25.07.2026
Trwa nieustanny festiwal w PiS, Mateusz Morawiecki i jego ludzie nie poddają się presji prezesa i nie podpisują tego oświadczenia, które jest deklaracją lojalności wobec prezesa wszystkich prezesów, ale bardzo przypomina stare czasy, czasy PRL-u, gdzie tamta władza też wymagała podpisywania takich lojalek.
Co za chwilę powie prezes wszystkich prezesów – zobaczymy, ale nie spodziewam się przełomu…
( już wiemy – z PiS wychodzi ponad trzydziestu posłów, którzy wraz z Mateuszem Morawieckim utworzą pewnie nowy klub parlamentarny otwarty na współpracę z wszystkimi poza Konfederacją )
Dla Koalicji Obywatelskiej to co dzieje się na prawicy to prezent – sprawy podziałów w PiS skutecznie przykryły problemy związane z aferami w ochronie zdrowia i kolejne przykłady tego, do czego prowadzi traktowanie chorego człowieka nie jako pacjenta, a klienta, który płaci za nadzieję poprawy swojego zdrowia, płaci każdą cenę, bo zdrowie i życie to przecież najważniejsze sprawy dla każdego człowieka…
A tak na marginesie, czy ktoś rozumie dlaczego właśnie teraz, premier Tusk wystąpił w mediach i opowiedział o programie za ponad 600 miliardów złotych, za które mamy zbudować najnowocześniejszą szybką kolej w Europie ? Czy wizja tego, że w Polsce w 2050 roku będą jeździć super szybkie pociągi pędzące z prędkością 350 kilometrów na godzinę porwie Polaków i pozwoli im zapomnieć o nierozwiązanych problemach opieki zdrowotnej, z którym mierzą się teraz, na rok przed wyborami, wyborami, w których rządzący mają małe szanse na utrzymanie władzy ?
Gdyby był konkurs na najbardziej nietrafione decyzje, ta miałaby szanse na podium…
Na ten „sukces” złożyłoby się wszystko – wizja super szybkich pociągów mknących przez Polskę jak rakiety – pytanie, czy ktoś chciałby mieszkać blisko torów, po których będą pędzić te pociągi ?
Czy korzyść z tego, że podróż będzie trwała nie trzy godziny, a dwie i pół jest tak wielka, że warto wydawać tak duże pieniądze, których podobno brakuje na zabezpieczenie wielu potrzeb społecznych starzejącego się społeczeństwa ?
Czy nie ma tu kolizji ze zrealizowanym już programem budowy sieci szybkich dróg i autostrad, programem który zmienił stereotyp „polskiej drogi” pamiętanej jako droga pełna dziur i wybojów w nowoczesne autostrady i drogi szybkiego ruchu pełne nowoczesnych rozjazdów i wiaduktów zabezpieczających bezpieczeństwo podróżującym w swoich samochodach, samochodach których Polacy mają statystycznie więcej niż Niemcy (a to, że mają niemieckie samochody, których Niemcy już nie chcieli to już inna bajka).
Mówienie, z taką pasją i żarem o programie budowy szybkich kolei, programie który ma trwać przez najbliższe 25 lat jest dziwne – to nie porwie wyborców, nie stanie się źródłem wyborczego sukcesu za rok…
Tego czasu, który ma obóz rządzący jest coraz mniej, liczenie na rosnący zamęt po stronie największej partii opozycyjnej jaką jest na teraz PiS to błąd – PiS słabnie, ale rośnie Konfederacja, a to jest partia przy której PiS to Europa…
Jeżeli miałoby by być tak, że głównym rozgrywającym na polskiej prawicy zostanie być Braun czy Mentzen z Bosakiem, to wolę już Kaczyńskiego z Morawieckim. Dla mnie to trudne, ale taka jest prawda czasu, czasu w którym dzieją się wielkie zmiany, czasu w których szalony Donald Trump jest symbolem manosfery, tej zmiany kulturowej w której to mężczyźni stają do walki o swoje prawa w zdominowanej przez ruchy kobiet rzeczywistości. To, co postrzegaliśmy jako coś, co było i się skończyło wraca – młodzi mężczyźni mają zupełnie inne od obowiązującego obecnie wzorca postrzeganie świata, świata w którym wraca tradycyjna rola kobiet jako zajmujących się dziećmi i domem, domem, w którym rządzi mężczyzna.
Jeżeli ten trend utrzyma się dłużej, jeżeli nie jest to moda, a prawdziwa zmiana kulturowa to wszystko, co wiemy o świecie tym który jest, w którym dzieją się dzieje, ulegnie kolejnej wielkiej zmianie, zmianie której skutki będą kształtować tamten świat który nadejdzie…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Panie Zbigniewie, w diagnozie zagrożeń zgadzam się z Panem bardziej niż w receptach. Rozłam w PiS mnie cieszy — nie dlatego, że Morawiecki nagle stał się demokratą, lecz dlatego, że pękł mechanizm posłuszeństwa, który przez lata uchodził w tej partii za jedność ideową. Martwi mnie natomiast, że na powstałym gruzowisku mogą urosnąć obie Konfederacje. Przy Braunie PiS rzeczywiście zaczyna wyglądać niemal europejsko, ale to trochę tak, jakby przy pożarze lasu chwalić ognisko za umiarkowaną temperaturę.
Najbardziej oburza mnie brak rozliczeń. Morawiecki rozpycha się dziś na scenie jako rozsądny centroprawicowiec, choć przez sześć lat firmował państwo Kaczyńskiego, Ziobry, Sasina i Czarnka. Wystarczyło nie podpisać jednej lojalki, by polityczna pralnia uznała, że wcześniejsze plamy były elementem wzoru. Zanim były premier zacznie sprzedawać nam nowoczesność, wypadałoby podsumować jego poprzedni produkt: wybory kopertowe, Polski Ład, konflikty z Unią i demontaż instytucji. Tymczasem zamiast rachunku odpowiedzialności dostajemy kolejną prezentację.
Nie podzielam jednak Pańskiej krytyki rozwoju kolei. Można dyskutować o kosztach, trasach, kolejności inwestycji i niefortunnym momencie ogłoszenia programu. Nie zgadzam się natomiast, że autostrady uczyniły kolej zbędną. Droga i tor nie są konkurentami w konkursie piękności. Samochód dobrze obsługuje jedne potrzeby, kolej inne; szybkie połączenia mogą odciążyć miasta, lotniska i drogi. Program planowany na ćwierć wieku z natury rzeczy nie jest wyborczą kiełbasą na przyszły rok — chyba że bardzo długo dojrzewającą. Państwo, które planuje wyłącznie do najbliższych wyborów, w końcu nie dojeżdża nigdzie, nawet samochodem.
Co do ochrony zdrowia, pozostaję niewiernym Tomaszem. Pisałem o tym wielokrotnie: nie uwierzę w poprawę, dopóki nie zmieni się cały system — finansowanie, odpowiedzialność, organizacja, relacje sektora publicznego z prywatnym i pozycja pacjenta. Kolejne korekty przypominają wymianę firanek na oddziale, w którym przecieka dach. Może robi się jaśniej, ale pacjent nadal moknie.
Krótko mówiąc: nie rezygnowałbym z kolei tylko dlatego, że szpitale wymagają naprawy. Rozwinięte państwo powinno umieć jednocześnie wozić ludzi szybko i leczyć ich skutecznie. Zwłaszcza że przy obecnym tempie reform pacjent może jeszcze zdążyć szybkim pociągiem do lekarza — o ile wcześniej znajdzie wolny termin.
Mamy różne widzenie czym jest postęp. Postęp to nie zmiana z 250 na 350, postęp to całość tego co składa się na warunki życia jednostki i zbiorowości, małych i dużych.
A to, że mówi się o tym na rok przed wyborami, w atmosferze skandali w szpitalach to błąd Ten rząd „kupił” też pomysł lotniska w Baranowie, które też ma być największe w Europie i to ma Polaków wbić w dumę….
I śmieszne i strasznie !
Panie Zbigniewie ! Jako ciekawostkę wspomnę, że na wielu portalach nie tylko prawicowych coraz częściej ludzie wyrażają tesknotę i marzenie o pojawieniu sie w Polsce naszeej, lokalnej odmiany Pétera Magyara, który porwie ponad 70 % społeczeństwa aby posprzątać stajnię Augiasza. NIestety, na razie to marzenie wyglada na mające nie więcej poparcia niż 0,7 % internautów. Nadal ok. 50% wierzy w kompletne brednie głoszone przez partie, które same nazywają siebie prawicą, choć w istocie są czystą patologią i ekstremizmem posługujacymi sie populistycznymi wytrychami do rzeczywistości. A po demokratycznej stronie constans, czyli – flauta !