Byłem tam kilka lat temu. Niewielkie miasteczko w województwie lubuskim. Konkurują tu ze sobą masarnie i ubojnie. Może kiedyś, gdy władzę na Ziemi ponownie sprawować będą zwierzęta, powstanie w Sławie muzeum ich martyrologii. Póki co mięsożerność przedstawiana jest jako wartość kulturowa, o czym świadczy pogardliwa wobec wegetarianów (i rowerzystów) wypowiedź prowincjonalnego Sarmaty pozującego na światowca, czyli ministra Witolda Waszczykowskiego.
W mięsnym zagłębiu pracowała i pewnie nadal pracuje większość okolicznych mieszkańców. Zauważyłem, że wytwory ich pracy są w miejscowych sklepach znacznie droższe, niż w innych miastach. Jedna z pracownic straciła zatrudnienie zaraz po tym, jak przyłapano ją na zjedzeniu odrobiny farszu, którym wypełniała zwierzęce jelita.
W wydawanym przez Urząd Miejski „Biuletynie Sławskim” znalazłem kącik poetycki, a w nim wiersz Heleny Nowakowskiej – Potockiej pt. Sława w mojej duszy. Zapisałem fragment: „Każdego roku w letniej porze / można się pluskać w sławskim jeziorze / Pływać kajakiem, rowerem wodnym / i paradować w bikini modnym”.
Nie jest to z pewnością poezja realistyczna, bo w sławskim jeziorze nie można było się pluskać. Ten wielki, liczący ponad 800 hektarów obszar wodny był (jest?) zatruty krwawymi ściekami z rzeźni.
II
Norma chroniąca życie jest fundamentem wszystkich kultur. Jakie (czyje) życie chroni, to rzecz mniej jednoznaczna. Arystoteles wyłącza z tego zakazu zwierzęta. Owszem, sama nazwa (animal) wskazuje że są obdarzone duszą (anima), jest to jednak dusza zmysłowa i śmiertelna, gorsza od rozumnej i nieśmiertelnej duszy ludzkiej. (Zapewne ta gorszość posłużyła niedawno Jarosławowi Kaczyńskiemu do określenia swych oponentów jako elementu zdemoralizowanego, podłego, animalnego).
Zwierzęta, podobnie jak nie różniący się od nich niewolnicy, mają służyć zaspokajaniu potrzeb ich rozumnych właścicieli („Rośliny istnieją dla zwierząt, zwierzęta zaś dla człowieka”).
Judeochrześcijańska religia tego nie podważa. Stary Testament każe człowiekowi panować nad „wszelką istotą żywą, która chodzi po ziemi”. Tradycja nowotestamentowa ustanawia hierarchię form życia i normę „nie zabijaj” odnosi do życia ludzkiego (zwierzęta mogą liczyć na miłosierdzie, rośliny na ekonomiczną racjonalność). Św. Tomasz z Akwinu pisze, że zasada miłości obejmuje tylko Boga i bliźniego, zwierzęta nie są bliźnimi człowieka: „Nieważne jest, jak człowiek postępuje ze zwierzętami, albowiem Bóg wszystkie rzeczy ziemskie poddał władaniu człowieka”. Wiem, że zwyrodnialcy katujący swe psy nie czytają Tomasza, mogliby przecież odwołać się do tego zdania.
Katechizm katolicki zezwala na wykorzystywanie zwierząt dla wytwarzania odzieży; uznaje też za niegodziwość wydawanie na zwierzęta pieniędzy potrzebnych człowiekowi.
Immanuel Kant stwierdza stanowczo, że człowiek nie może mieć obowiązków wobec istot innych niż ludzie.
Albert Schweitzer – chrześcijanin, protestant – jest w tej mierze wyjątkiem. Mówiąc o życiu ma na uwadze wszelkie jego przejawy i formy. Pisze: „Kto jest naszym bliźnim? Dawniej mówiono: człowiek. Teraz rozumiemy, że wszystkie żywe istoty są naszymi bliźnimi”. Etyka szacunku dla życia, której jest twórcą, wyrasta z najbardziej bezpośredniego faktu, jaki dany jest świadomości: jestem życiem które pragnie żyć, obok życia które pragnie żyć. Podstawowa zasada tej etyki brzmi: dobrze jest życie utrzymywać, sprzyjać mu; źle jest życie niszczyć, hamować je w rozwoju.
W pracy pt. Kultur und Ethik in den Weltreligionen (pisanej w latach 1919-1921) czytamy: „Naprawdę etyczny jest człowiek tylko wtedy, jeśli czyni zadość potrzebie, aby pomagać każdemu życiu, któremu pomóc może, i jeśli się wzdraga przed tym, aby jakiejkolwiek istocie wyrządzić zło. Nie pyta, czy to lub tamto życie jest cenne i czy zasługuje na naszą uwagę; nie pyta także, czy i w jakiej mierze jest ono jeszcze zdolne do doznawania. Dla człowieka naprawdę etycznego życie jako takie jest święte”.
IIIO zwierzętach pisano zazwyczaj po to, by podkreślić wyższość piszących. To pyszne poczucie podważali co prawda tacy myśliciele jak Pitagoras, Budda, Wolter, Jeremy Bentham, Artur Schopenhauer, Lew Tołstoj czy Isaak Bashevis Singer – jednak ich głos pozostawał odosobniony.
Dziś o męczeństwie zwierząt mówi się w sposób bardziej wyrafinowany. John M. Coetzee w Żywotach zwierząt każe swej bohaterce wystąpić przed Appleton College i rzucić słuchaczom w twarz słowa mówiące o cierpieniu istot, które nie mają nic oprócz życia odbieranego im wciąż przez człowieka. Swój wykład kończy porównaniem przemysłowych farm hodowlanych do obozów koncentracyjnych.
Olga Tokarczuk (Prowadź swój pług przez kości umarłych) nie bez satysfakcji, jak myślę, pokazuje moment, w którym przebrała się miara. Wygląda na to, że zwierzęta odmówiły zgody na swój dotychczasowy los, zbuntowały się, szukają odwetu. W akcie zemsty zabijają swych zabójców (myśliwych): kłusownika, komendanta policji, właściciela zakładów mięsnych, księdza. Zwabiają ofiary tam, gdzie wcześniej same zastawiały wnyki. Zabijają – któż by przypuszczał! – sarny, uchodzące za symbol delikatności i płochliwości.
Kto interesował się podobną tematyką w czasach PRL-u, mógł sięgnąć do wydanej w 1986 roku w PIW-ie książki Jamesa Serpella pt. W towarzystwie zwierząt. Dziesięć lat wcześniej wydarzeniem stało się Wyzwolenie zwierząt Petera Singera. Jeszcze wcześniej, w 1965 roku ukazał się Poemat o miejskiej rzeźni Tadeusza Śliwiaka („Mieszkałem w rzeźni. […] W nocy słuchałem jak ryczą krowy, a w dzień opędzałem się od dużych, czarnozielonych much. […] Dziś już nie mieszkam w rzeźni. Ale wystarczy, aby zgasło światło dnia, a zaraz nad moim domem pojawiają się wrony. Jest ich dużo. Odlatują dopiero o świcie”).
Kilka lat temu kupiłem monograficzny numer „Kontekstów” (4/2009) zatytułowany tak jak książka Coetzeego: Żywoty zwierząt. W najnowszym numerze „Kronosa” (4,2015) drukowana jest Rozmowa kapłona z pulardą Woltera („Pularda: Założę się, że pożerając nas, wesoło się śmieją i opowiadają sobie wesołe dowcipy, tak jak gdyby nic się nie stało”)..
Największe wrażenie robią na mnie poświęcone zwierzętom fragmenty Rozmów z Jerzym Nowosielskim (prowadzi je Zbigniew Podgórzec). Zwierzęta – traktowane powszechnie jako stworzenia do głaskania bądź do zabijania – to zdaniem Nowosielskiego byty subtelne, czyli anioły biorące udział w kosmicznej ofierze. Chrześcijaństwo, mówi artysta, zagubiło sakralny stosunek do ofiary z krwi zwierzęcia. Widomym tego świadectwem jest choćby Hiszpania, gdzie istniejący od ponad tysiąca pięciuset lat Kościół katolicki nie potrafi przeciwdziałać „sadystycznie potwornym, diabelskim” widowiskom korridy. Widowiska te utrzymują się dziś mimo protestów ekologów i krytyki Unii Europejskiej. O tutejszej potrzebie celebrowania śmierci wspomina Federico García Lorca: „We wszystkich krajach śmierć przynosi koniec. Z jej nadejściem opada kurtyna. Inaczej jest w Hiszpanii. To jedyny kraj, którego narodowym widowiskiem jest śmierć”.
Nowosielski zauważa, że można w ostateczności zrozumieć uciekających przed nędzą torreadorów. Nie sposób natomiast wytłumaczyć postępowania Kościoła, który już nawet nie próbuje przezwyciężyć starotestamentowego okrucieństwa. Tam bowiem, w Starym Przymierzu – np. w przepisach rytualnych nakazujących torturować zabijane zwierzęta – obok aspektów świętych i zbawczych widać także sankcjonowane zbrodnie. Bez uważnego przyjrzenia się im nie zrozumiemy, dlaczego „w sposób prawny, legalny i jak najbardziej religijny mogło dojść do zabójstwa Wcielonego Boga, bo przecież Chrystus został zabity według wszelkich prawideł swojej religii”.
Jerzy Nowosielski wypowiada się w sposób dobitny: „Nasz stosunek do zwierząt jest straszliwy, po prostu straszliwy. Istoty, które bardzo nas przypominają – posiadają bowiem podobne odruchy emocjonalne, podobne nawyki, podobne sposoby komunikowania się nie tylko między sobą, ale również z nami […], skazywane są na przebywanie w obozach koncentracyjnych i masowo tam mordowane”. Pytany, czy nie widzi różnicy między pegeerowską farmą tuczników a Oświęcimiem, odpowiada że nie widzi, a jeśli tak, to na korzyść Oświęcimia, bo tam pędzeni na rzeź mieli choć nadzieję na życie pozagrobowe, natomiast zwierzęta – mimo że obdarzone duszą – są takiej metafizycznej nadziei pozbawione. „Status człowieka po upadku rajskim, po grzechu pierworodnym jest statusem zbrodniarza par excellence. Jego religia musi więc być zbrodnicza. I religia abrahamiczna, i wszystkie inne religie, były religiami, które polegały na eksterioryzacji czynów zbrodniczych w obręb sacrum”.
IVJudaizm i islam pozwalają swym wyznawcom spożywać mięso jedynie tych zwierząt, które zostały zabite bez ogłuszania, w stanie pełnego odczuwania. Praktyka ta, budząca odrazę u wielu osób, była rozpatrywana przez Trybunał Konstytucyjny. Organ ten uznał jej legalność jako wyraz wolności religijnej. Andrzej Rzepliński, przewodniczący TK, wyraził przy tej okazji zdanie (od którego odcięła się część sędziów), że wolność religijna jest wartością absolutną. Powinien mieć świadomość, że umywa tym samym ręce i dystansuje się wobec niegodziwości i cierpień związanych z wojnami religijnymi, misjami, wyrokami sądów inkwizycyjnych itp.
Przeciwnicy uboju rytualnego zwracają uwagę na ujawniający się w nim szowinizm gatunkowy wynikający z hierarchii żywych istnień. Człowiek (czyniąc się sędzią we własnej sprawie) uznał się za istotę Bogu podobną i uprawnioną do panowania nad istnieniami pozbawionymi owego podobieństwa. Posługuje się nimi, by wyrazić swe przekonania religijne. Byłoby jednak chyba lepiej, gdyby jako rzeczywisty wyznawca wiary sam, z własnej woli, czynił się rytualną żertwą, posługiwał się sobą, nie zaś istotami pozbawionymi, jak przecież sądzi, zdolności religijnych. Uniknąłby w ten sposób posądzenia o szczególną „łatwiznę” związaną z ofiarami „zastępczymi”.
Tomasz Terlikowaki w świątecznej, bożonarodzeniowej „Rzeczpospolitej” z rabiniczną skrupulatnością szuka (i oczywiście znajduje) starotestamentowych źródeł mówiących, że prawo do zachowania zasad religijnych przez ludzi stoi wyżej niż dobrostan zwierząt. Biedny ten Terlikowski. Okrutny, ale i biedny. Bez oparcia w jednoznacznym przepisie nie poradziłby sobie. Nie próbuje wniknąć w symboliczny sens tamtych zdań, ani w nowotestamentowe ich przewartościowanie, w którym wrażliwość wyrasta ponad Prawo.
Marian Zdziechowski podczas rozmowy z Marianem Massoniusem wyznał, że choć zapewne pozostanie praktykującym katolikiem i będzie katolicyzmu bronił, utracił „wiarę wewnętrzną”. Ważnym powodem tej utraty było przerażenie ogromem cierpienia widocznego w przyrodzie, fakt, że wiedząc o konieczności jej upadku, Bóg nie przygotował dla przyrody żadnego planu zbawienia. „[…] cierpienie człowieka, nawet cierpienia małych, niewinnych dzieci […] mogą być tłumaczone z pomocą pojęć upadku, grzechu, kary, próby doczesnej i wiekuistej zagrobowej szczęśliwości. Nie tłumaczy to jednak cierpienia zwierzęcia pod panowaniem człowieka; w pytaniu tym skupiały się ostatecznie wątpienia moje”.
Ryszard Krynicki mówi w wywiadzie, że zwierzęta różnią się od ludzi tylko tym, że nie potrafią pisać i czytać. Natomiast strach i ból odczuwają bardziej niż my. Zdaniem św. Franciszka – są istotami bożymi, bożą ręką stworzonymi. Zbigniew Herbert, poetycki mentor Krynickiego, pisze o Biedaczynie z Asyżu: „[…] jedyny/ który ujął się/ za naszymi/ szlachtowanymi/ duszonymi/ wykrwawianymi/ ofiarami/ naszej pychy” (Rozważania hagiograficzno-zwierzęce Pana Cogito).
Zdaniem Anny Świrszczyńskiej poeta winien umieć zadawać takie pytania, jakie potrafi zadać dziecko: mamusiu, czy ta rybka była niegrzeczna, że myśmy ją zabili?
Andrzej C. Leszczyński



Dyskusja przedwojenna
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/rzeznie.jpg
Zawsze mnie uczono, że aby stwierdzić czym żywi się dane zwierzę wystarczy spojrzeć na jego uzębienie. Kiedy spojrzeć na zęby człowieka nie ma wątpliwości, że spożycie mięsa jest jego – jakby to nie brzmiało – naturą.
Od strony etyki chroniąc życie dlaczego zawężać sprawę do zwierząt, a pomijać rośliny? To też forma życia z możliwością odczuwania (co udowodniono).
Może więc problem leży gdzie indziej? Jest bardziej ogólny i dotyka konstrukcji świata jako takiego, w którym jedno istnienie trwa dzięki wykorzystywaniu innego? Zwierzęta też zjadają zwierzęta, te zjadają rośliny, są rośliny zjadające zwierzęta itd.
dotyka konstrukcji świata jako takiego
.
Prawdopodobnie. Ale tylko człowiek jest zakłamany.