Mam ogromny szacunek dla Jerzego Klechty, zaglądam regularnie na jego stronę Facebooka, bo znajduję tam rzeczy mądre. Jeden z jego niedawnych wpisów budzi jednak mój protest. Jest to lament o wymieraniu polskich inteligentów, warstwy społecznej, która, jak pisze, była solą naszej ziemi. Tymczasem moim zdaniem, ta warstwa nie tylko nie wymiera, ale rozbestwia się, właśnie dorwała się do władzy i sprawuje ją zgodnie ze swoją tradycją. Oczywiście tu zaczyna się zasadniczy spór o definicję, kim jest inteligent i co będziemy uważać za tradycję tej warstwy.
Inteligencja, czy to rosyjska czy polska, poczęła się z szukającej nowej roli zubożałej i pozbawionej dawnych przywilejów szlachty, która pragnęła zachować przywilej bycia awangardą. Dobre urodzenie i rodowy herb przestał wystarczać, teraz zastąpić miał go dyplom odpowiedniej szkoły, świadectwo bycia człowiekiem dobrze wychowanym, lub, jak kto woli, człowiekiem z towarzystwa. Spierano się czy inżynier może być inteligentem, z pewnością nie było tu prawa wstępu dla przedsiębiorcy, czy nauczyciela.
Jako ciągle jeszcze nastoletni student czytałem książkę Józefa Chałasińskiego o społecznej genealogii inteligencji polskiej, ze zdumieniem odkrywając, że jestem poniekąd przypisany do tej warstwy z racji urodzenia. Chałasiński pokazywał nie tę piękną, a tę odrażającą twarz polskiej inteligencji, warstwy przepojonej niechęcią do fizycznej pracy, gardzącej „niższymi warstwami społecznymi”, przekonanej o swojej misji przewodzenia, a tym samym z gruntu antydemokratycznej.
Za wzniosłą, patriotyczną i demokratyczną retoryką kryła się pogarda dla chłopka-roztropka i absurdalne przekonanie o swojej wyższości człowieka dobrze wychowanego.
Inteligencja jako warstwa nigdy nie była skażona kultem fachowości. Zgoła przeciwnie, dominował tu romantyzm i autorytet salonu. Jerzy Klechta nie mówi nam jak definiuje warstwę inteligencji, przywołuje nazwiska: Conrada, Abramowskiego, Kotarbińskiego, Ossowskiej, Bartoszewskiego, księdza Tischnera, Giedroycia, Mazowieckiego. Podzielam jego sympatię do wszystkich tych postaci. Pomińmy tu Conrada, którego do polskiej inteligencji zaliczać trudno. Abramowski, przyjaciel Żeromskiego, od salonowych inteligentów stronił i wartości tej warstwy w żaden sposób nie wyznawał. Zgoła przeciwnie. Tadeusz Kotarbiński wyznawał kult dobrej roboty, rzetelności i fachowości, był również najdalszy od tak ważnej dla warstwy inteligenckiej pogardy dla warstw niższych. Jeszcze na pierwszym roku studiów byłem na jednym z jego wykładów i po wykładzie mogliśmy zadawać pytania. Pierwszy zabrał głos student ze wsi, zdradzał go język, niezręczność pytania wywołała wesołość studenckiej (inteligenckiej) braci. Na ułamek sekundy twarz Profesora wykrzywiła się gniewem, potem mówił już tylko do tego studenta, wyjaśniał jak bardzo istotne jest jego pytanie. Studenci byli chyba zażenowani, Profesor mówił do jednego słuchacza, tylko na nim skupiał wzrok, mówił bardzo obszernie o różnych implikacjach tego pytania, a potem bez słowa wyszedł z sali.
Ossowscy byli również pozytywistami. Stanisław Ossowski książkę Chałasińskiego studentom polecał, o samej inteligencji mówił, że jest, a raczej powinna być, szeroko pojętą warstwą nauczycielską. Nie pamiętam, czy Maria Ossowska mówiła kiedyś o inteligencji jako warstwie społecznej, mówiła pięknie o normach moralnych i wzorach osobowych. To ostatnie jest niesłychanie ważne. Ilekroć czytam pieśni pochwalne o inteligencji, zamiast definicji tego, o czym mowa, autorzy nieodmiennie prezentują wiązkę nazwisk ludzi, którzy są ich wzorami osobowymi, stosując zabawną zgoła ucieczkę od wszystkiego, co kłopotliwe. Wystarczy jednak chwila namysłu, żeby zauważyć, że to co prezentuje się jako przykłady grupowego etosu, to jednostki osamotnione i odrzucane przez ową warstwę inteligencką. Kotarbiński i Ossowscy należeli do bardzo nielubianych przeciwników ławkowego getta i należeli do zdecydowanej mniejszości wśród mocno antysemickiej przedwojennej profesury. Całkiem niedawno gwizdy, które witały profesora Bartoszewskiego, to nie była gawiedź ze wsi, ani kibole ze stadionu, to byli inteligenci. Tych gwiżdżących inteligentów nie dręczył ani kult fachowości, ani refleksje moralne. Nasz podziw dla postaci takich jak Bartoszewski, Giedroyc czy Mazowiecki zasługuje na więcej niż zupełnie nieuzasadnione zaliczanie ich do warstwy inteligenckiej. Mamy tu do czynienia z wybitnymi osobowościami, z ludźmi, którzy są dla wielu z nas wzorami w dużej mierze właśnie dlatego, że tak bardzo różnili się od tłumu inteligentów.
Tych postaci zasługujących na miano wzoru osobowego znajdziemy sporo zarówno wśród inteligencji katolickiej, jak i laickiej, wśród, socjalistów, liberałów i konserwatystów. Łączy ich humanizm, do którego docierali różnymi drogami, ale który nieodmiennie prowadził do kwestionowania kolektywizmu i grupowej lojalności wykraczającej poza ludzką przyzwoitość.
Obserwując ludzi skupionych dziś wokół Komitetu Obrony Demokracji widzę jak silnym wzorem osobowym jest dla tego środowiska postać Władysława Bartoszewskiego. Setki razy przywoływano jego hasło, że warto być przyzwoitym. Przyzwoitość nie wiąże się jednak ani z dyplomem, ani z środowiskiem, nie jest cechą charakterystyczną człowieka dobrze wychowanego, nie jest również własnością jakiejś warstwy inteligenckiej.
Jaka właściwie jest różnica miedzy inteligentem i fachowcem? Intuicyjnie możemy powiedzieć, że inteligent przenosi swój autorytet z jednego pola na drugie, więc poeta okazuje się być ekspertem od konstytucji, nie waha się przed wypowiadaniem sądów o medycynie, nieodmiennie jest ekspertem od ekonomii i zmian społecznych. Sądy inteligenta są wiążące i ostateczne. Fachowiec (przynajmniej teoretycznie) zna granice swoich kompetencji. W żaden sposób nie da się tego powiedzieć o inteligencie.
Próba odmowy statusu inteligenta Kaczyńskiemu czy Macierewiczowi, Rydzykowi, Gądeckiemu, czy innemu Hoserowi, traktowanie Legutki, czy doktora Andrzeja Dudy jako przysłowiowych chłopków-roztropków, nie tylko obraża rolnika, ale jest to niemądra i groźna zabawa.
Piotrowicz, Kempa, Ziobro, Pawłowicz to wszystko są polscy inteligenci, głęboko przekonani, że posiadają ekspertyzę i wiedzą co robią, że służą narodowi i że wszystko, co robią jest całkowicie moralne.
Wiele lat temu, kiedy Lech Kaczyński był jeszcze prezesem NIK, robiłem z nim wywiad dla BBC. Chciałem wiedzieć jak stojący na czele tej tak ważnej instytucji człowiek wyobraża sobie działanie państwa w roli nocnego stróża. Kaczyński starannie unikał technicznych szczegółów dotyczących systemu nadzoru, który tropiłby nadużycia nie krępując przedsiębiorczości. Powracał w kółko do etosu urzędnika, służby narodowi i innych tego rodzaju pojęć, tak bardzo przydatnych w rozmowach między nami inteligentami. Przypominało to nocne Polaków rozmowy z czasów, kiedy nie mieliśmy jeszcze problemów praktycznych.
Dziś nocne Polaków rozmowy przeniosły się pod sejmową strzechę i owocują nie mniej niż jedną ustawą na noc. Mówienie tym ludziom, że nie wiedzą co robią może obrażać ich uczucia. Nie mamy zatem innego wyboru jak uprawianie prakseologii pozarządowej, uciekając od mitu o wspaniałej polskiej inteligencji i korzystając z wzorów osobowych tych, którzy cenili namysł, fachowość i przyzwoitość.
Andrzej Koraszewski


Inteligent powinien umieć odpowiedzieć na pytania z testu Hazelharda:
1) co jest dziwnego w kocie Schroedingera?
2) jaka jest różnica między sunnitami a szyitami?
3) jaka jest różnica między szympansami zwykłymi a bonobo?
4) jak nazywał się bohater „Nędzników”?
5) na czym polegał pakt Ribbentrop-Mołotow?
6) w którym wieku wprowadzono do religii pojęcie „czyściec”?
To co Autor porusza to nie kwestia bycia lub nie inteligentem. To sprawa:
– umiejętności konkretnych versus inteligencji pustej – wszechstronnego dyletanctwa pozbawionego profesjonalizmu,
– rozumu versus głupoty,
– otwartości i tolerancji versus szowinizmu i ksenofobii,
– przyzwoitości versus braku elementarnych zasad moralnych,
– dobra lub zła.
Inteligent z Żoliborza, lepiej urodzony, gardzący biedotą kupującą w Biedronce, obrzucający bliźnich epitetami w stylu gestapo i najgorszy sort, zasługuje na nasze gromkie „Spieprzaj dziadu”.
Bez przesady, to inteligent z Marymontu.
Już nie będę tu pisał, bo nie zaliczyłem testu.
50% to za mało…
Pół- i ćwierć-inteligenci powinni się łączyć w grupy, aby zrobić jednego inteligenta.
Mnie tłumaczono w młodości, że dwóch półgłówków to nie to samo, co jedna tęga głowa.
I tego się trzymam.
1) co jest dziwnego w kocie Schroedingera?
To, ze ktokolwiek ma ochote tracic czas na zastanawianie sie nad tym zagadnieniem.
.
2) jaka jest różnica między sunnitami a szyitami?
Taka sama, jak pomiedzy pisdzielcami i lemingami za jakies dwa lata.
.
3) jaka jest różnica między szympansami zwykłymi a bonobo?
Bonobo mają swoje zwyczaje, ktorymi sie kierują w sposob pokojowy. Zwykle szympansy zachowują sie jak Polscy katolicy w sejmie.
.
4) jak nazywał się bohater „Nędzników”?
Tadeusz Boy Zelenski.
.
5) na czym polegał pakt Ribbentrop-Mołotow?
Na tym samym, co pakt Tusk-Kaczynski. Najpierw podzielic, a potem wydymac.
.
6) w którym wieku wprowadzono do religii pojęcie „czyściec”?
W wieku lat czterech, przy pierwszym spotkaniu z katechetą.
oj tam oj tam.
Hazelhardowy test jest do pokonania z pomocą Internetu, tak jak inne testy dla szkól podstawowych.
http://www.docinek.com/upload/images/large/2015/11/czym-sie-rozni-inteligent-od_979345923.jpg
Kiedyś wydrukowałem sobie wizytówkę: Andrzej Goryński specjalista – amator. Miała nawet ilustrację: pocisk wylatujący z pustej rury. (leży pewnie gdzieś w śmietniku Corela, na którymś starym dysku.) Samowiedza i autoironiczny ekshibicjonizm każą mi ogłosić, że dla mnie ten test Hazelharda to mały Pikuś. Ale nie wiem czy odpowiedzi by mu się podobały. Np. na pierwsze: Nic dziwnego – sam miewam takie stany. I (tak samo jak H.) wiem że to się kiedyś definitywnie rozstrzygnie. („always look for sunny side of life”). Albo na trzecie: chyba należę do tych zwykłych. Bo nie nadstawiam d**y dla uniknięcia konfliktów.
*
Koraszewski. Ten Kotarbiński. Raz go widziałem w naturze, na seminarium Gasparskiego (epistemologia) w Pałacu Staszica. Stary Starzec siedział z zamkniętymi oczami i myślałem, że zwyczajnie przysypia, po czym on nagle włączał się w tok dyskusji, bardzo sensownie i zdumiewająco lakonicznie, jakby miał to już dawno przemyślane. Jako gówniarz (35) mogłem tylko podziwiać i mieć nadzieję, że dożyję Jego wieku w takiej formie. Był chyba dychę starszy, niż ja, w tej chwili.
*
Jeszcze Koraszewski. W Twoim tekście pojawił się termin „lojalność grupowa” To jeden z moich, nie rozwiązanych, od dziecka, problemów. Pamiętam, jak w szkole nie mogłem się przemóc, aby zakapować nauczycielowi kolegów, sprawców oczywistej paskudy. Oni nawet próbowali czasem szantażować nas odpowiedzialnością zbiorową „bo jak nie, to cała klasa”…
Ten problem jest „bezwyjściowy” do dzisiaj, w skali naszego małego kontynentu. Bo cokolwiek byśmy nie gadali na temat pokojowego i tolerancyjnego islamu naszych obecnych i przyszłych współobywateli, oni nam nie pomogą nigdy w eliminacji z Europy swoich radykalnych braci w wierze. Ta „koszula bliższa ciału” może stać się dla Europy koszulą Dejaniry.
Kotarbiński – siedzę sobie w Zakładzie Prakseologii na obronie pracy doktorskiej pewnego socjologa. Kotarbiński drzemie na krześle, ale w pewnym momencie pyta „na jakiej próbie robił pan swoje badania” (chodziło o badania postaw dyrektorów przedsiębiorstw), broniący swojej pracy odpowiedział, że badał dziewięciu dyrektorów. Dziękuję – nie mam więcej pytań – powiedział cichym głosem Profesor.
To bardzo przykry tekst. Istotnie- pytanie- kogo mozna okreslic mianem inteligenta ? czy cezura jest wykształcenie – czy takze inne cechy ? Ale dla mnie- przykra,choc w jakims stopniu prawdziwa -jest ocena polskiej- międzywojennej inteligencji- z ktorej wyłącza pan- nauczycieli. Pochodzę z rodziny nauczycielskiej- moi dziadkowie byli krakowskimi mieszczanami- mieli pięcioro dzieci- studia wyzsze mogli sfinansowac tylko jednemu.Troje zostało nauczycielami – matka-osierociała w czasie I wojny także została nauczucielka.Dlaczego ? bo seminaria nauczycielskie były bezpłatne – Panstwo Polskie-powstajace z niewoli- postawiło na nauczycieli-ci bardzo młodzi ludzie ruszyli do najdalszych,najbardziej zapyziałych zakatkow- wsi zaboru rosyjskiego ,ludzi niepismiennych .żyjących w niepojetej dzisiaj nedzy i ciemnocie- i to ruszali z entuzjazmem.We wspomnieniach matki,jej siostry,Ojca- nie widze nietylko roszczeniowosci- ale prawdziwa dzielnosc- dzieci nie miały kiążęk- przepisywali ręcznie-nie miały zeszytow- były tabliczki- sami tworzyli teksty szkolnych przedstawien,organizowali uroczystosci.Jesli podziwiamy dzis jak to Panstwo odzywało- to może w najwyzszym stopniu dzieki tym wiejskim nauczycielom.Niemcy wiedzieli co robia niszczac ich -Ojciec z Zamku Lubelskiego przysłał gryps-:gine bom polak i nauczyciel” .W 1945 roku- mimo spalenia szkoły -w styczniu przetoczył sie walec wojny- w marcu zaczęła działac szkoła w wynajętych salkach ,zbieranych po ludziach ławkach i książkach- dzieki nauczycielom; Sa oni zatem inteligentami – czy tez nie spełniają kryteriow „:Zoliborskich” ? Czy spelnia te kryteria :”żoliborski”: inteligent.profesor wyzszej uczelni- miotający obelgi pełne pogardy na współobywateli ? kiedy żelazna zasada wpajana mi przez tych nieinteligentow było uprzejme zachowanie wobec kazdego – bo chamstwo- deklasuje ? Tak- obraz chamoty płynacej z Sejmu- z ust inteligentow nowej generacji – profesorow wyzszych uczelni, poiadaczy dyplomow i tytułów – jest szokujacy – jak zatem przedefiniowac pojęcie inteligenta ? napewno to co sie dorwałó do władzy- jak pan pisze- to nie spadkobiercy inteligentow o ktorych pan wspomina- to posiadacze papierow na inteligenta – o manierach wiejskich furmanow (bez urazy).pozbawionych moralnosci – ktora zastępuja sloganami katolickopodobnymi – bezrefleksyjnymi- ktorych skupia sie na zaspokojeniu żądzy władzy i samozadowoleniu. Jedyny niezoliborski inteligent Gowin- odczuwa jednak zażenowanie że znalazł sie w tym towarzystwie i swieci oczami przed swymi studentami- dla ktorych w pewnym okresie był autorytetem( wiem co mówie bo wnuczka w jego szkole studiowała ) -Może jednak immanentna cecha inteligenta powinna byc przyzwoitosc ? także kindersztuba ? może powinni zapoznawac sie z dyskusjami w brytyjskim parlamencie ? ach- zapomniałam że do tak błyskotliwych ripost jakie tam się trafiaja-potrzebna jest kultura i własnie inteligencja .