Po II wojnie światowej Polska praktycznie stała się krajem jednego narodu. Wbiliśmy sobie w głowę, że to lepiej. Po co się zajmować i martwić mniejszościami, tyloma choćby co przed wojną, nie mówiąc o Rzeczpospolitej Obojga (czy raczej wielu) Narodów.
I dzisiaj mamy to, co mamy. Papież Franciszek sobie a Polak – katolik sobie. Politycy, których zresztą trudno u nas traktować poważnie, plotą dyrdymały, aby tylko upiec przedwyborczą pieczeń.
Łby podnoszą narodowcy, jak ci z Krakowa, którzy wznosząc „pieśń”: „Cała Polska głośno krzyczy, nie chce tej islamskiej dziczy”, pomaszerowała do krakowskiego kościoła oo. Karmelitów, aby zamówić mszę. Mądry przeor o. Zbigniew Czerwień przepędził zbirów. Ale takich mądrych i odważnych jak on nie jest za wielu.
A byliśmy ongi oazą dla cudzoziemców. W Polsce w XVI i XVII wieku z azylu skorzystało około 20 tysięcy rodzin ze Szkocji i Anglii (w XVI wieku przeważnie protestanci, w XVII wieku katolicy), kilka tysięcy mennonitów ze Szwajcarii i Holandii, 2 tysiące braci czeskich, około tysiąca Szwedów (zwolenników Zygmunta III Wazy, zarówno protestantów jak katolików). Ale to tylko jeden z wielu przykładów.
Byliśmy krajem różnych kultur, religii, narodowości i ras. Populacja całej Europy w początkach 17 wieku liczyła ok. 90 milionów ludzi. W 1618 r., gdy granice Rzeczpospolitej były bardzo rozległe, obejmowały bowiem Smoleńsk i Inflanty, łączna liczba ludności wynosiła 11 milionów. W tym Rusini – 45% (5 mln), Polacy – 40% (4,5 mln),Litwini – 7% (750 tys.) Żydzi, Łotysze, Niemcy i inni – 8% (800 tys.). W następnych dziesięcioleciach Rzeczpospolita liczyła ponad 8 mln, z tego Polacy – 4,5 mln. Szlachta stanowiła 10 proc. mieszkańców.
Większość przywędrowała do Królestwa już w średniowieczu (niemieccy osadnicy, żydowscy kupcy, Tatarzy). Korzystając u nas ze swobód, zapuścili korzenie. Chrześcijańska tożsamość wcale nie została przez nich naruszona i stąd właśnie określa się Rzeczpospolitą Obojga Narodów – „przedmurzem chrześcijaństwa”.
Oczywiście, że nie wszystko przebiegało jak w bajce. Jednak czy dzisiaj Polak Polakowi jest takim znowu czułym bratem?
Fenomenem tamtych czasów na skalę europejską było to, że Rzeczpospolita nie znała wojen religijnych. Wyznawano różne odmiany chrześcijaństwa – byli, obok katolików, kalwini, luteranie, unici, bracia-arianie, mennonici. Nie mówiąc już o judaizmie, kultywowanym na naszej ziemi od stuleci. Byli też muzułmańscy Tatarzy.
Prof. Michał Kopczyński wylicza: Żydzi byli przydatni, bo zajmowali się sprawnie handlem i operacjami finansowymi, podobnie Karaimi i Ormianie. Tatarzy (także muzułmańscy) byli sprawni w boju, Niemcy posiadali umiejętności gospodarcze, Włosi wnieśli wkład do dyplomacji i kultury, Szkoci mieli wysokie kompetencje militarne. Wszyscy oni przynosili korzyści Rzeczpospolitej. Z czasem uważali ją za swoją ojczyznę.
W Polsce międzywojennej mniejszości narodowe również były liczne. Polacy stanowili 68,9%.,Ukraińcy 13,9%,Żydzi 8,6%.,Białorusini 3,1%,Niemcy 2,3%, pozostali – 3,2%.
II wojna światowa całkowicie zmieniła stan rzeczy. Żydzi zostali wymordowani, zaś ci, którzy pozostali przy życiu, po pewnym czasie opuszczali Polskę z różnych przyczyn, głównie na skutek kampanii antysemickiej.
Aby opis był pełny spójrzmy na wyniki spisu powszechnego z 2011 r. W III RP żyje prawie ok.150 tys. Niemców, Ukraińców – 51 tys., Białorusinów – 45 tys., Romów – 17 tys., Rosjan – 13 tys., Łemków -10 tys., Litwinów – 8 tys., Żydów 5,5 tys., Ormian – 3,6 tys. Słowem: tyle co na lekarstwo.
W Europie należymy do grupy krajów z najmniejszą liczbą mniejszości narodowych. Jak się wydaje bojówki narodowców tylko czekają na to, aby zrobić jeszcze większą czystkę.
Jerzy Klechta



Owszem, przydałoby się w Polsce więcej obywateli z różnych kultur. Zarówno Ukraińcy (jest ich już całkiem sporo), Żydzi, Ormianie, jak również Hindusi, Chińczycy, Wietnamczycy, gdyby ich było więcej, mogliby przynieść korzystną różnorodność polskiego społeczeństwa.
Ciekawe i fascynujące byłoby, gdyby w Warszawie były ulice żydowskie, małe chinatown, kościół ormiański. Może jakaś społeczność z bardzo daleka, np. Brazylii świętująca karnawał samby.
To jest coś zupełnie innego, niż zmierzające do Europy miliony muzułmańskiej biedoty. Ludzi w większości nietolerancyjnych, antysemitów i religijnych fanatyków. Takimi pozostali tam dokąd przybyli przed laty: we Francji, w Niemczech, Holandii, Danii, Hiszpanii, Szwecji i innych krajach Europy. Jedynie ktoś nieprawdopodobnie naiwny może zakładać, że Polsce udałoby się ich zintegrować, skoro innym krajom przez wiele lat prób nie powiodło się.
Jeszcze niedawno temu obowiązywała gadka, że najwyższą wartością jest równość kobiet i mężczyzn oraz tolerancja wobec homoseksualistów, a teraz gadka się zmienia bo okazuje się, że jeszcze ważniejsza jest różnorodność etniczna i kulturowa co siłą rzeczy prowadzi do zmiany optyki względem pozycji kobiety w Polsce, a więc wyklucza dwie pierwsze wartości.
I już po raz któryś pytam – gdzie są te feministki … Gdzie one się pochowały i dlaczego akurat teraz. Nie no, oczywiście ja znam odpowiedzieć bo nigdy nie miałem złudzeń, że tym paniom „przedstawicielkom” zawsze wisiał los kobiet (zresztą wystarczy popatrzeć jakie korporacje ten cały feminizm finansują – prosta sprawa zupełnie), a jedynie jest politycznie przydatny tyle o ile.
Artykuł rzecz jasna jest zupełnie dziwaczny bo jeszcze kilka miesięcy temu autorowi nawet do głowy by nie przyszło by pisać o jakiejś rzekomo naglącej potrzebie urozmaicenia struktury narodowościowej i kulturowej w Polsce. A tu nagle … sru i światli ludzie tłumaczą motłochowi co ważne w życiu na prawdę jest.
W każdym bądź razie despotyzm europejski postępuje lawino bo już nawet politycy, „ętelektualiści” salonowi i inni celebryci nie kryją się z retoryką, że oni to światło niosą, a motłoch w ciemnościach tkwi. Zignorowali JOWy, zignorowali głos społeczeństwa jeszcze w kilku innych sprawach, a teraz pokazują kogo naród powinien kochać bo jeżeli nie pokocha to władza zrobi tak by pokochał. Sprawa jest oczywista, jaki obecnie ustrój nie tylko u nas, ale i w UE panuje.
Orwell się kłania bo już nawet nie Huxley, który bądź co bądź był łagodniejszy.
Dzisiejsza Polska jest ideałem endecko-gomułkowsko-katolickim, dlatego nawet cytowane przez Pana Klechtę dane statystyczne burzą patriotyczną krew.
Dodajmy też, że dzisiejsza Polska jest w „ruinie”. Taki sam poziom absurdu.
Pan Dawniej nie dostrzega obecnej jednorodności etnicznej Polski? Pan nie dostrzega narastającego nacjonalizmu, fascynacji NSZ-em, ONR-em, kultu „żołnierzy wyklętych”, co jako żywo przypomina moczaryzm. Pan nie dostrzega podobieństwa miedzy nazywaniem Żydów wszami a uchodźców dziczyzną? Pan nie słyszał słów polityków, którzy szykują się do objęcia władzy, że katolicyzm to jedyny obowiązujący w Polsce system etyczny? Pan nie słyszał hierarchów kwestionujących obowiązujące prawo i głoszących wyższość prawa bożego, naturalnie w ich, bo czyjej, interpretacji? Pan nic nie wie o pieniądzach płynących z państwowej do kościelnej kasy? Pan nic nie słyszał o braku kontroli państwa nad treścią lekcji religii opłacanej przez państwo? Tak, to wszystko jest absurdem w kraju, który aspiruje, a może kiedyś – za komuny – aspirował, do bycia krajem europejskim.
Same minusy, ONRy „ideały endeckie”. No to dorzucam „ruinę”. Niestety ciężko mi dyskutować bo jestem komentatorem specjalnej troski i każdy mój wpis musi być specjalnie moderowany.
Unik i tyle.
@wejszyc
.
Zanim mój komentarz się ukaże minie od 1 do 4 dób. Nie będę tłumaczył dlaczego Polska, ta w której mieszkam, to żaden „ideał endecki”.
Kolejny z serii artykułów z kulawą argumentacją za przyjęciem arabskich emigrantów. Co z tego, że za czasów Rzeczpospolitej żyło na jej terenie wiele narodowości?? Każdy wie jak ówczesna Rzeczpospolita skończyła. Mulikulti w niczym jej nie pomogło. Poza tym wtedy nie było arabów i demokracji.
Może lepiej spojrzeć na bardziej współczesną historię Jugosławii, gdzie sporą część społeczeństwa stanowili muzłumanie. Jugosławia rozpadła się na państwa względnie jednorodne pod względem etnicznym i religijnym. Dopiero wtedy zapanował spokój. Czy autorowi marzy się Polska na wzór Jugosławii??
Emigranci, którzy napływają do Europy to nie są wykształceni, tolerancyjni i przedsiębiorczy ludzie. To biedota, która koniecznie chce do Niemiec i Szwecji, gdzie jest dobry socjal. Z nich pożytku nie będzie. Proszę nie zapominać, że pośród arabów trudno znaleźć ludzi, że tak powiem z poglądami lewicowymi. Wg. naszej miary niemal wszyscy znajdują się po zdecydowanie prawicowej stronie w wydaniu arabskim. Na SO co chwilę lamentuje się na temat polskich prawicowców. Co będzie jak imigranci zaspokoją już swoje podstawowe potrzeby (dach nad głową, praca itd.)?? Tak jak to było i jest na zachodzie, zaczną wprowadzać swoje porządki, a to już będzie zdecydowanie gorsze niż to co wyprawiają nasi narodowcy.
Gdyby do Polski napływali emigranci z Ukrainy, Białorusi czy nawet Wietnamu nie miałbym nic przeciwko. Oni potrafią dostosować się do lokalnych warunków. Z arabami niestety tak nie jest.
Inna kwestia to czy my w ogóle jesteśmy przygotowani na taki najazd. Myślę że ani pod względem politycznym, ani gospodarczym nie sprostamy takiemu wyzwaniu. Ciekawe jak politycy wytłumaczyliby np. jakiejś polskiej rodzinie, że nie dostaną mieszkania komunalnego na które grzecznie czekali kilka lat, ponieważ zakwaterowana zostanie w nim rodzina muzłumańska.
To są mało mądre i rasistowskie sądy. Więc jedna tylko uwaga: już się u nas mieszkań – poza nielicznymi krańcowymi sytuacjami – nie „dostaje”. Trzeba sobie kupić. Lub wynająć. Zarobić, mieć zdolność kredytową i tak dalej. PRL już nie działa.
Mogę być rasistą w stosunku do arabów. Mi to nie przeszkadza. Ważne że nie jestem naiwnym głupcem, który chce wpuszczać wszystkich jak popadnie bez jakiejkolwiek weryfikacji i przygotowania.
Chciałbym, by ktoś na SO wyjaśnił mi (z sensem) dlaczego mielibyśmy przyjmować pod naciskiem Niemiec całą masę imigrantów oraz jak miałyby być rozwiązane problemy związane z nimi. Cy da się tak bez górnolotnych frazesów i politycznej poprawności??
Całą masę? Chodzi o kilkanaście tysięcy.
Przez Polskę przewinęło się 100 tysięcy uchodźców z Czeczenii — zauważyłeś jakieś problemy?
(Podpowiem, że były, ale generalnie skala zjawiska była bardzo mała, jak na wielkość Polski i większość Polaków zupełnie go nie zauważała.)
Piesze weryfikacja, przygotowanie…
Na wstępnie należy zauważyć, że mamy problem humanitarny na granicach UE. To jest kwestia pilna, to nie może czekać aż sobie dyskutanci podyskutują w internecie (i tanie dochodząc do wspólnych wniosków).
Co do 'weryfikacji’ to ja mam wątpliwość filozoficzną, czy istnieje jakiekolwiek uzasadnione prawo, by odmawiać komuś zamieszkania tam, gdzie chce (z wyjątkiem wyroków sądowych).
Co do przygotowania — tak, przygotowanie by się przydało, w końcu najlepiej dla wszystkich jest, gdy imigrant się integruje — znajduje prace, mieszkanie, płaci podatki. Ale żadnego przygotowania nigdy nie będzie, jeśli się nikogo nie spróbuje nawet przyjąć. Trzeba też pamiętać, że nie ma pozbawionych wad form pomocy dla potrzebujących (nie tylko imigrantów), co jednak nie znaczy, że nie należy pomagać.
To nie jest tak, że IRP nie znała wojen religijnych, bo pod to można podciągnąć powstanie chmielnickiego, czy częściowo potop szwedzki. Napięcia były.