Gdy kiedyś zastanawiałem się nad swoją przyszłością –nad tym, czym zechcę się zająć– miałem oczywiście swoje plany. Nie myślałem tak bardzo czego robić bym nie chciał, ale gdybym zadał sobie ten trud, na pewno postanowiłbym, że nie będę nigdy nauczycielem historii.
A tymczasem znowu na ten temat.
Poniższe słowa kieruję do wszystkich, którzy tak jak ja nie przesiedzieli ani jednego dnia w komunistycznym więzieniu, nie zarobili od zomowców ani jednego siniaka, których rodzice nie stracili wtedy pracy, choć pamiętacie jak było, bo rok 81 przypadł na lata Waszego świadomego życia – oraz do wszystkich młodszych, którzy wiecie o wszystkim li tylko z podręczników, opowieści i innych tego typu źródeł.
Szczególnie jednak kieruję te słowa do tych wszystkich z Was, którzy – tak jak i ja dzisiaj – angażują się mocno mentalnie i emocjonalnie, czy bardziej czynnie, w polityczny spór, z jakim mamy w Polsce do czynienia.
Możemy stać po różnych stronach; pewnie stron tych jest nawet więcej niż dwie tylko, i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że część z Was podpisuje się swoim nazwiskiem i imieniem pod hasłami nienawiści i pogardy, kierowanymi do społeczeństwa przez prawych i sprawiedliwych; w szczególności w osobie prezesa i prezydenta. A to staje się już sprawą dużej wagi. Noblesse oblige. Im więcej jest ci dane, tym więcej się od ciebie wymaga, a szlachectwo to zobowiązanie wobec społeczeństwa, godne przejęcie roli przywódczych oraz godna jego reprezentacja.
Pamiętajcie, że każde Wasze słowo – wypowiedziane, napisane – waży. Każde będzie zapamiętane, nie mówiąc już o tym, że w sieci nic nie zginie. Pamiętajcie, że każdym słowem dokonujecie wyboru, stajecie za kimś i przeciw komuś, za jakąś ideą i przeciw jakiejś idei.
Pamiętajcie: historia i interpretacja historii to są dwie różne rzeczy.
Historia, może wbrew pozorom, jest do pewnego stopnia nauką ścisłą. Jest jak matematyka. Co się zdarzyło, zdarzyło się, jest opisane, i pozostaje faktem, jak wynik działania matematycznego. Co zostało zinterpretowane na doraźne potrzeby, lub – Boże broń – zmanipulowane będzie fałszem, jak nieudana operacja matematyczna, jak fałszywie poprowadzony dowód.
Co się zdarzyło można oczywiście próbować negować; „non est”, jak stwierdził niedawno klasyk, co nie zmienia faktu, który „est”. Tak bardzo po prostu.
Problemem wielu z nas jest to, że w gnuśności swojej nie sprawdzamy, przyjmując bezkrytycznie czyjeś orzeczenia. Gdy pisze te słowa mija 24 dni od ogłoszenia wyroku TK K 47/15. Brak jego publikacji (choć karygodny) nie sprawia, że tenże „non est”. Możemy podobnie przyjąć, że obwód koła o promieniu r = 5cm wyliczymy ze wzoru πr2 choć matematyka uczy, że jest to 2πr i nic nas nie przekona, że jest inaczej.
Pamiętajcie przeto, że to co dzieje się teraz, zostanie za czas jakiś OPISANE.
Bądźcie czujni, miejcie głowy i oczy otwarte. Nie pozwalajcie sobie wmówić wersji historii według prawych i sprawiedliwych. Bo pozostanie ona jedynie wersją, czyli taką „prawie historią”, a jak wiemy z pewnej serii reklam, „prawie wielką różnicę czyni”.
Macie prawo do prawdy. Szukajcie jej roztropnie. Nie znajdziecie jej „w sieci”, nie znajdziecie w TV publicznej. Nie chcę powiedzieć, że znajdziecie całą prawdę i tylko prawdę w GW lub Newsweeku (to tylko dwa przypadkowe przykłady). Musicie dojść do niej sami korzystając z potęgi ludzkiego umysłu, ale nie musicie szukać jej sami. Wspaniałym narzędziem jest dyskusja, debata – nigdy zaś monolog, zaciśnięta pięść, internetowy hejt.
Tekst ten piszę w pierwszy tak bardzo słoneczny dzień tej wiosny. Ta kalendarzowa i meteorologiczna już przyszła. Ta polityczna i społeczna też przyjdzie. Nie wiem kiedy, ale z pewnością nadejdzie. I tak jak po zimie w przyrodzie, tak w ojczyźnie czekać nas będą wielkie porządki.
Przyjdzie nam się trochę natrudzić. Zacząć trzeba będzie chyba od wydania na nowo słownika języka polskiego z uwzględnieniem jego dynamicznej natury i wszelkich przyjętych w potocznej mowie zapożyczeń.
Uśmiechnąłem się, przypominając sobie wykład, którego autorstwo przypisywane jest powszechnie prof. Miodkowi o naszej poczciwej „kurwie”. Ale jakimże niewielkim jest ona wyzwaniem dla językoznawców, którym przyjdzie się zmierzyć z „dobrą zmianą”, „elementem podłym, animalnym”, „współczesną Targowicą” (choć to chyba we współpracy z historykami), „ojczyzną dojną”, wszelkimi odcieniami „sortu”, „genem zdrady” (tu znowu trzeba będzie zasięgnąć opinii genetyków), „hejtem” itd. Wymieniać można by długo.
Gdy już wyprostujemy naszą mowę, na nowo napiszemy Podręcznik Historii Polski.
Zostanie w nim przywrócone właściwe miejsce bohaterom tego narodu. Nie czas tu teraz na wymienianie zasług naszych królów, marszałków i generałów. Teraz walczyć przyszło nam o godność i chwałę odartych z niej tych wszystkich wielkich ludzi, których mali, mający swe 5 minut (a właściwie 4 lata) historii starają się ze wszystkich sił tej wielkości pozbawić.
To się nie uda, bo nie może.
W rozdziale Współcześni Nasi Bohaterowie na nowo znajdą swe miejsce Lech Wałęsa, Władysław Bartoszewski, Jerzy Giedroyć, Henryka Krzywonos, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik i wielu innych, których trudno wymienić.
Nie będzie ich może bardzo wielu, ale za to będą wszyscy najwięksi. I nie mówcie proszę, że to nazwiska kontrowersyjne. Bowiem przyczyną kontrowersji być nie może sam fakt posiadania poglądów mniej lub bardziej odległych od wizji prezesa partii rządzącej.
Odchodząc na chwilę od meritum sporu i stawiając się daleko od tego kto rację ma, a kto jej nie posiada: nikt, żaden polityk nie może stanowić punktu odniesienia dla negatywnej oceny innego człowieka jedynie z perspektywy poglądów politycznych. Och prościej może; fakt, że nie zgadzam się na wizje Polski wg. PiS nie znaczy zaraz, że mam gen zdrady, że jestem gorszego sortu, zakamuflowaną opcją niemiecką (bo jestem Ślązakiem), alkoholikiem, komunistą, że stałem tam gdzie ZOMO, czy, co wiemy od niedawna, że stałem się elementem animalnym.
A z takich „animalnych kreatur” – okazuje się–składa się w dużej części polskie społeczeństwo; i ci zwykli ludzie, mieszkańcy wsi mi miast, wykształceni bardziej i mniej, wierzący w Boga i Go nie uznający, kobiety i mężczyźni, i ci znani tylko służbom inwigilującym nasze komputery jak i znani ze swej publicznej działalności, jak choćby artyści; dyrygent Krzysztof Penderecki, reżyser Andrzej Wajda czy aktor Daniel Olbrychski. Czy o ich dokonaniach mamy zapomnieć dlatego, że nie podzielają jedynie słusznej linii???
O małych, malutkich, nikczemnych i złych historia może powinna zapomnieć, ale nie zapomina. Wiemy to już od starożytności – do dziś zapamiętane jest nazwisko Herostratesa, prostego szewca, który marząc o nieśmiertelnej sławie spalił w 356r p.n.e. stanowiącą cud świata świątynię w Efezie.
Dla naszych współczesnych ofiar kompleksu Herostratesa napisany zostanie ostatni rozdział tego podręcznika; Poczet Szubrawców.
Od Ciebie, i od Ciebie, i od Ciebie też zależy, czy do tego ostatniego zechcesz dopisać swoje nazwisko. Ta lista się tworzy. Jej trzon jest już dość dobrze skompletowany, ale nieomal każdego dnia dowiadujemy się o kolejnej żenującej sprawie, i kolejna osoba zaczyna tworzyć tę (niechlubną) historię.
Nie pozwolę się nikomu sprowokować, nie będę wymieniał tu żadnych nazwisk. Nie liczcie nawet na jakiekolwiek wskazówki czy podpowiedzi, o kim myślę. Niech podpowie wam je wasz potężny umysł. Ale…
Nie idźcie ich śladem. Może rację miał jednak profesor Bartoszewski, który mówił, że „być przyzwoitym nie opłaca się, ale warto”.
Roman Mrozek



Niestety, nie jest tak jak szanowny Autor by chciał.
Zygmunt Kałużyński kiedyś napisał: – Nikt niczego nie czyta. Jak czyta to nie rozumie. Jak rozumie to zapomina.
Gdyby ludzie pamiętali, mielibyśmy innych polityków. Pan prezes z bratem byli kiedyś w czołówce sondaży na najbardziej nielubianych polityków, do których ludzie nie mieli zaufania, a parę lat później wygrali wybory. Tak jest z wieloma politykami, ludzie zapominają i dobre rzeczy i złe.
Historia też niczego nie osądza (a raczej różnie sobie osądza); to różni historycy budują sobie różne wersje wydarzeń i chyba nic tak szybko się nie zmienia jak historia w ich interpretacji. To samo z pozytywnymi i negatywnymi bohaterami.
Oczywiście, warto być przyzwoitym i warto spisywać draństwa. Draństwa – bo może uda się zmniejszyć ilość draństwa i zapobiec nowym. A przyzwoitym? Chyba tylko dla własnej satysfakcji, jeśli ma się taką konstrukcję psychiczną.
Właśnie!
Przed laty:niejaki Tymiński-hosztapler znikąd- pokonał Mazowieckiego.
Dzisiaj:Duda-trzecioligowy polityk-wygrywa z Komorowskim
Pirs, Kałużyński chyba cytował Lema.
Prawo Lema: „Nikt nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.
*
Lem powiedział też (albo napisał): „Jedyną dobrą rzeczą, jaką można powiedzieć o Polsce, jest to, że mamy bardzo przystojne dziewczęta. Zła zaś to ta, że wolimy pójść w niedzielę do kościółka, a po mszy zapomnieć o wszystkim. Tak jest bezpieczniej. Polacy są, jak to powiedział Norwid, wspaniałym narodem i bezwartościowym społeczeństwem.”
A poza tym: „mundus vult decipi, ergo decipiatur” (świat chce być oszukiwany, niechże więc będzie).
Sentencja łacińska, ale też cytowana przez Lema w Okamgnieniu.
Co prawda tekst nie jest do mnie kierowany, ale ponieważ wypowiadający się powyżej koledzy też chyba nie są jego adresatami, a się odezwali, to pozwolę sobie na uwagę.
Historia jest nauką ścisłą w warstwie faktograficznej, natomiast interpretacja zależy i będzie zależała do pojedynczego człowieka. To tak jak z Kopernikiem. Twierdził, że ziemia się obraca, a przecież widzę, że się nie obraca, nie?
Nie wiem, kto to jest Andrzej Michnik, ani nie wiem do kogo kierowane są przestrogi językowe, a tym bardziej co one mają wspólnego z historią?
To, czy ktoś zasługuje na pogardę czy nie, nie musi i najczęściej nie wypływa z różnicy poglądów politycznych. Przynajmniej nie u każdego. Jeśli jednak widzimy człowieka, który dla wątpliwej, niepewnej łaski jednego polityka robi z siebie szmatę bez poczucia ludzkiej godności, przez co naraża na pośmiewisko nie tylko siebie, ale i swoją rodzinę, człowieka z plastiku bez uczuć, bez wstydu i bez własnych poglądów, to nie ma znaczenia czy ten człowiek jest po tej czy po tamtej stronie politycznej barykady. Po każdej tacy są.
I wbrew pozorom ta pogarda jest zdrowym objawem, bo oznacza, że w społeczeństwie są jeszcze w pamięci jakiekolwiek standardy zachowań, że jeszcze wiemy co znaczy przyzwoitość.
Fakt, coraz rzadziej, ale jednak.
W świetle niewątpliwie cennych i ważnych słów autora, którymi zagrzewa nas do bycia przyzwoitymi, mnie osobiście przeraża fakt, że tak naprawdę cała zdroworozsądkowa część narodowego „gorszego sortu” musi mobilizować się i bronić zarówno rzeczywistość jak i historię – przed jednym człowiekiem.
Przed jednym człowiekiem („nie-odpowiedzialnym” o zgrozo) za to co dzieje się z nami w naszym kraju.
I tak jak napisałem przeraża mnie to a z drugiej strony niewyobrażalnie wścieka. I choć jestem pewien, że nie dotknie mnie syndrom zeszmacenia się w imię polityki, to na myśl mi przychodzi pewna możliwość historycznego podobieństwa, gdzie także jeden i drugi człowiek po rożnych przeciwnych stronach mapy tak zmanipulowali społeczeństwa, że nawet szlachetne i sławne nazwiska synów ich ojczyzn, nie przeszkodziły by miliony skoczyły sobie do gardeł, wcześniej topiąc we krwi własnych synów i braci.
W rozmowie ostatnio prowadzonej z kimś na mniej więcej podobny temat, o którym pisze autor, mój rozmówca stwierdził ;
– nie takie rzeczy Polska przechodziła i to przetrzyma.
Wtedy na odchodnym, przytaknąłem mu skwapliwie i z nadzieją.
Kiedy jednak, w chwile potem zostałem już sam z tymi myślami, stwierdziłem już sam do siebie :
– pewnie, że Polska przetrzyma (i warto być przyzwoitym) tylko jakim do cholery ZNOWU kosztem…?