Krzysztof Bielejewski: Morawiecki chce znów rządzić16 min czytania

()


23.07.2026

Nie interesuje mnie, czy Mateusz Morawiecki zbierze piętnastu posłów, pięciu ministrów, dwóch Obajtków i jednego człowieka zdolnego przeczytać Polski Ład bez pomocy psychiatry.

Nie obchodzi mnie, czy założy partię Rozwój Plus, Rozwój Minus, Mateusz Premium, Bankster Patriotyczny czy Harcerstwo Narodowe imienia Pierwszego Kredytu. Nie wzrusza mnie, czy Jarosław Kaczyński namaści go na następcę, wyrzuci z partii, każe mu podpisać lojalkę czy poleci Jackowi Sasinowi zorganizować pożegnalne wybory, które ostatecznie się nie odbędą.

Nie interesuje mnie nawet, kto wygra tę awanturę. Interesuje mnie, dlaczego człowiek z takim bilansem nadal uważa, że państwo jest mu coś winne.

Mateusz Morawiecki nie zachowuje się jak były premier, który dokonuje rachunku sumienia. Zachowuje się jak prezes firmy budowlanej, który po zawaleniu osiedla przychodzi na konferencję z prezentacją nowej wieży.

— Tamten budynek może i runął — mówi — ale za to ten będzie najwyższy w Europie.

Nie odpowiada na pytania o gruz. Pokazuje wizualizację.Nie tłumaczy się z kosztów. Opowiada o ambicji. Nie zastanawia się, co zrobił źle. Zastanawia się, dlaczego nie pozwalają mu zrobić tego ponownie, tylko na większą skalę. To właśnie najbardziej fascynuje w Morawieckim: całkowity brak tarcia między życiorysem a ambicją. U zwykłego człowieka istnieje jeszcze coś takiego jak pamięć wstydu. Człowiek przypomina sobie kompromitację, budzi się w nocy i myśli: — Boże, po co ja to powiedziałem?

Morawiecki budzi się i myśli: — Powinienem zostać premierem.

Nie wiem, co go napędza. Być może w młodości wpadł do kadzi z PowerPointem. Być może w banku nauczono go, że każdą porażkę można refinansować. Możliwe też, że tak długo otaczał się ludźmi mówiącymi „panie premierze, znakomite wystąpienie”, aż przestał odróżniać rzeczywistość od slajdu.

Jego ambicja nie ma już charakteru politycznego. Jest zjawiskiem meteorologicznym. Nadciąga bez pytania, zasłania widoczność i powoduje ostrzeżenia dla kierowców.

Morawiecki chce przywództwa, ponieważ Morawiecki uważa, że Morawiecki powinien przewodzić. Uzasadnienie ma formę koła, ale za to koło jest biało-czerwone, innowacyjne i współfinansowane ze środków europejskich, przeciwko którym Morawiecki właśnie protestuje.

Zanim jednak zaczniemy zastanawiać się, czy były premier przejmie schedę po Kaczyńskim, warto przypomnieć, czym właściwie była jego własna scheda.

Morawiecki stał na czele rządu od grudnia 2017 do grudnia 2023 roku. Był to gabinet, który przedstawiał się jako moralna odnowa państwa, a skończył jako najdroższy w historii Polski kurs przygotowawczy dla prokuratorów.

Trzeba od razu wprowadzić ważne zastrzeżenie. Nie jest prawdą, że każdy minister i wiceminister Morawieckiego ma zarzuty. Wielu nie ma. Część pojawia się wyłącznie w śledztwach, zawiadomieniach albo politycznych oskarżeniach, co nie jest tym samym co status podejrzanego. Zarzut nie oznacza winy, akt oskarżenia nie jest wyrokiem, a nawet najbardziej odrażająca polityka nie zastępuje kodeksu karnego. Tyle że prawdziwa lista i bez przesady wygląda tak, jakby posiedzenia Rady Ministrów odbywały się w poczekalni przed pokojem przesłuchań.

Zacznijmy od samego Mateusza Morawieckiego.

W lutym 2025 roku były premier usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w związku z organizacją wyborów kopertowych w 2020 roku. Prokuratura zarzuca mu wydanie bez dostatecznej podstawy prawnej poleceń Poczcie Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, choć proces legislacyjny nie był zakończony, a negatywne opinie prawne były znane. Wydano dziesiątki milionów złotych, wybory się nie odbyły, a karty do głosowania osiągnęły najwyższy w historii Polski koszt makulatury.

Morawiecki nie przyznał się do winy. Ma do tego pełne prawo. Obywatele mają natomiast prawo pamiętać, że premier demokratycznego państwa próbował uruchomić wybory, zanim państwo zdążyło uchwalić przepisy pozwalające je uruchomić.

To był cały Morawiecki w jednym wydarzeniu. Najpierw decyzja. Potem podstawa prawna. Najpierw drukujemy. Potem sprawdzamy, czy wolno. Najpierw wydajemy pieniądze. Potem ogłaszamy, że odpowiedzialność jest zbiorowa, a zatem nie należy do nikogo. Wybory kopertowe stały się pomnikiem jego stylu rządzenia. Pomnik nie stoi, bo również nie został zbudowany. Są za to faktury.

Morawiecki przedstawia się dziś jako człowiek nowoczesnego państwa. Owszem. Było to państwo tak nowoczesne, że organizowało głosowanie bez głosowania, elektrownię bez elektrowni, prom bez promu, samochód elektryczny bez samochodu i odpowiedzialność bez odpowiedzialnych.

Dalej mamy Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w gabinecie Morawieckiego.

Prokuratura chce go rozliczyć z 26 czynów związanych z Funduszem Sprawiedliwości. Według śledczych chodzi między innymi o założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, przekraczanie uprawnień oraz współudział w przywłaszczaniu pieniędzy z funduszu, który miał pomagać ofiarom przestępstw. Ziobro nie został skazany, a zarzuty wymagają rozstrzygnięcia przez niezależny sąd. W 2026 roku pozostawał jednak podejrzanym poszukiwanym listem gończym, a prokuratura zabiegała o możliwość jego zatrzymania poza Polską.

Minister sprawiedliwości z rządu Morawieckiego został więc objęty procedurami, które sam przez lata przedstawiał społeczeństwu jako dowód skuteczności państwa.

Ziobro lubił mówić, że niewinni nie mają się czego bać. Najwyraźniej zapomniał dopisać adres, pod którym można go o to zapytać.

Obok niego pracował Marcin Romanowski, wiceminister sprawiedliwości. Najpierw usłyszał jedenaście zarzutów dotyczących Funduszu Sprawiedliwości, w tym udziału w zorganizowanej grupie oraz przekraczania uprawnień przy przyznawaniu dotacji. Później liczba podejrzewanych czynów wzrosła do dziewiętnastu. Romanowski nie przyznał się do winy. Wyjechał na Węgry, gdzie uzyskał ochronę polityczną, i jest poszukiwany przez polskie organy ścigania.

To niezwykły sukces europejskiej mobilności. Rząd Morawieckiego tak bardzo bronił Polski przed zagranicznymi wpływami, że jego były wiceminister musiał schronić się za granicą przed polskim wymiarem sprawiedliwości.

W tym samym resorcie działał Michał Woś. Prokuratura skierowała przeciwko niemu akt oskarżenia dotyczący przekazania 25 milionów złotych z Funduszu Sprawiedliwości Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu na zakup systemu Pegasus. Zdaniem oskarżenia przepisy nie pozwalały finansować CBA z tego źródła. Woś nie przyznaje się do winy.

Fundusz dla ofiar przestępstw posłużył więc — według prokuratury — do zakupu narzędzia, którym państwo mogło włamywać się do telefonów. Ofiara przestępstwa miała dostać pomoc. Dostała możliwość zostania podsłuchaną. To była pomoc kompleksowa.

Mariusz Kamiński, minister spraw wewnętrznych i koordynator służb specjalnych w gabinecie Morawieckiego, nie jest już wyłącznie człowiekiem z zarzutami. Został prawomocnie skazany w grudniu 2023 roku na dwa lata więzienia za przekroczenie uprawnień, zlecenie podrobienia dokumentów i działania związane z operacją CBA w tak zwanej aferze gruntowej. Trafił do więzienia, a następnie został ponownie ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Jego zastępca Maciej Wąsik został skazany w tej samej sprawie.

Morawiecki miał więc w rządzie ministra odpowiedzialnego za policję i służby, który został prawomocnie skazany za przestępstwa popełnione przy kierowaniu służbą. Następnie obóz polityczny ogłosił go więźniem politycznym.

To metoda znana z pralni. Najpierw człowieka skazuje sąd. Potem wkłada się go do programu „patriota”. Po godzinie wychodzi czysty, pachnący i gotowy do Parlamentu Europejskiego.

Adam Niedzielski, minister zdrowia w czasie pandemii, został prawomocnie skazany za ujawnienie danych medycznych lekarza, który publicznie krytykował problemy z wystawianiem recept. Sąd uznał go za winnego przekroczenia uprawnień i naruszenia przepisów o ochronie danych. Otrzymał karę trzech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz obowiązek zapłaty zadośćuczynienia. Minister zdrowia wykorzystał więc dostęp do informacji medycznych, by odpowiedzieć krytykowi.

Państwo Morawieckiego traktowało tajemnicę lekarską jak funkcję w mediach społecznościowych: kliknij, aby opublikować. Niedzielski nie rozwiązał problemu z receptami. Rozwiązał problem lekarza, pokazując publicznie jego receptę.

W rządzie, który bezustannie mówił o bezpieczeństwie, obywatel mógł czuć się bezpiecznie pod warunkiem, że nie miał telefonu, recepty, danych osobowych, poglądów ani pytań.

Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej Morawieckiego, został oskarżony o przekroczenie uprawnień oraz ujawnienie fragmentów niejawnych planów obronnych państwa w celu osiągnięcia korzyści politycznej dla PiS. Chodzi o dokumenty wykorzystane w kampanii wyborczej do przekonywania, że poprzedni rząd zamierzał oddać wschodnią Polskę bez walki. Błaszczak nie przyznaje się do winy i twierdzi, że działał w interesie publicznym.

O winie zdecyduje sąd. Sam pomysł pozostaje jednak zachwycający. Minister obrony miał chronić plany obronne państwa. Zamiast tego wyjął ich fragmenty i wykorzystał w partyjnej reklamie. To tak, jakby szef ochrony banku pokazał na wiecu plan skarbca, żeby dowieść, że poprzedni szef źle ustawił sejf.

Wszystko dla bezpieczeństwa. Zwłaszcza bezpieczeństwa wyniku wyborczego.

Antoni Macierewicz był ministrem obrony na początku premierostwa Morawieckiego, zanim został odsunięty, lecz jego polityczny duch długo unosił się nad państwem jak niezidentyfikowany obiekt na wojskowym radarze. Prokuratura oskarżyła go o ujawnienie informacji niejawnych różnych kategorii, związanych z materiałami dotyczącymi katastrofy smoleńskiej. Macierewicz nie przyznał się do winy.

Człowiek, który przez lata szukał wybuchu w Smoleńsku, sam skończył z aktem oskarżenia za obchodzenie się z tajnymi materiałami. Podkomisja smoleńska pochłaniała publiczne pieniądze, niszczyła elementy samolotu podczas eksperymentów, produkowała kolejne wersje rzeczywistości i ostatecznie nie zdołała przekonać nawet całego obozu, który ją finansował.

Była to nauka w wydaniu PiS: najpierw ustalamy wniosek, potem tak długo potrząsamy dowodami, aż coś zacznie grzechotać.

Piotr Wawrzyk, wiceminister spraw zagranicznych odpowiedzialny między innymi za sprawy konsularne, został objęty aktem oskarżenia w śledztwie dotyczącym afery wizowej. Prokuratura zarzuca mu przekroczenie uprawnień oraz ujawnienie osobie nieuprawnionej informacji służbowych przy ingerowaniu w procedury wizowe. Wawrzyk nie przyznał się do winy.

Rząd Morawieckiego prowadził kampanię przeciwko imigracji, podczas gdy podlegający mu system konsularny stał się przedmiotem śledztwa dotyczącego załatwiania wiz przez wpływy, pośredników i łapówki.

Na granicy stał mur. Przy okienku miała działać lista. Migracja była śmiertelnym zagrożeniem dla polskiej cywilizacji, chyba że ktoś znał właściwego człowieka i umiał prawidłowo wypełnić kopertę.

Łukasz Mejza, krótko wiceminister sportu w rządzie Morawieckiego, usłyszał jedenaście zarzutów, głównie dotyczących podawania nieprawdy albo zatajania informacji w oświadczeniach majątkowych. Akt oskarżenia trafił do sądu. Mejza nie przyznał się do winy.

To ten sam polityk, którego działalność biznesowa wobec rodzin ciężko chorych dzieci wywołała wcześniej potężny skandal medialny, choć tamta historia nie zakończyła się jego skazaniem. Morawiecki długo bronił jego obecności w obozie władzy, ponieważ większość parlamentarna była tak krucha, że standardy moralne trzeba było przechowywać w oddzielnym pomieszczeniu, aby przypadkiem nie obciążyły konstrukcji.

Mejza był symbolem matematyki rządu Morawieckiego. Jeden głos w Sejmie był wart więcej niż cały kodeks przyzwoitości.

Krzysztof Szczucki nie był ministrem gabinetowym, lecz kierował Rządowym Centrum Legislacji — instytucją, która miała pilnować jakości stanowienia prawa. Został oskarżony o przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków. Według prokuratury państwowe zasoby oraz zatrudnieni w RCL pracownicy mieli w praktyce służyć jego kampanii wyborczej. Szczucki nie przyznaje się do winy.

Centrum Legislacji zostało więc potraktowane jak Centrum Logistyki Wyborczej. Prawo miało być pisane. Pisano kilometrówkę.

Do tego dochodzą sprawy, w których trzeba zachować szczególną precyzję. Jacek Sasin nie ma zarzutów w sprawie wyborów kopertowych, choć jego działania są objęte śledztwem i zawiadomieniami. Michał Dworczyk pojawia się w postępowaniach i wnioskach immunitetowych, ale nie wolno wrzucać go do jednego worka z osobami prawomocnie skazanymi. W aferze RARS zarzuty usłyszeli między innymi byli szefowie agencji, urzędnicy i przedsiębiorcy; polityczna odpowiedzialność otoczenia premiera jest kwestią debaty, lecz odpowiedzialność karna wymaga konkretnych dowodów wobec konkretnej osoby.

Nie trzeba niczego dopisywać. Rzeczywistość i tak ledwo mieści się w protokole.

Mamy byłego premiera z zarzutem. Byłego ministra sprawiedliwości podejrzanego o 26 przestępstw i poszukiwanego przez organy ścigania. Jego byłego zastępcę z wieloma zarzutami, przebywającego na Węgrzech. Kolejnego wiceministra z aktem oskarżenia dotyczącym Pegasusa. Ministra spraw wewnętrznych i jego zastępcę prawomocnie skazanych. Ministra zdrowia prawomocnie skazanego. Ministra obrony z aktem oskarżenia. Poprzedniego ministra obrony z innym aktem oskarżenia. Wiceministra spraw zagranicznych oskarżonego w aferze wizowej. Wiceministra sportu oskarżonego o nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych. Szefa Rządowego Centrum Legislacji oskarżonego o wykorzystywanie urzędu do kampanii.

Gdyby takie CV przedstawiła firma prywatna w przetargu publicznym, komisja poprosiłaby o zaświadczenie o niekaralności budynku.

I właśnie po tym wszystkim Mateusz Morawiecki wychodzi przed kamery i mówi o przywództwie. Nie o odpowiedzialności. Nie o przeprosinach. Nie o wyjaśnieniu, jak człowiek tak rzekomo sprawny i kompetentny mógł przez sześć lat nie zauważać, że jego państwo zamienia się w skrzyżowanie komitetu partyjnego, agencji reklamowej, drukarni kart wyborczych i biura obsługi podejrzanych.

Mówi o przywództwie. To tak, jakby kapitan statku po katastrofie nie pytał o rozbitków, tylko o to, kto obejmie dowodzenie następnym rejsem.

Morawiecki będzie się bronił, że nie odpowiada karnie za swoich ministrów. I będzie miał rację. Premier nie dziedziczy zarzutów członków gabinetu. Nie jest winny czynów innych ludzi tylko dlatego, że siedzieli przy tym samym stole. Odpowiada jednak politycznie za dobór współpracowników, tolerowanie standardów, sposób zarządzania i kulturę władzy.

Kultura władzy Morawieckiego była prosta: Prawo jest ważne, dopóki nie przeszkadza. Instytucja jest niezależna, dopóki wykonuje polecenia. Pieniądze publiczne są wspólne, dopóki trzeba je zebrać. Kiedy przychodzi czas wydawania, stają się partyjne. Tajemnica jest święta, chyba że można dzięki niej uderzyć w przeciwnika. Prokuratura jest obiektywna, gdy ściga tamtych, i polityczna, gdy interesuje się nami. Wyrok jest wiążący, jeśli skazuje przeciwnika. Jeśli skazuje kolegę, kolega zostaje więźniem politycznym, męczennikiem oraz kandydatem do Parlamentu Europejskiego.

Sam Morawiecki przez lata zapewniał, że Polska rozwija się najszybciej, najbezpieczniej i najbardziej historycznie. Każdy program był przełomowy. Każda inwestycja największa. Każdy wykres prowadził w górę. Każda porażka należała do Tuska, Unii, Putina, pandemii, samorządów, przedsiębiorców albo ludzi, którzy złośliwie przeczytali ustawę.

Polski Ład miał być podatkową rewolucją. Okazał się systemem, który trzeba było poprawiać, zanim księgowi zdążyli zrozumieć poprzednią poprawkę. Państwo opublikowało przepisy, po czym samo zaczęło wydawać instrukcje, jak przeżyć kontakt z przepisami.

Ostrołęka miała być symbolem bezpieczeństwa energetycznego. Została symbolem burzenia świeżo zbudowanych konstrukcji.

Izera miała uczynić Polskę potęgą elektromobilności. Najsprawniej poruszały się terminy.

  • Prom miał pływać. Pływała prezentacja.
  • Mieszkania miały powstawać. Powstawały konferencje.
  • Wybory miały się odbyć. Odbyły się wydatki.
  • Fundusz miał pomagać ofiarom. Pomagał budować polityczne zaplecze — według zarzutów prokuratury.
  • Pegasus miał służyć walce z przestępczością. Trafiał do telefonów ludzi niewygodnych dla władzy.
  • Telewizja publiczna miała informować. Informowała, że Mateusz Morawiecki odniósł kolejny sukces, nawet jeśli sukces polegał na wyjaśnianiu poprzedniego sukcesu.

To nie był rząd. To była prezentacja sprzedażowa państwa, w której drobnym drukiem zapisano: „Produkt może nie odpowiadać wizualizacji”.

I teraz ten człowiek chce wrócić. Co go napędza? Prawdopodobnie dokładnie to, co napędzało cały jego obóz: przekonanie, że odpowiedzialność jest przeznaczona dla słabszych. Silny nie przeprasza. Silny zmienia temat. Silny nie wyjaśnia zarzutów, tylko ogłasza nowy program. Silny nie chowa się ze wstydu, bo wstyd uznaje za narrację opozycji.

Morawiecki jest politykiem postwstydu. Nie zaprzecza rzeczywistości w sposób prymitywny. On ją refinansuje. Bierze starą katastrofę, opakowuje w nowe hasło, dodaje biało-czerwoną okładkę i sprzedaje jako instrument przyszłego wzrostu.

Wybory kopertowe stają się troską o demokrację. Polski Ład — odważną reformą. Konflikt z Unią — obroną suwerenności. Rozpad PiS — różnorodnością. Własna ambicja — ambicją Polski.

Morawiecki dokonał niezwykłego zespolenia własnego ego z ojczyzną. Jeśli on chce stanowiska, Polska potrzebuje przywództwa. Jeśli on walczy z Kaczyńskim, trwa debata o przyszłości prawicy. Jeśli on zakłada stowarzyszenie, rodzi się ruch społeczny. Gdyby zabrakło mu miejsca parkingowego, zapewne mówiłby o wykluczeniu komunikacyjnym narodu.

Ale jeszcze bardziej niepokojące jest to, jak my na to reagujemy. Media liczą jego posłów. Komentatorzy analizują szanse. Politologowie rysują warianty koalicyjne. Dziennikarze pytają, czy będzie następcą Kaczyńskiego. Nikt nie przerywa programu, żeby powiedzieć: — Chwileczkę. Dlaczego człowiek z takim bilansem jest traktowany jak naturalny kandydat do ponownego kierowania państwem?

Ekscytujemy się jego intrygą, jakby chodziło o serial dynastyczny. Czy książę Mateusz pokona starego króla? Czy harcerze zwyciężą maślarzy? Czy Obajtek zdradzi wszystkich po równo? Czy Czarnek dostanie smoka? Tymczasem nie oglądamy „Gry o tron”. Oglądamy byłego premiera państwa, którego najbliższe polityczne otoczenie produkuje akty oskarżenia szybciej niż jego rząd produkował mieszkania.

Sama aspiracja nie jest przestępstwem. Morawiecki ma prawo kandydować, zakładać partie, wygłaszać przemówienia i przekonywać obywateli. Demokracja nie odbiera praw politycznych ludziom tylko dlatego, że są bezwstydni, irytujący albo mają fatalny bilans.

My mamy jednak prawo nie uczestniczyć w zbiorowej amnezji. Mamy prawo pytać go nie o przyszłą koalicję, ale o przeszły rząd. Nie: ilu ma pan posłów? Tylko: ilu pańskich współpracowników ma akty oskarżenia? Nie: czy przejmie pan PiS? Tylko: czy przyjmuje pan jakąkolwiek odpowiedzialność za państwo, którym pan kierował? Nie: czy Kaczyński pana wyrzuci? Tylko: dlaczego wyborcy mieliby ponownie oddać panu instytucje, skoro za pierwszym razem tak wielu pańskich ludzi potraktowało je jak partyjne narzędzia?

Morawiecki nie powinien siedzieć w ciemnej norze. Powinien siedzieć w jasnym studiu, przed przygotowanym dziennikarzem, bez możliwości ucieczki w wykres, i odpowiadać punkt po punkcie.

  • Wybory kopertowe.
  • Pegasus.
  • Fundusz Sprawiedliwości.
  • Afera wizowa.
  • RARS.
  • Polski Ład.
  • Ostrołęka.
  • Upartyjnienie instytucji.
  • Prawomocnie skazani ministrowie.
  • Oskarżeni ministrowie.
  • Uciekający wiceministrowie.

Nie po to, żeby urządzić lincz. Po to, żeby demokracja odzyskała pamięć, bo największym sukcesem Morawieckiego nie jest wzrost gospodarczy, program społeczny ani żaden z wykresów, które pokazywał. Największym sukcesem Morawieckiego jest to, że po sześciu latach jego rządów i całej procesowej epopei nadal rozmawiamy o nim przede wszystkim jako o kandydacie na przyszłego premiera, a nie jako o byłym premierze, który ma bardzo wiele do wyjaśnienia.

Stoi pośrodku gruzowiska, poprawia krawat i pyta: — To kiedy wracam? A my zamiast odpowiedzieć, sprawdzamy sondaże.

Krzysztof Bielejewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo