„Autorzy amerykańskich konstytucji – choć widzieli, że muszą odnaleźć nowe źródła prawa i dokonać podziału w systemie władzy – nigdy nawet nie zamierzali wywodzić prawa i władzy z tego samego źródła. Ostoją władzy był dla nich lud, lecz źródłem prawa miała stać się konstytucja; dokument pisany: trwały, obiektywnie istniejący przedmiot, który można wprawdzie oglądać pod różnymi kątami, podawać rozmaitym interpretacjom, zmieniać i poprawiać stosownie do okoliczności, który jednak nie stanowi nigdy subiektywnego stanu umysłu, jakim jest wola. Konstytucja była dotykalnym, empirycznym bytem, trwalszym niż elekcje i wybory powszechne”.
Hannah Arendt, O Rewolucji, 2003 (tłum. M. Godyń).
Polska 2019, droga do IV RP
Jest 24 października 2019 roku, Polska jest zaliczana do państw niedemokratycznych, zawieszona w prawach członka Unii Europejskiej. Wstrzymano dotację dla polskiego rolnictwa, kurs euro oscyluje w okolicach 7 zł, gospodarka trzeszczy w posadach, ale media rządowe nadają dziennik telewizyjny, który precyzyjnie informuje obywateli. Trybunał Konstytucyjny jest sparaliżowany i po raz ósmy rozpatruje konstytucyjność ustawy, na mocy której pracuje. Ostatni sondaż przed ciszą wyborczą pokazuje 55% poparcia dla głównej rządzącej partii. Stoimy u progu IV Rzeczpospolitej i zmiany Konstytucji.
To wszystko rozpoczęło się z pozoru niewinnie, wydarzenia z pierwszych dni listopada 2015 roku były preludium do tego co potem się wydarzyło. Wszyscy pamiętamy, jak prezydent Andrzej Duda, uzurpując kompetencję sądów powszechnych, ułaskawił jeszcze nieskazanego prawomocnym wyrokiem Mariusza Kamińskiego, późniejszego szefa służb specjalnych. Ten sam prezydent nie odebrał ślubowania od trzech, jak się później okazało, konstytucyjnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego – wbrew orzeczeniu jasno ustalającemu taki obowiązek. Wszyscy w końcu pamiętamy pierwszą nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym – zaproponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość, a przegłosowaną w niespotykanym w historii polskiego parlamentaryzmu tempie. Czy tak musi być? Czy tego oczekujemy?
Polska 2016 – wszystko w naszych rękach
Gdyby wymienić wszystkie naruszenia standardów demokratycznego państwa prawa, których już dokonał obóz rządzący, niniejszy artykuł zmieniłby się w pokaźnych rozmiarów wykaz. Scenariusz przedstawiony na wstępie jeszcze się nie ziścił, póki co należy stwierdzić, że Konstytucja zdaje egzamin. Jako źródło prawa skutecznie wyhamowuje siłę polityczną – władzę, która chciałaby taranem zniszczyć fundamenty ustawy zasadniczej. Konstytucja to jednak dokument spisany – jest jak twierdza, która niebroniona może w końcu upaść pod naporem skumulowanej siły politycznej. Potrzebuje zatem siły, która pomoże jej wytrwać. Działalność KOD-u, organizacji społecznej, i innych organizacji pozarządowych wydają się źródłem takiej siły. Jest nią budzące się społeczeństwo obywatelskie. To właśnie społeczeństwu obywatelskiemu Konstytucja oferuje możliwość konstruktywnego działania – działania, które ze względu na obecne okoliczności polegać ma na wsparciu strażnika podstaw państwa prawa, czyli Trybunału Konstytucyjnego. Działaniem tym jest Obywatelska Inicjatywa Ustawodawcza.
Ktoś mógłby zapytać, czy instytucja Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej została przewidziana właśnie po to, aby zmuszone sytuacją polityczną społeczeństwo broniło ustawy gwarantującej prawidłowe funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego? Z pewnością nie. Nikt o zdrowym rozsądku nie przypuszczałby przecież, że w rozwijającej się demokracji konstytucyjnej partia polityczna, zasłaniając się majestatem prawa, będzie dążyła do paraliżowania pracy Trybunału. Skoro jednak do tego doszło, ów najdonioślejszy, podstawowy i spisany dokument wręcz domaga się działania, do którego z różnych względów nie byli zdolni obywatele innych krajów znajdujących się kiedyś w punkcie, w jakim jest dzisiaj Polska – na przykład obywatele Węgier.
Węgierska zima
Węgrzy, którzy masowo wychodzili na ulice, aby sprzeciwiać się zmianom w ustawie medialnej, nazywani przez premiera Viktora Orbána agentami obcych państw i elitami poprzedniego systemu nie podjęli walki o Sąd Konstytucyjny. Zmiany, do których doszło w ostatnich latach na Węgrzech mogą stanowić dla Polaka swoiste déjà vu. Nie patrząc bowiem na apele wystosowywane przez Komisję Wenecką, Komisję Europejską i Stany Zjednoczone, rząd Viktora Orbána, wspierany większością konstytucyjną w Parlamencie, zmienił ustawę o Sądzie Konstytucyjnym. Dzięki temu to, czego Roosevelt chciał dokonać w 1937 roku w Stanach Zjednoczonych, na Węgrzech stało się faktem. Parlament węgierski poszerzył grono sędziów Sądu Konstytucyjnego i w części odebrał Sądowi możliwość orzekania w sprawach związanych z budżetem. Ostateczny cios zadany przez władzę ustawodawczą Sądowi Konstytucyjnemu polegał jednak na zmianie procedury, zgodnie z którą Sąd miał działać. Sądowi utrudniono w ten sposób możliwość orzekania o konstytucyjności prawa w tzw. trybie abstrakcyjnym. Jak określił to Paul Krugman na łamach New York Timesa, nowa procedura w zasadzie „funkcjonalnie uśmierciła” węgierski Sąd Konstytucyjny.
Polak mądrzejszy od Węgra?
Wszystko to brzmi bardzo znajomo, prawda? Polska różni się jednak od Węgier pod jednym, zasadniczym względem. Obecna władza w Polsce cieszy się „jedynie” zwykłą większością w Sejmie. Może ona dzięki temu zmieniać w pożądanym przez siebie tempie wszystkie ustawy, nie mogąc targnąć się na Konstytucję. „Zmiana” ustawy zasadniczej, o czym nie wszyscy wiemy, a co właściwie już dzieje się na naszych oczach, może jednak nastąpić w sposób nieformalny. Aby nieformalnie „zmienić” Konstytucję wystarczy bowiem sparaliżować Trybunał Konstytucyjny, wykonujący swoje konstytucyjne kompetencje na podstawie ustawy. Gdy nie ma sądu prawa, Konstytucja zmienia się jedynie w pustą deklarację wartości, której może, ale nie musi, podporządkować się polityka. Skoro Konstytucja nie przewidziała instytucji ustaw organicznych, które uchroniłyby Trybunał przed zakusami władzy, to budzące się społeczeństwo, świadome swoich praw, staje się przeciwwagą dla siły politycznej, która lekceważy przepisy Konstytucji. Konstytucja pozwala bowiem obywatelom (w różny sposób) powiedzieć „dość” podważaniu zasad demokratycznego państwa prawa i trójpodziału władzy. Jednym z takich działań jest Obywatelska Inicjatywa Ustawodawcza. Jeśli to, co mówi obecny obóz rządzący jest prawdą, możemy zażegnać pogłębiający się kryzys i pokazać innym krajom, że działania społeczeństwa obywatelskiego nie muszą sprowadzać się jedynie do wychodzenia na ulice.
Na losy naszej Inicjatywy Ustawodawczej – i przepraszam za patos bijący tego stwierdzenia – patrzeć będzie historia. Kiedy w Europie budzą się demony nacjonalizmu i autorytaryzmu, każda demokracja konstytucyjna potrzebuje wsparcia obywatelek i obywateli państwa prawa. Z losów naszej inicjatywy inne kraje, które mogą niedługo znaleźć się w sytuacji Polski, wyciągną lekcję.
Lekcję, która pokaże, w jaki sposób świadome społeczeństwo może przeciwstawić się rządom, które rzekomo w imię narodu, źródła władzy, niszczą źródło jego prawa – Konstytucję.
Spoczywa na nas zatem wielka odpowiedzialność. W sytuacji gdy Trybunał Konstytucyjny wydając orzeczenie o niekonstytucyjności przepisów obecnej ustawy, nie spotka się z odpowiednią reakcją ze strony Parlamentu, który nie przygotuje odpowiednich przepisów, a obóz rządzący nie zaprzestanie swoich ataków, to MY na podorędziu będziemy mieli broń – inicjatywę ustawodawczą. Broń, której nie mieli ani Węgrzy, ani obywatele innych krajów, których ustroje zawróciły ze ścieżki demokracji liberalnych. Jesteśmy to winni Trybunałowi, jako instytucji, która swoim orzecznictwem wprowadziła zasady rządów prawa w naszym kraju.
Jesteśmy to też winni Europie, dla której od ostatnich dwudziestu sześciu lat Polska stanowiła model nowoczesnej demokracji i państwowości.
Jarosław Marciniak
jest członkiem tymczasowego zarządu KOD


