Ewa Maziarska: Jak robiliśmy „Gazetę Niecodzienną9 min czytania

()

Gazeta Niecodzienna2016-04-07.

„…Wałęsa był przez wiele ostatnich miesięcy obiektem obrzydliwej kampanii oszczerstw. Sens jej był oczywisty: chodziło o zdyskredytowanie go jako człowieka i tym samym zniszczenie jako przeciwnika politycznego. (…) Zamiarem władz było i pozostaje jedno: niech świat zapomni o Wałęsie, „Solidarności” i wolnościowych majakach polskiego społeczeństwa….”

Aktualne, prawda? A to jest cytat sprzed trzydziestu trzech lat. Z pierwszego numeru „Gazety Niecodziennej”, profesjonalnie robionego, publicystycznego pisma wychodzącego wtedy w podziemiu.

Tak się zaczęło

Był wiosenny dzień 1983 roku. Redaktor Julek Rawicz szedł na pierwsze spotkanie z Konradem Sillerem, opiekunem podziemnej drukarni. Przyszedł pod kamienicę na Solcu. Przed budynkiem na chwilę się zatrzymał, spoglądając w okna drukarni na czwartym piętrze. Już chciał wejść, gdy zauważył tajniaka, który także patrzył w okna mieszkania drukarzy. Julek nie wszedł więc do budynku. Powoli minął drzwi wejściowe i zatrzymał się przed niedaleką księgarnią. Trochę postał. Po chwili wrócił pod dom. Tajniaka już nie było. Szybko więc wdrapał się na wysokie czwarte piętro. Zapukał w umówiony sposób. Po otwarciu drzwi ostrzegł domowników : „słuchajcie, na dole stał jakiś paskudny gruby typ. Chyba tajniak. Obserwował wasze mieszkanie”. Właściciel mieszkania-drukarni roześmiał się; „Przed chwilą przyszedł Konrad i powiedział to samo, że kręci się na dole jakiś paskudny malutki tajniaczek, który udaje zainteresowanie księgarnią”. Nieporozumienie się wyjaśniło. Panowie pośmiali się. Potem przystąpili do omówienia organizacji prac przy wydawaniu podziemnej „Gazety Niecodziennej”.

Powstaje redakcja

„Gazetę Niecodzienną” wymyślił i redagował Julek Rawicz. Był jednym z najlepszych, a zdaniem Stefana Bratkowskiego, wręcz najlepszym redaktorem w kraju. Zaproponował pismo, w którym pisaliby znani publicyści, dziennikarze, naukowcy, ekonomiści, politycy, ludzie kultury, Itp. Oczywiście pod pseudonimami.

Swoim pomysłem podzielił się z przyjaciółmi, przede wszystkim ze Stefanem Bratkowskim. Pomysł się spodobał. Julek szybko więc zabrał się za organizowanie nowej gazety.

Ze znalezieniem chętnych do pisania i współpracy nie miał trudności. Można było liczyć na wielu dziennikarzy i publicystów. Ostatecznie do ścisłej redakcji pisma weszli Stefan Bratkowski i Leon Bójko. W kolegiach redakcyjnych często uczestniczył Jerzy Szperkowicz. Bywał też Wojciech Adamiecki. Głównym redaktorem był oczywiście Julek.

Graficzny projekt pisma opracował znany grafik Tomek Kuczborski, który zaprojektował też winietę Niecodziennej.

***

Drukarze i technicy

Trudniej było ze znalezieniem drukarni. Ale pomoc nadeszła szybko i to w najbliższej rodzinie. Okazało się, że od początku stanu wojennego drukowaniem zajmuje się brat Julkowego szwagra, Jerzy Szczęsny. W swoim jednopokojowym mieszkaniu na Solcu, które zajmuje wraz z żoną Barbarą i małą córeczką Kasią, prowadzi nielegalną drukarnię. Tłucze w niej ulotki, odezwy, jakieś broszurki itp. W pokoju była taka ciasnota, że drukarze wykorzystywali nawet łóżeczko malej Kasi. Na drewnianych poręczach łóżeczka kładli deskę do prasowania, która służyła jako stół do odkładania kolejnych wydruków. A niżej spało dziecko.

Jerzy zapalił się do drukowania także „Gazety Niecodziennej”. Ale – powiedział Julkowi– oprócz nas, drukarzy, , będziesz jeszcze potrzebował kogoś, kto organizuje farbę, papier, transport itd. I forsę na to wszystko. Poznam cię z Konradem Sillerem. To wspaniały facet i nadzwyczajny kolega – oficjalnie prowadzi na Krakowskim sklep z damską bielizną o nazwie Bardotka. Ale żyje sprawami podziemia. W każdej sprawie można na niego liczyć. Przyjdź pojutrze wieczorem. Konrad tu będzie.

I tak doszło do pamiętnego spotkania obu panów. Ustalili, że Gazetę będzie drukował Jerzy na sitodruku. Miał mu w tym pomagać drugi drukarz, młody student Krzysiek Oksiuta, późniejszy poseł na Sejm

Aby chłopaki mogli ruszyć z drukiem, trzeba było im dostarczać gotowe makiety kolejnych numerów „Niecodziennej”. Do wykonania każdej z nich trzeba było mieć teksty w postaci wydrukowanych szpalt.

Początkowo te szpalty drukowali nam zaprzyjaźnieni z podziemiem drukarze w Interpressie należącym do RSW Prasa. Niestety po jakimś czasie wpadli. Parę osób wyleciało z pracy. Potem teksty przepisywała nam na maszynie znakomita maszynistka Wanda Ostrowska. Teksty do przepisania nosił osobiście sam Julek. Był nie tylko pomysłodawcą „Niecodziennej”, jej głównym redaktorem, ale właściwie także gońcem, który biegał po mieście, zbierał od autorów zamówione teksty i zanosił je do Interpressu lub do maszynistki. Często ułatwiałam mu to bieganie, wożąc go swoim fiacikiem.

Od makiety do czytelnika

Gdy teksty były wydrukowane, do pracy wkraczała osoba, która zajmowała się starannym wyklejaniem ich na bristolu według wzoru przygotowanego przez grafika. Makietę pierwszego numeru wykonała graficzka Barbara Mudryk. Następne już wyklejałam ja. Ze względów konspiracyjnych, robiłam to nie u siebie, lecz w mieszkaniu zapalonej konspiratorki, matki aktora Jerzego Karaszkiewicza. Przy każdej makiecie pracowałam przynajmniej dwa dni. Gdy była już gotowa, zanosiłam ją do drukarni. Szłam z duszą na ramieniu. Makiety były spore. Nie dało się ich schować pod płaszczem. Pamiętam jak mocno bilo mi serce, gdy raz spotkałam przechodzących dwóch mundurowych. Na szczęście nie zainteresowali się tym co niosę.

W drukarni makietę przejmował Jerzy. I zabierał się do roboty. Drukował „Niecodzienną” techniką sitodruku, ręcznie, z użyciem ramek. Z jednej ramki był w stanie wydrukować, w miarę czytelnie, kilkaset odbitek. Łącznie wykonywał około tysiąca egzemplarzy każdego numeru. Z drukarni odbierali je kolporterzy i zanosili do punktu przerzutowego. Stamtąd „Gazeta Niecodzienna” trafiała do odbiorców. „Niecodzienna” ukazywała się, niestety niezbyt regularnie, co dwa miesiące.

Pismo bardzo szybko zyskało uznanie czytelników. Julek robił je prawdziwie profesjonalnie. To się po prostu czytało. Przeważały świetnie napisane artykuły problemowe, komentarze, wywiady. Ale pojawiały się też omówienia ważnych spraw zagranicznych. Obok poważnych tekstów w każdym numerze sporo było też drobniejszych informacji. Pojawiały się głównie w stałych rubrykach „Co słychać”, „Przecieki”. Mówiły o sprawach i wydarzeniach, o których oficjalna prasa albo nigdy nawet się nie zająknęła, albo podawała je ze swojego bolszewickiego punktu widzenia.

Nasza wpadka

Półtora roku wszystko szło nadspodziewanie dobrze. Nadszedł 18 kwietnia 1984 roku. Tego dnia nasz drukarz Krzysiek kończył pracę przy jakimś druku, na szczęście nie była to nasza „Niecodzienna”. Spieszył się, bo był umówiony z żoną do kina. Był sam. Jerzy załatwiał jakieś sprawy w mieście. Basia poszła z dzieckiem na spacer. Ktoś delikatnie zapukał do drzwi. Krzyś uznał, że przyszła po niego żona. Otworzył. Zamiast żony wszedł postawny milicjant. Na widok rozłożonej pracy, zdębiał. Chwilę potem rzucił się na Krzyśka, obezwładnił go i zakuł w kajdanki. I skutego zaczął ciągnąć w dół po schodach. Schody tam są strome, na klatce jest dość ciemno. Krzysiek, silny wysportowany chłopak, poczuł nagły przypływ mocy. Błyskawicznie, z całej siły rąbnął milicjanta kajdankami, galopem zbiegł ze schodów i zniknął. Zwiał. Bez przeszkód dobiegł na Krakowskie do sklepu Konrada. Tam, z pomocą jakiegoś ślusarza, udało im się zdjąć kajdanki. O powrocie do pracy nie mogło być mowy. Co więcej, trzeba było uprzedzić właścicieli mieszkania na Solcu, którzy o niczym nie wiedzieli, aby nie wracali do domu.

Przez kilka godzin Konrad dyżurował pod budynkiem na Solcu. Udało mu się spotkać całą trójkę domowników. Barbara z dzieckiem od razu przeniosła się do rodziców. Jerzego ukryliśmy na wsi. Przez kilka tygodni był gościem w podwarszawskiej daczy wspaniałej Teresy Czaputowicz. Krzysiek schował się gdzieś u przyjaciół.

Nasza wpadka stała się sławna. Wszyscy, zarówno dziennikarze, jak i środowisko drukarzy, przekazywali sobie zabawną historię o tym jak młody urwał się doświadczonemu gliniarzowi. A le my, przede wszystkim baliśmy się wtedy o bezpieczeństwo Julka, głównego animatora „Niecodziennej”. Konrad uznał, że teraz koniecznie ktoś powinien nam wydrukować najnowszy numer, który dopiero kończyłam opracowywać. Chodziło o to, aby zatrzeć związek „Niecodziennej” z drukarnią, która wpadła.

O pomoc poprosił Michała Jankowskiego, matematyka, od początku stanu wojennego zaangażowanego w podziemną działalność wydawniczą. Michał dysponował już wtedy lepszymi możliwościami druku. Ostatni nasz egzemplarz został więc wydrukowany już nie na sicie, ale na maszynie offsetowej.

Po tej wpadce nasza „Niecodzienna” zaliczyła dłuższą nieobecność.

Powrót pod parasolem

Wróciła w pierwszej połowie 1985 roku. Umożliwił to solidarnościowy Komitet Kultury Niezależnej, który objął „Niecodzienną” swoim parasolem. Pomogła w tym Teresa Bogucka, która była sekretarzem Komitetu. Komitet zapewnił pismu niezbędne fundusze oraz drukarnię. Kontaktami pomiędzy drukarnią a redakcją zajmował się, należący też do Komitetu, Andrzej Osęka. Ta wznowiona „Niecodzienna” była redagowana tak samo jak uprzednio. Nadal prowadził ją Julek z pomocą Leona Bójki. Miała taką samą szatę graficzną. Tak samo trzeba było kleić kolejne makiety (wykonywała je teraz nasza koleżanka Jania Słuszniak ). Ale wychodziła teraz bardzo regularnie co miesiąc. Drukowana już była na offsecie, więc czytało się ją o wiele łatwiej niż egzemplarze z sitodruku. I teraz była płatna; każdy egzemplarz kosztował 30 ówczesnych złotych.

W roku 1985 ukazało się dokładnie 12 numerów „Niecodziennej”, każdy w nakładzie około półtora tysiąca egzemplarzy.

Wcześniej, do wpadki, wydaliśmy także 12 numerów; 5 w roku 1983 i 7 w roku następnym. Nasze nakłady były niższe. Na sitodruku Jerzemu udawało się drukować do tysiąca egzemplarzy każdego numeru.

W roku 1986 ukazał się jeszcze jeden, ostatni numer „Niecodziennej”. Potem redakcja zamilkła. Dlaczego? Dziś mógłby to pamiętać tylko Julek. Ale odszedł już trzy lata temu.

Ewa Maziarska

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. Obirek 07.04.2016
  2. j.Luk 09.04.2016