Stefan Małecki-Tepicht: Widmo krąży po świecie – widmo kryzysu

2. To się zdarzyło w Ameryce – kryzys 2007-2009

Żadne rzeczy nie dzieją się bez przyczyny. Nie jest zatem prawdziwe twierdzenie, że kryzys finansowy i gospodarczy z lat 2007-2009 przyszedł nagle i niespodziewanie. Kryzys przyszedł bo miał przyjść. Są cztery poziomy generowania kryzysu finansowego, nieruchomości i całej gospodarki Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Pierwszy to poziom aksjologii – celem jest maksymalizować wszystko co się da – a w życiu codziennym oznacza to: mieć więcej niż inni. Taka aksjologia znalazła swoje uzasadnienie w głównym nurcie amerykańskiej ekonomii – neoklasycznej teorii równowagi rynkowej. Jej odbiciem polityki gospodarczej rządów amerykańskich z czasów Regana według słynnej formuły „supply-side economy” –, gospodarki podaży. To podaż jest jedynym źródłem wzrostu gospodarczego, a popyt –  zgodnie z prawem Say’a stanowiącym, że „każda podaż znajduje swój popyt”  – będzie zawsze podążał za rosnącą podażą.

Poziom drugi to epistemologia – fundamenty teorii ekonomicznej. To główny nurt neoklasycznej teorii ekonomii. Zgodnie z „supply-side economy” i neoklasycznych równowagowych modeli gospodarki rynkowej głównym uczestnikiem gry ekonomicznej jest representative agent.A każdy representative agent, przewidując wszystko doskonale od dziś do nieskończoności, maksymalizuje co się da – pozostając wiecznie w stanie pełnej równowagi rynkowej. Stając przed senacką komisją Kongresu USA Robert Solow powiada, że model równowagowy „zaludnia świat w swej uproszczonej gospodarce wyłącznie „bytami” będącymi równoczesną kombinacją robotnika-właściciela-konsumenta-i wszystkim innym. I są to „byty”, które swoje wszystkie przyszłe działania planują racjonalnie w każdym momencie czasu, teraz i na całe życie. W założeniach działania reprezentatywnego agenta nie ujawniają się żadne konflikty interesów, żadne sprzeczne oczekiwania, i żadne oszustwa”.

43 lat temu, w 1970 roku Eugenio Fama, jeden z przedstawicieli neoklasycznej ekonomii równowagi rynkowej „szkoły Chicagowskiej” przedstawia w swojej pracy doktorskiej „hipotezę efektywnego rynku” (hypothesis of efective market – HEM), zgodnie z  którą  ceny rynkowe na rynkach kapitałowych „czyszczą wszelkie rynki” – tak, że o żadnym kryzysie finansowym nie może być mowy, albowiem wszystko dzieje się w stanie równowagi popytu i podaży. Jest szczególnym paradoksem, że ekonomiści głównego nurtu amerykańskiej ekonomii, budują swe „piękne” modele równowagi rynkowej i za ich pomocą badają wahania cykliczne amerykańskiej gospodarki. A gdy przychodzi ten moment „godzina prawdy” i kryzys ujawnił się, to bezradnie rozkładają ręce i powiadają,  jak mogliśmy przewidzieć coś, czego od 1932 roku nie widzieliśmy na oczy. I dlatego słusznie powiada Fama „jaki kryzys?” – takie zwierzęta nie istnieją.  To za sprawą administracji rządowej Baraka Obamy została powołana w maju 2009 roku specjalna komisja śledcza do spraw kryzysu finansowego i gospodarczego USA.

Poza głównym nurtem współczesnej ekonomii w 1972 roku, Hyman Minsky na konferencji poświęconej kryzysom finansowym ogłosił swój tekst A Theory of Systematic Fragility, w którym po raz pierwszy sformułował hipotezę niestabilności finansowej (FIH)[Minsky, 1972]. Przewidywaną konsekwencją hipotezy niestabilności finansowej Minsky’ego jest fakt, iż z czasem gospodarka jako całość funkcjonuje na zasadzie piramidy finansowej Ponzi’ego. Gospodarka, w której krótkoterminowe aktywa – które w rzeczywistości nie są żadnymi aktywami, a są bezwartościowymi, wirtualnymi zapisami pochodnych instrumentów finansowych – stają się zabezpieczeniem zadłużenia długoterminowego, jest w stanie zapalnym, w stanie kryzysu – co się z całą siłą ujawniło jesienią 2007 roku.

Poziom trzeci – to sposób uprawiania bieżącej polityki gospodarczej. Zgodnie z zasadami „supply-side economy” zmniejszenie podatków federalnych przysparza „agentom” przychodów, które oni sami – owi agenci – poświęcą na inwestycje, wzrost produkcji i wzrost zatrudnienia, a w konsekwencji wzrost dochodów wszystkich; przedsiębiorstw, gospodarstw domowych i państwa. Związki logiczne działania „supplay-side economy” są proste. Wyższa stopa oszczędności prowadzi do bardziej efektywnych inwestycji i wyższej akumulacji kapitału. Wyższy poziom kapitału wywołuje wyższe tempo wzrostu gospodarczego i wyższe zatrudnienie, i dochody gospodarstw domowych rosną zgodnie z formułą – „przypływ podnosi wszystkie łodzie”. Czy to rzeczywiście działa? Ostatnie 20 lat amerykańskiej gospodarki dowodzi, że supply-side economy prowadzi do przeciwnych procesów; niskie podatki powodują wyższy wzrost spożycia, generują ostentacyjną konsumpcję, wywołuję „efekty Veblenowskie”, najniższą w historii Stanów Zjednoczonych stopę oszczędności i inwestycji. Stopa inwestycji netto w ostatnich 20 latach nie przekraczała 5% rocznie. Miał miejsce szczególnego rodzaju wzrost – wzrost bez inwestycji, bez  zatrudnienia, a z gwałtownie rosnącym zadłużeniem. Zadłużeniem wszystkich gospodarstw domowych biednych i bogatych, budżetu państwa i firm niefinansowych. Jednym z podstawowych instrumentów działania „przemysłu finansowego” był wysoki stopień lewarowania, oznaczało to coraz niższy poziom zabezpieczeń pożyczek i kredytów w skali 1:20, bądź jak powiada Solow 1:30. Dla przemysłu finansowego oznaczało to maksymalizację zysku, poprzez obniżanie kosztu – gdy depozyty generują koszt ich oprocentowania, a efektem jest wyższy procent od świadczonych usług finansowych.  Cała empiria życia gospodarczego przez ostatnie trzy dekady, do chwili kryzysu w 2008 roku, zaprzeczała „supply –side economy”.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com