Czasami zastanawiam się, czy w jakiś istotny sposób różnimy się od zwolenników PiS-u? Mówiąc „my” mam na myśli tych wszystkich, którzy sprzeciwiają się obezwładnianiu Trybunału Konstytucyjnego, zawłaszczaniu mediów, upolitycznianiu prokuratury czy, ogólnie rzecz biorąc, twierdzeniu że zdobycie większości mandatów w Sejmie upoważnia do totalnej przebudowy (lub jak kto woli – demolki) systemu prawnego.
Zdaję sobie sprawę, że będąc samemu po jednej ze stron tego konfliktu nie mogę dokonać obiektywnej oceny.
Zastanawiam się więc od jakiegoś czasu, jak bardzo wypaczony jest mój obraz rzeczywistości. Może po prostu panikuję, jak mówi jeden z moich niezaangażowanych politycznie znajomych. Może rację mają ci, którzy twierdzą, że trwa zwykły „spór” polityczny i tylko starły się ze sobą dwa równouprawnione światopoglądy, których zwolennicy nakręceni i otumanieni własną propagandą nie są nawet w stanie wysłuchać argumentów przeciwnika, nie mówiąc już próbie ich zrozumienia. Może gdyby spojrzeć na całą sytuację „bez uprzedzeń” i z dystansu, to okazałoby się, że każdy z antagonistów ma swoje racje?
I choć wiem, że to trudne, i że mój obiektywizm bardzo łatwo podważyć, to mimo wszystko spróbuję na chwilę stanąć z boku i znaleźć różnice między tymi dwoma obozami: „nami”, czyli obrońcami demokracji (oczywiście we własnym mniemaniu) oraz „onymi”, którzy tę demokrację (również w naszym mniemaniu) próbują ograniczyć, a nawet zlikwidować.
Pierwsza różnica nie jest może najważniejsza, ale moim zdaniem najbardziej widoczna. My jesteśmy po prostu weselsi. Potrafimy żartować nawet z tych niebezpiecznych i dramatycznych zmian, które zachodzą dzisiaj w Polsce. Co więcej, potrafimy żartować z siebie samych. A więc stać nas na autoironię, która pozwala złapać oddech w dusznej rzeczywistości. Po drugiej stronie widzę same natchnione oblicza, na których wyryta jest powaga, uniesienie i zaciekłość. Twarze, w których można wyczytać: „nie darujemy wam, musicie przyznać się do waszych win i ponieść karę, dopiero potem przysługuje wam prawo do (ewentualnego) przebaczenia”. Widzę w nich kunderowską „przerośniętą duszę”, pompowaną monumentalnymi słowami: Naród, Ojczyzna, Niezłomność, Obowiązek. Jakikolwiek żart z tych Wartości zasługuje na karę śmierci. Kto z nich się śmieje, jest więc szaleńcem lub zdrajcą. Dopuszczalne są tylko żarty z przeciwnika, lecz te jakoś mnie nie śmieszą, bo wyczuwam ukrytą za nimi groźbę.
Druga różnica jest taka, że „my” jesteśmy jakby bardziej zadowoleni z życia. To nie znaczy, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi lub bogatsi, że wszystkim nam powiodło się. Na demonstracjach KOD-u często widać skromnie ubranych emerytów lub starsze osoby na wózkach inwalidzkich. My jednak potrafimy się cieszyć z tego, co mamy, bez względu na to ile mamy. Potrafimy akceptować świat takim, jaki jest, i dostrzegać szklankę do połowy zapełnioną dobrymi rzeczami.
I dlatego teraz tak bardzo boimy się, że to co udało się zbudować ciężką pracą, ktoś bez serca lub bez rozumu zniszczy w kilka chwil – ot tak po prostu, żeby wszyscy mieli tyle samo czyli nic, z czystej bezinteresownej zawiści, albo w imię abstrakcyjnej idei. A jacy są „oni” w tym względzie? Często widzę w nich złość, niezadowolenie, rozgoryczenie. Bo miało być tak dobrze a nie jest, bo ktoś mi ukradł, to co mi się należało, bo ten drugi ma więcej a ja mam mniej. Bo życie miało być takie piękne a teraz jestem samotny, biedny i czuję się oszukany. Więc niech wreszcie przyjdzie „ktoś”, kto zrobi z tym porządek, żeby już nie kradli i dali mi co moje.
No właśnie, to kolejna, trzecia różnica – postawa roszczeniowa.
Mnie zabrano, mnie się należy, bo nas oszukują urzędnicy, politycy, unia, korporacje. Więc skoro nas okradają, to my ich wszystkich pozbawimy tego łupu i rozdzielimy go sprawiedliwie. Przecież państwo jest od tego, żeby dbać o obywatela i zapewnić mu wszystko, czego potrzebuje.
Gdy natomiast myślę o ludziach sprzeciwiających się „dobrej zmianie”, w większości przypadków widzę takich, którym się udało lub którzy przynajmniej próbowali. Wielu z nich to ludzie, którzy przez te lata ciężko pracowali, by zrealizować jakąś ideę lub rozkręcić biznes. To ludzie, którzy postawili na siebie i nie czekali, aż przyjdzie ktoś, kto rozwiąże ich problemy. Oni szybko zrozumieli, że wolność to uświadomiona konieczność, ale mimo to szli dalej wybraną drogą, czasami tylko po to, by na koniec móc powiedzieć „chciałem sam decydować o własnym losie”. Lecz znowu okazuje się, że dzisiaj przychodzi ktoś, kto nazywa ich komunistami, złodziejami lub gorszym sortem, a całe ich dzieło miesza z błotem. Bo przecież wolna Polska istnieje dopiero od pół roku, a więc wszystko co było wcześniej, jest bez znaczenia.
I ostatnia różnica, dla mnie najważniejsza i chciałbym, żeby była najważniejszą również dla tych, którzy zgadzają się z tym co napisałem wcześniej. Jesteśmy ludźmi, którzy mają wątpliwości. Nawet pisząc powyższe słowa cały czas zastanawiałem się, ile w nich racji. Czy na pewno to, co próbujemy chronić, jest tak cenne i warte zachodu? A może jednak PiS i jego zwolennicy mają słuszność? Może z tego całego zamieszania wyniknie jakaś lepsza Polska z wyraźniejszą przyszłością dla naszych dzieci? Może rzeczywiście „panikujemy”?
To, że zadajemy sobie pytania i mamy wątpliwości, to właśnie najbardziej różni nas od „tamtych”. Oni żyją odurzeni oparami swojej prawdy, która jest jedyna, niepodważalna i bezdyskusyjna. Tacy ludzie już próbowali rządzić światem i wiemy, jak to się kończyło.
Co więcej, Polacy mieli to nieszczęście znaleźć się między młotem i kowadłem dwóch narodów, które dopuściły do władzy ludzi bez wątpliwości. Strzeżmy się, byśmy i my nie poszli podobną drogą. Zadawajmy więc ciągle pytania, naszym przeciwnikom i sobie samym, bo pytania są zawsze ważniejsze od odpowiedzi.
Piotr Stokłosa



http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/myioni.jpg
Myślę, że częściowo ten podział zależy od okoliczności. Być może wśród „my” jest sporo takich, co im się udało. Odnoszę jednak wrażenie, że tych co to im się udało najbardziej, najwięcej jest poza „my” i „oni”. Ale można znaleźć ich i tu i tu. Wicepremier Morawiecki czy minister Radziwiłł należą raczej do wygranych. Ale pewnie ma Pan rację, że wielu „przegranych” jest po stronie PiSu. Warto zadać sobie pytanie dlaczego. Czy to nie sposób dzialania III RP ich tam ustawił? Ilu zostało skrzywdzonych (chodzi o subiektywne odczucie) przez te państwo, przez jego organy, urzędników, czy samorządy? Albo po prostu nie uzyskali wsparcia, gdy go potrzebowali.
Widzę jeszcze jedną różnicę.My w rozmowie z nimi opieramy się na konkretnych przykładach, których oni nie chcą słuchać.Natomiast oni mówią sloganami, z
którymi trudno walczyć. Np niedawno usłyszałam od pewnej pisikorki,że Kaczyński i cała reszta pisiorów chce dobrze dla Polski, żeby Polska się rozwijała.Każdy chce dobrze dla Polski,
ale jak wytłumaczyć tej babie że rujnują państwo swoimi ustawami i walką z TK ?
Autor stawiając takie pytanie już wskazuje na tę różnicę, to empatia. Reszta to konsekwencje jej braku. „Oni” chcieliby także nam jej zakazać, choć nie wiedzą czym jest, a po prostu ZAKAZYWAĆ wszystkiego INNYM bardzo lubią.
.
Dlatego najbardziej obezwładnia (jakże to widać w tzw. dyskusjach) istnienie po tamtej stronie ludzi inteligentnych, wydaje się to trudne do pojęcia. Przecież tym inteligentnym też jej brakuje i nie ciekawi „ich” dlaczego?
@Autor: świetna analiza. Może wielu woli aby za nich decydowano, zatem przyjmują atrybuty „religii PiSowskiej” nie zastanawiając się zbytnio nad ich negatywnymi skutkami. To mentalność niewolników. Coś w rodzaju homo sovieticus, który przyzwyczaił się do decydowania o jego sprawach przez tych na górze, co zwalnia z myślenia, odpowiedzialności i brania spraw w swoje ręce.
.
@Mr E oraz @jureg wskazali na ważną rzecz. Dlaczego inteligentni ludzie, którzy osiągali w życiu sukcesy wspierają formację PiSowską? Może nie wszystko było dla nich udane, tego nie wiemy. Ale jeśli wyróżnia ich inteligencja, to może po prostu wykorzystują swoje atrybuty (inteligencję), do robienia kariery za wszelką cenę, nawet gdy to szkodzi ogółowi. A tu wchodzimy w swerę zwyczajnej przyzwoitości i uczciwości. Z tego dziś przecież nikt polityków nie rozlicza. A szkoda!
Jakoś inaczej inteligentni, ci po tamtej stronie. Wydawało się jednak, że inteligencja i PiS to oksymoron.