Roman Mrozek: Poszliśmy! My, Naród!

27.02.2016 WARSZAWA MARSZ KOMITETU OBRONY DEMOKRACJI POD HASLEM MY NAROD MARSZ MIAL NA CELU ZADEMONSTROWANIE SILY I LICZEBNOSCI KODU N/Z TLUM UCZESTNICY TRANSPARENTY FOT JAKUB NICIEJA / FOTONEWS / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland2016-02-29.

[dropcap]W[/dropcap] ostatnich dniach tysiące ludzi w różny sposób demonstrowało swoje wsparcie dla Lecha Wałęsy. Jedni pisali wyrażając swe emocje na Facebooku, dziennikarze w artykułach prasowych i internetowych, tysiące w Warszawie na plakatach, bannerach, przypinkach czy doklejanych wąsach.

Dlaczego? Pewnie z tych samych powodów co ja. Bo krew i żółć zalewają mnie gdy widzę, jak (powstrzymaj mnie Panie od pogardy) ludzie nikczemni, podli i źli szargają świętości.

Tak, nie ma w tych słowach przesady. Lech Wałęsa jest szczęśliwie wciąż żywym monumentem, świętością, klejnotem tego – czasem, jak widać,  bardzo małego w swej małości – narodu; ale ja wolę zauważyć to, co w nim wielkie i wspaniałe, więc naród pozytywnych bohaterów, naród wielkich i szlachetnych ludzi, idei i dziejowych przełomów.

Każdy dłuższy tekst o Wałęsie zaczynał się ostatnio od odrobiny goryczy – za co to autor Wałęsy nie poważał, i co miał mu do zarzucenia. I ja też mam, ale pominę, bo wszystkie ludzkie przywary zostały już panu Wałęsie wytknięte.

Nie należę do pokolenia, które zna Lecha Wałęsę tylko z kart historii. Byłem licealistą, gdy to wszystko się działo. Pamiętam. Nie zdążyłem jeszcze zapomnieć, gdy w 1983 roku uhonorowany został Nagrodą Nobla (tu trudno będzie podmienić nazwisko inne). Potem, może bym zapomniał, ale w 1989 roku przemówił przed Kongresem USA (i tu także nijak nie da się napisać, że przemawiał kto inny), i to przemówił tak, że za każdym razem gdy tego słucham, i wczoraj ponownie, łzy cisną mi się do oczu. Potem zapomniałem, potem nie musiałem już pamiętać. Potem korzystałem z owoców jego i innych odwagi i wielkości. Korzystaliśmy MY WSZYSCY. W sferze ekonomicznej, społecznej, politycznej, każdej. Do cholery – każdy korzystał! Do niedawna.

Nie ma powodu czynić z niego bożka i w każdą rocznicę tego czy owego budować ołtarzy. Nie trzeba. Wystarczy pamięć.

I po co ja to piszę? Po co myśmy wszyscy 27 lutego do Warszawy jechali? Po co cała ta awantura? Co się stało?

W kilku chorych z nienawiści umysłach powstała idea – ona tliła się, ale teraz rozbłysła płomieniem – idea zbrukania tego żywego pomnika. Po co?

A ja wiem. Mam zdrową głowę, nie potrafię wejść w myślenie tych ludzi. Mogę się tylko domyślać w oparciu o to, co obserwuję: że dokonuje się próba powolnej na razie modyfikacji faktów, historii, by wskutek zręcznej manipulacji słabą psychiką części społeczeństwa zmienić je i ją zupełnie. To się nie mogłoby udać, gdyby korzystając z niegodnych i sekciarskich metod rządzący dziś nie sprawili, że tysiące innych w tę paranoję uwierzyło.

„w 1981 roku Lech Kaczyński przeskoczył przez mur stoczni w Gdańsku rozpoczynając w ten sposób strajk, a jego brat Jarosław doprowadził do jego pokojowego zakończenia i podpisania z rządem porozumień, które zapoczątkowały drogę do powstania wolnych związków zawodowych Solidarność, a potem obalenia komunizmu”

… cytat z podręcznika historii …

Gdzieś ty to człowieku znalazł? Co za bzdury!

Już odpowiadam, nigdzie. Wymyśliłem. I mam nadzieję, że nikomu, nigdy, poza mną nie przyjdzie do głowy napisać takich bredni, ale powiem wam… boję się.

OK, OK, ale gdzie jest relacja z marszu MY Naród?

Jest właśnie powyżej. Maszerując w sobotę w żółtej kamizelce Służby Porządkowej, czuwając nad bezpieczeństwem moich sióstr i braci (wybaczcie tę odrobinę patosu), z którymi razem wyliśmy, tak: ryczeliśmy i wyliśmy, jak bardzo boli nas to, że próbuje się zniszczyć naszą historię, odebrać nam brylanty naszego narodu, więc maszerując w tłumie widziałem paradoksalnie nie tak wiele.

Pewnie w TV, nawet tej „narodowej” zobaczyć można było wiele więcej. Więc wybaczcie, że nie opiszę wam – jakie hasła na plakatach widziałem, jak wielu uśmiechniętych ludzi po drodze minąłem, jak wiele optymizmu zaczerpnąłem w ten jeden, zimny, słoneczny dzień lutego 2016 roku.

Będę zawsze protestował głośno i stanowczo, nawet gdy ktoś zacznie od słów, że „nawet jeżeli Wałęsa coś podpisał dla SB, to swymi późniejszymi zasługami zmazał winę i ….” Nigdy, przenigdy tak nie mówcie. Oddajecie pole tym, którzy winę mają. Jaki chory umysł może winę Lechowi Wałęsie przypisać?

Gdyby tego było mało, to niezawisły (wtedy jeszcze) sąd w 2000 roku raz na zawsze potwierdził prawdziwość oświadczenia lustracyjnego Wałęsy.

A jeżeli i to nie wystarczy, jest jeszcze ludzki rozum i wiara. Komu wierzyć, Lechowi Wałęsie, czy Jarosławowi Kaczyńskiemu? Gdzie i kim my jesteśmy, że taka alternatywa powstać musiała?

Przed nią postawiony, Lechowi Wałęsie uwierzyłem, i nic tego nie zmieni. Ten drugi ….. „chroń mnie Panie od nienawiści”

Roman Mrozek

Autor jest czynnym zawodowo lekarzem, aktywistą KOD-u

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. hazelhard 29.02.2016
    • Therese Kosowski 29.02.2016
  2. andrzej Pokonos 29.02.2016
  3. Junona 01.03.2016
  4. slawek 01.03.2016
  5. sroka 02.03.2016