białoruskim społeczeństwie postaw antyukraińskich i antyzachodnich.

Należy także zaznaczyć, że „Rossotrudniczestwo” — rosyjska organizacja zajmująca się promowaniem rosyjskiej ideologii na obszarze postsowieckim — po 2020 r. zintensyfikowało na Białorusi działalność związaną z przyznawaniem stypendiów i grantów białoruskim studentom oraz naukowcom. Działania na rzecz propagowania „idei wielkoruskich” prowadzone są również za pośrednictwem Cerkwi prawosławnej. Szczególną rolę odgrywa tu Monaster św. Elżbiety w Mińsku, który otwarcie popiera wojnę Rosji przeciwko Ukrainie.

Rok 1939 w „prawidłowym” ujęciu

W 2019 r. przypadała 80. rocznica wybuchu II wojny światowej. Data ta nie mogła pozostać niezauważona w Rosji. Moskwa rozpoczęła aktywne propagowanie tematu „wyzwoleńczego pochodu Armii Czerwonej na Zachodnią Białoruś i Zachodnią Ukrainę”. W czerwcu 2019 r. na stronie Fundacji „Pamięć Historyczna” opublikowano oryginał sowieckiego egzemplarza paktu Ribbentrop–Mołotow, podpisanego w sierpniu 1939 r. Publikację tego dokumentu można odczytać następująco: Moskwa chce zademonstrować otwartość rosyjskiej nauki historycznej. Kreml zdaje się mówić: „Proszę bardzo, czytajcie, nie ukrywamy prawdy”. Sprawa nie jest jednak tak prosta.

Moskwa aktywnie zajęła się również tematem „17 września 1939 roku”. W tym kontekście istotną rolę odgrywa stary sowiecki postulat „ratowania braci Białorusinów i Ukraińców”, który — z punktu widzenia Rosji — także dzisiaj nie stracił aktualności. Autorzy wspomnianego wyżej zbioru „NKWD na Zachodniej Białorusi” deklarują, że „starają się przedstawić całościowy obraz działalności organów NKWD na wszystkich szczeblach w kontekście tych zadań społeczno-politycznych, które stawiane były przed służbami specjalnymi przez najwyższe kierownictwo polityczne ZSRR oraz partyjno-sowieckie kierownictwo BSRR”.

Główny wniosek książki sprowadza się do tezy, że „funkcjonariusze NKWD zapewnili bezpieczeństwo funkcjonowania lokalnych organów administracji, objęli ochroną najważniejsze obiekty gospodarcze, przedsiębiorstwa przemysłowe i instytucje, nie dopuścili do przypadków kradzieży, rozbojów i grabieży oraz stworzyli warunki do przeprowadzenia wyborów i działalności Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi w Białymstoku”. Jak widzimy, akcent zostaje przeniesiony z represyjnej polityki systemu bolszewickiego na terytorium byłych północno-wschodnich województw II Rzeczypospolitej na „czysto administracyjną działalność i wykonywanie rozkazów”.

Sytuację mogłoby zmienić na lepsze opublikowanie w podobnym zbiorze akt osobowych przedstawicieli tak zwanego „kontyngentu polskiego”, aresztowanych w latach 1939–1940 na terenach byłych północno-wschodnich województw II Rzeczypospolitej — zwłaszcza materiałów dotyczących losów 3870 obywateli polskich, których ślad urywa się w 1940 r. na terytorium BSRR. Fakty te ukazują jednak rzeczywisty charakter i działalność NKWD, dlatego ich ujawnienie opinii publicznej nie odpowiada interesom współczesnej rosyjskiej propagandy.

„Wygodne” dokumenty archiwalne

W przededniu 80. rocznicy rozpoczęcia „pochodu Armii Czerwonej na Zachodnią Białoruś i Ukrainę” na stronie Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej opublikowano dotąd utajnione dokumenty Sztabu Generalnego Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej. Wśród nich wyróżnia się notatka służbowa szefa Sztabu Generalnego, komandarma I rangi Borysa Szaposznikowa z 24 marca 1938 r., w której sowiecki dowódca analizował możliwość prowadzenia przez ZSRR działań wojennych przeciwko sąsiadom w Europie i na Dalekim Wschodzie.

W dokumencie stwierdzano między innymi, że „Polska znajduje się w orbicie bloku faszystowskiego (Niemcy i Włochy), starając się zachować pozorną samodzielność swojej polityki zagranicznej”. Szaposznikow poważnie rozważał możliwość zawarcia niemiecko-polskiego sojuszu wojskowego wymierzonego przeciwko ZSRR.

Z dzisiejszej perspektywy, po przeanalizowaniu znacznej liczby materiałów archiwalnych, można z dużą pewnością stwierdzić, że II Rzeczpospolita nie zamierzała występować przeciwko ZSRR po stronie III Rzeszy. Jednocześnie od pierwszego dnia II wojny światowej w szeregach Wojska Polskiego przeciwko nazistom walczyły tysiące Białorusinów oraz mieszkańców północno-wschodnich województw międzywojennej Polski innych narodowości.

We współczesnej Białorusi dominuje jednak sowieckie spojrzenie na wydarzenia II wojny światowej, a publikowanie tego rodzaju dokumentów bez komentarza historycznego, uwzględniającego białoruską perspektywę narodową, może prowadzić do zniekształcenia obrazu realiów historycznych lat trzydziestych XX wieku.

Odrodzić antypolskie nastroje

Po wyborach prezydenckich na Białorusi w sierpniu 2020 r. oraz protestach, które wybuchły po ich przeprowadzeniu, białoruskie władze zaczęły aktywnie oskarżać Polskę o wspieranie społecznych protestów na Białorusi. Jednym z głównych argumentów antypolskiej narracji stał się przy tym szczególnie chętnie wykorzystywany w Rosji motyw „zjednoczenia” Białorusi 17 września 1939 r.

Od jesieni 2020 r. zaczęły o nim mówić praktycznie wszystkie białoruskie państwowe środki masowego przekazu, mimo że jeszcze rok wcześniej, gdy przypadała 80. rocznica tego wydarzenia, na Białorusi niemal nie wspominano o nim ani na poziomie państwowym, ani społecznym. Pozytywnym wyjątkiem była wystawa autora niniejszego artykułu „Granica była pod Mińskiem. 1921–1941”, zorganizowana we wrześniu 2019 r. w Państwowym Muzeum Literackim Janki Kupały w Mińsku.

Tymczasem w Rosji temat ten był aktywnie komentowany przez różne media. Portal „Regnum” już wówczas intensywnie promował ideę ustanowienia 17 września świętem narodowym. Oczywiste jest, że rosyjskim ideologom państwowym nie chodziło o ochronę białoruskiego dziedzictwa historycznego ani białoruskiej państwowości. Najważniejszym celem było skonfliktowanie Mińska z Warszawą i stworzenie kolejnego „punktu zapalnego” w i tak już napiętych białorusko-polskich stosunkach międzypaństwowych.

Warto zauważyć, że polityka ta przyniosła efekty. Od 2021 r. na Białorusi obchodzone jest nowe święto państwowe — Dzień Jedności Narodowej, przypadający 17 września i mający wyraźnie antypolski charakter.

Oprócz wydarzeń XX wieku rosyjskie media aktywnie podejmują również temat rzekomo antybiałoruskiego charakteru działalności Tadeusza Kościuszki, „polskiego terrorysty” Konstantego Kalinowskiego oraz inne podobne wątki. Wobec braku wystarczającej liczby obiektywnych białoruskich badań historycznych tego rodzaju popularne publikacje odgrywają negatywną rolę w kształtowaniu świadomości historycznej białoruskiego społeczeństwa.

Niepokojąca jest także tendencja widoczna we współczesnych białoruskich podręcznikach szkolnych. O ile wcześniej w rozdziałach dotyczących historii średniowiecznej kładziono nacisk na Księstwo Połockie i Wielkie Księstwo Litewskie jako fundamenty białoruskiej państwowości, o tyle obecnie coraz więcej uwagi poświęca się bliżej nieokreślonej „wspólnocie słowiańskiej” w kontekście dawnej Rusi oraz jedności Kościoła prawosławnego.

Omawiając historię okresu międzywojennego, kiedy zachodnia część Białorusi znajdowała się w granicach II Rzeczypospolitej, nauczyciele w białoruskich szkołach są obecnie zmuszani do podkreślania tego, co dzieli Białorusinów i Polaków, zamiast tego, co łączy oba nasze narody. Akcent kładzie się zatem na „polonizację”, rozwój systemu osadnictwa wojskowego, utworzenie przez polskie władze miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej oraz działalność Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. Jednocześnie uczniom proponuje się przeprowadzanie… analogii ze współczesnością.

Oczywiste jest, że tego rodzaju zajęcia mają na celu kształtowanie wśród białoruskich uczniów negatywnego stosunku do Polski, polskości oraz europejskich tradycji obecnych w historii Białorusi.

Niepokojącą tendencją jest również to, że w ostatnim czasie na Białorusi obrano kurs na niszczenie niektórych zabytków architektury z okresu przedsowieckiego, znajdujących się w złym stanie technicznym. Zamiast poddawać je konserwacji lub przynajmniej częściowej restauracji, urzędnicy podejmują decyzje o cichym wykreślaniu zabytków z listy wartości historyczno-kulturowych, co w dalszej perspektywie umożliwia ich całkowite wyburzenie.

Najczęściej dotyczy to właśnie obiektów niesowieckich — dawnych pałaców, dworów, kościołów katolickich i cerkwi — które można zaliczyć do wspólnego białorusko-polskiego dziedzictwa historycznego. Oczywiście pośrednio taka polityka sprzyja rozpowszechnianiu na Białorusi idei „ruskiego świata”.

Rozegrać wybory na swoją korzyść

Warto zauważyć, że w ciągu ostatnich lat w rosyjskim internecie aktywnie dyskutowano o kwestii „rozwoju nacjonalizmu na Białorusi”. Jeszcze w marcu 2015 r. autor wspomnianego wyżej rosyjskiego portalu „Regnum”, M. Radow, stwierdzał między innymi:

„Na tle ostatnich wydarzeń na Ukrainie i gwałtownej aktywizacji ukraińskich organizacji nacjonalistycznych poza jej granicami całkowite negowanie zagrożenia nacjonalizmem na Białorusi jest bardzo nierozważne. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy republika stopniowo przekształca się w arenę walki kilku nurtów ideologicznych jednocześnie: rosyjskiego, ukraińskiego, polskiego i właściwie białoruskiego. Mimo że obecnie w republice nadal brakuje poważnych podstaw do rozwoju radykalnych ruchów nacjonalistycznych — nie istnieją bowiem rzeczywiste podziały na tle narodowościowym, religijnym czy językowym — rozdmuchiwanie tematu odrodzenia narodowego, czym obecnie grzeszą również przedstawiciele władz, może doprowadzić do pojawienia się w świadomości społecznej idei wyjątkowości Białorusinów jako narodu. Jednocześnie może dojść do pewnego wzmocnienia struktur opozycyjnych, które wykorzystują nienawiść do Rosji jako główną cechę wyróżniającą «prawdziwego patriotę»”.

Tego rodzaju „ostrzeżenia” i „obawy” pojawiały się również w innych rosyjskich mediach. W grudniu 2016 r. portal EADaily stwierdzał:

„W ciągu ostatniego roku na Białorusi pojawiało się coraz więcej oznak wskazujących, że w kraju nadal budowana jest nowa ideologia państwowa o antyrosyjskim charakterze, z wyraźnymi cechami nacjonalizmu etnicznego. Nacjonalizm, który wcześniej był domeną niewielkich grup prozachodniej opozycji, już od kilku lat jest stopniowo wprowadzany przez władze do świadomości masowej za pośrednictwem mediów, systemu edukacji i kultury. Za pomocą dziesiątek mediów elektronicznych i drukowanych tworzone i rozpowszechniane są kłamliwe, pseudonaukowe wymysły dotyczące pochodzenia Rosjan, ich języka i historii. Wydobywane są na światło dzienne i ponownie popularyzowane niemal zapomniane koncepcje opozycyjnych historyków-rewizjonistów z lat dziewięćdziesiątych dotyczące polsko-litewskich korzeni Białorusinów i białoruskiej państwowości. W takiej interpretacji historii Białorusi Rosja przedstawiana jest w najlepszym przypadku jako jedna z potężnych zewnętrznych sił politycznych, które zawsze stanowiły dla Białorusinów zagrożenie militarne”.

W przytoczonych cytatach wyraźnie widać oskarżenia kierowane nie tylko pod adresem przedstawicieli białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego, lecz także władz Białorusi. W okresie po aneksji Krymu przez Rosję i wybuchu wojny w Donbasie rzeczywiście „poszły one po rozum do głowy” i przestały postrzegać historię narodową oraz symbolikę narodową wyłącznie jako przejaw „opozycyjności”. Oficjalny Mińsk uświadomił sobie, że „fundament narodowy” daje możliwość ochrony zarówno własnej władzy, jak i Białorusi przed agresywną polityką Moskwy. Kreml jednak nie osłabiał presji.

„Spojrzenia białoruskiej klasy rządzącej coraz częściej zwracały się w stronę nacjonalizmu. Pozycje nacjonalistów w sferze kultury i edukacji nieustannie się umacniały. Rozpoczęła się kampania na rzecz rozszerzenia zakresu używania języka białoruskiego, która zakończyła się całkowitym usunięciem rosyjskojęzycznej toponimii: obecnie wszystkie tablice informacyjne na białoruskich ulicach i drogach zawierają napisy w «mowie» (czyli języku białoruskim), powtórzone alfabetem łacińskim, a w niektórych miejscach także po chińsku. Władze zaczęły poświęcać coraz więcej uwagi rozwojowi kultury narodowej, co podejrzanie przypominało to, co działo się na Ukrainie z jej «Dniami Wyszywanki». Na półkach białoruskich sklepów pojawiało się coraz więcej towarów z symboliką narodową. Osoby sprzeciwiające się tym procesom z czasem zaczęto prześladować — najpierw administracyjnie, a następnie również kryminalnie. Białoruski przywódca coraz częściej mówił o konieczności maksymalnego wspierania «mowy», co — warto zauważyć — pozostawało w pewnej sprzeczności z jego wcześniejszymi wypowiedziami o ubóstwie języka białoruskiego. Prawdziwy wzrost nastrojów nacjonalistycznych nastąpił wkrótce po zjednoczeniu Krymu z Rosją. Białoruskie władze uznały, że scenariusz krymski może zostać zastosowany również wobec nich, a za gwarancję zabezpieczenia się przed nim uznały rozpowszechnianie w społeczeństwie idei nacjonalistycznych i rusofobicznych. W 2015 roku Łukaszenka zażądał, aby białoruskie służby specjalne podjęły wyjątkowo surowe działania wobec miejscowych prorosyjskich aktywistów. «Znaleźć tych czarnosecińców, którzy nie tylko biegają po lasach, ale również wygadują bzdury (oczerniają) Białoruś, podjąć odpowiednie działania i złożyć raport — rozkazał Łukaszenka. — Jeśli macie fakty świadczące o tym, że gdzieś tam po lasach biegają jacyś czarnosecińcy, szybko ich wyłapiemy. To, co jest sprzeczne z suwerennością i niepodległością państwa, to, co jest sprzeczne z interesami narodu, zostanie wykorzenione». Później prezydent zaczął mówić o konieczności zaszczepiania w świadomości Białorusinów «zdrowego nacjonalizmu». Białoruskie władze bardzo nerwowo reagują na zarzuty dotyczące wspierania nacjonalistów. Jednocześnie w 2017 roku minister spraw zagranicznych Białorusi Uładzimir Makiej, ubrany w wyszywankę, wystąpił na zjeździe Białorusinów świata, na którym gromadzą się nacjonaliści reprezentujący wszelkie odcienie ideowe i nurty. Gdyby spojrzeć na to, co się wydarzyło, przez pryzmat rosyjskich realiów, wyglądałoby to tak, jak gdyby Siergiej Ławrow stanął na czele jednej z kolumn podczas Rosyjskiego Marszu, a następnie oświadczył, że władza w żadnym wypadku nie wspiera nacjonalizmu w Rosji. W takiej sytuacji w naturalny sposób zmienił się również stosunek oficjalnego Mińska do historycznej roli Białoruskiej Republiki Ludowej. O ile wcześniej oceniano ją sceptycznie, o tyle teraz została uznana za jeden z etapów kształtowania się współczesnej białoruskiej państwowości. Gotowość do uczczenia setnej rocznicy proklamowania Białoruskiej Republiki Ludowej niespodziewanie zadeklarowały szefowa Administracji Prezydenta Białorusi Natalia Kaczanawa oraz minister spraw wewnętrznych Ihar Szuniewicz. «Jednym z takich faktów, które konsolidują Białorusinów, jest 25 marca 1918 roku. Władze nie tylko to sobie uświadomiły, ale również przyjęły jako fakt» — stwierdził w związku z tym deputowany białoruskiego parlamentu Walery Waraniecki. «Czy ten dzień jest dla nas świętem, czy akcją protestacyjną? Jeśli mówimy, że to święto — a mówimy, że to święto — to świętujmy!». To, co wydarzyło się 25 marca w Mińsku, w istocie oznaczało zasadniczą zmianę relacji pomiędzy rządzącym reżimem a zwolennikami ruchów nacjonalistycznych. Władza zaproponowała radykałom, a przede wszystkim nacjonalistom, nowy pakt: my całkowicie legalizujemy waszą aktywność, a wy przechodzicie od konfrontacji z państwem do współpracy z nim” — stwierdzano w artykule W. Zotowa „Naziści Baćki”, opublikowanym w 2018 r. na rosyjskim portalu Lenta.ru.

Przypomnę, że wszystko to stwierdzano w rosyjskiej publikacji internetowej na dwa lata przed feralnym rokiem 2020 — rokiem, w którym na Białorusi wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Krucha równowaga, obejmująca elementy wzajemnego zrozumienia i szacunku w relacjach między białoruskim społeczeństwem obywatelskim a władzami, została zniszczona, a społeczeństwo białoruskie podzieliło się na dwa nieprzejednane obozy: zwolenników władz oraz tych, którzy opowiadali się za zmianami.

Gdy trudno zrozumieć, co się dzieje, najprostszym rozwiązaniem jest poszukanie odpowiedzi na pytanie: „Komu jest to na rękę?”. Po 2014 r. białoruska symbolika narodowa zaczęła aktywnie upowszechniać się w społeczeństwie. Organizowano wystawy i obchody świąt narodowych. Autor niniejszego artykułu, jako licencjonowany przewodnik, ubrany w odzież z symboliką narodową, odwiedzał wraz z turystami miejsca o szczególnym znaczeniu dla białoruskiej ideologii państwowej, takie jak Chatyń, Kurhan Chwały, Linia Stalina czy Muzeum Historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Ani jeden urzędnik ani jeden funkcjonariusz milicji nie próbował reagować na to poprzez nakładanie sankcji za mityczną „gloryfikację nazizmu”.

Ponadto autor organizował wystawy poświęcone historii służby Białorusinów w Wojsku Polskim w latach trzydziestych XX wieku, co sprzyjało zbliżeniu współczesnych narodów białoruskiego i polskiego. Owszem, zdarzały się nieporozumienia, jednak ogólnie prowadzono organiczną pracę na rzecz kształtowania białoruskiej świadomości narodowej. Budziło to poważne zaniepokojenie Moskwy i ostatecznie zrobiono wszystko, aby podzielić społeczeństwo białoruskie, przeciwstawić sobie jego dwie wspomniane części oraz rękami białoruskich władz zniszczyć wszystko, co narodowe, a co udało się wypracować w ciągu poprzednich lat.

Jeden z orędowników „ruskiego świata” na Białorusi, Juryj Baranczyk, przeciwko któremu w latach 2016–2017 białoruskie władze wszczęły postępowanie karne w związku z jego prorosyjską działalnością na podstawie art. 130, dotyczącego podżegania do nienawiści rasowej, społecznej i innej — został zatrzymany w Moskwie, lecz nie wydano go Mińskowi — jest obecnie starszym pracownikiem naukowym wydziału białoruskiego rosyjskiego Instytutu Krajów WNP. W artykule z 2025 r. nie ukrywa swojego zadowolenia z tego, co wydarzyło się na Białorusi w 2020 r.:

„Kryzys polityczny 2020 r. radykalnie zmienił bilans integracji białorusko-rosyjskiej. Mińsk, który wcześniej opóźniał zjednoczenie z obawy przed utratą suwerenności i domagał się przywilejów gospodarczych — dostępu do tanich surowców energetycznych, kredytów i rynków zbytu — bez znaczących ustępstw politycznych, został zmuszony do przyspieszenia konkretnego zbliżenia w zamian za gwarancje bezpieczeństwa i zachowania rządzącej elity” — zauważa publicysta.

Z kolei docent Katedry Polityki Zagranicznej Rosji i WNP na Wydziale Polityki Światowej Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. M.W. Łomonosowa, Anastazja Ponomariowa, otwarcie stwierdza:

„Bezpośrednio przed wyborami stosunki rosyjsko-białoruskie osiągnęły najniższy punkt. Kampania wyborcza Aleksandra Łukaszenki w 2020 r. była w znacznej mierze oparta na antyrosyjskich wystąpieniach, demaskowaniu planów moskiewskich «marionetkarzy», którzy mieli zamiar pozbawić Białorusinów własnego państwa, oraz deklarowaniu gotowości do przeciwstawienia się im. 29 czerwca 2020 r. władze Białorusi poinformowały o zatrzymaniu 33 bojowników prywatnej firmy wojskowej «Wagner», wśród których znajdowali się obywatele Rosji i Ukrainy. Zarzucono im przygotowywanie masowych zamieszek podczas prezydenckiej kampanii wyborczej. Antyrosyjskie akcenty w kampanii wyborczej oraz przejście do bardziej aktywnej białorutenizacji zniechęciły do urzędującego prezydenta część rosyjskojęzycznych wyborców. Sierpień 2020 r. postawił wszystko na swoim miejscu: powtórzeniu Euromajdanu zapobiegły struktury siłowe, do wzmocnienia rozpadającego się pionu państwowych środków masowego przekazu skierowano ekspertów «Russia Today», a Moskwa okazała się jedynym gwarantem białoruskiej suwerenności”.

Białoruska historia pod ostrzałem

Jedną z „ofiar” wydarzeń politycznych na Białorusi latem i jesienią 2020 r. stała się białoruska historia. W czerwcu 2020 r. prezydent Rosji Władimir Putin podczas spotkania z członkami Izby Społecznej mówił o konieczności obrony prawdy o II wojnie światowej: „Aby nikt nie ośmielił się szargać pamięci tych, którzy wnieśli decydujący wkład w zwycięstwo nad faszystowskimi Niemcami”.

Wówczas w Mińsku nie zwrócono większej uwagi na ten przekaz. Moskwa od dłuższego czasu mówiła o „przepisywaniu” historii II wojny światowej, podczas gdy Mińsk był pochłonięty zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Ich wynik oraz konfrontacja, która rozpoczęła się po kampanii wyborczej, całkowicie zmieniły stosunek władz do narodowych aspektów historii Białorusi. Stało się to, do czego od dawna dążyła Moskwa.

Białoruskie władze zaczęły intensywnie przeciwstawiać się narodowemu nurtowi w rozwoju rodzimej historiografii i kłaść nacisk na sowieckie wątki historii Białorusi, wśród których najważniejszą rolę odgrywają wydarzenia z lat 1941–1945. Od początku aktywności protestacyjnej białoruskiego społeczeństwa latem i jesienią 2020 r. odczuwalna była na Białorusi aktywna działalność rosyjskich specjalistów. Szczególnie widoczne stało się to w sierpniu, kiedy podczas protestów władze nagle zaczęły wykorzystywać głośniki, z których rozbrzmiewały sowieckie pieśni wojenne.

Manewr ten miał sprowokować agresję uczestników demonstracji, a następnie wykorzystać ich reakcję jako dowód, że protestujący są neonazistami występującymi przeciwko sowieckiej historii. Ludzie na ulicach tańczyli jednak przy dźwiękach „Przypadkowego walca” i „Katiuszy” i nie przejawiali agresji wobec tej historycznej muzyki.

Niestety, po tych wydarzeniach białoruska ideologia państwowa — w niemałym stopniu pod wpływem rosyjskich odpowiedników — zaczęła intensywnie eksponować temat wykorzystywania białoruskiej symboliki narodowej przez białoruskie formacje zbrojne, które w czasie II wojny światowej współpracowały z nazistami. Białoruski aparat władzy powrócił tym samym do starych sowieckich i rosyjskich stereotypów, zgodnie z którymi biało-czerwono-biała flaga i herb „Pogoń” są niemal symbolami nazistowskimi, a Białoruś wraz z Rosją będzie walczyć z fałszowaniem historii i „gloryfikacją nazizmu”.

Już w maju 2021 r. na Białorusi przyjęto ustawę „O niedopuszczeniu do rehabilitacji nazizmu”, która między innymi wprowadziła całkowity zakaz używania symboliki będącej w latach 1991–1995 oficjalną symboliką państwową Białorusi. W styczniu 2022 r. przyjęto natomiast ustawę „O ludobójstwie narodu białoruskiego”, wprowadzającą odpowiedzialność karną za negowanie „ludobójstwa narodu białoruskiego w okresie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i w okresie powojennym (do 1951 r.)”.

W październiku 2024 r. Sąd Miejski w Mińsku skazał A. Sawickiego na trzy lata pozbawienia wolności za opublikowanie w jednym z serwisów społecznościowych własnych rozważań dotyczących tragedii wsi Chatyń. Latem 2026 r. w Mińsku za kwestionowanie istnienia nazistowskiego planu „Ost” na karę ograniczenia wolności skazano mieszkańca Mińska A. Kaspiarowicza. W trakcie dyskusji w jednym z serwisów społecznościowych wyraził on wątpliwości dotyczące istnienia tego nazistowskiego dokumentu. W rezultacie został aresztowany i przez dłuższy czas przed rozprawą przebywał w areszcie śledczym.

Podsumowanie

Rosyjskie wpływy w sferze białoruskiej nauki historycznej pozostają obecnie bardzo silne. Stanowią one zagrożenie zarówno dla kształtowania rodzimej koncepcji interpretacji historii Białorusi, jak i dla procesu formowania świadomości historycznej współczesnego białoruskiego społeczeństwa.

W tym kontekście istotną rolę odgrywa działalność niezależnych białoruskich historyków i badaczy, którzy bezpośrednio pracują z różnymi grupami społecznymi oraz przyczyniają się do podnoszenia poziomu wiedzy historycznej Białorusinów.

Niestety, obecnie na Białorusi praktycznie nie ma możliwości organizowania niezależnych wystaw, prezentacji i wykładów, a także publikowania książek popularnonaukowych oraz artykułów. W tej sytuacji wiele zależy od samych Białorusinów — od ich zrozumienia potrzeby zachowania białoruskiej świadomości narodowej poprzez wiedzę historyczną, pielęgnowanie kultury narodowej oraz języka białoruskiego.

Ihar Melnikau

Ihar Melnikau (ur. 1980 w Bobrujsku na Białorusi), doktor historii. Zajmuje się historią przedwojennej granicy polsko-radzieckiej oraz II Wojny Światowej. Były więzień polityczny na Białorusi (w latach 2024-2025). Autor wielu książek i publikacji.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo